Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Kategorie: Wszystkie | Info | Ja i ASD | KSIĄŻKA | Komentuję | Konstruktywnie | Opisuję
RSS
piątek, 30 maja 2014

 

Parę dni temu przeczytałam o strzelaninie urządzonej przez Elliota Rodgera. Media podały, że był on osobą z zespołem Aspergera. Od razu przypomniało mi się, co pisałam dwie notki temu oraz kilka miesięcy wcześniej. Ludzie z ASD to nie tylko urocze dzieci zbierające 1% i dorośli walczący o akceptację. Nie są wcale niewinni i szlachetni, jak na niepełnosprawnych przystało. Mogą być chamscy bez żadnych zahamowań niczym JKM lub pragnąć wysadzić świat w powietrze.

Życie z ASD to większe lub mniejsze pasmo cierpień z powodu nieprzystosowania społecznego. Są ludzie, którzy od dłuższego czasu nie odczuli niczego pozytywnego ze strony otoczenia. Dlaczego mieliby lubić ludzi? Ludzie to gnoje.

 

 

 

Media podały, że Elliot urządził masakrę, ponieważ żadna laska go nie chciała. Poczytałam jednak jego wypowiedzi w internecie, obejrzałam zamieszczone przez niego filmiki i już wiedziałam, o co chodzi. Wy również możecie to zrobić. Część forumowych przygód Elliota przetłumaczono na Wykopie. Jeśli znacie angielski, możecie też poczytać książeczkę napisaną przez niego. Nazywa się Mój pokręcony świat i jest całkiem nieźle napisana. Polecam, bo niewiele jest tekstów pisanych przez Aspich. Jeśli chcecie zrozumieć sposób myślenia osób ze spektrum, to warto sięgnąć także i po taką lekturę.

Elliot nie był jedyną osobą z ASD, która zorganizowała masakrę. Oprócz niego byli także Adam Lanza i Cho Seung-Hui. Wszystkich łączyło to, że urodzili się z nieco innym mózgiem, przez co nie mogli porozumieć się ze społeczeństwem. Wszystkim społeczeństwo ostro dokopało. Doskonale ich rozumiem. Nie popieram ich czynów, ani do nich nie zachęcam. Były obrzydliwe. Ale również spotkałam się w szkole z dręczeniem i wyśmiewaniem. Nieraz miałam ochotę przyjść do szkoły z kałachem i zemścić się na tych wszystkich gnojkach, którzy na co dzień zamieniali mi życie w piekło. Na tych, którzy mnie wyzywali, wyśmiewali, unikali, niszczyli moje rzeczy. Na tych, przed którymi obmyślałam plan ucieczki po lekcjach. Tym razem oni by uciekali przede mną, a ja roztrzaskiwałabym ich tępe łby i śmiałabym się parszywie.

Wielu ludzi ma takie fantazje. U większości na fantazjach się kończy i najwyżej wyżyją się w jakiejś brutalnej grze komputerowej lub w sporcie. Jednak niewielka część, ta bardziej podatna na agresję, nie wytrzyma i zacznie strzelać naprawdę. Jednak to nie gry ani broń (różnego rodzaju) są przyczyną tego stanu rzeczy. Przyczyną są ludzie, którzy przez lata dręczyli innych ludzi.

 

 

 

Ludzie z ASD mają właściwość, którą nazywam emanowaniem zjebstwem. Polega ona na tym, że chociaż starasz się jak możesz, to otoczenie i tak w jakiś sposób wyczuje w tobie zjeba. Niby wszystko jest normalnie, ale pozostaje jakieś nieuchwytne wrażenie, które sprawia, że ludzie cię unikają.

A może te subtelne sygnały to pic na wodę i tak naprawdę mamy na czole napis ZJEB lub świecimy jak po wizycie w Czarnobylu? Czasem mam wrażenie, że ludzie widzą coś, czego ja nie widzę.

Rozumiem Elliota. Przez całe życie chciałam mieć przyjaciół, ale za cholerę mi nie wychodziło. Miałam także mocno depresyjne momenty, kiedy zastanawiałam się, dlaczego nie mogę sobie znaleźć chłopaka, chociaż niby wyglądam normalnie i nie jestem głupia. Oglądałam dziewczyny wokół i nie rozumiałam, dlaczego nawet te niezbyt urodziwe i/lub mało inteligentne mogą sobie kogoś znaleźć, a ja dalej nie. Dlaczego inni ludzie mogą sobie pozwolić na rozstania, powroty i zmiany partnerów, a mnie zaczepiają tylko żule spod budki z piwem? I skąd ci ludzie biorą to całe towarzystwo?

Pomogło mi w tym odstawienie izotretynoiny, która robiła ze mnie płaczliwe emo. Teraz mam na facetów wyjebane. Ale ludzie są różni i ktoś inny może się czuć jak ostatnie gówno nie będąc pod wpływem mocnych leków. Ludzie z ASD też mają emocje, choć niekoniecznie sobie z nimi dobrze radzą.

Znajdowanie sobie miłości to nie wszystko. Wiecie jak ciężko jest, kiedy za nic nie możesz dogadać się z ludźmi, choć niby wszystko jest w porządku? Przecież wszystko robię jak należy. Witam się, uśmiecham, pomagam, poświęcam czas, podzielę się czymś... I co? I jajco. Ludzie wciąż wyczuwają jakąś dziwną energię i cię unikają. Paskudna sprawa.

Elliot też niby miał wszystko. Był przystojny, jeździł dobrym autem, miał kasę i starał się. Tymczasem laski wokół z nieznanej przyczyny wolały się umawiać z innymi chłopakami, chociaż byli brzydsi i biedniejsi. Żadna nawet nie spojrzała na Elliota. O co tu chodzi, do cholery?!

