Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Kategorie: Wszystkie | Info | Ja i ASD | KSIĄŻKA | Komentuję | Konstruktywnie | Opisuję
RSS
niedziela, 12 lipca 2015

 

Media z całej Polski piszą o samobójstwie 14-letniego Dominika Szymańskiego z Bieżunia. Po raz kolejny rozpoczęła się dyskusja o dręczeniu w szkole, bezstresowym wychowaniu, dzisiejszej zdegenerowanej młodzieży i złym internecie. Ale internet nie jest sprawcą, jest tylko kolejnym kanałem komunikacji. Kiedyś były złośliwe wierszyki, piosenki i napisy na murach, dzisiaj dochodzą chamskie strony w internecie. Wiem, o czym mówię - sama byłam dręczona w szkole, o czym pisałam na przyklad tutaj albo tutaj.

O tym już wiecie. A teraz proszę rodziców dzieci autystycznych o opuszczenie tej strony lub przynajmniej schowanie się, ponieważ będę pisać o tym jak popełnić samobójstwo.

Dzisiejszy wpis jest przeznaczony dla młodych ludzi, którzy chcą się zabić - z autyzmem lub bez. Jeśli jesteś taką osobą, zapraszam do czytania. To nie jest kolejny blogerski bełkot, ponieważ w przeciwieństwie do dynamicznych śmieszków z lansiarskiej blogosfery, ja jestem kimś, kto był przez długie lata dręczony w szkole i wielokrotnie chciał się zabić. No i ja faktycznie podam ci sposoby na samobójstwo, nie tylko pseudomotywacyjny bełkot. Nie lubię bzdur wygadywanych przez ludzi, którzy nigdy nie przeżyli tego, o czym piszą.

Jedna sprawa na początek - musisz przeczytać WSZYSTKO, co tu piszę, w sensie całą notkę. Parę minut cię nie zbawi, umrzeć zdążysz tak czy siak.

Zgoda? To jedziemy.

 

 

 

 

 

Jestem taką samą osobą jak ty. Nie byłam, tylko jestem - w dalszym ciągu miewam myśli samobójcze i doskonale wiem, co to znaczy czuć się jak nieudacznik, śmieć i żywe gówno. Nie szkodzi, że prawdopodobnie jestem starsza od ciebie - wiek nie ma tu znaczenia.

W wieku 5 lat odkryłam, że człowiek jest w stanie zabić sam siebie. Kolejne 5 lat później chciałam się już zabić, ponieważ sytuacja w szkole mnie dobijała. Na przerwach wielokrotnie stawałam na szczycie schodów na najwyższym piętrze, wysuwałam stopy przez barierki i wyobrażałam sobie, że skaczę dokładnie w ten otwór pomiędzy schodami i ląduję na parterze. Rozmyślałam też o wyskoczeniu przez okno lub położeniu się na torach. Widziałam kiedyś jak pociąg potrącił faceta, więc łatwo było pomyśleć, że to samo dzieje się ze mną.

 

 

 

Słucham tej piosenki, kiedy mam chujowy nastrój - może tobie też przypadnie do gustu.

 

 

 

Nikomu o tym nie mówiłam, a już na pewno nie nauczycielom czy pedagogowi szkolnemu. Pewnie dobrze wiesz, dlaczego - blablabla, to twoja wina, musisz się zmienić, oni się tylko tak bawią. Nauczyciele to właściwie większe gnoje od uczniów - pozwalają na dręczenie, usprawiedliwiają sprawców, zrzucają winę na ofiarę, a wszystko co powiesz, może zostać wykorzystane przeciwko tobie. Rozmowa z nimi to strata czasu. Domyślam się, że masz tak samo. Gdybyś miał z kim porozmawiać, nie szukałbyś informacji jak popełnić samobójstwo.

Pewnie nieraz sobie wyobrażasz te lamenty na swoim pogrzebie i wyrzuty sumienia dręczycieli. Też tak myślałam, dopóki nie zrozumiałam, że raz: wcale by nie lamentowali, najwyżej byliby źli, że im problemy przynosisz (bo kuratorium i takie tam). Dwa: i tak byś o tym nie wiedział, ponieważ byłbyś martwy. Bycie martwym to nie jest jakiś cudowny stan typu ustawienie sobie statusu na niewidoczny - widzisz wszystko i masz radochę. Bycie martwym to po prostu bycie martwym. Nie ma cię i wszystko się kończy, łącznie z twoją świadomością.

