Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Blog > Komentarze do wpisu

WESOŁO STIMUJ NA ŚWIĘTA

Stimy to dobra rzecz. W ten sposób wyrażamy emocje - radość, stres, złość, zniecierpliwienie i inne. Neurotypowi też to robią. Wielokrotnie widywałam ludzi obgryzających paznokcie, podrygujących nogą lub chodzących w te i we w te po przystanku. W ten sposób łatwiej jest się uporać z emocjami. Autycy mają tych emocji o wiele więcej - nie jest łatwo żyć w dziwnym, neurotypowym świecie. To bardzo stresujące.

Nie ma sensu hamować stereotypii. Emocje muszą mieć jakieś ujście, inaczej będzie źle. Na pewno wiedzą to ci z was, którzy odczuwają potrzebę chodzenia w kółko. Można próbować się powstrzymywać, ale wtedy poziom stresu będzie wyższy. Nie ma to sensu, ponieważ wspomniana czynność jest zupełnie nieszkodliwa.

Czasem stimy bywają jednak szkodliwe lub destrukcyjne, np. obgryzanie paznokci, wygryzanie dziur w ubraniach, wyłamywanie palców, drapanie i gryzienie. Wtedy najlepiej robić to w bezpieczny sposób. Koty mają przymus drapania, dlatego produkuje się dla nich specjalne drapaki, żeby nie niszczyły mebli. Dla autyków (i nie tylko) pojawia się coraz więcej zabawek, które pozwalają na bezpieczne wyładowanie swoich emocji.

 

 

 

Do tej pory z zabawek sensorycznych używałam głównie gryzaków. Mam duży przymus gryzienia, który objawia się niszczeniem przedmiotów codziennego użytku, zjadaniem chusteczek, gryzieniem różnych części ciała i problemami z koncentracją. Kiedy gryzę, jest mi łatwiej. W trakcie pisania tego tekstu mam gryzak w buzi i jest fajnie. Ostatnio sprowadzam gryzaki z Chin, ponieważ zużywam je bardzo szybko, więc w sklepach europejskich i amerykańskich zrujnowałabym się finansowo.

Firma Afiti.pl dobrze wie, że jestem fanką zabawek sensorycznych, dlatego miałam okazję przetestowac kilka z nich. Nie było to proste, bo jestem osobą dorosłą, mam duże ręce i dużo siły. Zabawki musiały być więc wystarczająco duże i wystarczająco mocne. Nie mogły się też kleić, bo lepkie rzeczy wzbudzają we mnie obrzydzenie.

W listopadzie przyszła do mnie duża paka, która zawierała różne ciekawe produkty.

 

 

Wąż manipulacyjny Tangle

 

Wąż składa się z plastikowych części połączonych ze sobą czymś w rodzaju stawów. Dzięki temu można go wyginać w różne strony i zająć czymś ręce. Kiedy piszę na klawiaturze, nie jest mi potrzebny. Za to gdy muszę siedzieć bezczynnie (np. podczas oglądania filmu) lub sobie rozmyślam, przydaje się znakomicie.

 

 

 

 

Jestem dużą osobą, dlatego najlepsze byłyby dla mnie dwa węże połączone ze sobą. Mogłabym wtedy okręcać je sobie wokół rąk. Części można łatwo odpiąć i złożyć z powrotem. Nie trzeba ich wcale wciskać na siłę, wystarczy wetknąć pod odpowiednim kątem. Zwiniętym wężem można też machnąć i wtedy fajnie się rozwija w powietrzu. To jedna z moich ulubionych zabawek.

 

 

Ludzik do wyginania

 

Wspólna zabawa z dzieckiem „Giętkim Przyjacielem” nauczy prezentować różnorodnych emocji i postaw – otwartej, pasywnej, asertywnej, wesołej, niepewnej. Szeroki uśmiech i radosne oczy Wesołego Ludka z pewnością okażą się pomocne do przełamania nawet najbardziej napiętej sytuacji.