Nie wiem, co było nie tak. Ludzie z ASD takich rzeczy nie zauważają. Widzą tylko, że spełniają kryteria, ale są traktowani jak skażeni.

 

 

 

Pisałam niedawno o swoich poszukiwaniach pracy. Tu mamy tę samą zasadę. Niby wszystko jest dobrze, niby są umiejętności, ale rekruter wyczuwa zjebstwo. Starasz się, ale wciąż cię odrzucają.

Idziesz do dentysty. Niby wszystko robisz dobrze, pilnujesz się, uśmiechasz, mówisz spokojnie. Dostajesz pytanie, czy przypadkiem nie leczysz się psychiatrycznie. Można się pociąć.

I do tego wciąż ten sam powtarzający się scenariusz. Ten, który pojawia się już od przedszkola. Wszyscy jakby się zmówili i od samego początku cię nie lubią. Jesteś kimś, kto zawsze zostaje sam, choć niby powinno być dobrze. Być może to kwestia otoczenia. Ale szkoły się zmieniają, zmieniają się też miejsca pobytu, zdarzają się wyjazdy wakacyjne. Choć bardzo chcesz zacząć od nowa, to zjebstwo i tak przebija. Ludzie odsuwają się od ciebie, żeby potem jawnie się wyśmiewać i dręczyć na różne sposoby. Ot tak, bez powodu.

Nie dziwię się więc tym, których ta sytuacja dobijała do tego stopnia, że uruchomiły się w nich najgorsze instynkty i postanowili się zemścić. Mówi się, że kropla przelała czarę i oznacza to, że negatywne sprawy gromadziły się długo i w końcu jedno wydarzenie sprawiło, że ktoś już nie wytrzymał. To otoczenie sprawia, że czasem dochodzi do tragedii. Wy, neurotypowi, macie w tej dziedzinie naprawdę dużo do zrobienia.

 

 

 

 

 

poniedziałek, 26 maja 2014

 

To nie będzie suche sprawozdanie ani też relacja w stylu Bridget Jones, czyli kompletnie nie na temat. To mój prywatny blog, więc napiszę tekst zawierający opis wykładów, stoiska firm, organizację imprezy oraz moje wrażenia z serii zjeb na konfie. Czy raczej zjeby, ponieważ poszłam tam z Niezdiagnozowanym Sysadminem (jeśli nie wiecie, kim jest sysadmin, sprawdźcie tu). Dlaczego niezdiagnozowanym? Otóż dawno temu pewien psychocoś powiedział, że nasz Sysadmin prawdopodobnie jest w spektrum i zaleca dalsze badania. Rodzice odpowiedzieli, że ich syn nie będzie miał żółtych papierów i tak oto Sysadmin żyje oficjalnie jako NT, choć zjebem jest niesamowitym. No ale po co komu diagnoza na starość?

Jednak nie o tym miało być. W każdym razie byłam na konfie z równie dziwnym towarzystwem. Plusy były takie, że nie snułam się sama po korytarzach. Minusy takie, że ludzie bardziej mnie unikali. Serio. Kiedy chodzę gdzieś sama, to czasem ktoś mnie przelotnie zagada. Sysadmin natomiast odstraszył wszystkich.

 

 

 

 

InfoShare od dwóch lat odbywa się w centrum wystawienniczo-kongresowym Amber Expo. Ten szary blok, który widzicie na zdjęciu, składa się z mnóstwa wielkich hal oraz sal konferencyjnych różnej wielkości. Zaraz obok znajduje się stadion wybudowany na Euro 2012. Poza tym okolica jest dość ponura - port, stocznia i różne syfiaste przemysłowe zabudowania. Na szczęście jest również linia tramwajowa i do centrum Gdańska da się dojechać w jakieś 20 minut.

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy po przybyciu, były wielkie stoły stojące na korytarzach. W zeszłym roku znajdowały się tam napoje, owoce i ciastka. Natomiast w tym roku były prawie puste i niepotrzebnie zagracały korytarz, bo stały na nich tylko wielkie samowary z kawą i herbatą oraz parę butelek wody na panujące wokół upały. Pod ścianami organizatorzy położyli kilka kartonowych skrzynek z jabłkami, które szybko zostały zjedzone. Bida z nędzą. Trzeba było zabrać jedzenie z domu. Co prawda jedna z hal została przeznaczona na wielką stołówkę, ale w menu znajdowały się kotlety i zupa. Świetny wybór dla wegetarian. Nawet głupiego ryżu z warzywami nie było. Na szczęście Lidl jest blisko, więc w czasie przerw uczestnicy kursowali tam i z powrotem.

Rok temu pierwszy dzień był zmarnowany poświęcony ględzeniu panów w garniturach oraz rozdaniu Aulerów. Natomiast drugi dzień był podzielony na trzy ścieżki: Tech, Mobile i Social. Tym razem wykłady podzielono nieco lepiej pod względem dni i sal, za to gorzej pod względem tematyki i trudno było skoncentrować się na wybranym nurcie. Jednak aplikacja na komórki działała dużo lepiej i można było na bieżąco sprawdzać, gdzie co właściwie jest i kiedy.

 

 

 

To, co widzicie na górze, to wystąpienie Piotrka Koniecznego z Niebezpiecznika. Na jego wykładach zawsze gromadzą się dzikie tłumy, dlatego nie dziwię się, że tym razem oddano mu największą salę na jakieś tysiąc osób, żeby ludzie nie musieli stać ani siedzieć na podłodze. Piotrek prowadzi swoje wykłady na poważne tematy, jakim jest bezpieczeństwo komputerowe, w lekki i zabawny sposób. Tym razem opowiadał, w jaki sposób można namącić komuś za pomocą Facebooka oraz dlaczego nie powinniśmy automatycznie podłączać się do pierwszej lepszej sieci.