Jeśli wydaje ci się, że twoja śmierć spowodowałaby jakieś wyrzuty sumienia i zmianę postępowania, to ci się wydaje. Pogadaliby trochę i tyle. Dwa tygodnie po pogrzebie mieliby cię już totalnie w dupie. Wiele lat później wspominaliby cię w stylu noooo, był taki typ, co się zabił, ale on jakiś dziwny był, miał problemy z psychiką. I tyle. Jakieś refleksje, że może sami przyczynili się do tego? Zapomnij, ludzie są za tępi.

Tak naprawdę się dzieje. Samobójstwa to problem stary jak świat i niejeden stracił kolegę ze szkoły. Patrzę, słucham, obserwuję - nie warto.

 

 

 

 

 

 

Powyższy gif to romantyczne wyobrażenie sobie samobójstwa jako przeniesienie do jakiegoś cudownego świata. To niestety tak nie działa. Po zawieszeniu pętli na szyję czeka cię wielkie nic. Jeb, koniec, do widzenia.

Śmierć Dominika wywołała dyskusję w całym kraju i szaleństwo w mediach. Problem jest taki, że podobnych samobójstw jest w Polsce kilkadziesiąt każdego roku. Nikt się nimi specjalnie nie przejmuje. Żeby ktoś się przejął, musiałbyś mieć szczęście lub odwalić coś w stylu Andreasa Lubicza.

Tylko ten, no... i tak byś o tym nie wiedział, ponieważ byłbyś martwy.

Wiemy już, że twoi prześladowcy to gnoje i to nie z tobą jest problem, ale z nimi. Dlaczego więc to TY masz się zabijać? Kiedy sobie pomyślę o moim ewentualnym samobójstwie w wieku nastoletnim, to stwierdzam, że zdecydowanie lepszym wyjściem byłoby zrobienie szkolnej masakry. Bez sensu jest oddawanie życia jakimś tępym śmieszkom. Nic bym im nie chciała dawać, nie chciałabym ich też ponownie oglądać.

Spieprzaj z tej szkoły. Zmień ją od nowego roku lub w połowie. Nie daj sobie wmówić, że został ci tylko rok do końca. Rok to dużo czasu i mnóstwo złych rzeczy może się wydarzyć. Jeśli już teraz chcesz się zabić, to dalsze dręczenie na pewno cię nie podniesie na duchu. Spróbuj innej szkoły. Generalnie mam takie założenie, że zabić się zawsze zdążysz, więc najpierw wypróbuj mniej radykalne środki.

Zmieniałeś już szkołę? Idź na nauczanie indywidualne. Edukacja zbiorowa niszczy bardziej wrażliwe jednostki. Uspołecznianie się jest gówno warte, jeśli polega na gnojeniu, biciu i prześladowaniu. Brałam udział w takim uspołecznianiu - nie zabiło mnie (choć niewiele brakowało), nie wzmocniło, ale zryło mi psychę na długie lata. Gdyby dało się pozwać szkołę i dostać odszkodowanie, pewnie bym to zrobiła.

Nie daj się torturować i przeprowadzać na sobie eksperymentów. Twoje zdrowie psychiczne jest ważniejsze, niż pseudouspołecznianie przez napieprzanie. Kontakt z ludźmi możesz mieć na jakichś zajęciach dodatkowych albo przez internet (ze spotkaniami na żywo). Uspołeczniajaca rola szkoły to jedno wielkie oszustwo.

Nie musisz być workiem treningowym dla jakichś debili. Dla ciebie i twoich rodziców najważniejszy jesteś TY, nie jakieś typy ze szkoły i ich durne sposoby na podbicie sobie ego. Jak dorosłego biją pod sklepem, to ucieka aż się kurzy. Jak dorosłego dręczą w pracy, znajduje inną. Jak dziecko biją w szkole, to ono ma się poświęcać... Przepraszam, w imię czego?!

Jeśli już skończyłeś szkołę, to miej swoich byłych pseudokolegów głęboko w dupie. Jeśli idziesz do kolejnej (np. liceum), to wybierz taką, w której nie spotkasz ludzi ze swojej byłej klasy. Nie ma znaczenia, że trochę dalej. Ja nie utrzymuję z nikim kontaktu i bardzo mnie to cieszy.

Próbowałeś z kimś rozmawiać? Rozmowa może sporo pomóc - robi się trochę lżej na duchu, można też poszukać rozwiązania. Jeśli nie masz z kim pogadać, możesz spróbować telefonu zaufania. Poczekaj aż nikogo nie będzie w domu (a jak masz duży dom i/lub cię nie słychać, to nie czekaj) i  zadzwoń. Jeśli się wstydzisz, wyślij maila. W mordę na pewno ci nie dadzą, a spróbować można. Samobójstwo nie zając, nie ucieknie.

