Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Blog > Komentarze do wpisu

NIE UŁATWIAJ SOBIE KOMUNIKACJI

 

Siedzę sobie właśnie w pokoju hotelowym w Suwałkach. Jutro dzień autyzmu. Z tej okazji będę występować na lokalnej konferencji. Jak dobrze wiecie, wspieram z całych sił prawo osób autystycznych do akceptacji, samodzielności i wypowiadania się we własnym imieniu. To działa! Jeszcze parę lat temu na takich konferencjach pojawiali się wyłącznie rodzice i specjaliści. Obecnie zapraszane są także osoby ze spektrum. Mam nadzieję, że w przyszłości pojawią się także osoby niemówiące, używające alternatywnych metod komunikacji (AAC).

Wśród ludzi pokutuje przekonanie, że nie mówię = nie myślę, co oczywiście nie jest prawdą. Dzięki rozwojowi technologii możemy się o tym przekonać. Niedawno powstała inicjatywa Akcja KomunikAACja, którą oczywiście wspieram i aktywnie propaguję.

 

 

 

 

Niedawno ukazał się też artykuł o Macieju Oksztulskim, niemówiącym doktorancie prawa (wersja odblokowana). Super sprawa, czyż nie? Osoby niemówiące mogą być przecież bardzo zdolne.

Jest tylko jeden problem.

Maciej używa metody o nazwie ułatwiona komunikacja (facilitated communication - FC). To nie jest rodzaj AAC, ale jedna wielka ściema. Jak dobrze wiecie, mam alergię na pseudonaukę. Szkaluję cudowne diety, lewatywy z wybielacza, magiczne suplementy, biorezonansy, wahadełka, DAN i inne bzdury służące do wyciągania kasy od zdesperowanych rodziców. Uczciwość nakazuje mi również przestrzegać przed oszustwem o nazwie FC. Artykuł w Wyborczej odniósł ogromny sukces i zdaję sobie sprawę, że część rodzin może być zainteresowana kolejnym cudem. Nie róbcie tego, bo wpakujecie się w ogromne gówno.

Ułatwiona komunikacja nie jest cudem. Jest równie wiarygodna co czopki z banana. A nawet gorzej.

 

 

 

 

 

Parszywość FC polega na tym, że wszyscy są tu oszukani. Ta metoda wywodzi w pole osobę piszącą, jej rodzinę, asystenta oraz otoczenie wokół. Instytut w Syracuse, który ją promuje, jest równie wiarygodny co Jerzy Zięba. Nie mogę obwiniać użytkowników - oni są przekonani o autentyczności metody. Obwiniam natomiast ludzi, którzy wykorzystują czyjąś naiwność i desperację.

 

O co chodzi?

W latach 70. w Australii żyła sobie pani nazywająca się Rosemary Crossley - pedagog specjalny. Zauważyła ona, że osoby z autyzmem mają często problem z motoryką, czyli z panowaniem nad własnym ciałem. Postanowiła ułatwić życie swoim podopiecznym i nauczyć ich pisania na klawiaturze komputera z lekkim wspomaganiem. Wspomaganie to polegało na podtrzymywaniu ręki osoby piszącej.

Rezultaty były świetne. Okazywało się, że ludzie wcześniej uznani za niepełnosprawnych intelektualnie i niewyuczalnych, są niesamowicie zdolni. Okazywało się, że umieją czytać, pisać i formułować rozbudowane wypowiedzi. Cud!

Cudem zainteresowali się naukowcy, którzy chcieli dowiedzieć się jak ta metoda działa i co właściwie dzieje się w głowach osób niemówiących. Zostały opracowane procedury badawcze, zebrano ochotników... i wszystko wyłożyło się gorzej niż ja podczas jazdy na łyżwach.

Osoby niepełnosprawne były tylko wskaźnikiem do klawiatury. Prawdziwymi autorami wypowiedzi okazywali się ich asystenci. Badania oczywiście zostały powtórzone kilkadziesiąt razy - wiarygodność jakiegokolwiek eksperymentu sprawdza się powtarzając go i porównując wyniki. Rzeczywistość była okrutna. To nie działa.

TO NIE DZIAŁA.

