Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Kategorie: Wszystkie | Info | Ja i ASD | KSIĄŻKA | Komentuję | Konstruktywnie | Opisuję
RSS
sobota, 30 listopada 2013

 

Synapsis organizuje kolejną akcję, za co chwała im i cześć. Akcja nazywa się Poznaj Marię - dziewczynkę, która lubi mieć plan. Polega ona na specjalnych lekcjach dla dzieciaków z podstawówki i gimnazjum, podczas których dowiadują się one, na czym polega autyzm. Przejrzałam sobie scenariusze lekcji i wyglądają całkiem ciekawie. Wielki plus za to, że nie pokazują osób z ASD jako cierpiących męczenników, ale jako fajne osoby, które nieco różnią się od standardowych.

Jako pomoce naukowe posłużyły film o Marii oraz film o Tomku. O ile pierwszy z nich jest świetny i pewnie dlatego posłużył za motyw przewodni akcji, to do drugiego mam poważne zastrzeżenia. Tak samo jak mam zastrzeżenia do robienia twarzy ZA z Konstantego (któremu swoją drogą życzę powodzenia na nadchodzącej sesji).

 

 

Domyślacie się już zapewne, o co chodzi. Każdy z tych dwóch chłopaków ma oprócz ZA także inne zaburzenia. I to w dodatku takie, co znacznie zniekształcają odbieranie istoty ASD przez osoby postronne. O ile Konstanty pojawił się jako element afery, tak dziwię się Synapsisowi. Czy naprawdę nie mają tam w pobliżu osób autystycznych bez dodatkowych jednostek? Uczniowie, którzy obejrzą ten filmik, dostaną ASD przedstawione jako kombinację autyzmu z porażeniem mózgowym. Myślicie, że będą potrafili to oddzielić? Szczerze wątpię.

Tak samo ludzie, którzy czytali o Konstantym, dostali obraz ZA jako zaburzenia, przy którym nie da pisać samodzielnie. Niedowład rąk poszedł bowiem na drugi plan. Być może czytelnicy uznali także, że niedowład rąk jest jednym z elementów ASD.

A tak się składa, że nie jest. Większość osób z ZA umie pisać samodzielnie. Nie ma także porażenia mózgowego, które znacznie utrudnia życie i zmienia całkowicie obraz zaburzenia. Ale takie samo ZA bez dodatków to pewnie mało medialne i gorzej się sprzedaje.

 

 

 

Przy okazji zaczęłam się nad czymś zastanawiać. Wysłałam zapytanie do osoby, która może znać odpowiedź, ale może wy też będziecie coś wiedzieć.

Zastanawiam się, czy mój autyzm jest taki sam, jak autyzm osób, które doświadczyły w swoim życiu jakichś poważnych chorób lub powikłań. Co jakiś czas czytam o ludziach z ASD, których dotyczy także np. wcześniactwo, niedotlenienie, niska punktacja Apgar, różne powikłania okołoporodowe, epilepsja, MPD, ciężkie infekcje i cała masa innych rzeczy, które mogą poważnie wpłynąć na funkcjonowanie mózgu. Czy mózgi tych osób działają w ten sam sposób, co mój? Urodziłam się zdrowa, silna i nie dopadła mnie nawet pojedyncza alergia. Czy autyzm u osoby całkowicie zdrowej jest takim samym autyzmem, co u osoby chorej? Czy te osoby tak samo odbierają świat?

 

 

 

Na razie autyzm jest wielką niewiadomą. Wiemy, że nie zależy od podejścia matki, nie jest wywoływany przez szczepionki, nie jest także chorobą metaboliczną ani autoimmunologiczną. Kluczem do poznania istoty tego zaburzenia są takie nauki, jak genetyka i neurologia. Być może autyzm z dodatkami jest innym rodzajem autyzmu, niż czysta postać. A może to w ogóle nie jest autyzm, ale np. efekt jakiejś choroby, który daje podobne objawy?

Mam nadzieję, że dowiem się jeszcze za swojego żywota.

 

piątek, 29 listopada 2013

 

Hej, mam na imię Kasia.
Interesuję się językami od strony technicznej. Uwielbiam analizować gramatykę, procesy słowotwórcze i etymologię. Fascynują mnie też systemy zapisu oraz fonetyka. Nauczyłam się już kilku alfabetów. Lubię nie tylko języki naturalne, ale także programowania. Tworzę sobie algorytmy, zbieram dane i analizuję je. Mogę się godzinami gapić na statystyki.