Tłumy zgromadziła również Natalia Hatalska, która po raz kolejny opowiedziała o swoich ponurych wizjach przyszłości. Rok temu zmienialiśmy się w cyborgi, natomiast w tym mogliśmy dowiedzieć się, że do 2050 wszyscy zginiemy z braku zasobów, miejsca i niedziałających antybiotyków.

Dużo bardziej podobała mi się prezentacja Aliego Jafari z Twittera. Były tam piękne diagramy i wykresy pokazujące jak bardzo telewizja i Twitter napędzają się nawzajem oraz jak wielkie zyski może wyciągnąć firma reklamująca się podczas popularnego programu w telewizji.

A wiecie, co to jest? To orkiestra, która grała między wykładami! Niesamowite i oryginalne, choć także bardzo głośne.

 

 

 

 

Po wykładzie Piotrka Koniecznego udaliśmy się na piętro wyżej na Nie koduj, pisz prozę - lingwistyczne techniki wychodzące daleko poza Clean Code, ale okazało się, że nastąpiło lekkie przesunięcie w fazie i załapaliśmy się na wykład o Google Glass. Sysadmin ma fioła na punkcie śledzącego nas Wielkiego Botnetu tworzonego przez Google i podobne jemu firmy. Pod tym względem jest podobny do Richarda Stallmana (który zresztą też ma ZA) i Fundacji Wolnego Oprogramowania. Prelegenci mogli się więc zachwycać okularami, smartfonami, aplikacjami mobilnymi, urządzeniami czy nawet całymi miastami naszpikowanymi technologią, jednak Sysadmin miał na to tylko jedno stwierdzenie: BOTNET.

Nie jest to zresztą wcale paranoja, o czym się można przekonać choćby na przykładzie sieci lodówek rozsyłających spam. No i oczywiście wielkiej afery z NSA.

Pan od programowania poinformował salę, że pisany kod nie powinien być autystyczny. Cokolwiek to znaczy. W każdym razie wywołało to wielką radość Sysadmina i głośne pytanie, czy moje kody też mają autyzm. Tematyka ASD zresztą nas nieco prześladowała, bo pierwszą rzeczą, na jaką trafiliśmy w książce otrzymanej od Stack Overflow było to:

 

 

 

 

To książka Joela Spolskiego, którego artykuł już kiedyś miałam okazję czytać. Przy okazji nabrałam sporych wątpliwości, czy uda mi się znaleźć porządną robotę, skoro tyle pułapek czyha po drodze.

Czerwone iS na górze to nie jest taki zwykły breloczek. Został wydrukowany na drukarce 3D, którą można było podziwiać na korytarzu. Białe tabletki to cukierki miętowe, które przyjemnie odświeżały oddech w tym upale.

Organizatorzy poświęcili w tym roku sporo uwagi startupom, czyli nowym przedsiębiorcom z ciekawym pomysłem (robię skarpety prosto z kanapy). Na korytarzach stoiska miały różne dziwne firmy, np. taka, która za stałą opłatą wysyła co miesiąc paczki-niespodzianki dla psów. W życiu nie zapłaciłabym kilkudziesięciu złotych miesięcznie za pudło pierdół, z których większość nie jest mi w ogóle potrzebna. Psu też zresztą nie. No ale skoro ktoś to kupuje, to widocznie jest w tym jakiś sens.

InfoShare nie jest konferencją informatyczną. To znaczy, trochę jest, ale nie całkowicie. Jest bardziej biznesowa i większość uczestników jest z szeroko pojmowanej branży handlowej. Pojawili się też inwestorzy, z którymi można było ponegocjować w kąciku z napisem Speed Dating. Początkowo myślałam, że jest to jakiś kolejny pomysł na biznes, ale okazało się, że jednak nie.

 

 

 

Firm było sporo, choć chyba mniej, niż rok temu. Za to fanty były lepsze i na różne konkursy można było się załapać. Mój tegoroczny zbiór możecie zobaczyć na zdjęciu na dole. Zabrakło sensownych pań z Pracuj.pl lub podobnego serwisu, z którymi możnaby było porozmawiać na temat rozmów kwalifikacyjnych lub skonsultować CV. Zamiast tego przyszły jakieś n00by, które nie miały większego pojęcia w temacie. Tylko gazetkę można było dostać. Było to spore rozczarowanie, bo liczyłam na jakieś sensowne porady w dziedzinie rozmów kwalifikacyjnych, które wzorowo zawalam.

Za to przedstawiciele różnych firm byli nawet mili. Chodziliśmy z Sysadminem od stoiska do stoiska i zadawaliśmy pytania o dostępne miejsca. Raz się nawet odezwałam po norwesku. Było to przy stanowisku pewnej skandynawskiej firmy. Jakiś gość zagadał stojącą tam babkę po norwesku. Akurat stałam obok, więc powiedziałam Jeg også snakker norsk! Ale nic się nie stało, bo babka znała tylko szwedzki.

