Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Kategorie: Wszystkie | Info | Ja i ASD | KSIĄŻKA | Komentuję | Konstruktywnie | Opisuję
RSS
piątek, 14 sierpnia 2015

 

Na facebooku pojawiła się propozycja, żebym napisała co robię w wakacje. Jest to w sumie całkiem dobry pomysł - i tak się nikomu nie chce czytać o autyzmach. Do tego można powstawiać fajne foty. Dzisiejsza notka będzie bardziej przypominała Aspi Photography i słitaśny pamiętniczek, no ale to mój prywatny blogasek i mogę pisać sobie na nim to co chcę. Jeśli ktoś ma z tym problem, to niech spojrzy w górę na fioletowy napis.

Mam tylko nadzieję, że Blox to wszystko utrzyma - w końcu nieraz musiałam dzielić notkę na dwie części. Mówiłam wam niedawno, że Gazeta postanowiła wydymać użytkowników. Zmiana ta ma wpływ na funkcjonowanie bloga, ponieważ nieraz korzystałam z Dysku Google, żeby móc wam coś udostępnić. Cóż, zrobiłam sobie konto na Gmailu i jakoś to będzie.

Dzisiaj foty lecą z Imgura, może Blox się nie zatka.

Na pewno mój telefon już się nie zatyka ani nie zacina, ponieważ pozbyłam się w końcu cholernego Alcatela. Miarka się przebrała, kiedy nastawiłam sobie budzik, który nie zadzwonił, ponieważ aplikacja zegar została zatrzymana, wymuś zamknięcie. Niewiele wcześniej nie mogłam zadzwonić w kilka miejsc, bo Alcatel nie reagował na wpisywany numer, tylko go kasował i tak w kółko. Teraz mam nowy, działający i ładny telefon.

Jeśli mowa o ładnych rzeczach, to porobiłam sobie parę w Blenderze. Są to mapki do gry w kocią demolkę. Gra polega na tym, żeby skakać kotem po meblach i zrzucać przedmioty. Niestety blenderowy silnik gry nie jest zbyt dobry i nie generuje jak należy. W trybie render sceny są bardzo ładne, ale po rozpoczęciu grania tekstury się wykrzaczają.

 

 



 

 

 

 

Chociaż może da się to jakoś zrobić, ale trzeba być Piotrem Arłukowiczem. Ja nie jestem, więc mi się wykrzacza.

Jeśli mowa o Piotrze i Polskim Kursie Blendera, to kontaktowałam się z nim w sprawie przetłumaczenia Blendera na polski. Nie każdy radzi sobie z anglojęzycznym oprogramowaniem a ja tłumaczyłam już z powodzeniem różne rzeczy, więc mam w tym wprawę. Wyszło tak jak zwykle, czyli nic nie wyszło. Cóż, nie można uszczęśliwiać ludzi na siłę.

Zrobiłam sobie mały filmik pod tytułem Burzliwa noc (można włączyć 1080p). Jest to trochę wyraz mojej  tęsknoty za burzami, ponieważ w tym roku omijają one Trójmiasto. Udało mi się zastosować w filmiku fajny efekt deszczowych kręgów na wodzie. Chciałam jeszcze dodać trawę w formie włosów, ale ten plik ma z tym jakieś problemy - program zawiesza się podczas tworzenia tego efektu. Nie chodzi tu o zbyt duży obszar, bo dzieje się tak nawet na kwadraciku 1x1 bez tekstur.

 

 

 

 

 

Poza Blenderem zajmuję się jeszcze lutowaniem kabelków i scalaczków. To, co widzicie poniżej, to router uceglony (doprowadzony do użyteczności cegły, czyli po prostu zepsuty) przez Niezdiagnozowanego Sysadmina. Fizycznie routerowi nic nie jest, ale w wyniku działań Sysadmina nie da się go uruchomić. Dolutowałam do niego piny do złącza szeregowego oraz kabelek do procesora. Piny działają, bo idzie przez nie napięcie - zrobiłam sobie specjalny zasilacz 3,3 V z końcówkami typu goldpin, podłączyłam i działało. Programowo jeszcze nie wiem - będę to sprawdzać.