Od niedawna mam bloga, który ma już mnóstwo wyświetleń. Napisałam też ciekawą książkę i zamierzam napisać kolejną. Czytelnikom podoba się mój styl.

Mimo takich zdolności literackich, ledwo zdałam maturę z polskiego. Podstawową. Na szczęście nie była mi do niczego potrzebna oprócz samego zaliczenia. Ale gdybym zamiast studiów ścisłych wybrała językowe, miałabym bardzo duży problem.

Nie rozumiem, co poeta miał na myśli. Prawdopodobnie nigdy nie zrozumiem. Mogę najwyżej wykuć na pamięć opracowanie. Nie dostrzegam ukrytych znaczeń. Nie rozumiem aluzji. Nie potrafię wczuć się w czyjś nastrój. Nie potrafię też mówić o uczuciach, bo nie rozróżniam za dobrze uczuć. Nie domyślę się czegoś, jeśli mi o tym nie powiesz.

 

 

  

Na blogu dostaję mnóstwo komplementów. Ludziom podoba się to, co piszę. Gdyby ten blog nie istniał i poznalibyśmy się na żywo, prawdopodobnie by mnie nie cierpieli. Albo trzymaliby się ode mnie z dala, bo jestem jakaś dziwna i czasem zachowuję się nietypowo. Myśleliby, że mam się za kogoś lepszego, bo ignoruję ich, jakby w ogóle nie istnieli.

Nie umiem nawiązywać kontaktów z ludźmi. Nawet ich nie rozpoznaję. Ludzie przesuwają się wokół mnie jak rozmazane plamy, które ciężko mi zapamiętać i skoncentrować się na nich. To oni muszą nawiązać ze mną kontakt. Niby nie mają z tym problemów i lubią poznawać nowe osoby, ale czekają na nie wiadomo co. To coś, czego nie rozumiem.

Oni z kolei nie mogą zrozumieć, że wolę porozumiewać się pisemnie. Nie jest ze mną jakoś tragicznie i porozmawiam na żywo, ale jeśli chcesz podtrzymać ze mną kontakt, najlepiej użyj jakiegoś pisemnego komunikatora. Wyślij SMSa, ale nie dzwoń. Rozmowa przez telefon jest dla mnie straszna. Kiedy muszę gdzieś zadzwonić, odwlekam ten moment ile tylko się da.

Wolę już jednak zadzwonić w jakiejś sprawie, niż np. udać się do biura obsługi klienta. Przez telefon rozmówca mnie nie widzi. Nie wie, że rozmowę mam rozpisaną na kartce, że bujam się, macham rękami lub siedzę pod stołem. Nie muszę też myśleć o takich sprawach, jak patrzenie w oczy lub właściwa postawa ciała. Mogę zamknąć oczy i rozmawiać zwinięta pod kołdrą.

Jestem nieco dziwna. Ludzie z autyzmem tak mają. Mam autyzm.

 

Jest nas więcej

Pewnie myślałeś, że osoby z autyzmem to upośledzone dzieci. Dzieci, które nie umieją mówić. Dzieci, które krzyczą, walą głową w ścianę, ślinią się i bujają. Część z nich to sawanci o zdolnościach, z których nawet nie zdają sobie sprawy. Geniusze-idioci.

Są wśród nas zarówno dzieci, jak i dorośli. Umiemy mówić, mamy różne zainteresowania, różne wykształcenie. Każdy z nas jest inny. Jesteśmy fajnymi ludźmi i można pogadać z nami na różne tematy. Możliwe, że spotkałeś w swoim życiu osoby z autyzmem i nawet o tym nie wiedziałeś.

W tym celu tworzymy takie fajne grafiki. Możesz obejrzeć je tutaj lub tutaj. Na razie jest to tylko projekt, więc są niedopracowane, ale może niedługo zobaczysz je w swoim mieście. Wypatruj autystów. Oni tu są!

 

 

wtorek, 26 listopada 2013

 

Pamiętacie Autystycznych bohaterów z kosmosu? Pisałam tam o wymyślonej terapii, którą podobno stosowałam. Dziś będzie nieco więcej prawdziwych informacji oraz ważna wiadomość na koniec.

