Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Kategorie: Wszystkie | Info | Ja i ASD | KSIĄŻKA | Komentuję | Konstruktywnie | Opisuję
RSS
środa, 16 grudnia 2015

 

Konferencja Gdynia Game Festival już za mną! Mój pierwszy występ przebiegł pomyślnie i był największym hitem części konferencyjnej. Przyszło na niego około pięćdziesięciu osób, co na pierwszy rzut oka może wyglądać słabo, ale wcale tak nie było. Organizatorzy podzielili imprezę na dwa budynki oddalone o około kilometr od siebie. W pierwszym z nich były imprezy dotyczące gier (turnieje, konkursy na najlepsze przebranie), w drugim wystąpienia o innowacjach w edukacji. Większość ludzi poszła do pierwszego budynku, natomiast do drugiego nie przyszedł prawie nikt. Gdyby wszystko odbywało się razem, frekwencja wyglądałaby zupełnie inaczej.

Pozostałe wystąpienia miały publiczność liczącą około kilkunastu osób. Na moim nagle zrobiło się gęściej. Mogę zatem zaśpiewać sobie razem z Glados: This was a triumph, I'm making a note here HUGE SUCCESS...

Nie pisałam przemówienia na kartce, bo to byłoby bez sensu. Gdybym miała czytać z kartki, równie dobrze mogłabym wstawić tekst na bloga i oszczędzić sobie stresu. Mówiłam na żywo, co nie było takie proste, bo trudno mi było znaleźć odpowiednie słowa. Na szczęście udało mi się mówić całkiem płynnie i poziom yyyyyy był w granicach normy (tak mi Wanderratte powiedziału). 

 

 

 

Zaraz będę przemawiać do tłumów

 

 

 

Wystąpienie przede mną było interaktywne, natomiast ja po prostu mówiłam swoje i nie nawiązywałam kontaktu z publicznością. Uwierzcie mi, że chciałabym z wami rozmawiać, ale na razie nie daję sobie z tym rady. Próbowałam robić coś takiego na studenckich prezentacjach i za cholerę nie rozumiałam odpowiedzi. A jak już zrozumiałam, to nie wiedziałam jak reagować.

Interakcje sobie odpuściłam. Chodziłam sobie po scenie i koncentrowałam się na tym, żeby mówić z sensem. W pewnym momencie strasznie mnie wciągnęły taśmy naklejone na podłogę i klapki z wtyczkami. Chciałam je dotknąć i podziwiać wzory, ale wiedziałam, że byłoby to idiotyczne, więc powstrzymałam się od tego.

Ktoś z publiczności powiedział mi potem, że mówiłam krótkimi zdaniami. Przeanalizowałam to i okazało się, że to prawda. Moje zdania składają się najwyżej dwa razy, natomiast ludzie składają je wielokrotnie jak origami. Nie lubię zdań wielokrotnie złożonych i chyba nawet niespecjalnie umiem ich używać.

Po występie miałam spotkanie z czytelnikami, które trwało ponad godzinę. Ludzie dziękowali mi za to, co robię i było to niesamowicie miłe. Dostaję dużo maili o takiej treści, ale usłyszeć to na żywo to zupełnie co innego. Wtedy wiem, że moja pisanina faktycznie ma sens.

Rozmawiałam z czytelnikami i odpowiedziałam na parę pytań. Było to niewiele, bo pytań jest mnóstwo i przydałby się duży panel dyskusyjny. Niektóre pytania były też bardzo złożone i/lub ogólne i trudno było na nie odpowiedzieć. Dużo bardziej wolę konkretne i pojedyncze pytania.

 

 

 

 

Ja i mój serwer

 

 

A teraz przyszedł czas na moje wystąpienie w formie pisemnej. Dla tych, którzy nie mogli przyjechać i dla tych, którzy niezbyt dobrze zrozumieli. Wersja wideo też będzie, ale jeszcze nie wiem kiedy jest na dole wpisu.