 

 

 

 

 

Tak właśnie brzmi opis ze strony. Faktycznie ludzika można ustawiać w rozmaite pozy, co przyda się w nauce różnych postaw ciała a także jako model do rysowania. To drugie nawet bardziej, bo buźka jest cały czas uśmiechnięta, co niekoniecznie pasuje do przybranej pozy. U mnie w domu zabawka służyła najczęściej do obczajania fizyki, czyli wyginania w taki sposób, żeby stała i się nie przewróciła.

 

 

Włochata piłka

 

Lubię włochate rzeczy, które można sobie głaskać i smyrać. Działa to uspokajająco, a do tego jest bardzo miło jest badać palcami rozmaite faktury (o ile się nie kleją). Sprawia mi przyjemność dotykanie własnych i cudzych włosów, głaskanie futra czy szorstkich powierzchni. Włochatą piłkę można sobie dodatkowo podrzucać. Zdjęcie poniżej zrobiłam ziemniakiem kamerką, ponieważ aparat zepsuł mi się w Czarnobylu.

 

 

 

 

 

Piłkę można też naciskać i wtedy przypomina głowę łysiejącego faceta.

 

 

 

 

Kiedy szybko głaszczę piłkę, wydaje w siebie fajne, szeleszczące odgłosy.

 

 

Gniotek w siatce

 

Bardzo fajna zabawka. Na początek wygląda dość nijako...

 

 

 

 

...ale po naciśnięciu wygląda już dużo ciekawiej. Mój egzemplarz nie ma niestety brokatu.

 

 

 

 

 

 

Na początku nie było mi łatwo ścisnać piłkę tak, żeby wyszły bąbelki. Potem guma już się rozciągnęła i jest to bardzo proste. Lubię naciskać zabawkę tak, żeby bąbelki wyskakiwały równomiernie i w ciekawych układach kolorystycznych. Fajnie się też wciska bąbelki z powrotem do środka.

 

 

 

Piłeczka jest bardzo często w użyciu  i albo sama nieco sflaczała, albo siatka się rozciągnęła. Prawdopodobnie to drugie. Nie wpływa to póki co w żadnym stopniu na funkcjonalność zabawki.

 

 

Metalowa sprężynka

 

Czyli powrót do dzieciństwa w latach 90. Wtedy miałam różową, plastikową sprężynkę, która była dużo większa, ale za to łatwo się łamała. Szpanem była sprężynka w kolorze tęczowym, która przy schodzeniu po schodach mieniła się różnymi kolorami.

Mój obecny egzemplarz jest znacznie mniejszy, ale za to metalowy, więc tak łatwo się nie połamie.

 

 

 

 

Sprężynką można wywijać na wszelkie możliwe sposoby, spinać na końcach i wyprowadzać na spacer po schodach. To zabawka, która najczęściej znika z mojego biurka i pojawia się w różnych dziwnych miejscach. Nie robi tego oczywiście sama, tylko wygląda bardzo kusząco dla domowników.

 

 

 

 

Ja najczęściej robię sobie ze sprężynki jojo. Lubię też przesuwać palcami po metalowych brzegach, drapać je paznokciami i słuchać jak trzeszczą przy podrzucaniu.

 


Drewniana zabawka manipulacyjna

 

 Zabawka składa się z drewnianych bloczków na gumce. Można je układać w różne kształty i blokować.

 

 

Drewniane klocki fajnie się przesuwa, układa w różne kształty i wygina podczas oglądania filmu lub czekania w kolejce. Minus: dla mnie ta zabawka jest za mała, nadaje się raczej do dziecięcych rączek. Dłuższa wersja umożliwiałaby ułożenie bardziej skomplikowanych wzorów i lepiej pasowałaby do większych rąk.

 

 

Żelowa piłeczka treningowa

 

Najbardziej podoba mi się napis po czesku na etykietce. Masazni micek brzmi według mnie bardzo ciekawie.  Poza tym jajo fajnie podskakuje po rzuceniu na podłogę i dość szybko ucieka. Łapie przy tym wszystkie paprochy po drodze, bo jest dosyć lepkie.