 

 

 

Telefony zaufania dla innych grup społecznych podaję na końcu notki.

 

 

Próbowałeś tych słynnych leków na głowę? Jeśli nie, to zachęcam. Pewnie myślisz sobie, że to zawracanie dupy. No bo co, niby tabletki zmienią twoje życie i sprawią, że ludzie cię pokochają? Nagle zaczniesz mieć szczęście i zaczniesz wygrywać w życiu?

Nie, tak się nie stanie. Wszystko zostanie tak, jak było. Za to wyłączą się negatywne myśli i ponure emocje, które - bądźmy szczerzy - wypaczają logiczne myślenie. Wstaw sobie do mózgu filtr górnoprzepustowy, który zatrzyma ci doła i sprawi, że będziesz mieć wyjebane. Wtedy pomyślisz sobie na spokojnie, czy faktycznie jest sens się zabijać. 

Jesteś już stary i skończyłeś szkołę? Brałeś magiczne tabletki, chodziłeś na terapię i nadal uważasz, że twoje życie jest przegrane? Mam podobnie. Dałam sobie parę lat na jakieś zmiany i zobaczę jak to będzie. W wieku 24 lat ustawiłam sobie termin na 32 (czyli 25, ładny numer) i usiłuję się doprowadzić do porządku. Nie wiem, czy mi się uda, ale umrzeć zawsze zdążę. Kiedy skończę 32 lata, wtedy będę rozmyślać, czy moje życie jest cokolwiek warte.

Jedna uwaga: jeśli dajesz sobie jakiś termin, to niech to nie będzie rok czy dwa. To zdecydowanie za krótko na porządne zmiany.

 

 

 

 

 

Miałam podać sposoby na samobójstwo, no nie? Oto one. Nie będę wymyślać koła na nowo i użyję tego, co już istnieje i jest dobre. Oto Lost All Hope - strona założona przez gościa, który postanowił się zabić w 2002 roku. Znajdziesz tam opisy różnych rodzajów śmierci, statystyki oraz historie autora i innych ludzi. 

Poniżej wstawiam polskojęzyczną infografikę dotyczącą samobójstw oraz dane kontaktowe do różnych organizacji i forów. Wybierz te, które najbardziej ci odpowiadają i skorzystaj. Jeśli chcesz, możesz napisać coś tutaj w komentarzach (nie bój się chamskich reakcji, będę pilnować porządku) albo nawet napisać do mnie. Nie jestem psychologiem i z racji autyzmu słabo znam się na ludziach, ale jak chcesz pogadać z kimś podobnym do siebie, to mogę być to nawet ja. Już znasz mnie trochę z bloga, może będzie ci łatwiej. Nie uważam, że byłoby dobrze, gdybyś zdechł.

 

 

 

 

 

A tu film przygotowany przez kolesia, który prawdopodobnie nie chciał sam się zabić, ale fajnie podaje statystyki.

 

 

 

 

Tu znajdziesz pomoc:

  • inna duża lista - wybierz według profilu działalności, zignoruj nazwę strony
  • dzieci i młodzież: 116 111
  • linia kryzysowa: 116 123
  • forum dla dorosłych z ASD - jeśli jesteś w spektrum autyzmu (lub podejrzewasz, że możesz być) i masz problemy, możesz napisać.

 

 

 

 

piątek, 03 lipca 2015

 

Zaczęły się wakacje, czyli tradycyjnie czas na podróże. To doskonały moment, żeby opowiedzieć wam o książce, którą niedawno przeczytałam. Książka nosi tytuł Trzy pustynie i oparta jest na prawdziwych przeżyciach nastolatka z autyzmem i jego ojca. Powstawała długo, bo aż siedem lat - od 2006 roku, kiedy Michał zaczął komunikować się przy pomocy komputera, do 2013, kiedy udało się już zebrać wystarczająco dużo materiału. Całość ukazała się drukiem w 2014.

Książkę znalazłam dzięki ignoranckiej audycji Człowieka 2.0, o której wspominałam tutaj. Wiedziałam doskonale, że autyści mogą sami powiedzieć, co czują i jak widzą świat. Wcale nie jest tak, że biedni NT muszą domyślać się i tworzyć spekulacje - wystarczy poczytać książki napisane przez samych autyków. Istnieje mnóstwo zagranicznych pozycji. Ale co z polskimi? Postanowiłam to sprawdzić i trafiłam na stronę Warszawskiej Firmy Wydawniczej. Napisałam do jednej z osób z tej firmy i po niedługim czasie przyszła do mnie książka.