 

 



 

Po ogłoszeniu wyników znaleźli się oczywiście użytkownicy, którzy twierdzili, że w ich przypadku ta metoda działa. Poddali się weryfikacji, która polegała na podtrzymywaniu ręki z zawiązanymi oczami i słuchawkami na uszach. Przeszli też testy polegające na pokazywaniu osobie niepełnosprawnej jakiegoś obiektu (zwykle przedmiotu codziennego użytku), po czym poproszeniu do pokoju asystenta i odpowiedzi na pytanie co to było. Wyniki testów były druzgocące - osoby badane nie potrafiły udzielić odpowiedzi. Metoda komunikacji działała wyłącznie wtedy, kiedy asystent widział klawiaturę i/lub słyszał zadane pytanie.

Wniosek z tego jest prosty: to asystent jest prawdziwym autorem wypowiedzi. Jak to jednak możliwe, skoro asystenci ograniczali się często tylko do dotykania ręki podopiecznego i szczerze twierdzili, że niczym nie manipulują?

Odpowiedzią na to pytanie są demony.

 

Demony, duchy i seanse spirytystyczne

 

 

 

W XIX wieku modne były seanse spirytystyczne. Powstała wówczas gra o nazwie Ouija (oui + ja - po francusku i niemiecku tak tak). Zasady gry były dosyć proste. Trzeba było stworzyć odpowiedni nastrój: ciemny pokój, świece i specjalna tablica ze wskaźnikiem. Następnie wzywało się ducha i zadawało mu pytania. Po chwili gracz czuł jak wskaźnik sam przesuwa mu się pod rękami i pokazuje odpowiedź.

Czy to faktycznie duchy przesuwały wskaźnik? Oczywiście, że nie. Prawdziwy duch znajdował się w ciele gracza i nie chodzi tu o żadne opętanie. Zjawisko to nosi nazwę efekt ideomotoryczny i polega na nieświadomych ruchach ciała. Gracz faktycznie ma poczucie, że wskaźnik ciągnie go za rękę. To jednak nie żadne duchy, ale jego własne ręce.

Ten sam efekt można zaobserwować podczas używania wahadełka i innych paranormalnych zjawiskach, na przykład automatycznym pisaniu. Powiem wam, że sama dosyć często piszę automatycznie. Nie jestem opętana, to zwyczajny stim - jeden z wielu, które mam. Mam przymus gryzienia, podrygiwania oraz bazgrolenia bzdur po kartkach. Kiedy podskakuję albo macham rękami, robię to automatycznie. Mam poczucie, że coś mnie nosi. Jednak to coś to po prostu ja sama, moja podświadomość i emocje.

 

 

 

 

 

Efekt ideomotoryczny pojawia się także w przypadku malujących słoni. Słoń został wytresowany do trzymania pędzla, jednak jego ruchami steruje opiekun poruszający jego uchem. W przypadku FC również nie trzeba chamsko ciągnąć osoby niepełnosprawnej za rękę. Wystarczy wyuczenie stukania w klawiaturę i delikatna (zwykle też nieświadoma) manipulacja łokciem lub ramieniem. Efekt spektakularny, niestety zupełnie nieprawdziwy. Słonie i inne zwierzęta mogą jak najbardziej malować i to całkiem kreatywnie, jednak ich twórczość to różnego rodzaju wzory, nie rzeczywiste obiekty.

 

 

 

 

Ułatwiona komunikacja nie jest metodą AAC. To zwyczajne oszustwo. O ile na początku użytkownicy byli tego nieświadomi, to obecnie temat jest doskonale znany. Metoda skompromitowała się na dobre już na początku lat 90. w badaniach naukowych. Prawdziwym zaoraniem były jednak fałszywe oskarżenia o molestowanie seksualne oraz fałszywe zgody podopiecznego na seks z asystentem. Był także przypadek "namówienia" rodzica na zabójstwo autystycznego dziecka - rzekoma chęć popełnienia samobójstwa. Jeśli w obecnych czasach ktoś propaguje FC, to jest po prostu oszustem żerującym na naiwności ludzi i ich pragnieniu na usłyszenie od dziecka kocham cię. Szwedzi poszli na całość i zakazali stosowania tej metody - i bardzo dobrze.

 

Czy oznacza to, że ludzie niemówiący są faktycznie niewyuczalni?