 

 

 

 

 

 Docelowo zabawka ma służyć do gniecenia, ale ja naprawdę nie lubię dotykać lepkich obiektów.

 

 

 

STIMUJ NA ŚWIĘTA

 

Jeśli lubicie lepkie obiekty o konsystencji smarków, to znajdziecie ich mnóstwo w Afiti.pl. Dla fanów obrzydliwych rzeczy znajdzie się nawet pierdzący glut w kibelku. A jeśli wolicie bardziej suche rzeczy, to też się znajdą - przykłady macie powyżej. Dla czytelników Kociego Świata zniżki są na wszystko. Wystarczy przy zakupie wpisać hasło KOCISWIAT.

 

 

 

 

 

niedziela, 04 grudnia 2016, katja.asd

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Witamina, 62.87.232.*
2016/12/06 22:50:22

. . . "Mam duży przymus gryzienia, który objawia się niszczeniem przedmiotów codziennego użytku, zjadaniem chusteczek, gryzieniem różnych części ciała i problemami z koncentracją. [...] Ostatnio sprowadzam gryzaki z Chin, ponieważ zużywam je bardzo szybko."

.

. . . Hej! :)

. . . Nie chcę straszyć (a tylko popisać się erudycją ;) . . . . i uzasadnić sugestię, iż warto rozważyć "systemową" rezygnację ze zjadania czegokolwiek chińskiego, skoro tamtejszy przemysł ma bardzo swobodny stosunek do bezpieczeństwa produkowanej żywności, to tym bardziej nie będzie ich przestrzegał w stosunku do rzeczy, których zazwyczaj się nie zjada. :)

.

. . . Kilka lat temu głośna na cały świat była afera z chińskim mlekiem w proszku (także dla niemowląt) skażonym toksyczną melaminą. Zmarły tysiące chińskich dzieci (nb. najczęściej limitowanych przez władze jedynaków), a pozostałe czeka leczenie uszkodzonej wątroby przez resztę życia.

. . . A w imię czego? Ano jedynie w imię poprawy poziomu białka w kiepskim mleku na testach! -- (sztuczna melamina pozwalała oszukać na testach niską jakość samego mleka).

.

. . . Inną, też światową, ale już znacznie cichszą aferą było pojawienie się na świecie (w tym kilku partii na rynku UE) chińskiej pasty do zębów z trującym glikolem. Po tym wydarzeniu (chyba) Francuzi nakręcili cały film dokumentalny z wizytami w chińskich zakładach "klienta incognito", który z ukrytą kamerą "zamawiał" towar do Europy.

. . . Kiedy odwiedzał tamtejsze fabryki pasty do zębów (manufaktury wyglądające jak wysypisko śmieci lub nasze "zakłady" produkujące spirytus Royal z alkoholu metylowego w jakimś zakładzie malarskim) i pytał o słynną aferę z trującym glikolem, to dostawał odpowiedzi:

. . . -- Tam nie ma dużo glikolu... Ale jak chcesz, to możemy napisać: "Nie zawiera glikolu"...

. . . I to w sumie tak otwartym tekstem do zupełnie obcego kontrahenta.

.

. . . Podobnych spraw było znacznie więcej, ale media szybko się "męczą" tematem i wraca już tylko w małych notkach.

. . . Jednak sami Chińczycy chyba najlepiej potrafią ocenić wiarę w zapewnienia swoich własnych producentów -- od tamtej pory, mimo wysokich dla nich kosztów, masowo wzrósł chiński popyt na zachodnie mleko w proszku i wciąż nie spada. Skoro zatem sami Chińczycy nie tykają chińskiego, to dlaczego by mieli to robić Europejczycy, co? :)




