Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Kategorie: Wszystkie | Info | Ja i ASD | KSIĄŻKA | Komentuję | Konstruktywnie | Opisuję
RSS
wtorek, 16 czerwca 2015

 

Rok temu o tej samej porze mogliście poczytać o mojej wizycie na konferencji InfoShare. Był to mój drugi udany pobyt na tej imprezie, więc nie mogłam odpuścić kolejnej edycji. Po raz kolejny wybrałam się z Niezdiagnozowanym Sysadminem.

W tym roku czekały nas wielkie zmiany. Przede wszystkim konferencja przestała być całkowicie darmowa. Owszem, samo chodzenie po hali i wykłady były bezpłatne, ale impreza integracyjna już nie. Za jedyne 250-500 złotych (w zależności od czasu rejestracji) można było na nią wejść oraz dostać obiad w trakcie przerwy. Możliwe przyczyny są dwie: zbyt duże wydatki sponsorów lub chęć selekcji gości. Nie mam takiej kasy na imprezy, których skutek prawdopodobnie byłby marny. Nie jestem też aż tak nakręcona na imprezy. Jeśli ktoś chciał porozmawiać sobie z autorką KŚ, to musiał zrobić to podczas targów.

Organizacja InfoShare była w tym roku całkowicie anglojęzyczna. Zarówno strona internetowa, jak i fejsbókowa były prowadzone wyłącznie w języku angielskim. Rozumiem, że przyjeżdżają tu zagraniczni prelegenci i uczestnicy, ale nie jest to dla mnie wymówka na brak strony polskojęzycznej. Takie działania są dla mnie pretensjonalno-zakompleksione. Wstydzicie się, że jesteście z Polski? Jesteście tacy światowi, że zapomnieliście cebulackiego języka?

Od razu powiem, że nie mam żadnego problemu ze znajomością angielskiego. Jednak pomimo biegłego posługiwania się tym językiem, szanuję swoją własną kulturę.

 

 

 

 

 

Po wejściu na halę przywitał mnie Zły Dron. Możecie zobaczyć go na zdjęciu. Niestety zapomniałam zabrać aparat, więc musicie zadowolić się fotami z komórki, która po raz kolejny się psuje. Przy okazji: nie kupujcie sprzętu od Alcatela, bo to gówno niesamowite. W ciągu 1,5 roku reklamowałam po kilka razy telefon i tablet.

Zły Dron był faktycznie zły! Widziałam jak wleciał w jedną z tych plastikowych ścianek, zrywając przy okazji biało-czerwoną taśmę. Demolka musi być! Dronów w ogóle było kilka. Zaobserwowałam zmianę trendów w gadżeciarstwie - parę lat temu pokazywano ludziom drukarki 3D, teraz na fali są drony oraz gogle do wirtualnej rzeczywistości.

Konferencja w tym roku przypominała bardziej targi. Głównym punktem wydarzenia nie były wykłady, ale wystawy różnych firm. W poprzednich edycjach stoiska były bardziej dodatkami, w tej wyszły na pierwszy plan. W głębi hali znajdowała się Startup Zone (to czerwone na zdjęciu). Było mi trochę szkoda ludzi z małych firm - chyba ciężko coś przekazać, kiedy wokół kręcą się tłumy.

 

 

 

 

 

Dla tych, co chcieli sobie usiąść i pogadać, przygotowano strefę z pufami i poduchami. Impreza integracyjna była jednak łatwiejszym miejscem do poznawania kogoś, bo tutaj właściwie nie było wiadomo, kogo i po co zaczepić. Moja socjalizacja na tej imprezie była zerowa, jeśli nie ujemna.

Pokręciłam się nieco po stoiskach, zdobywając piłeczki dla kotów oraz ciekawe oferty pracy. Najlepszym łupem był jednak stosik magazynów Harvard Business Review, które przypominają mi trochę wydania specjalne Polityki. Tylko cena dziesięć razy wyższa - sami sprawdźcie. Raczej nie zafunduję sobie prenumeraty tego pisma, ale dzięki takim konfom jak InfoShare mogę poczytać sobie je za darmo. Rok temu załapałam się na jeden egzemplarz i było mi przykro, że nie mam więcej.