Oczywiście, że nie. Rzeczywistość - jak już wiele razy pisałam - jest jednak nudna. Nie ma cudów. Nie ma cudownego środka na odchudzanie, trzeba zwyczajnie ruszyć zad z fotela i się nie obżerać. Nie ma cudownej metody leczącej autyzm, trzeba długo i żmudnie pracować nad różnymi umiejętnościami. Nie ma też cudownych sposobów, dzięki którym osoba niemówiąca będzie od razu pisać długie elaboraty. Jeśli będzie, to po długich ćwiczeniach. A może nie będzie wcale. Nie o elaboraty w komunikacji alternatywnej chodzi. Chodzi o zapewnienie osobie niepełnosprawnej możliwości wyrażenia swoich myśli i potrzeb. Nie muszą być to złożone komunikaty, bo i nie każdy będzie do nich zdolny. Ważne jest jednak, żeby mieć możliwość porozumienia się z otoczeniem. Brak takiej możliwości prowadzi do ogromnej frustracji i zachowań agresywnych.

 

 

 

 

 

Komunikacja alternatywna nie zaczyna się od cudów. Pierwsze wiadomości tworzone przez użytkowników są zwykle jedno- lub dwuwyrazowe. Osoby werbalne też nie zaczynają przygody z mówieniem/pisaniem od zdań wielokrotnie złożonych. Sama jestem osobą, która nauczyła się pisać i czytać w wieku dwóch lat, ale zapisane przeze mnie komunikaty były bardzo proste, na poziomie Ala ma kota albo to pies. Ale to jest właśnie piękne - to, że ktoś tworzy własny przekaz, a nie że asystent używa kogoś do wyrażenia swoich podświadomych myśli. 

Ciekawie i praktycznie na temat wprowadzania komunikacji alternatywnej pisze Agnieszka Kossowska. Innym przykładem jest Carly Fleischmann. Obecnie prowadzi własny program na Youtube, ale jej przygoda z pisaniem zaczęła się od powolnego wpisywania pojedynczych słów. Jednym z jej pierwszych komunikatów było boli pomocy - nie rozważania o życiu i świecie. Z czasem zaczęła pisać coraz lepiej, ale najważniejsze było to, że robi to samodzielnie. Poniżej filmik z czasów, kiedy miała 14 lat - teraz ma 22 i pisze dużo lepiej.

 

 

 

 

 

A co z osobami z silną dyspraksją?

 

Ułatwiona komunikacja została wymyślona w odpowiedzi na problemy motoryczne. O ile metoda okazała się bzdurą, tak problemy motoryczne są prawdziwe. I tu, uwaga, można nawet prowadzić kogoś za rękę. Jednak wyłącznie tymczasowo, w celu modelowania właściwych ruchów. Coś jak na siłowni, kiedy instruktor trzyma uczestnika za jakąś część ciała, żeby nauczyć go właściwej techniki. Jednak jest to tylko nauka techniki i wszyscy zdają sobie z tego sprawę.

Niektóre osoby piszą na klawiaturze i podtrzymują sobie rękę same. Jeśli ktoś ma problem z wyczuciem granic własnego ciała, może używać np. sportowych opasek na nadgarstki i podobnych akcesoriów. Najważniejsze jest to, żeby wiadomości były tworzone samodzielnie, bez udziału asystentów. Asystent może pomagać podopiecznemu ogarniać rzeczywistość, ale nie wolno mu dotykać osoby niepełnosprawnej, sprzętu do komunikacji (podczas używania, nie np. przenoszenia czy konserwacji) ani kończyć zdań.

 

 

 

 

 

Niektórzy ludzie mają jednak bardzo poważne problemy z motoryką. Na szczęście jest już na to sposób. Współczesna technologia pozwala na sterowanie urządzeniem do komunikacji za pomocą ruchów oczu. Sama miałam okazję testować takie urządzenie i potwierdzam, że wymagane są wyłącznie sprawne oczy i coś do powiedzenia w głowie.

Przy okazji ruchów oczu chciałabym pokazać jak bardzo ludzie są skłonni do samooszukiwania. To NIE jest metoda komunikacji alternatywnej, ale FC w jeszcze gorszym wydaniu.

