Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Kategorie: Wszystkie | Info | Ja i ASD | KSIĄŻKA | Komentuję | Konstruktywnie | Opisuję
RSS
sobota, 14 lutego 2015

 

Jak już dobrze wiecie, nie przepadam za specjalistami. Mam na myśli psychiatrów, psychologów, psychoterapeutów oraz innych osób nazywanych przeze mnie psychocosiami (od psycho+coś, psycho*). Kiedy jesteś zjebem, to masz okazję naoglądać się najprzeróżniejszych specjalistów i dojść do wniosku, że ASD to paskudna rzecz. Kiedy masz ASD, musisz chodzić właśnie po psychocosiach, co nie jest fajne, bo nikt nie lubi mieć czegoś z głową. Natomiast chodzenie tam z autyzmem to świetna okazja, żeby dowiedzieć się, co to znaczy traktowanie przedmiotowe.

Kilka lat temu postanowiłam, że nie chcę mieć z tym psychocosiowym towarzystwem nic wspólnego. Ponad dwa lata temu wygasło moje ostatnie orzeczenie o niepełnosprawności. Jestem już normalna i jakoś wcale nie jest mi przykro z tego powodu. 

Dobra, dosyć tego wstępu. Zaczynamy listę najbardziej wkurzających cech specjalistów. Jako ilustracje posłużą dziś śmieszne obrazki o psychocosiach.

 

 

 

 

 

1. Witamy w przedszkolu

Nawet jeśli juz dawno wyrośliście z wieku przedszkolnego, ale jesteście w spektrum autyzmu, to dla specjalistów dalej macie pięć lat. Rozmowy z wami są przeprowadzane w mocno uproszczony sposób, z użyciem takiego dziecinnego tonu:

 

 

 

 

Tak, my to zauważamy, zwłaszcza kiedy jesteśmy w wieku mocno poprzedszkolnym. Nikt nie lubi takiego piszczenia.

Na zajęciach grupowych można sobie porysować i porobić wycinanki. Można też wygrzebać jakąś układankę i zająć się nią z nudów. Co powie prowadzący?

O, jakie śliczne, wielkie brawa!

Udało ci się ułożyć puzzle? Łał, przybij piątkę. No to w nagrodę obejrzymy film, ale nie za trudny, bo i tak nie zrozumiesz.

Przeczytałaś całą książkę? Ojeeeej! A wiesz, o czym była?

I nie, nie trzeba być wcale niemówiącym jak dziewczyna z tego filmu. Choć faktem jest, że kiedy nie mówisz, to masz dużo bardziej przerąbane i prawie nikt nie będzie cię traktował stosownie do wieku. Pisałam o tym tutaj.

Jakąś dziwną plagą jest też organizowanie zajęć dla osób z ASD oraz z zespołem Downa i traktowanie uczestników obu grup w ten sam sposób. Nie wiem, co to ma być, jakaś integracja z uwrażliwianiem czy ki czort?

 

2. Bo powiem mamie!

Ustaliliśmy już, że z autyzmem zawsze jesteś małym dzieckiem. Ale być może jesteś także psem. U weterynarza nikt przecież z psem nie omawia jego terapii. Z autykiem też się tego nie robi, nawet jeśli jest pełnoletni. Autyk jest zawsze własnością rodziców i to z nimi rozmawia się na poważnie. Oni mają także wgląd do dokumentacji.

Kiedyś pewna pani psychocoś nie miała w kartotece mojego domowego numeru telefonu i była z tego powodu bardzo zła. Uświadomiłam ją, że jestem w pełni władz umysłowych i wcale nie musi rozmawiać z moją mamą na temat moich postępów. Nie spodobało jej się to i używała różnych próśb i gróźb, żeby numer zdobyć. Nie dostała go do dzisiaj... a zresztą już nawet nie mamy telefonu stacjonarnego.

Powrócę jeszcze raz do filmiku. Zauważyliście, że mało kto zwraca się w nim bezpośrednio do niemówiacej dziewczyny?