Obrazki to slajdy z konferencji.

 

AUSI AUTISM SIMULATOR

 

 

 

 

 

 

 

 

Opowiem wam dzisiaj o symulatorze autyzmu o nazwie Ausi. Nazwa to skrót od Autism Simulator, uznałam że to ładnie brzmi. Grę tworzą: Koci Świat ASD, czyli ja z moimi pomysłami oraz PJATK i ich inżynieria gier komputerowych. W wyniku tej fuzji powstają ładne rzeczy.

Dodatkowo dziekan Pejotki jest fanem bloga oraz cmentarzy, więc mam w nim duże wsparcie dla projektu.

 

 

 

 

 

 

Nie myślcie, że grę tworzę sama, bo tak nie jest. Przedstawię wam mój zespół, który składa się z fajnych ludzi. Pominięcie ich byłoby zwyczajnie chamskie. Zespół oprócz mnie tworzy Dorota, która modeluje w Blenderze lepiej ode mnie oraz Michał - fan Unity. Reklamówkę naszej gry przygotowała Karolina, której prace możecie podziwiać na blogu Szarosen Rysuje. Przy okazji: dając jej zlecenie, wspieracie osoby autystyczne, ponieważ Karolina również jest w spektrum.

Jeśli mowa o spektrum, to zwróćcie uwagę na pryzmat na ulotce. Rozszczepienie światła symbolizuje właśnie to spektrum.

 

 

 

 

 

 

Autyzm nie jest chorobą, ale innym systemem operacyjnym w mózgu. Większość ludzi używa Windowsa, ale czy znaczy to, że komputery z Linuksami są upośledzone? Oczywiście, że nie. Linuksy, czy ogólnie Uniksy, mogą być dla przeciętnego człowieka trudne w obsłudze i dziwne, ale mają wiele zastosowań. Na przykład serwery, na których sprawują się dużo lepiej, niż Windowsy przeznaczone raczej na komputery domowe.

 

 

 

 

 

 

 

Na zdjęciu widoczny jest mój serwer. Obecnie ma on dużo więcej kabelków i światełek. Niedawno montowałam switcha na ścianie szafki. Pomyślałam sobie wtedy, że ja i ten serwer mamy ze sobą dużo wspólnego. Jesteśmy dziwni, głośni i trudni w obsłudze. Pomyślałam sobie, że dziecko jest jak nowy komputer. Ludzie czekają na niego i spodziewają się ładnego laptopa z nową Windą, coś w stylu tego, co mają sąsiedzi i znajomi. A tu zonk i okazuje się, że dostali wyjący serwer z FreeBSD, który nawet nie ma interfejsu graficznego.

Do tego serwera można mieć takie same zarzuty, co do dziecka autystycznego. Dziwne to, głośne, nie pograsz w gry, nie zabierzesz do znajomych. W ogóle nie wiadomo, co z tym zrobić, trzeba tu specjalisty. A może w ogóle go oddać?

Później wyrasta taki na odludka i piwniczanina. Nie tak miało to wyglądać.

Gdyby taki komp wysłuchiwał tego typu tekstów na swój temat, na pewno byłoby mu smutno. Na szczęście jest kompem i nic nie rozumie.

Hmm... czekajcie... Czy tego samego nie mówi się o dzieciach z autyzmem? No wiecie, że nie rozumieją. Tak wielu uważa, ale one wszystko rozumieją, nawet jeśli sprawiają odmienne wrażenie.