Od gimnazjum zmagam się z trądzikiem. Stosowałam przeróżne maści i inne specyfiki, niestety z marnym skutkiem. W końcu 2 lata temu rozpoczęłam kurację izotretynoiną. Pryszcze zniknęły, ale zaobserwowałam inne ciekawe zjawisko, które sugeruje, że autyzm to choroba dermatologiczna, którą można przynajmniej częściowo wyleczyć. Możliwe skutki uboczne to jednak rozwalona wątroba lub samobójstwo, do tego nieprzyjemne objawy, takie jak pękanie ust czy suche oczy. Sami zdecydujcie. Ale z drugiej strony chelatacja ma podobne skutki uboczne.

Charakterystyczny dla autyzmu jest brak uczuć oraz nieokazywanie emocji. Po paru miesiącach stosowania izo, coś się zaczęło we mnie zmieniać. Całymi dniami płakałam, że mnie nikt nie kocha i jestem taka samotna. Po kolejnych kilku miesiącach pragnęłam położyć się na torach. Zrobiło się ze mnie takie emo, że Sala Samobójców się chowa.

Po zakończeniu kuracji wszystko wróciło do paskudnej, autystycznej normy. Łącznie z pryszczami.

 

 



Wasze dzieci też mogą stać się uczuciowe. Wystarczy przez dłuższy czas podawać im izotretynoinę w dawce 1 mg/kgmc i autyzm zniknie niczym pryszcz. Trzeba jednak stosować to cały czas, bo inaczej paskudne choróbsko wróci. Nie można też wychodzić na słońce ani jeść potraw o wysokiej zawartości witaminy A. Trzeba też regularnie badać profil lipidowy. Wysokie wartości wskazują na wydobywające się z organizmu złogi autyzmu. Jest to brutalne, lecz skuteczne.
Moja fundacja promująca tę metodę będzie się nazywała Autyzm bez pryszczy.


Prawdą w powyższym tekście jest jedynie to, że stosowałam izotretynoinę, która wywołała u mnie depresję. Nie podawajcie tego świństwa dzieciom, chyba że są nastolatkami z pryszczami jak kratery na Księżycu. Ale i tak musi to zapisać dermatolog, nie żaden DANowiec czy inny jasnowidz.

 

 

A TERAZ WAŻNA INFORMACJA 

Prawdziwa w stu procentach.

Pamiętacie, jak pisałam o burzeniu muru z kartonów i niebieskich światełkach, które są tylko pustymi symbolami? Na pewno pamiętacie. Zgłosiło się do mnie mnóstwo osób chętnych do współpracy, co mnie bardzo wzruszyło. Liczę, że teraz też będziecie tak aktywni.

Są na tym świecie ludzie, którzy wyciagają kasę od zdesperowanych rodziców, obiecując im wyleczenie dziecka z autyzmu. Niestety, w wyniku tych terapii znika tylko zawartość konta w banku, ale autyzm zostaje. Na zawsze. Nie pomoże odstawienie pietruszki, czopki z banana, magiczne suplementy z USA, chelatacja, picie wybielacza, wbijanie igieł w kręgosłup ani podawanie izotretynoiny. Zamiast liczyć na cudowne szamańsko-szarlatańskie metody, trzeba po prostu ciężko pracować. Tak samo, jak przy odchudzaniu. Nie pomogą suplementy i magiczne przyrządy. Trzeba się wziąć do roboty i nauczyć z autyzmem żyć.

Oszołomy w społeczeństwie będą zawsze. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczynają wychodzić z marginesu. W Polsce mamy na to szansę, gdyż TVN postanowiło promować szarlatańskie metody leczenia autyzmu. Protest trwa już od wielu dni.

Jest tylko jedno ale. Twoje wciśnięcie lubię to na fejsbóku nic nie daje. TVN ma to głęboko gdzieś. Kliknięcie lajka i pójście sobie daje dokładnie tyle, co zapalenie niebieskiej lampki. Lampkę sobie możesz zapalać na cmentarzu. Nie ma to żadnego wpływu na autyzm. Tak samo, jak pietruszka.

