Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Kategorie: Wszystkie | Info | Ja i ASD | KSIĄŻKA | Komentuję | Konstruktywnie | Opisuję
RSS
poniedziałek, 25 kwietnia 2016

 

Tydzień temu szykowałam się do pierwszego dnia w nowej pracy. Praca jest nie byle jaka, bo w końcu taka prawdziwa, długoterminowa, na umowę o pracę. Do tej pory trafiały mi się same śmieciówki, staże, praktyki i podobne badziewia. No i oczywiście wszechobecne próby wyrolowania naiwnych na dynamiczne pitupitu.

Tydzień temu się bałam. Pracę mam właściwie dzięki poprzedniemu artykułowi, który trafił później do Wyborczej, Interii i Focha. Na Wykopie też był. Jedna z firm, która wcześniej mnie odrzuciła, nagle znalazła dla mnie stanowisko. Było to megaśmieszne, zwłaszcza że na kolejnej rozmowie zapytano mnie, czy dalej prowadzę bloga. Owszem, prowadzę i nawet jadę na kolejną konfę.

Tak oto mam szefostwo, które czyta Koci Świat ASD. Pozdrawiam serdecznie! :P

Strach był duży. No bo mogę sobie robić aferę w internetach, ale jak będzie na żywo? Pojawiło się to uczucie, że jestem właściwie testowym egzemplarzem autyka. Jeśli zrobię coś głupiego, to opinia o mnie przejdzie na całą społeczność. Jeśli wyjdę na debila, to w świat pójdzie opinia, że autycy to debile. Nie ja jako jednostka, tylko wszyscy. Noooo, kiedyś wzięliśmy dziewczynę z Aspergerem, ale była taka i owaka, oni się do niczego nie nadają, to są chorzy ludzie...

A z drugiej strony, to jeśli okażę się taka sama lub lepsza od ludzi na tym samym stanowisku, to w świat pójdzie opinia, że autyk to człowiek jak każdy inny, nadaje się do pracy i nie robi wiochy.

 

 

 

Ruiny dworku w Starej Hańczy.

 

 

Szefowie też się bali. W ciągu minionego tygodnia przychodzili kilka razy dziennie do pokoju, w którym siedzę i pytali czy wszystko u nas w porządku. Chyba myśleli, że będę się bujać, walić głową w ścianę albo rzucać gównem w facetów siedzących obok. A tu nic z tego. Chyba zrujnowałam wyobrażenia tego, jak zachowuje się osoba ze spektrum autyzmu.

Siedzę sobie spokojnie jak kwiat lotosu na tafli jeziora. Albo jak łabędź na tafli jeziora Wigry.

Wszystkie dzisiejsze foty są mojego autorstwa tak w ogóle. Zrobiłam je w czasie wyprawy do Suwałk i wycieczek z Markiem. Jeśli ktoś z mojej firmy chce obejrzeć inne, to zapraszam do obejrzenia kalendarza.

 

 

 

Jezioro Wigry.

 

 

Największym problemem w nowej pracy jest rozpoznawanie ludzi. Do tej pory umiem jako tako zidentyfikować cztery osoby, z czego dwie siedzą ze mną w pokoju na stałe, natomiast dwie pozostałe dość często przychodzą. Reszta wciąż zapisuje się w /dev/nullu, łącznie z szefami, zastępcami i resztą ekipy, którą wypadałoby rozpoznawać.

Nie mam pojęcia z kim rozmawiałam na rozmowach kwalifikacyjnych. Imiona i nazwiska pamiętam, natomiast nie same osoby. Mogłam je mijać setki razy, ale nie rozpoznać. Nie robię tego specjalnie. Nie ma sensu się obrażać, lepiej przypomnieć kim się jest - nawet kilka razy dziennie.

 

 

 

Jezioro Hańcza.

 

 

 

Drugim moim problemem jest to, że matka każe mi się ładnie ubierać. Nie wiem, dlaczego programistka ma chodzić odstawiona jak szczur na otwarcie kanału elegancka starsza pani. Do tej pory przychodziłam ubrana zwyczajnie, ale codziennie słyszę narzekania w domu, że fuuuu i źle. Moi koledzy z pokoju mogą nosić dżinsy i koszulki z napisem DENATURAT. Ja mam się stroić jakbym szła na randkę albo spotkanie z klientem. Powtarzam matce, że nie jestem wdrożeniowcem ani przedstawicielem handlowym, ale nie dociera.

Według mnie, strój programisty powinien spełniać trzy kryteria:

  • czystość,
  • brak golizny,
  • brak wulgarnych/obraźliwych napisów.

Reszta to kwestia gustu. Ładne ubrania są trudne do zniesienia, bo są niewygodne i trzeba o nich cały czas pamiętać.

 

 

 

Jezioro Wigry.

 

 

To są póki co moje jedyne problemy związane z pracą. Chyba - bo mogłam coś odwalić i o tym nie wiedzieć.