 

 

 

 

 

 

O ASD krąży wiele stereotypów. Są to na przykład:

  • Cierpienie - na autyzm sam w sobie się nie cierpi. Cierpi się z powodu ludzi, ich chamstwa i nietolerancji. Cierpi się z powodu depresji, nerwic i fobii społecznej. Rodzina natomiast nie cierpi z powodu dziecka autystycznego, ale na własne życzenie. Jeśli nie akceptujesz dziecka takiego jakim jest, to cierpisz.
  • Człowiek z autyzmem to dziecko kiwające się w kącie. Z autyzmu się nie wyrasta, mają go także nastolatki i dorośli. Część faktycznie kiwa się w kącie, ale jest to raczej reakcja nerwowa, nie typowe zachowanie.
  • Pewna osoba zarzuciła mi podczas omawiania scenariusza gry, że bohaterka wypowiada się zbyt elokwentnie. Człowiek z autyzmem powinien przecież bredzić bez ładu i składu. Co za bzdury! Ludzie z autyzmem jak najbardziej mogą być elokwentni. Nawet jeśli na zewnątrz faktycznie coś tylko mamroczą, to wewnątrz myślą logicznie i sensownie. Mogą wypowiadać się elokwentnie w sposób pisemny. Na przykład ten facet zachowuje się jak totalny ułom, ale potem przychodzi do domu i pisze eseje o polityce.
  • Autyk to upośledzony sawant. Cóż, zazwyczaj ani upośledzony, ani sawant. Większość to zwyczajni ludzie o przeciętnej inteligencji.
  • Autyści to groźni hakerzy. Tak, na filmach. Chociaż faktycznie często mamy zdolności do pracy z komputerami, to mało kto zostaje hakerem.
  • Autyzm to życie za szybą. Chociaż faktycznie jest to poczucie oddzielenia od reszty ludzi, to jednak pod autyzmem nie kryje się osoba neurotypowa. Osoba autystyczna jest autystyczna w całości, bo ma inaczej skonstruowany mózg. Gdyby zmienić go na neurotypowy, powstałaby zupełnie inna osoba.
  • Autyści to takie milusie, upośledzone słodziaki. Hahahahaha, dobre! Ludzie z autyzmem mają problemy ze zrozumieniem zasad społecznych, więc często bywają wredni i aroganccy.
  • Autyzm to to samo, co zespół Downa albo schizofrenia. Nie wiem, skąd w ogóle się wzięły takie bzdury.
  • Ludzie z autyzmem żyją w wymyślonym świecie. No niestety nie ma tak dobrze. Żyjemy w tym samym świecie, co neurotypowi.
  • Autystyczny świat jest bajkowy i magiczny. Że co?! Autystyczny świat to jedno wielkie WTF. To ciągłe zdziwienie, zaskoczenie i brak zrozumienia, o co właściwie tym ludziom chodzi.

 

Stereotypy mają się dobrze i specjaliści nieraz się do tego przykładają. Zamiast zapytać się ludzi z autyzmem, wolą budowac teorie oparte na przypuszczeniach. Nawet, jeśli chodzi o tak osobiste sprawy jak emocje.

 

 

 

Nikt na tym zdjęciu nie ma ASD.

 

 

 Nikt na tym zdjęciu nie jest kobietą.

 

 

 

Być może fundacja Synapsis zrozumiała zeszłoroczne zarzuty, bo w tym roku na konferencję o seksualności zaprosili człowieka z Aspergerem.

Nie mam nic przeciwko temu, że występują specjaliści. W końcu mają do czynienia z wieloma osobami i mogą wyciągnąć sensowne wnioski. Problem jest taki, że występują tylko oni. W gronie prelegentów powinien być przynajmniej jeden autyk. 

Obrazek poniżej to wypowiedzi z amerykańskiego Kongresu. Podobne można spotkać w Polsce.

 

 

 

 

 

 

Na szczęście sytuacja się zmienia. Odbywają się konferencje, na których występują nawet niskofunkcjonujące osoby z autyzmem, które komunikują się przy pomocy komputera lub tablic. Marzy mi się coś takiego w Polsce.