-
Gość: dfsg, *.static-ip.telepacific.net
2016/12/09 01:57:43
co sie zepsulo w aparacie?
-
Gość: 975975975, *.dynamic.gprs.plus.pl
2016/12/14 15:35:14
Ciekawe produkty, w życiu by mi nie przyszło do głowy, że ktoś robi takie przedmioty. Ja zazwyczaj przy stole świątecznym czy innym rodzinnym robię rękoma różne dziwne rzeczy z obrusem, serwetką lub podkładką. Dla postronnych osób (np. dla teściowej) musi to wyglądać dziwnie, gdy na przykład jeżdżę paznokciem między włóknami (im grubsze tym bardziej), albo dokładnie badam palcami sploty szydełkowe, obmacując jeden po drugim i sprawdzając czy podobny motyw o kawałek dalej odczuwam tak samo (zresztą kontemplacja powtarzających się wzorów też tu mocno daje znać o sobie). Gdy obrus jest szyfonowy, zazwyczaj go szczypię, składam warstwy i przyglądam się stopniom przezroczystości. Albo znajduję szew czy inny obrębek, ewentualnie hafcik, i ten dokładnie przeglądam (rękami). Mogę tak robić bardzo długo i kompletnie niezależnie od zachowań innych osób (dodatkowym bonusem jest zrozumiały powód niepatrzenia im w oczy - patrzę przecież na obrus). Ale ja mam już dużo lat i głęboko akceptuję moje dziwactwa ;-) A rodzina też musiała się przyzwyczaić :-) Ludzie mogą się przyzwyczaić do wielu rzeczy, potrzebny jest tylko czas :-)
-
Gość: 975975975, *.dynamic.gprs.plus.pl
2016/12/14 15:42:40
A, jeszcze czasem jak mi się znudzi obrus, przerabiam papierowe serwetki na obiekty przestrzenne, na przykład kwiaty czy ptaki. Też doskonały powód niepatrzenia na współstołowników ;-) Przy stole konferencyjnym bywają to z kolei samolociki z kartek. Zależnie od poziomu stresu może ich powstać nawet bardzo dużo ;-)
-
Gość: teodor, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/12/31 05:01:43
Katju, coś się popieprzyło w tagach w ramce po prawej stronie - zamiast wyszukiwać otagowane artykuły z Twojego bloga, kliknięcie przekierowuje na główną domenę blox.pl i wyświetla artykuły ze wszystkich blogów z danym tagiem. W ten sposób nie da się niczego sensownego znaleźć, przecież interesują mnie wyłącznie Twoje wpisy, a nie z jakiś innych blogów. Kiedyś tak nie było.

Czy te bąble siatkowe Cię nie obrzydzają? Mi kojarzą się z pęcherzykami naskórnymi...

Schudłaś :P
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2017/01/04 21:52:49
Katju - najlepszego w Nowym Roku ;)

Chciałem przy okazji zadać kilka - może dziwnych - pytań.

1) Śmierć - własna, albo bliskich. Rzeczywista perspektywa, albo wyobrażenie czegoś odległego i nieprawdopodobnego. Chyba jeden z lepszych tematów do praktykowania na osobach z deficytami empatii. Wyobraźmy sobie myślowy eksperyment - bierzemy własne zdjęcie, kolorowy papier do wycinanek, klej, nożyczki. I najważniejsze - polecenie: wyciąć trumnę, katafalk, nagrobek i siebie ze zdjęcia. Ułożyć siebie w trumnie, może tam jakiś wieniec, krzyż... Dziwne, nieprawdaż? Neurotypowi ludzie wymiękają przy tym. "Nie, nie mogę.", "Weź, przestań !", "Odwaliło Ci ?!". Jak rozumiem - aspergerowcy nie mają z tym większych problemów i, o ile sama robota wyda im się wciągająca, to mogą godzinami tak się zabawiać?
Jak jest z wizją własnej śmierci - czy budzi lęk, czy jest to temat, jak każdy inny? Jeśli nie budzi, to czy wynika to z oswojenia tematu, czy z braku możliwości wyobrażenia sobie jak to będzie? Jeśli to ostatnie, to czy brak empatii nie stanowi wątpliwej izolacji od tego typu problemów, które doświadczone w rzeczywistości mogą doprowadzić do nerwowego załamania? NT boją się śmierci i obserwując takie krańcowe sytuacje u znajomych są w stanie jakoś tam mniej więcej wyobrazić sobie, jak to będzie. Wiedzą, czego się bać. Mogą próbować oswajać lęki. Czy aspergerowiec, za życia strugający chojraka ze znieczulicą (chyba nie ma wyboru), w sytuacji, kiedy jego dni będą policzone, wytrzyma to psychicznie? Może pierwszy raz w życiu poczuje, jak to na prawdę jest?