Taka jest moja strategia. Podsłuchuję, co ludzie obok mnie mówią i się wtrącam, z różnym skutkiem. Całkiem ładnie mi poszło na imprezie integracyjnej na stadionie. Impreza ta służy zresztą do nawiązywania kontaktów i różnistych znajomości, bez których w dzisiejszym świecie trudno. Udało mi się porozmawiać dłużej z jednym kolesiem i z paroma bardzo króciutko. Typ-z-którym-gadałam-dłużej był jedyną osobą, która zainteresowała się moją plakietką z napisem Koci Świat ASD. Zapytał, co oznacza ASD. Sysadmin powiedział, że są to Algorytmy i Struktury Danych, które bardzo lubię. To prawda. Nieco pogadaliśmy o algorytmach właśnie. Potem typ powiedział, że idzie nawiązywać kontakty na sali. Chciałam chodzić z nim, żeby uczyć się, jak należy to robić, ale się nie zgodził. Typie, jeśli to czytasz: zepsułeś moją naukę, bo mam z tym cholerny problem.

Sysadmin był niezbyt zachwycony moją plakietką, bo uważał to za jawne epatowanie zjebstwem. Ale nikogo to nie interesowało. Nie zauważyłam też jakiegoś wzmożonego napływu na bloga. Może trochę się wystawiałam w ten sposób, ale ma to swój cel - branża IT przyciąga ludzi z ASD, więc warto przełamać stereotypy.

 

 

 

 

 

Między ostatnim wykładem a imprezą były trzy godziny przerwy, w trakcie których nie przewidziano absolutnie NIC. Nie było nawet gdzie posiedzieć ani pójść do łazienki. Wokół stadionu patelnia bez żadnego drzewka... Jak to dobrze, że Lidl jest tak blisko! Jest klima, lody i różnego rodzaju żarcie. Na wszelki wypadek najedliśmy się bułami, bo z żarciem na imprezie integracyjnej mogło być różnie. Tak wywnioskowałam po stanie stołów, na których były tylko samowary z kawą i herbatą. Skoro oszczędzają, to lepiej się przygotować.

Na szczęście jedzenie na imprezie było niezłe i było nawet sporo warzyw. Znów pojawił się pieczony dzik, który wyglądał jak zwłoki na wózku  w prosektorium (w sumie to BYŁY zwłoki na wózku) i równie obrzydliwie pachniał. Alkoholu też było sporo, ale nie mam potrzeby picia. Niektórym osobom z ASD alkohol ułatwia nawiązywanie kontaktów, natomiast u mnie sprawia, że słyszę dźwięki jakby zza ściany i czuję się jeszcze bardziej za szybą.

Były również konkursy oraz budki do robienia sobie słitfoci. Czytałam, że takie automaty zyskują coraz większą popularność na imprezach i zgadza się - w tym roku były aż dwie. Jedna na korytarzu, druga na imprezie integracyjnej. Obie cieszyły się ogromnym zainteresowaniem.

 

 

 

 

 

 

 

Drugiego dnia botnetowy trend miał się dobrze, gdyz prezentacje dotyczyły w dużej mierze właśnie różnego rodzaju inteligentnych urządzeń. Samochody, które naprawdę same-chodzą (jeżdżą), aplikacja do kontrolowania dzieci, cyberpunk z procesorem w dupie... czemu nie? Wystarczy tylko sprzedać duszę NSA.

Ale botnety to nie wszystko. Drugi dzień konferencji dotyczył także umiejętności miękkich, czyli sposobu zarządzania zespołem, podejścia do różnych spraw, koncentrowania się na naprawdę istotnych rzeczach. Kiedy dziecko ma następujące oceny: 5, 5, 4, 3, 1, to na czym koncentrują się rodzice? Według prowadzącego, jest to w 80% jedynka. Inny ciekawy slajd to ten w rogu:



 

 

 

 

Przyznam się ze wstydem, że często bywam właśnie taką muchą, która dostrzega gówno, wszędzie pełno gówna. A jak jest z wami?

Gadek o właściwym podejściu było tyle, że zaczęliśmy z Sysadminem dyskutować o gestykulacji. Oboje mamy problemy, żeby zapamiętać, jakie ruchy należy w jakim momencie wykonywać. Dlatego ostatni wykład pt. Sekrety mistrzów TEDa, czyli jak nie przegrać kolejnej prezentacji wzbudził nasze wielkie nadzieje, choć wiedzieliśmy, że to konfa dla NT. TED oraz TEDx to imprezy, podczas których prelegenci dzielą się z publicznością swoimi ideami. W Wikipedii piszą o zmienianiu świata, ale nie musi tak być - wystarczy mieć coś ciekawego do powiedzenia. W jednej edycji oryginalnego TEDa wystąpiła sama Temple Grandin

Panowie prowadzący tę prezentację nie przedstawili niestety dobrego algorytmu na uwodzenie tłumów. Zamiast tego popisali się swoimi umiejętnościami aktorskimi. Mówili o nawiązywaniu kontaktu z publicznością i docieraniu do ich emocji. Nie wiem, jak poszło im z dotarciem do moich, ale obserwowałam ich ruchy i gesty i było to dla mnie nieco śmieszne. Coś jak gra, w której mój mózg zdejmuje fabułę z grafiką i widzi tylko mapę do przejścia. Coś jak zadanie z fizyki, w którym odrzucam pociągi i wahadła, żeby zwyczajnie dopasować wzory. Skoncentrowałam się na ruchach gestykulacji i co zauważyłam? Dwóch typków robiących show i chodzących w wyuczony sposób. Jednak zdecydowanie nie było to nudne.

 

 

 

 

Po zakończeniu konferencji dowiedzieliśmy się o after party w Sopocie. Zlokalizowałam wskazany klub i dotarliśmy na miejsce. Jednak było to mocno dziwne, bo niby było kilka osób z InfoShare, ale wokół także pełno innych. Jakaś podpita grupka ludzi darła japę do karaoke i strasznie capiło. Nie zauważyliśmy śladów żadnego zorganizowania imprezy, więc po 30 minutach oczekiwania, czy coś się wydarzy, poszliśmy sobie. Bo nic się nie wydarzyło. Nie lubię takich sytuacji, bo nie wiem wówczas co się dzieje.