 

 

 

 

3. Cofnij się w rozwoju

Dotyczy to głównie osób, które postanowiły zdiagnozować się w wieku dorosłym. Specjaliści uwielbiają stosować kryteria dla dzieci w odniesieniu do dorosłych. Nie potrafią zaakceptować faktu, że ludzie się uczą, nawet ci autystyczni. Dlatego jeśli rozważasz wyprawę w celach diagnostycznych, to dam ci parę dobrych rad:

  • Nie patrz psychocosiowi w oczy. Nawet jeśli nauczyłeś się utrzymywać kontakt wzrokowy dopiero w zeszłym roku, to musisz się tego na czas wizyty oduczyć. Inaczej nikt ci nie uwierzy, że kiedyś miałeś z tym problemy.
  • Nie możesz rozumieć idiomów. Żadnych. Nawet, jeśli są one bardzo popularne, np. puścić pawia. Nawet, jeżeli jesteś po polonistyce. Nie wolno! Prawdziwy autyk nie rozumie idiomów i jest oporny na wszelką naukę.
  • Mów o swoich zainteresowaniach.  Jeśli rozmawiasz o czymś wyłącznie na specjalistycznym forum internetowym, musisz zrobić wyjątek dla psychocosiów. Nie szkodzi, że oni i tak tego nie zrozumieją i twoje gadanie będzie wyłącznie stratą czasu.
  • Masz dziewczynę lub chłopaka? Ani słowa na ten temat. Prawdziwy Aspi nie zakochuje się, jest aspołeczny i aseksualny. Nie szkodzi, że znalazłeś sobie kogoś dopiero po trzydziestce. Na czas wizyty nie masz nikogo i nigdy nie miałeś. Nie wolno!
  • Umiesz się przyhamować przy ludziach? Nawet jeśli potrzebujesz włożyć dużo wysiłku, żeby nie powtarzać co chwila grzyby grzyby*, to porzuć ten wysiłek. Możesz zachowywać się jak totalny zjeb.
  • Jeśli coś ci przeszkadza w gabinecie, powiedz to. Na przykład: ale tu śmierdzi! Być może mama wbijała ci do głowy przez lata, że to nieładnie lub wiesz już z doświadczenia, że to nic nie daje. Dzisiaj wolno ci tak mówić i dobrze na tym wyjdziesz.
  • Zapomnij wszystkiego, nad czym pracowałeś przez lata. Jak już pisałam, człowiek z ASD jest odporny na naukę.

Powyższe wnioski wyciągnęłam z relacji osób, które diagnozowały się w wieku dorosłym. Specjaliści widocznie oglądają tyle dzieci, że kiedy mają do czynienia z dorosłymi, to spodziewają się tego samego.

 

*To akurat moje ulubione wyrażenie do powtarzania w kółko. Możesz wstawić w to miejsce coś innego.

 

4. Nieomylny niczym papież

Psychocoś może powiedzieć o tobie wszystko i zawsze będzie miał rację. Nie tylko zresztą psychocoś, to ogólna cecha służby zdrowia. Byłam kiedyś u internistki z powodu przeziębienia i paskudnego, gruźliczego kaszlu. Dowiedziałam się, że to od palenia... tyle, że nigdy w życiu nie paliłam. Pani doktor jednak wiedziała swoje i wydarła na mnie mordę.

Specjaliści od autyzmu też wiedzą swoje i nie przyjmują poprawek. Zwłaszcza od samych autyków, bo oni gówno się znają i sami nie wiedzą, o czym myślą. Ani w jaki sposób myślą i dlaczego zachowują się w konkretny sposób. To wiedzą wyłącznie specjaliści. Generują w ten sposób różne bzdury, o których pisałam już tutaj.

Jeśli byliście lub jesteście na studiach, to na pewno mieliście do czynienia z przynajmniej jednym profesorem/doktorem/kimś, który uważał, że głosi prawde objawioną i należy mu się cześć i chwała wyłącznie z powodu tego, że jest tym profesorem czy kim tam. U takich osób najlepiej mówić to, co chcą - czy to bzdury, czy przestarzałe wiadomości z minionego stulecia - i zignorować jak najprędzej.

 

5. Szerzenie bzdur

Ciąg dalszy poprzedniego punktu i zarazem odesłanie do tej notki. Opowiadanie bzdur to nie tylko domena ignorantów, zdesperowanych rodziców i foliarzy z altmedu. Również niby porządni specjaliści potrafią wciskać ludziom kity. Osoba z ASD według nich nic nie czuje, jest pozbawiona empatii, agresywna i niezbyt sprawna umysłowo. Nie zapominajmy też o strasznych cierpieniach, które rzekomo przeżywa. No i oczywiście jest dzieckiem, bo po osiemnastych urodzinach następuje cudowne uzdrowienie.