 

 

Co możesz zrobić oprócz śledzenia postów na necie? Dokładnie to, co napisałam parę dni temu:

 

Rób coś, a nie gadaj

TVN nie czyta protestu na fejsbóku, ani gdziekolwiek indziej. Trzeba dotrzeć do nich innymi kanałami. Maile mogą sobie zablokować. Dlatego zaprotestujemy pocztą. Niech fizycznie dotkną złowieszczej pietruszki.

Otóż to! Wysyłamy gałązki pietruszki do redakcji TVN, a także do innych organizatorów Zwykłego Bohatera, czyli banku BPH i Onetu. Taka metoda protestu jest dużo bardziej skuteczna, niż pisanie postów we własnym gronie. Testowane.

INSTRUKCJA OBSŁUGI AKCJI

Obecnie jest nas około 1200 osób. Z moich obserwacji wynika, że z zadeklarowanych uczestników różnych akcji na fb tylko 10% robi coś poza gadaniem. Tak, dobrze widzicie. DZIESIĘĆ PROCENT. Tacy właśnie są ludzie.

Dlatego tym razem moim hasłem będzie: Nie bądź człowiekiem! Rusz się do warzywniaka! Ja już się ruszyłam. Koszt tej imprezy wyniósł mnie 1,15 za pęczek pietruszki i 5,10 za 3 listy z kopertami i znaczkami. Łącznie 6,25 i jeszcze mam pietruszkę do zjedzenia, bo przecież cała nie poszła.

Foto moich listów macie powyżej. Foćcie swoje i dawajcie linki do obrazków w komentarzach. Chcę zobaczyć, ile nas jest.

 

 

Chcę także pozdrowić panie z banku Pekao, u których wypisywałam swoje pietruszkowe listy. To wyglądało dziwnie, ale jak widzicie, ma swój cel.

 

 

poniedziałek, 25 listopada 2013

 

Co jakiś czas możemy przeczytać o kobiecej wersji ZA, o której jeszcze mało wiadomo. Świat ASD jest zdominowany przez mężczyzn. Prawdopodobnie jednak przewaga liczby mężczyzn nad liczbą kobiet nie jest wcale taka duża, jak się wcześniej wydawało. Po prostu brano pod uwagę jedynie dziewczyny, które spełniały kryteria dla mężczyzn. Powstają różne opracowania na ten temat, badacze coraz wnikliwiej się temu przyglądają. Jakiś czas temu poproszono mnie, żebym w KŚ napisała może coś o tej kobiecej wersji ZA. Ale ja nie mogę tego zrobić, bo nie należę do tej kategorii. Nie odpowiadam opisowi z artykułu, tylko standardowej męskiej wersji. Nie potrafiłabym odpowiedzieć na pytania związane z kobiecym ZA.

Powiedziałam, że jedyną różnicą między mężczyznami a kobietami z ZA jest to, że kobieta z ZA może być w ciąży. Może być to dla niej inne przeżycie, niż dla kobiety NT. Dostałam odpowiedzi, że się nie znam, bo kobiece ZA wcale nie jest takie, jak męskie.

Niech im będzie. Bardzo chętnie poznam dziewczyny z takim właśnie kobiecym ZA. Niech opowiedzą coś o sobie.

 

 

Muszę przyznać, że bycie kobietą to dla mnie jakiś kosmos. Świat kobiet był zawsze dla mnie obcy. Nigdy nie czułam się w towarzystwie kobiet jak jedna z nich, ale jak ktoś obcy. Nie rozumiałam ich rozmów, zainteresowań, inaczej mówiłam, inaczej się poruszałam. Nie mam pojęcia, jak należy postępować z dziewczynami, dlatego się z nimi nie zadaję. Jeżeli się z kimś kumpluję, to z facetami. Jakoś lepiej mi to wychodzi.

Nigdy się tak właściwie nie czułam kobietą. Nie chodzi tu o to, że chciałabym zmienić płeć, bo wcale nie chcę. Moje ciało jest spoko. Mało tego - skoro już jestem laską, to wolę być ładną laską, bo to się bardziej opłaca. Więc wcale nie jest tak, że jestem babochłopem. Akceptuję swoją płeć.

 

Nie moje miejsce

Jednak nie pasuję do kobiecego towarzystwa. Jak już pisałam, nie czuję się tam sobą. Bardziej jak ochrona. Jestem wysoka i potężna, do tego nie integruję się, ale obserwuję świat dookoła. Jak ochrona właśnie.