 

 

 

 

 

 

W prawym dolnym rogu powyższego slajdu znajduje się Emma, która mówi przy użyciu komputera. Prowadzi bloga i pracuje nad filmem dokumentalnym o autyzmie. Film nosi tytuł Unspoken i ukaże się w 2016. Nie mogę się doczekać premiery.

Emma ma nadzieję, że dzięki filmowi ludzie będą mogli poznać świat osoby autystycznej i przestaną się bać. Taki sam cel ma stworzenie symulatora.

 

 

 

 

 

 

Jak wymyśliłam symulator?

Pierwsze pomysły pojawiły się już pod koniec lat 90. Chodziłam wtedy do podstawówki, która była koszmarna. Nauczyciele chcieli się mnie pozbyć, uczniowie mnie dręczyli. Pamiętam ostre światła, smród i szumiący huk w uszach. Marzyłam o tym, że pewnego dnia przywiążę tych ludzi do krzeseł i będę świecić im reflektorami w oczy. Pomieszczenie będzie duszne i śmierdzące, a ja będę zachowywać się równie chamsko jak oni.

Rozmyślałam o tym i nuciłam sobie w głowie linijkę popularnej wówczas piosenki zespołu Hole.

 

 

 

Ciekawostka: Courtney Love, autorka piosenki, również ma ASD.

 

 

 

Zdałam sobie sprawę, że gdybym obecnie spotkała tych samych ludzi i urządziła im tortury za rzeczy, które wydarzyły się mniej więcej 15 lat temu, to nie wiedzieliby w ogóle o co chodzi. Oni tego po prostu nie pamiętają. Za to istnieją współczesne dzieciaki z autyzmem, które przeżywają to samo, co ja. Mogłabym zamienić moją zemstę w edukację i prowadzić warsztaty na temat odbierania świata przez osoby autystyczne. Pisałam nawet już o tym na blogu.

Ale warsztaty wymagają wielu rekwizytów i personelu od obsługi. Kiedy pojawiła się PJATK i ich inżynieria gier, wiedziałam już w czym rzecz. Muszę zrobić grę!

 

 

 

 

 

 

 

Rozejrzałam się, co istnieje obecnie na rynku podobnych usług. Jakiś czas temu Synapsis zrobiło instalację sensoryczną. Niedawno fundacja Na Niebiesko urządziła warsztaty w szkołach. Ale to wszystko opierało się na wrażeniach sensorycznych. Czy naprawdę autyzm polega na niewyraźnym widzeniu? W sumie mam autyzm i widzę niewyraźnie, ale czy kiedy założę okulary lub soczewki, to ten autyzm mi przechodzi?

Nie! Autyzm to nie wada wzroku!

Ludzie skupiają się na tych zaburzeniach sensorycznych, jakby to naprawdę na tym polegało ASD. Niestety tak nie jest. Teraz siedzę w ciemnym pokoju, mam na głowie okulary i słuchawki... jestem neurotypowa? Za cholerę.

 

 

 

 

 

 

 Mój świat: światłowstręt i trudności ze zrozumieniem rozmowy.

 

 

 

Problemy sensoryczne są upierdliwe, ale to nie one są istotą autyzmu. Dużo ważniejsze są problemy komunikacyjne i psychologiczne. W naszym symulatorze postaramy się pokazać:

  • izolację i przygnębiającą samotność,
  • nietolerancję otoczenia - kiedy pokazałam grupie chamskie odzywki w scenariuszu, nie wierzyli, że ludzie mogą takie rzeczy mówić. Nie wiedzieli, że wszystkie teksty słyszałam osobiście na własny temat,
  • trudności ze zrozumieniem ludzi - używanie dziwnych sformułowań, mocno enigmatycznych zdań, wymijających odpowiedzi,
  • wieczne poczucie zdziwienia i niepewności,
  • prozopagnozję - wszystkie postacie wyglądają tak samo, ale obrażają się za nierozpoznawanie.