2) Pozostajemy dalej w temacie śmierci, żałoby po bliskich. W psychologii żałoba to ogólnie reakcja na stratę bliskiej osoby, nie koniecznie w wyniku śmierci, ale rozstania, rozwodu, czasami długoletniej rozłąki. Jak to jest, kiedy aspergerowcy stają w obliczu utraty bliskiej osoby (matki, ojca, żony, męża, dzieci)? Czy samo zdarzenie trafienia drugiej połówki ciężko chorej do szpitala budzi lęk i rozpacz, czy dopóki nie nastąpi zgon, to aspik znosi to w miarę dobrze? Opiekuje się bliską osobą, codziennie dogląda, przynosi jedzenie - to wszystko beznamiętnie, jak dodatkowy rytuał, który trzeba odbębnić? A jak z tymi słynnymi pięcioma fazami żałoby? Czy przeżywa zaprzeczenie, jeśli ma umysł tak silnie dążący do prawdy?

3) Wstyd - emocja chyba typowo społeczna, bo w przeciwieństwie do strachu, który można przeżywać samemu w lesie, ale też w sytuacjach społecznych - wstyd przeżywa się przed ludźmi. Nie przed własnym psem, i nie na bezludnej wyspie. Czy autycy w ogóle posiadają taką emocję jak wstyd? Znajoma psycholog twierdzi, że to co często małe aspiki przeżywają w kontaktach z innymi dziećmi, pomimo że pozornie wygląda na wstyd, w rzeczywistości jest zakłopotaniem, obawą, lękiem przed odrzuceniem. Jak to jest na prawdę?

-
Gość: ghjdf, *.static-ip.telepacific.net
2017/01/04 22:01:12
"Czy autycy w ogóle posiadają taką emocję jak wstyd? Znajoma psycholog twierdzi, że to co często małe aspiki przeżywają w kontaktach z innymi dziećmi, pomimo że pozornie wygląda na wstyd, w rzeczywistości jest zakłopotaniem, obawą, lękiem przed odrzuceniem."

To jest niezwykle interesujace pytanie. Bardzo ciekawe. Mnie interesuje nie tylko opinia autorki bloga, ale moze inni odpowiedza?
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2017/01/05 00:18:30
W ogóle dobrze byłoby, żeby ktoś zebrał do kupy wszystkie możliwe stany emocjonalne, jakie występują u NT. Czy będzie tego z setka? Należałoby podzielić je na takie, które występują tylko w kontekście społecznym oraz na uniwersalne, które mogą pojawić się w dowolnej sytuacji. Być może są i takie, które nie występują w środowisku społecznym, ale w warunkach bezludnej wyspy - jak najbardziej. Ktoś może zna takie? Istnieją oczywiście także inne sytuacje - relacje ze zwierzętami. Może to być tęsknota, smutek, radość. To coś pośredniego pomiędzy relacją z nieożywionym środowiskiem a innym człowiekiem.