 

[KLIK - tu początkowo był wstawiony film, ale cały czas odtwarzał się automatycznie i wkurzał]

 

Prawdziwe AAC dla osób z ograniczonej sprawności ruchów polega na zastosowaniu urządzenia śledzącego ruchy oczu lub wskaźnika laserowego przymocowanego do czapki lub okularów. Tego drugiego sposobu używa jeden z bohaterów serialu Speechless

 

 

 

 

 

 

A na zakończenie proponuję wam mały eksperyment. Cofnijcie się do pierwszego zdjęcia w tym artykule. Otwórzcie edytor tekstu (np. Notatnik), wyciągnijcie palec wskazujący dominującej ręki. Patrzcie w okno, sufit lub inne miejsce daleko od komputera. Spróbujcie palcem wskazującym wpisać tekst bez polskich znaków - trzy razy z punktem odniesienia w postaci pierwszej litery, trzy razy bez żadnego odniesienia. Ja spróbowałam i wyszło mi... no właśnie, co?

elejgtriwbus aranies e carnibykt
elejtriwbua arimoes e vxarbuvtjy
e;ekreowbua atinis\ d cxsrnivtky
rlrtrienis stdsmoes e fdwtnivylki
rlrjreuwbus stinies e xsrnivyky
t.rktroenis stomoes r vxstnobylu

Mam bardzo dobre wyczucie przestrzeni, umiem też pisać bezwzrokowo (patrząc tylko na ekran) i zawiązać sobie gorset na plecach. Nie udało mi się jednak wpisać bezbłędnie żadnej treści na ślepo. Umiem wyłączyć budzik przez sen, ale to i tak nic w porównaniu do użytkowników FC, którzy rzekomo sami pisali na klawiaturze zasypiając przy tym.

Komunikacja alternatywna jest kluczowa umiejętnością w przypadku niemówiących autystów. Należy jednak uważać, żeby się przy okazji nie wpakować w pseudonaukowe gówno. Kiedy po czasie dotrze do nas prawda, będzie to bardzo bolesne. Dużo bardziej, niż tylko prosty obrazek zamiast rozbudowanych wyznań miłości.

 

DODATEK

Zamieszczam film z konferencji Centrum Bioetyki Uniwersytetu Harvarda. Prelegenci mówią tam o szkodach, jakie może spowodować FC. No i przede wszystkim, że oszukiwanie autystów i ich rodzin jest zwyczajnie nieetyczne.

 

 

 

 

sobota, 01 kwietnia 2017, katja.asd

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Witamina, *.adsl.inetia.pl
2017/04/02 02:10:32
Wielkie dzięki za "BACK ON AIR"! :)
(Tymczasem wielki materiał do "maila życia" wciąż niewysłany -- prokrastynacja... :)

.

BTW: Specjalnie czekałaś do Prima Aprilis? No i jak Ci teraz wierzyć? Rozumiem, że tak naprawdę wszystko jest dokładnie na odwrót? ;-)

-
2017/04/02 02:22:16
Nie, tym razem na Prima Aprilis niczego nie zrobiłam - jest już 2.04, więc mówię całkowicie serio. Data po prostu zbiegła się z wyjazdem do Suwałk, gdzie w pokoju hotelowym mam w końcu ŚWIĘTY SPOKÓJ.

Jaki wielki materiał do maila życia?
-
Gość: Kasia, *.dynamic.chello.pl
2017/04/02 02:59:53
Czyli tak naprawdę to nie P. Maciej zna 6 języków i doktoryzuje się z prawa, tylko jego mama???
-
2017/04/02 07:59:48
Wyniki badań nad FC, cudowne nauczenie się czytania i wiedzy ogólnej w dzieciństwie oraz współpraca z Syracuse przemawiają za tym, że tak właśnie jest. Możliwe są też przypadki, że jest to geniusz 2w1 lub że jest to bardzo rzadki przypadek działającej FC. Nie można mówić na 100%, dopóki się nie zweryfikują, choćby zmianą metody komunikacji.
-
2017/04/02 11:45:02
Skąd informacja o ich współpracy z Syracuse? Nie widzę tego w artykule. Czy gdzies sa jeszcze dodatkowe informacje o tym przypadku? Czy Maciej cokolwiek komunikuje bez pomocy matki? Probowano mu zmieniac asystenta, albo wdrazac jakiekolwiek formy samodzielnej komunikacji? (Wiemy z tekstu, ze tablet mu nie pasuje, domyślam się, że powiedział to za pomocą mamy) Jesli nie komunikowal nic samodzielnie, to faktycznie cala historia jest nacigana. Uniwersytet nie zrobil zadnej weryfikacji czy wiedza prawna siedzi w glowie Macieja czy jego Matki? Jesli nie to,to jest to porazka instytucji. Pytanie na ile swiadoma w pogoni za rozglosem.