Jechałam kiedyś pociągiem z dość ciekawym towarzystwem. Był tam pan, który miał autystyczne dziecko oraz pani, która zawodowo zajmowała się takimi dziećmi. Pani opowiadała, że stereotypie (stimy) to zło, które trzeba powstrzymywać. Jakiś czas później wysiadła i wtedy postanowiłam się odezwać. Wyjaśniłam panu, że stimy są bardzo potrzebne, ponieważ pomagają rozładować napięcie emocjonalne. Coś jak Temple Grandin tutaj, tylko oczywiście nie w takim dużym gronie. Chyba załapał, bo potem pytał o wiele innych rzeczy.

Zapamiętajcie: specjaliści może i mieli do czynienia z różnymi przypadkami, ale nigdy nie mieli autyzmu osobiście. Ja mam kilka kotów, ale nie śmiem twierdzić, że wiem jak i o czym myślą.

 

 

 

 

6. O rly

Teraz nie będzie o specjalistach od ASD, ale psychocosiach ogólnie. Z własnego doświadczenia oraz z relacji innych ludzi wiem, że wielu z nich uwielbia mówić rzeczy oczywiste. Nie wiem, czy po prostu są leniwi, czy może tacy głupi i wydaje im się, że mówią rzeczy odkrywcze. Bywało, że opowiadałam o tym jak koledzy z klasy nacierali mnie śniegiem. Pani psycholog stwierdziła, że w takim razie nasze stosunki raczej nie są dobre. Kurde, nie wpadłabym na to.

Wrzucę tutaj cytat, który znalazłam niedawno w internecie:

Dwie kobiety kazały mi narysować na kartce kropkę, która symbolizowała mnie, a potem dwa kółeczka dookoła niej, jedno w drugim, które symbolizowały kolejno: dzieci, z którymi dogaduję się lepiej, i te, z którymi dogaduję się gorzej. I dostałem zalecenie, żeby najpierw spróbować się zaprzyjaźnić z tymi, z którymi dogaduję się lepiej, a potem z tymi, z którymi dogaduję się gorzej. Jakby to nie było oczywiste. 

Może być gorzej. Czasem następuje bowiem...

 

7. Ta niezręczna cisza

Zdarzyło mi się to mnóstwo razy z różnymi osobami. Siedzę sobie w gabinecie... i tyle. Ja patrzę na psychocosia, on na mnie. Ja patrzę na ścianę, psychocoś nie wiadomo gdzie. I nic się nie dzieje. Nikt się nie odzywa. Cisza jak makiem zasiał. Na szczęście nigdy za takie gówno nie płaciłam, ale niektórym się zdarzało. Niezły sposób na zbijanie kasy.

Zamiast ciszy może być też opowiadanie historyjek co tam w szkole i reakcje typu aha... nooo.... Chodziłam kiedyś na korepetycje z angielskiego i tam na początku zajęć musiałam opowiedzieć, co robiłam w ciągu ostatniego tygodnia. O ile na zajęciach językowych ma to jakiś sens, to u psychocosia jest stratą czasu.

 

8. Musisz się zmienić

To tekst, który słyszałam co chwila w czasach szkolnych. Do dzisiaj nie wiem, co właściwie miał oznaczać, ale mówili to zarówo szkolni psychocosie jak i ośrodkowi. Ci ostatni powinni mieć jakieś pojęcie o tym, że tego typu gadki nie znaczą dla osoby z ASD kompletnie nic. Jak mam się zmienić i w ogóle dlaczego ja?

W ogóle uważam, że takie teksty u bardziej wrażliwych jednostek mogą zostać zinterpretowane jako musisz się zmienić, bo jesteś zjebany, najlepiej to się zabij. Do diabła z takimi psychologami.

 

 

 

 

 

9. Z niego to nic nie będzie

Pisałam już, że autyk jest właściwie jak pies. Albo nawet jak przedmiot, bo pies ma jakąś świadomość. Specjaliści rozmawiają wyłącznie z rodzicami i nie przejmują się za bardzo tym, co mówią. No i taki ktoś nasłucha się różnych ciekawych rzeczy na swój temat z komentarzem, że przecież i tak nic nie rozumie.

Najgorzej mają jak zwykle niemówiący, bo im trudno im zareagować na chamstwo wobec siebie.