Jeśli chodzi o pracę jako taką, to na razie robię niewiele zadań i są one bardzo proste. Do tego robię je pod nadzorem. Powody mogą być dwa: albo mam się bardzo powoli przyuczać, albo uważają mnie tam za dziecko specjalnej troski. Mam nadzieję, że ten pierwszy powód jest prawdziwy. Firma od wielu lat tworzy dość kobylasty program, w którym można się pogubić nawet jako użytkownik. Lepiej dać nowemu pracownikowi jakieś proste zadania, żeby powoli zapoznawał się z całością.

Albo nowy pracownik to autystyczny debil, który lepiej niech udaje, że pracuje. To też możliwe, bo pani z kadr kilka razy się pytała czy mam orzeczenie. Za 02P/12C są w końcu ładne dotacje.

A ja orzeczenia nie mam, bo uważam się za osobę w pełni sprawną fizycznie i umysłowo.

Kiedy byłam w Suwałkach, nagrałam z Markiem filmik o zatrudnianiu osób z ZA. Film powstał na zamówienie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ale przemawiamy z pokoju Marka w Suwałkach. W Lublinie jeszcze nie byłam.

 

 

 

 

 

 

Marek i ja byliśmy prelegentami na konferencji organizowanej przez Niepubliczną Terapeutyczną Szkołę Podstawową Bajka w Suwałkach. Marek opowiadał o swoim dorastaniu, a jego mama o wychowywaniu dziecka z ZA. Ja natomiast opowiedziałam o stimach i fiksacjach - o tym, jak je przeżywam i co one dla mnie znaczą. Potem był panel dyskusyjny, w którym uczestniczył także Piotrek (znany czytelnikom tego bloga jako Sysadmin). Miałam nadzieję, że opowie coś więcej ze swojej perspektywy, jednak jego tematyka autyzmu niewiele obchodzi. Gdyby ktoś zadał mu pytanie dotyczące systemów, sieci lub serwerów, to pewnie do dzisiaj by nie skończył. Ale nikt takiego pytania nie zadał.

Najciekawsze pytanie, z jakim się spotkałam na konfie w Suwałkach, to jak nauczyć kota korzystać z drapaka? Nie padło ono na sali, ale na korytarzu, bo tam też ludzie mnie zaczepiali. Otóż ja zrobiłam to tak, że pokazałam kotom jak się drapie w drapak. Na zachętę powiesiłam jeszcze parę kolorowych sznureczków. Wiem też, że niektórzy używają do tego celu kocimiętki.

Marek pokazał mi dużo pięknych miejsc w Suwałkach i okolicach. Nie udało się zobaczyć wszystkiego, bo nie było na to czasu, ale mam nadzieję, że jeszcze tam kiedyś będę. Może do tego czasu kupię sobie lepszy aparat - w końcu mam już stałą pracę. Na razie fotografuję sprzętem za stówę z Lidla, bo najważniejsze jest oko. Jednak tanim aparatem nie sfotografuję małych obiektów lub czegokolwiek w słabym oświetleniu.

 

 

Obejrzyjmy zdjęcia!

 

 

 

Jezioro Wigry i klasztor.

 

 

 Rzeka koło Wigier.

 

 

Rzeka koło Wigier.

 

 

 

Żaby w jeziorze Wigry.

 

 

 Jezioro Wigry.

 

 

Ogólnie w okolicach Suwałk jest tak, że jeśli traficie na jakieś jezioro, to będą to prawdopodobnie Wigry.

 

 

 

Rzeźba w klasztorze.

 

 

Klasztor nad Wigrami.

 

 

Ładne widoki #1 - pole.

 

 

Ładne widoki #2 - wieża widokowa.

 

 

Ładne widoki #3 - widok z wieży.

 

 

 Ładne widoki #4 - widok z wieży.

 

 

Może się wydawać, że Suwalszczyzna jest płaska. Nic bardziej mylnego! Teren jest bardzo pagórkowaty. Drogi są kręte i robi się na nich niedobrze podczas jazdy.

 

 

 

Ładne widoki #5 - jezioro Hańcza.

 

 

Ładne widoki #6 - mosty w Stańczykach.

 

 

 

Ładne widoki #7 - mosty w Stańczykach.

 

 

Tężnie w Gołdapi.

 

 

No i oczywiście...

Cmentarze

 

 

 

Cmentarz Siedmiu Wyznań w Suwałkach.

 

 

 

Cmentarz Siedmiu Wyznań w Suwałkach.

 

 

 

Cmentarz Radziecki w Suwałkach.

 

 

 

Cmentarz żydowski w Jeleniewie.

 

 

 

Cmentarz ewangelicki/wojenny w Dubeninkach.

 

 

 

Cmentarz ewangelicki/wojenny w Dubeninkach.

 

 

 

Cmentarz żydowski na skarpie nad jeziorem Sumowo.

 


Tagi