 

 

 

 

Parę osób nastraszyło mnie, że książkę ciężko się czyta ze względu na dużą liczbę wzmianek o religii. Nie było jednak tak źle. Przeczytanie całości zajęło mi około godziny i nie musiałam wcale brnąć przez kolejne strony ku chwale nauki.

Czym są tytułowe pustynie? To alternatywna nazwa dla rozdziałów czy może raczej części. Jest to też nawiązanie do opisanych w książce podróży po terenach w dużej części pustynnych, takich jak Egipt czy Izrael. Nigdy nie byłam w tych krajach i ze względu na niebezpieczne warunki raczej się szybko tam nie wybiorę. Pozostaję więc w Polsce i przenoszę się myślami na Bliski Wschód wraz z bohaterami książki.

 

 

 

 

 

Zazdroszczę trochę Michałowi. Mało kto ma możliwość wybrać się w zagraniczną podróż niemalże na życzenie. Jemu się jednak udało i wraz z ojcem zwiedza Rzym wraz z Watykanem, Jerozolimę oraz piramidy w Egipcie. Podróże te powiązane są z religijnym znaczeniem tych miejsc. Michał jest osobą mocno uduchowioną i dużo uwagi poświęca Bogu oraz pierwiastkowi o oryginale pnącego rumaka.

Czym jest ten pierwiastek coś tam? Przeczytajcie, to się dowiecie.

Twórczość Michała pokazuje jak bardzo autyści różnią się od siebie. Przyjęło się, że jesteśmy ludźmi bardzo konkretnymi, wyrażamy się jasno i raczej nie interesuje nas religia. To zwykle prawda, jednak są wyjątki potwierdzające regułę i o jednym z nich opowiada ta książka.

Michał używa dość poetyckiego języka, pełnego porównań i przenośni. Pisze też wiersze, które znacznie różnią się od moich. Czytając Trzy pustynie nie czułam się jak przy książkach autorstwa Temple Grandin czy Johna Eldera Robisona. Tamte mogłam nazwać swoimi alternatywnymi biografiami, tu z kolei podziwiałam piękno różnorodności.

 

 

 

 

 

 

Kłamałabym jednak mówiąc, że nie dostrzegłabym w tej książce niczego znajomego. Pojawiły się motywy innego postrzegania świata, zwracania uwagi na inne rzeczy, niż widziane przez neurotypowych. Gdzie Michał schował kalendarz ojca? Na półce, która cała jest w cieniu lampy. Mówicie w ten sposób? Pewnie nawet nie wiecie, która półka w waszym domu znajduje się w cieniu. Pewnie powiedzielibyście coś w stylu półka nad łóżkiem w moim pokoju.

Michał mówi też o trudnościach wynikających z bycia autystą oraz o tym, że doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej odmienności. Tak, ignoranci z Tok FM oraz wszyscy pozostali, my doskonale wiemy, że jesteśmy inni. Nawet, jeśli część z nas nie posługuje się mową i zachowuje się, jakby żyła gdzieś w innym wymiarze.

 

 

 

 

 

Wspominałam na początku, że książka może straszyć religijnością. Mnie jednak dużo bardziej zaskoczyło postrzeganie ASD jako supermocy i to nie w zakresie fotograficznej pamięci czy mnożenia ogromnych liczb. Tu mamy raczej telepatię, czytanie w myślach, prorokowanie i wygłaszanie tajemniczych sentencji w stylu Alchemika. Jest dusza świata, powrót do natury, pradawna mądrość i coś, czego dowiesz się w swoim czasie. Jest też podróż w poszukiwaniu sensu.

Yyyyy... że co?! Nie mam wątpliwości, że Michał jest inteligentny i zapewne świetnie stosuje zimny odczyt, ale autyzm nie dał mu paranormalnych supermocy. Autyzm jest odmiennością, ale bez telepatii i pierwotnych wibracji. To tak nie działa, choć może byłoby fajne.

Jeśli jednak podejdziecie z rozsądkiem do alchemicznych treści, to Trzy pustynie są świetną lekturą, z której można poznać autyzm z pierwszej ręki. Jest też ciekawą podróżniczą książką, która powinna pasować na wakacje oraz na panujące właśnie pustynne upały.

 

 

----

 

Dodałam taga niemówiący blogerzy, bo pasował, chociaż Michał nie prowadzi bloga. Uważam, że to dziwne, bo ma sporo do powiedzenia i miałby stałe grono czytelników.

 

 

 

Tagi