 

 

Bohaterką naszej gry jest Joanna z wysokofunkcjonującym autyzmem. Na razie tworzymy jeden model wzorowany na mnie, bo takie mamy możliwości. Różnica jest taka, że ja akurat jestem bardzo wrażliwa na zapachy, za to na dźwięki tak sobie.

 

 

 

 

 

 

Nasza bohaterka bardzo chce mieć przyjaciół. Na zajęciach TUS, na które chodzi, uczą ją komunikacji. Mówią jej, że powinna wychodzić po szkole z kolegami z klasy. Joanna wybiera się z nimi do starego szpitala. Niestety po raz kolejny pada ofiarą złośliwego żartu i zostaje zamknięta w ciemnym pomieszczeniu. Musi wydostać się z budynku, ale żeby to zrobić, musi zaczepiać spotkanych po drodze ludzi i szukać wskazówek.

Ludzie nie są zbyt przyjemni, a ich wypowiedzi przypominają cytaty z Coelho. Otoczenie jest pełne nieprzyjemnych świateł, kolorów i dźwięków. Używamy dźwięków, które wkurzą każdego, np. drapania po szkle, brzęku naczyń, zepsutej świetlówki. Światła migają w ten sposób i wywołują mdłości.

Gracz w różnych miejscach może się natknąć na notatki. Zawierają one cytaty z książek i blogów osób autystycznych. W ten sposób gracz dowie się, dlaczego doświadcza w tej chwili właśnie tego. Wyjaśnienia pochodzą od prawdziwych autyków, nie od rodziców ani specjalistów.  

 

 

 

 

 

Poniżej autentyczne sceny z gry: 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Joanna musi zrozumieć metaforyczne wypowiedzi ludzi, szukać wskazówek oraz rozwiązywać zagadki. Niektóre są trudne, ale inne zostaną specjalnie ułatwione, żeby pokazać także pozytywne strony posiadania autystycznego mózgu. Różne akcje koncentrują się na cierpieniu i trudnościach, tymczasem my chcemy pokazywać odmienność. Naszym hasłem przewodnim jest neuroróżnorodność.

 

 

 

 

 

 

Autystyczne mózgi mają mnóstwo zalet. Wiele z poniżej wymienionych cech to cechy poszukiwane przez pracodawców w ogłoszeniach. Tymczasem kiedy kandydat faktycznie ma takie cechy, bo dostał je w pakiecie z ASD, to często zostaje odrzucony. Czy pracodawcy się boją? Bądź kreatywny i zorientowany na szczegóły, ale wiesz... nie tak naprawdę, tak tylko na niby.  

 

 

 

 

 

Dla kogo jest ten symulator? Nasze grupy docelowe to:

  • lekarze,
  • nauczyciele i wychowawcy,
  • psychocosie,
  • studenci np. medycyny, psychologii, pedagogiki

 

 

 

 

Symulator byłby też dobrą atrakcją na konferencjach związanych z tematem oraz w centrach popularnonaukowych, np. PPNT, Kopernik i inne. Uczestnicy mogliby poznać nieznany im dotychczas świat.

 

 

 

 

 

Niestety nasz zespół ma różne ograniczenia. Jest nas niewiele, brakuje nam doświadczenia i środków. Wrażenia słuchowe i dialogi wymagają lektorów i studia nagrań. Nie mamy tego. Problemy sensoryczne to mnóstwo grafiki, którą ktoś musi zrobić. Bogumił Wiatrowski ma absolutną rację - porządna gra to zadanie dla profesjonalnego studia. Szukamy takiego studia!

 

 

 

 

Chcielibyśmy zrobić różne postacie z losowo dobieranymi cechami. Joanna wzorowana na mnie nie jest jedynie słusznym modelem autyka. Autyzm to różnorodność!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pomyślcie jak byłoby super, gdyby powstała wersja na Oculusa lub inne systemy VR. Gracz mógłby wczuć się całkowicie w grę. Mógłby także doświadczyć porządnych mdłości. Od świateł i smrodu nieraz robiło mi się niedobrze. Gdyby gracz podczas symulacji porzygał się lub spanikował, to byłby to bardzo dobry efekt. Oczywiście byłoby ostrzeżenie o takiej możliwości.