Wkurza mnie, że Sysadmin uważa się za wielkiego specjalistę od systemów i informatyki, natomiast ja jestem dla niego debilem. Jednak kiedy coś zepsuje, to wtedy jest płaku płaku, pomóż. Bo on lutownicę wsadziłby sobie pewnie w oko, a napięcie połączył z masą. Czasem mu o tym przypominam i wtedy wysuwa Ostateczny Argument: ale to ja mam robotę!

Cóż, ma. To ja ju jestem specem od rozmów kwalifikacyjnych i testów w kilku językach, zaliczania wszystkich etapów i usłyszenia na koniec pani dziękujemy. O ile w ogóle coś usłyszę, bo większość pracodawców nie raczy w ogóle przekazać żadnej informacji, chociaż przez ostatni miesiąc człowiek latał do nich co kilka dni na kolejne etapy.

Wkurzyłam się i zaczęłam aplikować na stanowiska typu serwisant sprzętu, monter elektroniki, sprzedawca w sklepie komputerowym. Byłam nawet na rozmowie kwalifikacyjnej na sprzedawcę. Była to najdziwniejsza rozmowa w moim życiu, ponieważ facet przez pół godziny gadał, że jestem za mądra i mam sobie znaleźć normalną robotę w IT. Nie wiem, po co w ogóle mnie zapraszał w takim razie. Może chciał mi to powiedzieć osobiście.

W każdym razie zajmuję się sprzątaniem, praniem dywanów, czyszczeniem auta (wczoraj byłam na przeglądzie i dostałam w pakiecie płyn do spryskiwaczy) i zmywaniem garów. Może zacznę to robić zawodowo, np. prać dywany? Zawsze coś.

 

 



 

Wracając do routerów: podczas moich ostatnich wizyt u jednego znajomego czytelnika zauważyłam, że ma on w swoim mieszkaniu około piętnastu sieci wifi. Oczywiście tylko jedna jest jego, reszta należy do pozostałych mieszkanów bloku. Sieci nakładają się na siebie, w wyniku czego sygnał jest gówniany i ludzie kupują jeszcze mocniejsze sprzęty. I tak w kółko. Gdyby każdy ograniczył się do swojego mieszkania, nic by się nie nakładało i byłby święty spokój. No ale cały blok musiałby się dogadać.

Nie wiem jak się dogaduje z sąsiadami, bo to nie ja jestem NT, ale wiem jak można dopasować sobie kanały, żeby nie wchodziły w interferencje. Tu macie instrukcję jak to zrobić. Ogólnie kanały w tym samym kolorze nie nachodzą na siebie (jeśli nie widzicie tego nachodzenia, rozciągnijcie kolorowe prostokąty wszerz). Jeśli sąsiedzi uwzięli się na kanał 1, ustaw sobie 6+ i miej spokój.

 

 

 

A teraz będą foty.

 

Mam w domu trzy koty i psa. W ogródku natomiast mieszka jeż. Nie jest łatwo go spotkać, ponieważ wychodzi głównie w nocy. Ale kiedy już przytrafi się taka okazja, mogę poczęstować go kocim żarciem. Najbardziej jeżowi smakuje domowa kocia karma, czyli mielone mięso z dodatkiem podrobów, twarogu, jajek i marchewki. Ale gotową karmę z saszetek też zje.

Jeśli chcecie poczęstować jeża, to dajcie mu surowe mięso, karmę dla kotów albo mleko. Jeże nie jedzą jabłek, są owadożerne. Chociaż niektóre nie pogardzą np. gołębiem.  

 

 

 

 

Nie wiem, czy wszystki jeże tak mają, ale nasz głośno mlaszcze przy jedzeniu.