Dziennikarz GW miejscami pisze straszne bzdury. Np jak mozna twierdzic ze matka nie studiowala, skoro nie opuszcza syna ani na chwile, robi mu kwerendy w bibliotekach, posze notatki z zajec...

Z drugiej strony, jakby sie okazalo ze to nie Maciek jest geniuszem, tylko wszystko.siedzi w jego mamie, to bylby to arcyciekawy przypadek do zbadania ku przestrodze dla innych rodzicow. Zeby nie okazalo sie, ze geniusz zniknie w przypadku smierci asystenta. Pozostanie podwojnie oszukana osoba z niepelnosprawnoscia :-(
-
2017/04/02 12:14:19
Niedługo Maciek wylatuje do USA. Będzie uczyć się na uniwersytecie w Syracuse, który specjalizuje się w pracy z autystami. Jest tylko jeden problem. Potrzebuje asystenta, a Danuta nie zna angielskiego. Maciek nie chce zastępstwa, bez matki nie poleci. Perkowski nie oponuje. Tylko zastanawia się: Czy usamodzielnienie jest w ogóle możliwe?.
-
2017/04/02 12:16:42
Pytałam pracownika UWB o weryfikację. Nie robili jej, jeśli dobrze zrozumiałam.
-
Gość: Kasia, *.dynamic.chello.pl
2017/04/02 14:11:35
Jeśli byłoby tak jak piszesz, to matka jak najbardziej zna angielski ;/.
Jeżeli tak by było i w jakiś sposób zostałoby to potwierdzone, to po pierwsze wstyd dla uniwersytetu, a po drugie tragedia dla rodziny.
-
2017/04/02 21:55:12
Jest spora szansa, że tak naprawdę zna nie tylko angielski.
-
2017/04/03 15:27:11
Czasem mam wrażenie, że tutaj po prostu lepiej widać problem niektórych rodziców - że oni wcale nie chcą usłyszeć swoich dzieci. Chcieliby zrobić jakieś przedstawienie pod tytułem wzorowa rodzinka i dziecko ma wyrecytować swoją wyuczoną rolę.

Kiedy dzieciak jest NT i ma dobrze rozwinięte umiejętności społecznie, to może na różne sposoby domagać się usłyszenia - jak nie uda się od rodziców, to może od rówieśników - może będzie niegrzeczny, zbuntowany, ale jakoś to pójdzie. No, chyba, że wpadnie w naprawdę złe towarzystwo.

Kiedy dzieciak jest niewerbalny, to problem rodziców - reżyserów staje, że się tak wyrażę, w pełnym słońcu. Bo tu mogą faktycznie fizycznie uniemożliwić dzieciakowi pokazanie własnej indywidualności :(
-
Gość: Abc, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/04/03 21:46:13
Czyli, skoro przy metodzie FC zawsze piszą asystenci, to doktorat napisała mu mama?
No cóż, mamusia, która nie ma autyzmu, ale zna 6 języków i napisała doktorat z prawa sama musi być geniuszem.
-
2017/04/03 21:56:28
Doktoratu jeszcze nie napisali, są dopiero w trakcie. Być może żadne z nich nie jest samo geniuszem, ale razem tego geniusza tworzą.
-
2017/04/04 11:34:08
Nie trzeba być geniuszem, żeby zrobić doktorat w obecnych czasach.
-
2017/04/14 08:24:08
Przeczytałem wpis, artykuł i komentarze z zainteresowaniem. Zaniepokoiło mnie jedno zdanie z komentarza Możliwe są też przypadki, że jest to geniusz 2w1 lub że jest to bardzo rzadki przypadek działającej FC.. Jeśli FC nie działa, to trochę tak, jakby napisać, że to bardzo rzadki przypadek działającej homeopatii. No ale nie przyszedłem tu czepiać się słówek.