Najbardziej wkurzające było zakładanie z góry, że jestem mało inteligentny, ponieważ nie wychodziło mi porozumiewanie się w sposób, którego ode mnie oczekiwano: poprzez mówienie. Pamiętam, kiedy ktoś powiedział mojej Mamie, że moje IQ wynosi niewiele, tylko 40 punktów. Chciałem krzyczeć: NIE!, ale nie mogłem. To było okropne, kiedy nie mogłem się bronić.

To cytat z tego bloga. Ale ogólnie odsyłam do wpisu Nie mówię, więc jestem i blogów tam wymienionych. Praktycznie każdy autor spotkał się z chamskim i przedmiotowym traktowaniem.

Ale wiecie co? Nie trzeba nawet być niemówiącym. Kiedy byłam młoda i chodziłam na komisje, to nasłuchałam się tam różnych tekstów o mojej rzekomej niepełnosprawności intelektualnej, trudnościach, zakładach pracy chronionej i warsztatach terapii zajęciowej. Oczywiście nie do mnie, tylko do moich rodziców.

 

10. Autyk taki chory

Wkurzają mnie specjaliści, którzy utwierdzają ludzi w ich niepełnosprawności i straszliwym cierpieniu. Wkurzają mnie specjaliści, którzy snują apokaliptyczne wizje przed rodzicami autystycznych dzieciaków. To samospełniająca się przepowiednia - kiedy będziesz komuś powtarzać, że jest do niczego, to faktycznie taki się stanie. Zwłaszcza, kiedy słyszy to całe życie. Na cholerę komu taki terapeuta, który podkreśla trudności zamiast szukać silnych stron i wymyślać strategie? Chyba tylko do trenowania kopów z glana.

Mam gdzieś takie podejście. Nie chcę być chora i niepełnosprawna.

 

 

 

 

 

Oczywiście nie wszyscy specjaliści tacy są. Jest mnóstwo fajnych ludzi, którzy traktują osoby z ASD z szacunkiem i chce im się prowadzić sensowne zajęcia. Jeśli jednak jesteś psychocosiem i odnajdujesz siebie w powyższych opisach... no to masz problem. Mam nadzieję, że dałam ci wskazówkę, co należy zmienić.

Chętnie poznam też wasze opinie o specjalistach - zarówno te dobre, jak i piekielne historyjki.

 

 

 

wtorek, 03 lutego 2015

 

Może nie dosłownie. Nie mam zamiaru podkładać bomby ani rozwalać systemu do głosowania. Ale pomyślałam, że skoro już zajrzałam do blogosfery, to mam szansę przekazać swoją ideę szerszemu gronu. Na obecnej edycji Bloga Roku pojawiła się kategoria Tekst, która idealnie nadaje się do moich celów.

Chciałabym stanąć przed całą salą na finałowej gali BR i powiedzieć temu towarzystwu wzajemnego lansu i baunsu, że blogi mają też inny cel, niż zarabianie kasy na kontraktach reklamowych i właśnie ten wspomniany lans. Dzięki blogom i internetowi, ludzie tacy jak ja mogą w końcu zyskać głos. Nawet, jeśli na co dzień nie potrafią wypowiedzieć ani słowa. Dzięki możliwości pisania mogą udowodnić, że w ogóle potrafią myśleć i ich istnienie jest czymś więcej, niż stereotypową udręką dla rodziny.

W Polsce jeszcze nie ma niemówiących blogerów. Ale może kiedy zacznie się szerzej mówić o zagranicznych, to Polacy uwierzą, że jednak się da i zaczną uczyć młode pokolenie komunikacji?

 

Tekst, na który możecie głosować, nazywa się Nie mówię, więc jestem. Należy wysłać smsa o treści T11287 na numer 7122 (koszt 1,23 zł.). Dochód idzie na fundację Dzieci Niczyje.

 

 

 

Taki jest mój cel. Natomiast jeśli chcecie zagłosować na mój blog jako całokształt, to też możecie to zrobić. Bardziej mi jednak zależy na tekście, ponieważ mam gdzieś swój własny lans. Startuję jako blog raczej w celach promocji własnych tekstów - żeby więcej osób tu trafiało i przestało myśleć stereotypami.

Żeby zagłosować na bloga, należy wysłać smsa o treści B11222 na numer 7122.

 

 

 

 

Tagi