 

 

 

 

Pytania od publiczności:

W jakiej technologii powstaje symulator?

Używamy Unity z C#, Blendera, 3ds Max i różnych programów graficznych. Dźwięki pochodzą z darmowej bazy, część nagrałam sama, np. mruczenie - do tego mój mikrofon za dychę się jeszcze nada.

Twój pierwszy wykład w miejscu opisanym jako "Park N-T" to celowa gra słów, czy zwykły przypadek?

Też zwróciłam na to uwagę i jest to dość zabawne. Jest to jednak całkowity przypadek. 

Dziękuję za wykład, był naprawdę ciekawy. Czy zastanawialiście się nad finansowaniem społecznościowym np z portali typu Polak potrafi? Jeśli chodzi o nagrywanie dźwięków czy dialogów, z czym dokładnie macie problem? Aktorzy, sprzęt, co innego?

Na razie nie zbieramy jeszcze funduszy, czytelników proszę o wstrzymanie się z ofertami finansowymi, bo zbiórka publiczna to poważna sprawa. Być może uda się nam uzyskać wsparcie z UE, zajmujemy się już tym z PJATK.

Jeśli chodzi o dźwięki, to tak, chodzi o aktorów i sprzęt. A raczej o ich brak. Jeśli chodzi o inne rzeczy, to fajnie byłoby mieć wsparcie od bardziej doświadczonych programistów i grafików - n00bom nie jest łatwo. Organizacja i promowanie całości też nie jest prosta, chociaż z promocją radze sobie chyba całkiem nieźle ;)

 

Nagranie

Możecie już zobaczyć mój występ w wersji mówionej! W nagraniu jest dziesięciominutowa dziura, ale powklejałam tam slajdy i jakoś to wygląda.

 

 

 

 

Ładne rzeczy

Taki prezent dostałam od jednego czytelnika! W ogóle było fajnie spotkać was na żywo, naprawdę mili z was ludzie.

 

XXGlD4g

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 07 grudnia 2015

 

Już tylko parę dni dzieli mnie od pierwszego występu na konferencji. Jeśli jeszcze nie wiecie, to występuję 13.12.2015 (niedziela) o godzinie 13 na Gdynia Game Festival. Wejście jest darmowe, należy się tylko zarejestrować u organizatora. Możecie się także cieszyć wydarzeniem u mnie na fejsbóku.

Występ będzie nagrywany, ale dużo lepiej jest posłuchać mnie na żywo. Wiem o czytelnikach, którzy przyjadą z Koszalina, Warszawy, a nawet Katowic specjalnie na mój występ. Jeśli oni mogą, to wy też ruszcie zady i przybywajcie.

 

 

  Występuję o 13:00!

 

 

Byłam już na niejednej konfie i nieraz wyobrażałam sobie, co ja bym zrobiła, gdybym miała występować. W ogóle mam tak, że oglądam ludzi w różnych sytuacjach i robię sobie w głowie symulacje ze mną w roli głównej. Nieraz się to potem przydaje.

Zastanawiałam się jak poradziłabym sobie z pytaniami od publiczności. Mam taki niefajny problem z przetwarzaniem informacji audio, o którym wam zaraz opowiem. Nie mam za to problemów z przetwarzaniem obrazu, dlatego publiczność będzie zadawać mi pytania pisemnie.

Jak? To bardzo proste. Jeśli podczas mojego wystąpienia przyjdzie wam jakieś ciekawe pytanie do głowy, wejdziecie na stronę Ask.fm i wpiszecie o co chodzi. Pytania wyświetlą się na moim kompie i na koniec występu wybiorę sobie najfajniejsze, na które odpowiem na żywo. Na resztę odpowiem na blogu, na chamskie lub naruszające moją prywatność nie odpowiem wcale.