Tegoroczne InfoShare dało mi mnóstwo inspiracji i literatury do poczytania. Dowiem się jak założyć własny biznes oraz jak pokazać pracodawcy, że jestem inteligentna i umiem wykonywać zadania. Z kontaktami było marnie, ale zawsze lepsza jedna zagadana osoba, niż żadna. Bywały w końcu imprezy, gdzie przychodziłam, słuchałam i wracałam do domu. A tak ten świat niestety nie działa.

 

piątek, 16 maja 2014

 

Zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego. W przyszłym roku będziemy mieli z kolei wybory parlamentarne w Polsce. Z tej okazji politycy znów ruszyli w bój. Chodzą słuchy, że Janusz Korwin-Mikke zdobędzie tym razem większe poparcie, niż zwykle. Możliwe, że jego partia po wielu latach przekroczy próg wyborczy.

Gdy zaczyna się mówić o JKM, natychmiast pojawiają się głosy, jakoby miał on zespół Aspergera. Czy tam faktycznie jest? Nie wiem. Jednak gdyby tak było, to nie byłabym specjalnie zaskoczona. Polityk ma mnóstwo cech, które pasowałyby do tego zaburzenia. Jest ekscentryczny i żyje w swoim własnym świecie oderwanym od rzeczywistości. Pomimo tego, że jest inteligentny, wykształcony i oczytany, nie ma za grosz wyczucia taktu i społecznej intuicji. W ogóle nie przejmuje się co mówi, do kogo mówi i co z tego wyniknie. Jego ostre wypowiedzi pogrzebały większość kampanii jego kolejnych partii. Do tego dużo lepiej radzi sobie w wypowiedziach pisemnych, niż w ustnych.

Nie musi mieć jednak ZA. Może być po prostu zdziwaczałym, starym dziadkiem. Podejrzewam, że on sam ma to głęboko gdzieś. W końcu przeżył tyle lat (chyba) bez diagnoz i ma się dobrze.

 

 

 

 

 

Nie chcę jednak pisać dziś o JKM i jego domniemanym autyzmie. Chciałam zwrócić waszą uwagę na inną kwestię, o której pewnie nieraz zapominacie. Mówi się, że każda osoba z ASD jest inna, jednak mimo to istnieje jakiś model żyjący w ludzkich wyobrażeniach. Jest to zwykle niewinne dziecko potrzebujące terapii. Tymczasem rzeczywiści ludzie mogą być najprzeróżniejsi. Ile mamy cech, tyle mamy kombinacji. Dlatego możecie spotkać autystę, który:

  • nie jest dzieckiem. Po ukończeniu 18 lat ASD nie znika. Ani po pięćdziesiątce czy nawet po dwóch. Możecie kiedyś spotkać dziadków ze spektrum i niekoniecznie będą to mili, starsi panowie. Autyk może być wrednym dziadem, z którym nikt nie może wytrzymać.
  • nie cierpi. W ogóle jakoś nie chce mu się cierpieć. Uważa etykietkę rzekomej niepełnosprawności za obraźliwą. Może w ogóle gardzić niepełnosprawnymi. Ze względu na wysoki iloraz inteligencji uważa się za nadczłowieka, co potwierdzają jego obserwacje ludzi wokół. Idioci, wszędzie idioci.
  • ma głęboko w dupie specjalistów i terapeutów. Rozmowa z nimi przypomina mu bardziej grę w szachy z gołębiem, niż sensowną dyskusję. Gadki z debilami są daremne.
  • nie zbiera 1%. Jeśli zbiera na coś, to raczej na replikę ruskiej bomby wodorowej lub kampanię wyborczą z niemożliwym do zrealizowania programem. I nie mówię teraz o obietnicach wyborczych bez pokrycia, tylko o radykalnych i niepasujących do obecnej rzeczywistości pomysłach. Osoby z ASD mają do siebie to, że często nie potrafią myśleć pragmatycznie.
  • nie angażuje się w kampanie. Niejedna osoba ze spektrum włącza się w różne akcje mające na celu szerzenie świadomości i akceptacji autyzmu. Inne z kolei gardzą waszym nieudacznictwem i żebraniem. Prawo dżungli mówi bowiem, że przetrwają wyłącznie najsilniejsi. Promowanie upośledzeń psuje ludzki gatunek.

 

 

 

 

 

  • nie jest cichy i wycofany. Wręcz przeciwnie - kłóci się i manifestuje swoje idee. Głównie w internecie. Jest uciążliwy jak wrzód na dupie.
  • jest chamem. Paskudnym, nieprzyjemnym typem. I jest z tego dumny. Fałszywa uprzejmość do niczego konstruktywnego nie prowadzi. Empatia i altruizm są dla słabych. Demokracja to rządy większości, a większość to idioci. Ty też jesteś debilem. Ale możesz zostać Szanownym Panem Debilem, jeśli tak ci zależy.
  • ma gdzieś równość i tolerancję. Jeśli ktoś nie potrafi się dostosować, to nie jego wina, że jest idiotą. A idiotów powinno się izolować, żeby nie psuli zdrowej tkanki społeczeństwa. Niech sobie gdzieś tam żyją, ale nie powinni być włączani w życie zbiorowości. Empatia nie istnieje. Opór nie ma sensu.
  • mają radykalne poglądy. Tego ściąć, tego powiesić, przywrócić karę chłosty i dyby w centrum miasta. Pozbawić praw wyborczych większość obywateli. Debile nie głosują. Za to mogą czcić swego króla, któremu przydarzyło się nie być debilem. Ludzie nie są równi, przykro mi. Uznajcie wyższość lepszych od siebie.