Nie umiem poruszać się tak, jak inne dziewczyny. Moje ruchy są sztywne i kanciaste. Mój głos brzmi inaczej, choć akurat z niego jestem zadowolona, bo jest naprawdę nietypowy i ciekawy (szkoda tylko, że nie śpiewam zbyt dobrze). Większość damskich ubrań jest dla mnie za mała. Moje ręce i nogi są duże, a ja jestem silniejsza od innych dziewczyn. Zastanawiałam się kiedyś, dlaczego tak jest. Myślę, że to dlatego, że jestem duża. Poza tym nigdy nie robiłam z siebie słodkiej laluni, nie udawałam słabiutkiej. Nikt mi też nie pomagał, więc po prostu się nie blokuję. Coś w tym chyba jest, bo na kursach sztuk walki też okazuje się, że kobiety potrafią rękami łamać deski. 

 

 

Ostatnio napisał o mnie Foch, którego rzadko kiedy czytałam, bo tematyka ich strony obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Fochów też raczej nie strzelam, najwyżej się wkurzam. Jedynie koszulki mają fajne, tylko drogie. Jestem w sumie pozytywnie zaskoczona. Nie spodziewałam się na tej stronie tekstu o ASD, bo piszą tam tylko o ciuchach i facetach.

Teraz redakcja Focha pewnie strzeli na mnie focha za niewdzięczność. Ale co ja poradzę na to, że nie obchodzą mnie ani ciuchy, ani faceci?

 

Zabierzcie mnie stąd 

Właśnie, fochy. Nie strzelam fochów. Zdarza mi się na kogoś wkurzyć, wtedy objeżdżam go równo, bluzgając przy tym nieraz okrutnie. A potem się godzimy lub nie. Natomiast nie ogarniam strzelania znienacka focha z powodu, którego mam się domyślić. Nie jestem od domyślania się. Jak ci coś nie pasuje, to powiedz mi o tym. Fochy mnie tylko dodatkowo wkurzą. Ewentualnie mogę cię ostatecznie zaklasyfikować jako osobę daremną i olać.

Plotki i intrygi też mnie mało obchodzą. Przy czym powiem wam coś. Na co dzień przebywam w środowisku składającym się w 90% z facetów. Plotkują oni jak stare przekupy. To, że tego nie robią, to mit i robienie sobie reklamy, że oni niby nic... hahahaha!

Co do facetów. Oni też mnie niewiele obchodzą. Nie interesują mnie gadki o facetach, miłościach ani misiaczkowanie. Na tapecie w komórce mam zegar binarny, a nie żadną przytuloną focię z misiaczkiem. Jak byłam u kuzynki i widziałam w jej pokoju jej wspólne zdjęcia z facetem, to mnie trochę mdliło od tego. Nie dosłownie, tak psychicznie bardziej.

 

 

 

Pisałam już, że bycie ładną laską się opłaca. Doceniam znaczenie dobranych ubrań i podobają mi się niektóre zestawy. Ale nie mogę ich znieść. Raz czy dwa mogę się ubrać tzw. ładnie, ale nie mam totalnie cierpliwości do tego. Nie daję rady obmyślać sobie strojów i jeszcze ich nosić. Jak już coś wybiorę, to noszę cały tydzień. Ktoś by musiał mi przygotowywać ciuchy z uwzględnieniem tego, że nie jest mi tak zimno, jak innym. Nie lubię też przeszkadzających i majtających się dodatków, o których trzeba pamiętać. Ubranie ma mnie przede wszystkim nie denerwować. Fajnie jak jest jeszcze przy tym ładne. Do robienia sobie fryzur żadna siła mnie nie zmusi. A robienie tego wszystkiego, żeby poderwać facetów jest dla mnie bez sensu.

Podrywanie facetów nigdy mnie nie interesowało. Jeżeli któryś mnie kiedykolwiek podrywał, to nawet tego nie zauważyłam. A przeżywanie tego na wszystkie strony jak w telenoweli sprawia, że mam ochotę uciekać z wrzaskiem. Jak czytam niektóre babskie fora czy strony, to widzę tam tylko mieszankę telenoweli z harlekinem. Strasznie to emocjonalne, nieco śmieszne, ale zarazem nudne. No bo ile można?