 

 

 

  Na obrazku dworzec Gdynia Główna.

 

 

 

Nie mam problemów ze słuchem jako takim. Słyszę bardzo dobrze, tylko niekoniecznie rozumiem słowa. Ludzie bardzo lubią dyskutować na różne tematy. Dla mnie brzmi to właśnie jak komunikaty na dworcu PKP - niewyraźne, bełkotliwe i odbijające się od ścian. Spróbowałam narysować wam jak to widzę - możecie zobaczyć obrazki poniżej.

Nienawidziłam, kiedy w szkole jakiś temat był omawiany głosowo. Nie rozumiałam z niego prawie nic. Najgorsze było ustalanie np. terminu sprawdzianu albo w ogóle planowanie czegoś. Wtedy do dyskusji włączało się więcej osób i słyszałam tylko wiele nakładających się głosów. Próbowałam wyłowić z tego szumu jakieś słowa, ale nie zawsze były to słowa kluczowe. No i informacje ciągle się zmieniały, więc nie miałam gwarancji, że wyłapałam aktualną wersję.

Zaczepiałam więc jakąś osobę i pytałam o co chodzi. Czasem dostawałam odpowiedź. Czasem odpowiedź brzmiała TRZEBA BYŁO SŁUCHAĆ. A czasem ludzie byli wredni i specjalnie podawali mi błędne informacje. I tak nie miałam ich gdzie zweryfikować. Potem przychodziłam w złe miejsce lub o złej godzinie i wszyscy się cieszyli.

Nauczyciele też się nieraz wkurzali, kiedy po zadaniu czegoś i odpowiedzeniu na pytania dostawali prośbę o powtórzenie. No bo trzeba było słuchać, prawda? Nauczyciele byli o tyle bezpieczni, że dawali poprawne informacje. Kiedy odpowiedzią było proszę się zapytać koleżanki, to już gwarancji poprawności nie było.

 

 

 

Słowa rozjeżdżają się i odbijają od ścian.

 

 

 

Zbyt jasno, zbyt niewyraźnie.

 

 

 

Moje problemy przypominają nieco centralne zaburzenia przetwarzania słuchowego. Nigdy nie miałam jednak dysleksji ani problemów z nauką. Nigdy nie myliłam głosek ani nie robiłam błędów ortograficznych. Jeśli chodzi o ortografię, to pod tym względem jestem takim mini sawantem, bo od najmłodszych lat wiedziałam jak się coś pisze, nawet bardzo trudne słowa, których znaczenia w ogóle nie znałam. Jak to robiłam? Nie wiem, po prostu mam wbudowany słownik ortograficzny w głowie.

Zostałam nawet wysłana na konkurs ortograficzny, gdzie byłam jedynym dzieckiem wśród tłumu dorosłych. Nie było jednak żadnej sensacji, ponieważ niczego nie wygrałam. Konkurs odbywał się na dużej sali, a prowadzący mówił przez mikrofon. Nie zrozumiałam prawie nic, bo brzmiało to właśnie jak komunikat na dworcu. Potem mama przeczytała mi konkursowy tekst w domu i potrafiłam zapisać go całkowicie poprawnie. Ale wtedy było już za późno. Na szczęście nikt nie miał do mnie pretensji.

Kiedy rozmawiam z kimś 1:1, to rozumiem wszystko. Kiedy jest więcej osób, pojawiają się problemy.

Znalazłam taki filmik, który całkiem nieźle przedstawia te problemy. Uczestnicy badania musieli ułożyć figury geometryczne w określonej kolejności. Jeśli zrobili to dobrze, to pokazywał się obrazek dziewczynki z kwiatkiem.