 

 

 

 

Dzisiaj w nocy także spotkałam jeża. Poniższe foty powstały około godziny 2:30. Widać na nich, że jest to gatunek wschodni, ponieważ ma biały brzuszek.

 

 

 

 

 

 

Czasem wychodzę z domu i oglądam np. dawną lożę masońską w centrum Gdańska. W jednym z rozwalających się budynków zachowały się malowidła z wolnomularską symboliką. Przy okazji poczytałam sobie trochę o tej organizacji i okazało się, że w Polsce ma się świetnie.

 

 

 

 

 

 

 Cmentarz Nieistniejących Cmentarzy niedaleko Stoczni Gdańskiej.

 

 

 

Stary cmentarz na Górze Szubienicznej. Nazwa nieprzypadkowa, bo kiedyś była tam miejska szubienica. Groby nie należą jednak do skazańców.

 

 

 

Cmentarz Żołnierzy Francuskich z czasów II Wojny Światowej. Okazało się, że w czasach napoleońskich również istniał tam cmentarz francuski. Nikt o tym nie wiedział do momentu, kiedy zaczęto tam kopać.

Przy okazji - Brunet był, Blondyna nie znalazłam, chociaż uczciwie szukałam.

 

 

 

Cmentarz Brętowski w okolicach nowej stacji Niedźwiednik. Przy okazji przeszłam się po torach nowej linii Pomorskiej Kolei Metropolitalnej. Trzeba było wykorzystać okazję, bo od września zaczną tam jeździć pociągi.

 

 

 

 

Rozwalający się cmentarz ewangelicki we wsi Słuszewo.

 

 

 

 

 

Ładne widoki w rezerwacie Wąwóz Huzarów.

 

 

 

Przedziałek na głowie leśnego olbrzyma.

 

 

 

Był jeż, teraz pora na sarenkę.

 

 

 

 

Wiatraki w polu. Wiecie, że one mają na dole schody i wejścia?

 

 

 

Rezerwat przyrody Szklana Huta. Pojechałam tam zobaczyć kurhany. Niedługo pojadę na tydzień w okolice Kościerzyny, gdzie zobaczę kamienne kręgi starożytnych Słowian i Gotów. Przy okazji ciekawostka: będę mieszkała w tym samym ośrodku, w którym byłam na koloniach 20 lat temu.

 

 

 

 

 

Wyspa Sobieszewska, rezerwat Mewia Łacha. Na zdjęciu przekop Wisły. Ciekawostka: woda płynęła od morza, nie do morza.

 

 

 

 

 

 

 

Ten korzeń przypominał mi trochę szkielet jakiegoś zwierzęcia.

 

 

 

Mewy, w tle rafineria.

 

 

 

 

 

W poniedziałki i wtorki oglądam powtórkę początkowych odcinków Kryminalnych zagadek Las Vegas. We wtorek był odcinek opowiadający o autystycznym bibliotekarzu.

CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas, odc. 207, sezon 2 - Caged

Na przejeździe kolejowym samochód wpada pod rozpędzony pociąg. Wygląda to na nieszczęśliwy wypadek. Gil Grissom jest jednak innego zdania. Catherine Willows i Sara Sidle znajdują podejrzane ślady. Rzeczywiście - prowadzony przez młodą kobietę samochód został rozmyślnie wepchnięty pod lokomotywę przez innego kierowcę, z którym kierująca spotkała się na parkingu. Grupa ekspertów bada przyczyny tragedii. Kolejna sprawa dotyczy tajemniczej śmierci młodej, atrakcyjnej konserwatorki starodruków w stanowej bibliotece. Grissomowi pomaga w śledztwie autystyczny bibliotekarz, który nieszczęśliwie podkochiwał się w zmarłej.



Autystyczny facet został przedstawiony pozytywnie - nie jako Rain Main ani upośledzone dziecko. Podkreślono jego doskonałą pamięć i uczciwość. Jeśli chcecie zobaczyć ten odcinek, to dziś o 20:55 będzie powtórka na kanale Puls 2.

 

Tagi