Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Kategorie: Wszystkie | Info | Ja i ASD | KSIĄŻKA | Komentuję | Konstruktywnie | Opisuję
RSS
czwartek, 06 października 2016

 

Jeśli chodzi o rozmowy kwalifikacyjne, to jestem w nich prawdziwym ekspertem. Było ich mnóstwo - nie powiem, ile dokładnie, ale dużo. Udział w kolejnej wywołuje już u mnie znudzenie i irytację. No bo ile razy można słuchać tych samych tekstów i udawać, że się w nie wierzy? Jeśli chce się mieć za co żyć i żreć, to można i to dużo.

W dzisiejszym artykule opiszę wam najdziwniejsze sytuacje, jakie przytrafiły mi się podczas rekrutacji. Nie chodzi tu wcale o idiotyczne pytania typu ile szczoteczek do zębów zmieści się w żołądku krowy ani jakim dinozaurem jesteś. Na takie oczywiście też trafiłam, ale tego typu teksty krążą po internetach od wielu lat. Wszyscy je już znają. O motywacji do czyszczenia kibli też nie będzie i to nie dlatego, że nie startowałam w takich rekrutacjach. Po prostu chcę opisać autentyczne sytuacje, które wydarzyły się w moim życiu.

Żeby było uczciwie: przydarzały mi się także wpadki. Nie będę jednak o nich pisać, bo nie były jakieś spektakularne. Poza tym na tego bloga zaglądają pracodawcy. Wystarczy, że piszę o życiu ze spektrum autyzmu.

Nikt nie chce pracownika z jawnym Aspergerem. Przekonaliśmy się już o tym jakiś czas temu. 

 

 

 

 

 

No to teraz przyszedł czas na kwiatki!

1. Alternatywna działalność gospodarcza

Sytuacja wydarzyła się sporo lat temu i nie dotyczyła informatyki, ale raczej branży sprzedażowej. Umówiłam się na rozmowę z właścicielem firmy w dość odległej lokalizacji. Po dotarciu na miejsce i poszukiwaniach lokalu, okazało się, że jest to prywatne mieszkanie w bloku. Drzwi otworzył mi młody facet w krótkich spodenkach z ortalionu i gumowych klapkach. Zastanawiałam się czy w ogóle tam wejść. W końcu jednak weszłam, bo strasznie chciało mi się siku. Spytałam, gdzie jest toaleta. Facet wskazał mi drogę przez korytarz zastawiony z obu stron stertami gratów sięgającymi do sufitu. Obok drzwi do łazienki znajdowały się drzwi do pokoju. Były otwarte. Dostrzegłam przez nie stół z ogromnym stosem suszonych konopii.

Zrobiłam co trzeba i wróciłam do pokoju na rozmowę kwalifikacyjną. Po tym wydarzeniu usunęłam z CV dane adresowe. Obecnie znajduje się tam wyłącznie e-mail i telefon.

 

2. Normalna praca

Zgłosiłam się do pracy w sklepie komputerowym. Rozmowa odbywała się w kawiarni w galerii handlowej. Było tam bardzo dużo ludzi. Musiałam znaleźć rekruterów w tym tłumie. Byłoby to o wiele łatwiejsze, gdyby któryś z nich na przykład mi pomachał lub dał inny znak. Niestety tak się nie stało i musiałam wypytywać ludzi przy stolikach.

Panowie wcale nie chcieli mnie zatrudniać w tym sklepie. Zostałam zaproszona tylko po to, żeby na żywo usłyszeć, że mam znaleźć sobie normalną pracę w IT. W sklepie bym się tylko marnowała.

Marnowanie mojego czasu nikomu jednak nie przeszkadzało.

 

3. A może księgowość?

Firma szukała analityka. Zadzwonili do mnie, wysłali testy i zaprosili na rozmowę. Na miejscu okazało się, że praca jest, ale w księgowości. Nie znam się na tym! Nie szkodzi, firma doskonale o tym wie. Po prostu chcieli obejrzeć mnie na żywo.

 

 

 

 

 

 

4. Prawie jak darmowy staż

Duże wydawnictwo proponowało mi 8-10 złotych za stronę specjalistycznego tłumaczenia o programowaniu grafiki 3D. Jeszcze zrozumiem tak gówniane stawki za mało skomplikowane teksty o tematyce ogólnej. Jednak nawet moje zamiłowanie do grafiki 3D nie przysłoniło poczucia jawnego dymania.

Odmowa spotkała się oczywiście z wielkim fochem, a jakże.

 

5. Umowa z Afryki

Na konferencji gadałam z babką z jednej firmy. Odezwała się parę miesięcy później z zapytaniem, czy nie popisałabym u nich na stronie. Tematyka niezbyt skomplikowana, ale wymagałaby przygotowania własnych ilustracji. Wyglądało to w ten sposób:

JA: To jakie będą warunki współpracy?
ONA: Możesz mi wysłać przykładowy tekst?
JA: Mogę.

Wysyłam demo. Niby w temacie, ale tylko część tekstu, bez obrazków, do tego z wyciętymi fragmentami i dopiskami tu będzie coś. Można z tego się dowiedzieć, jak ktoś pisze, ale ciężko to potem wykorzystać. Bez sensu, jeśli zamawiający czytał inne teksty wcześniej, ale przynajmniej się odczepi.