 

 

 

 

 

Gadżety w tym roku były całkiem praktyczne - piłeczki, gazety oraz koszulki. Jako językowy świr oraz fanka języków skandynawskich, nie mogłam sobie odpuścić czegoś takiego. OpenStack faktycznie jest ikeopodobny - trzeba samemu poskładać różne elementy. Jednak twórca tej grafiki mógł zapoznać się z odczytywaniem szwedzkich literek, bo z napisu wychodzi mu bełkot. A konkretnie to Epenstok (mniej więcej, bo Ö czyta się tak). Gdyby dali Åpenstack, byłoby całkiem sensownie, Åpönstack też by jeszcze jakoś przeszedł. Dla tych, którzy uważają, że się czepiam - wam też byłoby dziwnie patrzeć na Opęnśtack, jeśli firmie zachciałoby się stylizować napis na polski.

 

 

 

Umiem to przeczytać i cała zabawa zepsuta.

 

 

 

Trochę chyba zepsuliśmy zabawę Piotrowi Koniecznemu z Niebezpiecznika. Jego magiczny pendrajw robiący złe rzeczy na kompie nie zadziałał na laptopie przyniesionym przez nas. Na innym zadziałał. Czyżby nasze kombinacje z płytami głównymi dawały takie wspaniałe rezultaty?

 

 

Przeprogramuj płytę główną, a Niebezpiecznik gówno ci zrobi.

 

 

 

Publiczne smęcenie nad javascriptowym kodem w oczekiwaniu na wykład Koniecznego.

 

 

Wykład Koniecznego jak zwykle był świetny i przyciągnął tłumy. Tym razem był poświęcony najsłabszemu ogniwu w zabezpieczeniach, jakim jest człowiek. Dowiedziałam się też, że system zakupu biletów w PKP jest podatny na SQL injection. Myślałam, że to już relikt przeszłości. Muszę wypróbować ten sposób na biletach miesięcznych.

 

 

 Wkopaliśmy się w niezły bajzel, ale nikt nie wie dlaczego - czyli wykład o czynniku ludzkim i Kac Korpo.

 

 

Jak już wspomniałam wcześniej, technologiami pokazywanymi do zachwycania się są obecnie drony i gogle VR. Miałam okazję przetestować na własnej głowie Oculus Rift. Usiadłam na leżaczku tak jak chłopak poniżej i obejrzałam film podobny do tego. Trwało to około dwóch minut. Po pierwszej minucie zaczęło mi się robić niedobrze i zamykałam oczy. Po drugiej zdjęłam gogle czym prędzej i wyszłam z budynku. Gdyby nagranie było dłuższe, puściłabym chlustającego pawia na całe stoisko.

Cóż, takie urządzenia wywołują chorobę lokomocyjną nawet u osób, które na co dzień jej nie doświadczają. Jeśli ktoś doświadcza, to będzie rzygał dalej, niż widzi. Z tego powodu są problemy z tworzeniem gier na tego typu gogle.

 

 

 

 

 

 

Stoisk z goglami było więcej, jednak nie odważyłam się próbować. Dwie minuty z Oculus Riftem wywołały ponad godzinne mdłości. To ja jednak odpuszczę.

Jeśli już mowa o zwracaniu posiłków, to powiem coś o spożywaniu ich - w końcu trzeba mieć czym rzygać. W tym roku nie było potrzeby latać do pobliskiego Lidla, ponieważ przed wejściem pojawiło się mnóstwo jeżdżących knajpek. Znalazły się nawet takie sprzedające posiłki wegetariańskie. Rok temu mozna było najwyżej skorzystać z restauracji w budynku, która miała mocno ograniczony repertuar dań.

 

 

 Tej foty nie robiłam, znalazłam ją na fb.

 

 

Inną forsowaną technologią były chmury. Podczas jednego z wykładów o chmurach obliczeniowych, dowiedziałam się, że Nikola Tesla był Rumunem. Prowadzący żalił się, że kiedy wspomina na wykładach o Tesli, to musi niedouczonym ludziom tłumaczyć, kim on był. Niestety sam się wkopał równie paskudnie.

Wykłady ogólnie były dość nieciekawe, ale zdarzyło się parę wyjątków. Jednym z nich było wystąpienie o robieniu szumu wokół swojej marki. Może wykorzystam coś z tego do promowania Kociego Świata? Wykorzystam też wiedzę z Harvard Business Review. W końcu blog to produkt jak każdy inny.

 

 

 

Roboty też przychodzą na InfoShare.

 

 

Konferencję ogólnie oceniam pozytywnie, jednak brakowało mi tych wykładów na pierwszym planie. Targi pracy w Trójmieście już są, po co robić kolejne? Kiedy wspominam poprzednie edycje, myślę głównie o tym, czego się wtedy dowiedziałam, o czym ciekawym mogłam posłuchać. Teraz pamiętam głównie stoiska firm i jakieś mało ciekawe wykłady schowane po bokach.

Zapraszam do obejrzenia oficjalnej galerii InfoShare!

 

Tagi