 

 

 

 

 

Zdziwilibyście się, jak tego typu poglądy są popularne na forach dla dorosłych Aspich. Porzućcie wizerunek bezbronnych dzieci z plakatów i uroczych postaci z filmów szukających miłości. Ludzie są naprawdę różni - ładni, brzydcy, mądrzy, głupi, dobrzy i źli. Nie zakładajcie, że ktoś z diagnozą automatycznie będzie słabym kaleką, który jest wdzięczny, że zechcesz mu pomóc. Są wśród nas ludzie mili i pomocni. Są tacy, którym wy możecie pomóc. Są tacy, którzy pragną zrozumienia. Są też tacy, którzy chcą się integrować. Ale zdarzają się także ludzie ze spektrum, którzy nie są chamscy dlatego, że biedactwa nie rozumieją. Oni naprawdę tacy są. Dla nich społeczeństwo to strata czasu i w ogóle śmierdzisz lewactwem, knypie.

 

Dodatek:

Jejku, znów jestem na Wykopie! Dzięki :) Ten wpis nie miał jednak wyjaśniać, czy JKM ma ZA. Tego się pewnie nigdy nie dowiemy. Chciałam pokazać, jak bardzo Aspi potrafią się różnić, że w spektrum są nie tylko dziwne dzieci i szlachetni dorośli, ale również nieprzyjemne dziady. Życie to nie film.

Przy okazji: sposób mówienia wspomnianego przez was gościa przypomina mi ten opis. Ja z kolei zagrzebuję się we własnych wypowiedziach, bo za bardzo je rozdrabniam. Inne spotkane przeze mnie osoby z ASD jąkały się, zacinały, mówiły bardzo wolno... lub zupełnie normalnie. Ludzie są różni, także ci z autyzmem.

Miłego dnia i pamiętajcie o wyborach za tydzień :)

 

poniedziałek, 12 maja 2014

 

Zawsze wkurzało mnie mówienie na mój temat w mojej obecności. Albo opowiadanie ludziom historyjek o mojej ponurej osobie. Brzmi to może jak jakaś paranoja (chociaż jak czytam o urojeniach ksobnych, to po prostu WIEM, że to o mnie ;) ), ale to się zdarzało praktycznie każdemu. Pomyślcie o tym, co było, kiedy wasi rodzice spotykali się ze znajomymi, a wy byliście obok. Dorośli mają przekonanie, że dzieci nic nie słyszą i nic nie rozumieją. A kiedy dziecko jest dziwne, to już w ogóle nie odbiera żadnych informacji. Jest to w gruncie rzeczy lekceważenie. Ale nie wszyscy o tym wiedzą.

Znalazłam na jednym forum wypowiedź:

Uwierzcie mi, że osoby z autyzmem są różne. Są osoby w ogóle nie mówiące, ale potrafiące pisać. Jedna matka opowiadała jak jej syn napisał do kolegi, że ma dość słuchania na swój temat tych wszystkich rzeczy. Fakt, że nie mówi nie oznacza, że nie rozumie co się mówi na jego temat i go matka denerwuje tym gadaniem o nim w jego obecności, bo on się czuje jakby go nie było. Ta kobieta jak to przeczytała to jakby jej ktoś w twarz przyłożył. Nie spodziewała się jak bardzo krzywdzi swoje dziecko.

Nawet jeśli wasze dziecko niezbyt chętnie kontaktuje się ze światem, to nie zakładajcie, że nic nie słyszy i nie zapamięta. Mam pamięć jak archiwum IPN i nie sądzę, bym była jedyna. Ludzkie twarze i nazwiska znikają z mojej głowy szybciej, niż się pojawiły, ale doskonale pamiętam, jak mówiono dookoła, jaka jestem dziwna. Autyści mają skłonności do odtwarzania z pamięci zasłyszanych rozmów. Nigdy nie wiecie, przy kim się takie odtworzenie przydarzy - ludzie w końcu nie mają znaczenia.

Opowieści na czyjś temat są często równie poprzekręcane, co opowieści z Radia Erewań. Opowiadającemu się coś wydaje i w sumie jest całkiem blisko, tyle że nie chodzi o samochody, ale o rowery i nie rozdają, tylko kradną. Właśnie dlatego tu jestem. Naczytałam się książek, posłuchałam wypowiedzi specjalistów, poczytałam fora dla rodziców i się wkurwiłam. Rodzice i specjaliści mają tendencje do pobłażliwego i lekceważącego podejścia do osób z ASD, przez co wolą snuć własne teorie, niż się po prostu zapytać.

Nie potrzebuję specjalisty, żeby opowiadał, co mam w głowie. Sama mogę o tym opowiedzieć.

Przy okazji pragnę przypomnieć, że klikając lubię to na moim blogu lub dodając go do ulubionych, nie wspomagasz chorych dzieci. Nie okazujesz też współczucia niepełnosprawnym. Wręcz przeciwnie - wspomagasz moje ego, które mam równie przerośnięte, co dupę.

 

 

 

 

 

W rzeczywistości sprawiam dość nieprzyjemne wrażenie. Nie mam otwartej buzi, zeza ani postawy chorego na Parkinsona. Da się nawiązać ze mną kontakt słowno-logiczny, choć nieraz plączę się we własnych wypowiedziach (nie mylić z gubieniem się w zeznaniach). Na pierwszy rzut oka jestem normalna. Jednak nadal nie rozumiem ludzkich intencji, źle używam mowy ciała, nie mam wyczucia w wypowiedziach, walę mocne komentarze i reaguję w nietypowy sposób. Gdybym się śliniła, ludzie by się litowali. Ale na szczęście tak nie jest, więc ludzie tylko przypisują mi odmienne intencje i dodają ukryty sens moich wypowiedzi. Ha, tylko? Aż!