Nie do końca rozumiem pewnie w czym rzecz, ale skoro miałoby działać samodzielne podtrzymywanie nadgarstka, to czemu nie miałoby działać podtrzymywanie nadgarstka przez kogoś? Oczywiście działać w konkretnych przypadkach, gdy ktoś ma zaburzenia motoryczne, a nie zawsze.

Eksperyment obalający też mnie nie przekonuje. To, że Ty czy ja nie potrafimy napisać jednym palcem bez patrzenia na klawiaturę nie oznacza, że nikt nie jest w stanie tego zrobić. Szczególnie, że rozmawiamy także o osobach, które potrafią wykonywać operacje arytmetyczne nie mieszczące się zwykłym ludziom w głowie, posiadających pamięć fotograficzną itd. Nawiasem, bezwzrokowe, dotykowe, pięciopalcowe pisanie na komputerze też wygląda dla nieumiejących tego lekko kosmicznie, szczególnie, jeśli się pisze utrzymując kontakt wzrokowy z rozmówcą. A przecież to żadna magia, jedynie trening i "mapa" klawiatury w mózgu, pewnie już na podświadomym poziomie.

I jeszcze jedno wrażenie po lekturze artykułu i komentarzy: czy tak naprawdę nie mamy trochę do czynienia z zamianą jednego cyrku w drugi? Tzn. zamiast pokazywać obliczenia na wielkich liczbach zaczynamy pokazywać stopień naukowy. Dyskusyjny jest też dla mnie "geniusz" - jeśli ktoś ma pamięć fotograficzną, potrafi poznać treść książki kartkując ją czy wykonywać działania na wielkich liczbach, to chyba już tylko z tego powodu łapie się na to określenie?

Na koniec zastanawiam się, czy w ogóle to ma jakiekolwiek znaczenie. Z tego co czytam postępy w codziennym funkcjonowaniu też są, więc zbliża się do celu. Droga w tym przypadku nie ma chyba wielkiego znaczenia?
-
2017/04/17 03:48:24
"Jeśli FC nie działa, to trochę tak, jakby napisać, że to bardzo rzadki przypadek działającej homeopatii. No ale nie przyszedłem tu czepiać się słówek."

No nie do końca tak. Wiadomo, jaka teoretycznie miałaby być zasada działania zarówno homeopatii, jak i FC. I w przypadku homeopatii ta teoretyczna zasada jest bez sensu. Pamięć wody, hiper-rozcieńczenia - no kupy się to nie trzyma. W przypadku FC teoretycznie sprawa jest bardziej zrozumiała, zresztą - jak sam zwracasz uwagę - samodzielne podtrzymywanie nadgarstka działa. Problemem wydaje się być to, że asystent nie jest w stanie powstrzymać się od nieświadomego wpływania na treść komunikatu. No więc to "asystent nie jest w stanie..." to nie jest nieobalalne prawo fizyki, tylko empiryczny fakt: przebadano ileś tam par niepełnosprawny-asystent i zawsze tak było. Być może jednak istnieją ludzie (jeden na tysiąc? jeden na milion?) którzy potrafią się powstrzymać; dotychczasowe badania tego nie wykluczają. A jeśli są, to teoretycznie matka Maćka może być jednym z nich. (Ponadto samo "wpływanie na treść komunikatu" jest stopniowalne, tak że na treść komunikatu mogą mieć wpływ obie osoby z pary. I jak tu rozstrzygnąć, która z nich wobec tego zapracowała na dyplom?)