 

Z drugiej strony 

Towarzystwo facetów wcale nie jest lepsze. Oni też plotkują, obrażają się i przeżywają miłości. Wychodzi na to, że zwyczajnie ludzi nie rozumiem. Taki ze mnie dziwak.

W internecie widuję mnóstwo sensownych dziewczyn, jednak jakoś się z żadną nie zakolegowałam. Na żywo kobiety mnie nieco przerażają, bo kontakt z nimi grozi atakiem zestawu faceci-ciuchy-seks-życie-pop-dzieci-kosmetyczka. I lubią ciągać po sklepach w celu oglądania ciuchów, czego ja nie mogę znieść. Faceci z kolei lubią się kłócić, rywalizować i atakować zestawem ploty i gołe baby.

Jak tak myślę o tym wszystkim, to moje kumplowanie się głównie z facetami wygląda na czysty przypadek. Zależy po prostu, na kogo ciekawego trafisz. Dla mnie płeć fajnej osoby jest obojętna. 

Podobno jest tak, że nie ma przyjaźni K+M, bo zaraz się zaczyna podrywanie. Nieprawda. Nigdy mi się to nie przytrafiło. Myślę, że jeżeli nie rozmyśla się wyłącznie o szukaniu sobie partnera, to nic nie przeszkadza ci myśleć mózgiem zamiast inną częścią ciała. Internet do tego wyrabia taki sposób myślenia, że nie zwraca się uwagi na płeć ani wygląd, tylko na to, co się ma do powiedzenia. Tu mamy wielki plus nolajfstwa.

 

Poszukiwania

W każdym razie szukam dziewczyn z kobiecą wersją ZA. Oraz dziewczyn z dowolną wersją ZA, które napisałyby, jak to jest być kobietą. Mało jest kobiet z ASD, więc chętnie się dowiem czegoś nowego.

 

 

sobota, 23 listopada 2013

 

Jestem pro
codziennie poznaję tych samych
nowych ludzi 

 

Ten tekst jest dłuższy, ale powyższy fragment lubię najbardziej. Nie chodzi tu o bycie pro-coś, czyli popieranie. Nie chodzi też o bycie pro w sensie profesjonalizmu i bycia ekspertem w czymś. Chodzi o prozopagnozję, czyli ślepotę twarzy. Taki żart słowny z serii zrozumiałych tylko dla mnie (testowane).

Prozopagnozja jest częstą, ale nie obowiązkową, przypadłością w ASD. Można mieć ją także będąc NT. Taki Brad Pitt też jest pro, chociaż nie ma nic wspólnego z autyzmem. Albo Jane Goodall, która wybrała pracę z szympansami, bo nie rozróżnia ludzi.

Często w mediach ilustruje się prozopagnozję obrazkami ludzi o zamazanych twarzach. Jest to totalna bzdura. Przy prozopagnozji widzi się twarze bez żadnych problemów, tylko się ich nie pamięta. Widzisz kogoś i od razu jego twarz znika ci z pamięci. Zupełnie jakby mózg kierował zapis do /dev/nulla. Nic się nie zapisze.

W rezultacie wszyscy wyglądają tak samo. 

 

 

Są różne rodzaje prozopagnozji. Ludzie z najcięższą postacią nie rozpoznają nawet siebie w lustrze. Ja na szczęście rozpoznaję siebie, swoją rodzinę i parę osób, wśród których przebywam. Ale też nie wszystkich. Im więcej przebywam z daną osobą i poznaję różne jej właściwości, tym lepiej ją zapamiętuję.

 

Strategia 

Kiedy masz prozopagnozję, musisz wyrobić sobie jakiś sposób na rozpoznawanie ludzi. Pomimo tego, że widzę twarz i jej szczegóły, to po chwili wszystko się wymazuje z pamięci. Dlatego skupiam się na innych elementach, takich jak wzrost, waga, budowa ciała, fryzura, styl ubioru, dodatki (np. okulary). Kiedy mam do czynienia z kimś dłużej, poznaję jego głos, styl wypowiadania się, charakter. Powoli zaczynam zapamiętywać tę osobę. Zwracam uwagę na szczegóły jej twarzy. Przykładam wyobrażoną suwmiarkę i robię sobie pomiary, porównując wyniki z atlasem antropologicznym. Temple Grandin robi sobie w wyobraźni pomiary przedmiotów, ja robię pomiary ludziom. Przy czym nie tylko twarzy, ale całości. Porównuję sobie proporcje, rysuję różne kształty. To bardzo pomaga.