Z tego powodu chciałabym w niektórych sytuacjach móc powiedzieć Nie rozmawiam bez adwokata! Zwykle radzę sobie sama, ale przychodzą takie chwile, gdy odpowiednie wrażenie jest szczególnie ważne. Wtedy przydałby się taki adwokat, który pomógłby osiągnąć mi wyznaczone cele i przekazywał treści w odpowiedni sposób.

A sposób jest bardzo ważny. Nieraz zdarzało mi się coś powiedzieć i otrzymać odpowiedź NIE TYM TONEM! i do tego focha. Kiedy inna osoba powiedziała dokładnie to samo, było już w porządku.

Nikogo nie dziwi, że ludzie wynajmują sobie adwokata, żeby się za nich wypowiedział przy konfliktach prawnych. Dla osób z ASD sytuacje życiowe to takie konflikty prawne, w których nieraz mają rację i chciałyby wygrać, ale mówią w zły sposób.

 

 

 

 

 

Wyobraźcie sobie, że przychodzę na rozmowę kwalifikacyjną z osobą towarzyszącą, która ma za zadanie odwrócić uwagę ode mnie, przedstawić mnie w pozytywnym świetle oraz zapobiegać niewłaściwym wypowiedziom. Nie przeszłoby, bo pewnie wyszłabym na większego świra, niż w rzeczywistości jestem. Pracy bym nie dostała. Ale kiedy pójdę sama i krzywo spojrzę na panią z HR, to też nie dostaję pracy. Nieważne, że miałam najwyższy wynik w testach technicznych. Krzywo spojrzałam i wszystko przepada. Jak zęby przy krzywym spojrzeniu na dresa.

Moja matka ma świetne zdolności negocjacyjne. Pewnie po części to moja zasługa, bo miała się przy kim wprawić. Kiedy ja jestem w jakiejś sytuacji konfliktowej (przez sytuację konfliktową rozumiem taką typu moje zdanie przeciwko czyjemuś), to choć powiem, o co chodzi i jestem spokojna, to nic z tego nie wychodzi lub tylko starcie się zaostrza. Mogę też nagle się wyłączyć i przestać reagować. Wtedy taki adwokat jest bezcenny. Moja matka dobrze się sprawdza w tej roli. Przyjdzie, zagada i od razu wszystko staje się lekkie, łatwe i przyjemne. Magia jakaś.

Pomoc przydaje się także przy uzgadnianiu współpracy - dowolnej, nie musi być bardzo poważna. Adwokat, który jest NT, potrafi wyczuć, kiedy ktoś ma nieczyste intencje i próbuje mnie wkręcić. Lubię skonsultować tego typu sprawy, bo niezbyt znam się na ludziach.

 

 

(Mój klient nie ma do powiedzenia nic poza tym, że nigdy nie widział chomika znanego jak Pan Miziaczek.)

 

 

Czasem dochodzę do wniosku, że chyba mam jakąś aurę zjeba lub ludzie wokół widzą napisy jak w grach. Zdarza się, że idę np. do lekarza - np. dermatologa czy stomatologa - i staram się być miła i zachowywać normalnie. Moje starania spełzają jednak na niczym, bo zazwyczaj dostaję pytanie, czy przypadkiem nie leczę się psychiatrycznie. Można się załamać.

Wiem, że chodzenie w różne miejsca z rodzicami powyżej pewnego wieku (niedługo napiszę wam o swojej starości) jest oznaką upośledzenia. Bezpieczniej jest mieć takiego asystenta-adwokata w bardziej zbliżonym wieku. Jednak taka osoba nie byłaby opiekuńczym asystentem osoby niepełnosprawnej, gdzie występuje relacja opiekun-pacjent i opiekun ma rolę nadrzędną. Adwokata wynajmuje się do pomocy i ochrony swoich interesów, więc relacja jest równorzędna lub nawet nadrzędna ze strony klienta.

Jednak wizyta w sądzie to rzadka sytuacja, natomiast taki autystyczny adwokat byłby potrzebny na co dzień. W końcu cały czas spotykamy ludzi i dbamy o dobre dyplomatycznie stosunki. Nie wiem, czy da się korzystać z takiej pomocy bez przyczepiania sobie jawnej etykietki świra.

 

czwartek, 08 maja 2014

 

Znów mam dla was coś ciekawego. Tym razem jest to poradnik dotyczący zatrudnienia wydany przez Autism Speaks. Większość porad jest typowa dla kultury amerykańskiej, ale część nadaje się do wykorzystania także i u nas.

Poprzedni odcinek opowiadał o poszukiwaniu pracy. Dzisiaj napiszę o tym, dlaczego pracodawcy nie chcą zatrudniać osób z ASD w swoich firmach. Zauważcie, że części z nich da się uniknąć poprzez przyzwyczajanie dzieci od najmłodszych lat do prac domowych (odkurzanie, mycie naczyń) i unikanie wychowania w duchu moje dziecko jest chore, a świat taki okrutny. Pisałam niedawno o zmuszaniu do samodzielności. Drodzy rodzice, jeśli chcecie normalnej przyszłości dla swoich dzieci, nie możecie robić z nich kalek. W pracy nikt nie będzie miał podejścia ustąp mu, bo on jest taki biedny, tylko delikwent wyleci za unikanie obowiązków szybciej, niż tam przyszedł.