 

 

 

 

 

 

Konkurs ortograficzny nie był taki najgorszy, bo o mojej porażce wiedziała tylko rodzina i organizatorzy, którzy zapewne mieli to gdzieś. O wiele gorszy był konkurs wiedzy o Unii Europejskiej, w którym brałam udział w gimnazjum. Wychowawca mi kazał, no to poszłam. Okazało się, że konkurs miał formułę programu Jeden z dziesięciu. Musiałam odpowiadać na pytania przed publicznością, która wyła ze śmiechu, kiedy prosiłam o powtórzenie pytania po kilka razy. Ostatecznie zajęłam w tym konkursie drugie miejsce, ale żenada była potworna.

Żenujące było też, kiedy na angielskim w szkole trzeba było słuchać tekstów z kaset i odpowiadać na pytania. Rzadko kiedy rozumiałam, co na tych kasetach było. Do pewnego momentu robiłam obejście i wykorzystywałam dźwięki z tła, np. z dworca. Potem autorzy testów się wycwanili i zaczęli dawać czyste dialogi.

Dialogi były dla mnie całkiem zrozumiałe na słuchawkach. Niestety na maturze nie dają słuchawek i musiałam męczyć się z magnetofonem w na biurku. Ogólnie zdałam bardzo dobrze, ale jeśli coś uwaliłam, to było to właśnie słuchanie.

 

 

 

 



 

 

Na szczęście to zaburzenie słuchu cofa się z wiekiem. Kiedy byłam dzieckiem, nie rozumiałam prawie w ogóle tekstów POLSKICH piosenek. Musiałam zobaczyć je na kartce. Czytać nauczyłam się w wieku dwóch lat, pamięć zawsze miałam dobrą, więc zapamiętywałam te teksty bardzo szybko i nikt nie widział moich problemów.

Filmy oglądam zawsze z napisami - najlepiej w wersji dla niesłyszących, bo wtedy uczę się różnych określeń na dźwięki, np. wycie, mruczenie, zawodzenie, bzyczenie, jęki. Dawno temu zauważyłam, że ja nie uczę się prawie ze słuchu - nawet kiedy słyszę słowa, to i tak są one konwertowane na obraz. Widzę zarówno sam tekst, jak i jego obrazowy odpowiednik. Kiedy wymyślam tekst na bloga, to najpierw widzę w głowie serię obrazów, a potem widzę jak wpisuję słowa do edytora.

Polecenia głosowe zabierają mi więcej mocy obliczeniowej, bo najpierw muszę odebrać sygnał dźwiękowy, przetworzyć go na obraz i dopiero mogę rozpocząć analizę logiczną. Kiedy widzę polecenia zapisane na kartce, to pomijam etap tłumaczenia z języka mówionego na obrazowy. A jeśli zapis jest w punktach lub ze strzałkami i ma fajna formę graficzną, to w ogóle jest super. Pisałam już trochę o tym w notce Dane jest x.

 

 

 

 

Część po prawej działa dobrze, część po lewej niekoniecznie.

 

 

 

 

Język słuchano-mówiony nie jest naturalny dla mnie ani dla wielu osób z ASD. Owszem, posługuję się nim całkiem sprawnie, ale angielski też znam bardzo dobrze mimo bycia Polką. O wiele bardziej wolę komunikować się z użyciem tekstu i rysunków. Niestety ludziom trudno to zrozumieć i nawet jeśli o tym wiedzą, to i tak upierają się przy rozmowach głosowych, a potem mają pretensje, że ich nie słucham albo nie rozumiem tematu.

 

 

 

 

 

 

Jesli chcecie poczytać więcej na ten temat, obejrzyjcie film o Temple Grandin lub zajrzyjcie do książki Myślenie obrazami. A jeśli macie w otoczeniu osobę ze spektrum, to przestańcie się jej czepiać, że was nie słucha. My musimy widzieć, żeby zrozumieć.

 

 

----

 

Dodatek do pośmiania się: jeden, dwa :)

 

 

 

 

Tagi