 

Foch! 

Gorzej jest z osobami, które spotyka się co jakiś czas. Takie, jak wykładowcy. Nigdy nie potrafiłam ich zapamiętać i często wynikały z tego różne nieprzyjemne sytuacje. Na przykład musiałam pójść do jakiegoś zakładu w jakiejś sprawie. Wchodziłam i pytałam się, czy jest pan Iksiński. Tu jest dodatkowa sytuacja fochogenna, bo weź tu jeszcze ogarnij, czy on był doktor czy profesor - a oni są często przewrażliwieni na tym punkcie. Moja matka mówi, że jak ktoś ma fioła na punkcie swojego tytułu, to musiało mu to bardzo opornie przyjść. Zgadzam się z nią, ale problem i tak pozostaje. Nie dość, że nie wiem, kim jest Iksiński, to jeszcze nie mam pojęcia, jak wygląda. Na kogo wychodzę? Na lenia, obiboka, olewacza i imprezowicza.

Bywało też, że miałam ćwiczenia z osobami, które się zmieniały. Potem szukałam tej pani od ćwiczeń i dowiedziałam się, że było ich kilka. A ja myślałam, że tylko jedna. 

Inną trudną grupą są sąsiedzi i różni znajomi rodziny. Nie przywitasz się z nimi na ulicy i od razu jest foch. Opowiadają potem, jaki z ciebie kawał chama i buraka. A przecież komuś nic by się nie stało, gdyby sam się pierwszy przywitał.

Na to rada jest prosta i dobrze znana. Jeśli tylko ktoś wygląda w miarę podobnie, mów dzień dobry. Jeśli trafisz, to dobrze. Jeśli nie, to nie zaszkodzi. Jeśli nosisz okulary, mów, że jesteś ślepy i dlatego nie rozpoznajesz. Jeśli nie nosisz, bo masz dobry wzrok, też możesz powiedzieć, że słabo widzisz. Najlepiej oczywiście powiedzieć, że nie rozpoznajesz ludzi, ale nie każdemu ma sens to mówić.

A teraz zagadka. Dodam jeszcze, że nauczycielowi trzeba mówić dzień dobry, bo inaczej się obrazi i uwali z jego przedmiotu.  

 

 

Mówią, że wszyscy Azjaci wyglądają tak samo. Dla osoby z prozopagnozją WSZYSCY wyglądają tak samo. A podczas oglądania filmu trzeba rozpoznawać bohaterów po imionach, ubraniu lub pytać się kogoś obok, kto to jest.

 

Człowiek widmo

Mieszanka ASD z prozopagnozją to paskudna sprawa i szczęśliwi ci, których ona nie dotyczy. Mają jeden problem z głowy. Kiedy masz ASD, nie umiesz radzić sobie z ludźmi. Kiedy do tego jesteś pro, nawet nie wiesz, z kim sobie nie radzisz. Nie dość, że ciągle robisz coś nie tak z braku wyczucia, to jeszcze mylisz wszystkich wokół i wychodzisz na chama. I weź się z ludźmi dogaduj.

Kiedy masz ASD z prozopagnozją i chodzisz do szkoły, to kiedy dostaniesz po ryju, nawet nie wiesz od kogo. Czy nawet niekoniecznie po ryju, po prostu ktoś ci dokucza lub coś zniszczy. Dręczenie osób z ASD przez rówieśników to standard. Wielokrotnie skarżyłam się wychowawcy na różne zaczepki. Kazał mi wtedy wymienić, kto to był, a ja się myliłam. A dzieciaki z klasy się cieszyły.

Ale kiedy jakiś obcy człowiek zrobi ci krzywdę, to po jego odejściu przestajesz go pamiętać. Jakby wyparował. To najgorsza rzecz w prozopagnozji. Kiedy jesteś ofiarą lub świadkiem przestępstwa, nie zrobisz nawet portretu pamięciowego i nie rozpoznasz sprawcy na żywo ani na zdjęciach. Jedynym wyjściem jest samemu zrobić zdjęcie.

Dlatego mówienie o swojej przypadłości wszystkim wokół uważam za zły pomysł. A już na pewno nie obcym. Nigdy nie wiesz, na kogo trafisz.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Tagi