Swoją drogą, jeśli faktycznie samodzielne podtrzymywanie nadgarstka działa, tyle że może nie wystarczyć przy silnej dyspraksji, a problemem jest ingerencja asystenta w treść komunikatu, to powinno się dać skonstruować robota asystującego. Stawiałoby się takie coś na biurku obok klawiatury, a on by wysuniętym ramieniem podtrzymywał nadgarstek piszącego. Robot nic by piszącemu nie narzucał.
-
2017/04/20 06:28:26
Problemem wydaje się być to, że asystent nie jest w stanie powstrzymać się od nieświadomego wpływania na treść komunikatu. No więc to "asystent nie jest w stanie..." to nie jest nieobalalne prawo fizyki, tylko empiryczny fakt: przebadano ileś tam par niepełnosprawny-asystent i zawsze tak było. Być może jednak istnieją ludzie (jeden na tysiąc? jeden na milion?) którzy potrafią się powstrzymać; dotychczasowe badania tego nie wykluczają.
Moment. Wyraźnie jest opisane, jakie eksperymenty były robione. Metoda "działa", jeśli asystent widzi klawiaturę i/lub słyszy pytanie. Droga "nie było udowodnione, że nigdy nie działa" nie jest prawidłowa - to nie brak działania należy wykazać, żeby twierdzić, że coś działa. Zresztą w przypadku homeopatii jest dokładna analogia - nie zostało udowodnione, że u kogoś tam te parę cząsteczek substancji czynnej przyjęte podczas kuracji nie spowoduje, że organizm zacznie walczyć z chorobą. Tak można gdybać w nieskończoność i rozmaite cuda proponować...

Jeśli chodzi o podtrzymywanie, robota i wskaźniki jest jedna rzecz, o której miałem napisać i zapomniałem. Mianowicie jesteśmy na takim etapie cywilizacyjnym, że jesteśmy odciąć się zupełnie od części fizycznej, przynajmniej tej widocznej i czytać bezpośrednio aktywność mózgu. W warunkach, nazwijmy to, domowych i amatorskich. Polecam poszperanie po frazie "mindcontrol" lub "mindwave", choćby na GitHubie.
-
Gość: Zic, *.dyn.telefonica.de
2017/04/25 06:25:44
Jak i gdzie się zdiagnozować?
Czy terapeuta po dwóch latach powinien coś zauważyć?
Może powinien opowiedzieć na sesji o zamiłowania do równego układania?
Może depresja ukryła co nieco.
-
Gość: ursaminor, *.fuw.edu.pl
2017/04/27 13:08:55
ELEKTROWNIA ATOMOWA W CZARNOBYLU
Dobrze przeczytałam? ;)
-
Gość: Illlutorium, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/04/28 04:27:20
Krótko o tym reportażu (O [niby] studiowaniu) byłoby to że Matka tej osoby ze (Klasycznym,raczej nie Wczesno/dzięcięcy [Wiem że piszę się teraz: "Spektrum Autyzmu" ale byłoby wbrew mojej logice gdybym tak pisał jak mnie to nie pasuje w tym temacie.] - W tym wypadku inna sprawa kaloszy przy "Progresji rozwoju" {Bo to nie jest "Niepełnosprawność"} a nie omawiane przez zapominalskich: "Chorobą" [Powtórka z lat 60']) Autyzmem "wyręcza" (a nie pomaga żeby mu "tylko podpowiadać") jemu rękę (czyli kładając nad jego łapą przed wpisaniem) pozbawiając przy tym "własne personalia" {Może nie całkowicie ale mógłby częśćiowo przetrącać "Przebłysk (To np. W Reinkarnacjach,Snach,Abstrakcjach myślowych i we Pomysłach np. Na Rysunkach) - Tak to piszę Naukowo... - Raczej nie do końca na Temat ale myślę że Dobrze mógłbym pomyśleć jak to jest...} Samokontroli" i mamy taką gotową "Pesymistyczną a zarazem stygmatyzującą mantrę" typu: "Co z nim będzie" (Seriously?)
-
2017/05/22 23:12:24
Przyznam, że w Twojej próbie obalenia działania FC u Maćka jest pewien szkopuł. Jest tylko zdjęcie, nie ma filmu, na którym Maciek by pisał. Nie wiadomo, czy gapi się w ścianę, sufit pisząc cały czas, czy jednak zerka na klawiaturę. Przeprowadziłem własną próbę, z własną modyfikacją.
Najpierw samo pisanie dwoma rękami (tak jak jestem przyzwyczajony), z punktem odniesienia do pierwszej litery (właściwie to dwóch, bo zaczynam z palcem jednej ręki na E, a drugiej na L) - pisałem albo gapiąc się w sufit/ścianę, albo mając zamkniete oczy (przyznaję łatwiej jest pisać z zamkniętymi oczami, bo wtedy mogę sobie wyświetlić klawiaturę w wyobraźni, a ściana i sufit mnie rozprasza).