ONA: No, dobre jest. To jeden taki artykuł na tydzień by się przydał.
JA: Za ile?
ONA: No wiesz, nasza firma nie istnieje długo, ale się dynamicznie rozwija... Nie mam kasy...
JA: Takie teksty słyszałam w ogólniaku. Dokładnie takie same. Jakoś one się dynamicznie nie rozwinęły.
ONA: No dobra, dostaniesz X zeta. To wyślij artykuł za dwa dni.
JA: Spoko, wyślij mi do jutra umowę.
ONA: Ale ja dzisiaj w nocy wyjeżdżam na wakacje do Afryki, teraz się szykuję na samolot. Wrócę za 3 tygodnie. Wyślij tekst do Krychy, dostaniesz umowę jak wrócę.
JA: Spoko. Ja się na szczęście nie spieszę, więc dostaniesz tekst jak wrócisz.
ONA: Ale my potrzebujemy go już teraz! Musimy coś opublikować za dwa dni.
JA: To niech Krycha przygotuje umowę.
ONA: Nie, to ja muszę przygotować. No pisz i wysyłaj!
JA: Poczekam 3 tygodnie.
ONA: Beznadziejny początek współpracy. Inaczej to sobie wyobrażałam.



6. Mam takie hobby

Polega ono na tym, że piszę za darmo teksty o komputerach, oprogramowaniu i szeroko pojętej informatyce do jednego portalu. Moim wynagrodzeniem jest satysfakcja z ujrzenia własnego tekstu na popularnej stronie.

Tak się przynajmniej jednemu panu wydawało.

 

 

 

 

 

7. Czasami szlag trafi

Nawet tak spokojną osobę jak ja.

Poszłam kiedyś na rozmowę, w którym pan w świecącym garniturze przerabiał słowo w słowo skrypt rozmowy kwalifikacyjnej. Miał nawet wszystko spisane w notatniku. W pewnym momencie wyciągnął długopis...

JA: Pewnie mam sprzedać długopis, co?
ON: A skąd pani wie?
JA: Ma pan bardzo oklepany skrypt.
ON: Yyyyyy...
JA: Serio. Czytałam te wszystkie bzdury w gazetach w latach 90.

Facet został skutecznie wytrącony z równowagi. Ostatecznie nie musiałam nic mu sprzedawać.

 

8. Granice desperacji

Rozmowa odbywała się w dużym biurowcu z przepięknym widokiem na Zatokę Gdańską. Na wstępie rekruter, który był jednocześnie szefem działu, stwierdził, że jestem już stara i wciąż nie mam stałej roboty. Pewnie się do niczego nie nadaję i ogólnie się opieprzam.

Stwierdziłam, że widok z okna jest dużo ciekawszy od niego.

Gdzie jest granica pomiędzy desperacją do znalezienia pracy a dawaniem się obrażać?

 

 

 

 

9. Ruska mafia

Pewnego dnia zaczął mi dzwonić telefon. Ktoś z Nowosybirska chciał koniecznie ze mną rozmawiać. Naczytałam się sporo o zagranicznych przekrętach, dlatego ignorowałam te połączenia. Wyszukiwarka pokazywała, że numer należy do nowosybirskiego sklepu z garnkami. Nie mam z tym nic wspólnego.

Jakiś czas później dostałam maila od faceta z dużej korporacji, że chcą zaprosić mnie na rozmowę kwalifikacyjną, ale ja nie odbieram telefonu. Odpisałam, że skoro spotkanie miałoby być w Gdańsku, to na pewno mają też polski numer. Przy okazji zadzwoniłam do gdańskiego oddziału firmy z zapytaniem czy taka osoba faktycznie tam pracuje.

Okazało się, że owszem, pracuje. Rozmowa faktycznie się odbyła! Były mocno dziwne pytania jak na programistę. Potem się okazało, że szukali administratora sieci i systemów. W firmie tej byłam kilka razy, za każdym razem stanowisko było inne od zgłaszanego.

 

10. Trawnik w serwerowni

Dobrze radzę sobie z grzebaniem w sprzęcie. Zgłosiłam się na stanowisko technika w serwerowni. Ktoś musi w końcu składać i naprawiać to wszystko. Okazało się, że obowiązkiem technika jest także koszenie trawnika wokół budynku, odśnieżanie dachu, zamiatanie chodnika i ogólnie robienie za przynieś-podaj-pozamiataj. Niestety nie dowiedziałam się, czy czyszczenie kibli też jest w pakiecie.

 

11. Stacja diagnostyczna

Jak już wspominałam, wśród czytelników tego bloga znajdują się także pracodawcy. Podczas wizyty w biurze szefa działu programistów przypomniały mi się zajęcia ze studentami, podczas których robiłam za pomoc naukową. Facet analizował sobie na bieżąco moje zachowanie z kryteriami diagnostycznymi zespołu Aspergera. Takimi na przykład z Wikipedii. Oczywiście robił to całkowicie jawnie i dzielił się ze mną spostrzeżeniami.

 

 

 

 

 

Czy was również spotkały dziwne sytuacje na rozmowach kwalifikacyjnych? Piszcie w komentarzach. A jeśli ktoś z was potrzebowałby pomocy w pisaniu CV lub przygotowaniu do rozmowy, to mogę pomóc. Moje rady są całkiem skuteczne. Mam na koncie parę osób, które znalazły pracę dzięki nim. No chyba, że piszecie popularnego bloga o ASD, wtedy nic wam nie pomoże.

 

Tagi