Jeśli człowiek czegoś unika, to robi to często z takiego powodu, że sobie nie radzi i boi się tego. Osoby z ASD mogą wykonywać niemalże każdą pracę, jeśli tylko mają do niej smykałkę. Z założenia odpadają zawody wymagające kontaktu z ludźmi, np. psycholog, negocjator, przedszkolanka, sprzedawca. Nie ma co się tam pchać. Jednak nie ma też sensu robić z autyka informatyka, bo rodzice naczytali się, że to najlepszy zawód dla ludzi z ASD. Owszem, niejeden sobie dobrze radzi, ale jeśli ktoś nie potrafi logicznie myśleć, tworzyć algorytmów, samodzielnie szukać rozwiązań i do tego jest cienki z matmy, to informatykiem nie zostanie choćby świecił autyzmem. Trochę samokrytyki nie zaszkodzi.

 

 

 

 

A teraz przejdźmy do rzeczy. Pracodawcy mają swoje obawy i uprzedzenia. Głównym powodem odrzucania autystycznych pracowników jest zwyczajne unikanie problemów. Nikt nie wybierze celowego dokładania sobie problemów, skoro może ich uniknąć. Nie każdy czuje też misję zbawiania świata.

Jakie obawy mogą mieć pracodawcy?

  • Brak zysków. Firma to nie Caritas. Jeśli pracownik nie potrafi wypracować zysku dla firmy, to nie jest tam potrzebny. Jeśli zakład jest bogaty, może sobie pozwolić na zatrudnienie paru niepełnosprawnych w celu poprawienia wizerunku. Ale nie w celu zarobienia, ponieważ...
  • Taki to nic nie umie! Pracuje wolno, nieefektywnie, nie radzi sobie z obowiązkami. Pozostali muszą go pilnować i poprawiać. W rezultacie nie wykonują w tym czasie swoich zadań. Firma tylko na tym straci.
  • Trzeba się nim opiekować. Autystycy są jak małe dzieci. A dzieci do pracy nie zabieramy, bo tylko przeszkadzają.
  • Narobi wstydu. Będzie się ślinił, brudził, zostawiał syf w toalecie i biegał nago po korytarzu. Może też nagle zacząć wrzeszczeć i walić głową w ścianę. Taki człowiek żyje w swoim świecie i nie zdaje sobie sprawy ze swoich czynów. Przecież wszyscy dobrze wiemy, że...
  • Autyzm to upośledzenie umysłowe. Nie można osobie upośledzonej powierzyć samodzielnych, odpowiedzialnych zadań.

 

 

 

  • Będzie ciągle na zwolnieniu lekarskim. Osoby chore ciągle chodzą na zwolnienie. Trzeba będzie brać kogoś na zastępstwo i znowu będzie problem. Lepiej zatrudnić kogoś zdrowego.
  • Wyjdzie drogo. Dostosowanie stanowiska pracy dużo kosztuje. Nie można przecież takiemu dać po prostu biurka. Pewnie trzeba zapewnić mu specjalny, osobny pokój. A nawet nie wiadomo, czy się w tej pracy utrzyma.
  • Niepełnosprawny jest jak zgniłe jajo. Lepiej go unikać, bo jeszcze będzie problem. Trzeba się z takim cackać, bo jeszcze się obrazi, poda o dyskryminację albo coś.
  • Jak go traktować? Jak się zachować, kiedy zostanie naszym współpracownikiem? Czy da się z takim siedzieć i rozmawiać w jednym pokoju? O czym w ogóle z nim rozmawiać? Czy nie dostanie szału, kiedy ktoś coś przestawi albo coś w biurze się zmieni? Może zacznie się rzucać i wyć? Czy rozumie, co się do niego mówi? Czy rozumie żarty? A co, jeśli zacznie nagle recytować z pamięci niezbyt pochlebne rozmowy o szefie?

 

 

 

  • Nie będzie chciał wykonywać swoich obowiązków. Będzie się opieprzać, bo jest niepełnosprawny. Powie, że czegoś nie zrobi, bo jest chory. Ucieknie z miejsca pracy, schowa pod biurkiem albo zacznie się kiwać. I co zrobić w takiej sytuacji? Znowu praca stanie w miejscu, bo trzeba się zająć autykiem.
  • Autystycy są nieprzewidywalni. Kto wie, co takiemu nagle odbije?
  • Do tego są chamscy. Zacznie taki wszystkich obrażać i nic nie można mu zrobić, bo jest przecież chory. Będzie przekazywał innym ludziom to, czego nie powinien mówić. Może też powiedzieć coś nieprzyjemnego szefowi. Albo jeszcze gorzej - może powiedzieć coś klientom. Firma będzie skłócona i straci klientów przez niego.

 

 

 

Opinie te wzięłam z różnych artykułów dotyczących zatrudnienia osób z ASD oraz ogólnie osób z różnymi dysfunkcjami. Część z nich to kwestia społecznej świadomości na temat autyzmu - że nie jesteśmy upośledzeni, potrafimy coś zrobić, da się z nami porozmawiać i żeby traktować nas tak jak innych ludzi. Pozostałą część musimy zrobić sami. Musimy pracować solidnie, przestrzegać norm społecznych oraz pracowniczych zasad i obowiązków. A przede wszystkim nie liczyć na specjalne traktowanie. Praca to nie przedszkole.

Świat jest neurotypowy. Działa tak, a nie inaczej. Można spróbować radzić sobie z nim najlepiej jak tylko potrafimy. Można też jechać na diagnozie liczyć na litość. Kiedy z jednej pracy na litość nas wykopią za opieprzanie, to można spróbować po znajomości. Można też iść do zakładu pracy chronionej albo na rentę i narzekać. Łatwo nie jest. Ale nie można samemu sobie blokować rozwoju.

 

 

 

 
1 , 2
Tagi