elektrowniea atomowa w czarnoblt
elekteownia atmpwa w czarmpib;
elejtrownia atmoa w zarnobylu

Przyznam, wyszło nieźle :P Czy ta próba ma sens? Myślę, że ma, bo o ile ja mam pamięć przestrzenną i motoryczną do układu dwóch rąk na klawiaturze, a nigdy nie pisałem jednym palcem; to osoba pisząca jednym palcem ma pamięć przestrzenną przystosowaną do pisania jednym palcem.

To jest moja próba pisania jednym palcem gapiąc się w ścianę bez punktu odniesienia w postaci pierwszej litery
t't.uypwnua ztomsz as x\aenibtky

A to jest moja próba pisania jednym palcem z zamkniętymi oczami z punktem odniesienia.
elrjyprmof du[.oa\ aczaebibtmh
i druga próba, w której przyznam oszukałem - w miejscu zaznaczonym * spojrzałem na klawiaturę:
elrkytodnid dhl;gc g *czaenobulu

Czy wiecie już o czego zmierzam?
A teraz inna próba - większośc tekstu napisałem gapiąc się w sufit i ściany. Ale...odwracając głowę z lewej ściany na prawą przez ułamek sekundy kątem oka zerkałem na klawiaturę (2-3 razy w ciągu pisania tekstu). Dosłownie ułamek sekundy wystarczył ,żebym mógł wypozycjonować palec na właściwym klawiszu, a następnie kilka kolejnych liter napisać w miarę bezbłędnie. To mój pierwszy raz, a wyszło tak:


eorjtrienua atomwa w czarnibylu
e,ekuypdnia zgkmowa s cxzarnoby;i

Także, dla osoby, która robi tak przez kilka lat nie powinno to sprawiać kłopotów...

Więc myślę, że trochę niesprawiedliwie jest tak przedwcześnie osądzać Maćka, głównie kierując się wcześniejszymi przewałami dotyczącymi FC.
Myślę, że najprościej byłoby to zweryfikować eksperymentem, który tutaj opisałaś:
wystarczy odseparować Maćka od matki, powiedzieć mu trzy zdania, a potem poprosić, żeby z pomocą matki je napisał. Taki prosty eksperyment nie pozostawiałby żadnych wątpliwości.

PS

Nosisz gorset ? :P

-
Gość: Ko, 157.50.11.*
2017/08/24 21:55:40
Czemu nie piszesz??
Jak mnie to denerwuje-wchodze wciaz na bloga, czekam i czekam a ta nic :p
Ani widu, ani slychu, co sie dzieje ??
-
Gość: Gin, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/09/04 16:49:56
Gdzie nowe notki? :( Jestem fanką Twojego bloga od niedawna, lecz bardzo go polubiłam - w świetny sposób wszystko opisujesz - zatem smutno, że nic nie dodajesz, lecz rozumiem, że może być brak czasu. Będę wiernie czekać! :D
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2017/09/23 21:55:07
@Zic

"Czy terapeuta po dwóch latach powinien coś zauważyć?
Może powinien opowiedzieć na sesji o zamiłowania do równego układania?"

Byłem u psychologa klinicznego na testach osobowości. Trzy spotkania, poza tym mnóstwo kwestionariuszy. Jak wyskoczyłem z zamiłowaniem do segregowania, sortowania i układania, to prawie od razu psycholog zaczęła podejrzewać osobowość anankastyczną, ewentualnie możliwą nerwicę natręctw. Odnoszę wrażenie, że oni sami do końca nie wiedzą, jak takie zachowanie kwalifikować. W dodatku rzadko się mówi o skłonności dorosłych z ASD do porządkowania, układania w długie, proste rządki - zupełnie, jakby z tej cechy się wyrastało. A jak kwalifikować świrów, którzy po nocach wydeptują kręgi w zbożu, albo tworzą układy okręgów na Bajkale:

assets.inhabitat.com/wp-content/blogs.dir/1/files/2010/08/Circles-on-Lake-Baikal.jpg

Czy to jest zachowanie z kręgu OCD, czy może autyzmu ?