W ogóle problem z emocjami autyków to coś więcej niż zwykła nieumiejętność współodczuwania, wyrażania, lub odczytywania u innych. Dochodzi jeszcze prawdopodobny brak pewnych stanów emocjonalnych w ogóle (czy istnieje wstyd?), lub ich nieadekwatność - jak w schizofrenii - do zastanej sytuacji (autyk może być tak nakręcony przygotowaniami do pogrzebu i stypy, że będzie chodził, gwizdał, nucił coś pod nosem, szykował potrawy, nakrywał do stołu).
-
Gość: ertf, *.static-ip.telepacific.net
2017/01/05 01:34:50
A po co ci to - jesli można zapytac? I jakie inne "prawdopodobne braki stanów emocjonalnych" są możliwe? Dlaczego "prawdopodobne? I dlaczego mieszasz to ze schizofrenią?
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2017/01/05 02:22:43
Właśnie, bo nie dokończyłem. Dobrze byłoby także zebrać takie dane od aspików, żeby zastanowili się i wymienili wszystkie emocje, jakie kiedykolwiek odczuwali. Strach to na bank. Smutek, złość, żal, radość. Gniew? A czym się różni gniew od złości? Chodzi o to, żeby porównać, ile stanów emocjonalnych są w stanie przeżywać jedni i drudzy. Idę o zakład, że autycy mają tego mniej i wcale nie dlatego, że nie są ich w stanie nazwać, tylko mogą pewnych emocji w ogóle nie mieć. Podstawowe pewnie mają, gorzej z tymi bardziej wyrafinowanymi i subtelnymi. Później dobrze byłoby zobaczyć, czy czasem te braki nie dotyczą emocji typowo społecznych (wstyd, zazdrość). Raczej nie zazdrościmy drzewu, że takie duże wyrosło, choć kto wie? A czy kryzys wieku średniego jest u aspików w ogóle możliwy?

O schizofrenii wspomniałem właśnie w kontekście nieadekwatności emocji do sytuacji. Zamiast smutku i żalu na pogrzebie może pojawić się zainteresowanie robaczkiem chodzącym po trumnie, napad śmiechu związany z wyobrażeniem sobie sytuacji, która miałaby miejsce, gdyby dno od trumny odpadło. Oczywiście z czasem autyk uczy się tego typu emocji nie wyrażać w takich okolicznościach, bo to ludzi bulwersuje. Ba, może nawet próbować opędzać się od tego typu myśli, chodź z tym już zapewne będzie trudniej. Nikt jednak nie zmusi człowieka, żeby był smutny, no bo jak? Można na dziecko nakrzyczeć, albo uderzyć je, ale zamiast smutku będzie złość i obraza, czyli znów nie to, co być powinno. W takich momentach jak właśnie przytoczony przeze mnie pogrzeb, zamiast smutku jest ciekawość - ile czasu będą się rozkładały zwłoki, po ilu latach trumna się zapadnie, co by było, gdyby trup nagle ożył i jak zareagowaliby ludzie. To nie jest tak, że autycy z tego wyrastają. Autyk zapewne się nie obrazi, gdy ktoś na łożu śmierci podrzuci mu katalog trumien i każe wybrać. Ot, powertuje sobie strony, poprzegląda to i owo, porówna ceny.
-
Gość: rtret, *.static-ip.telepacific.net
2017/01/05 21:45:21
Czyli patrzysz na to od strony klinicznej. Nieladnie. :-)
Nic dziwnego, ze autorka nie odpowiada. Zezloscila sie, albo sie wstydzi. :-)
Ta twoja "znajoma psycholog" jest nieglupia.

Mysle jednak, ze nie da sie wrzucic nas do jednego worka. Ale faktycznie zlosc jest takim dziwnym, niezrozumialym uczuciem. Cos w tym jest co mowisz. Brak odczuwania zlosci jest w sumie dosyc pozyteczny. Albo brak zazdrosci. Emocje docieraja z duzym opoznieniem, powodujac trudnosci komunikacyjne. Wykombinowanie, ze ktos sobie robi z ciebie jaja przychodzi dopiero z doswiadczeniem. Ale ja bym sie na twoim miejscu tak nie zakladal, bo trafisz na kogos, co zlosc odczuwa i dostaniesz w zeby. :-)

Natomiast zastanawialem sie nad "nieadekwatnościa sytuacji". Mysle, ze ty to zle oceniasz. Mieszasz to z emocjami. Ludziom sie wydaje, ze wyraz twarzy odzwierciedla "emocje" i na tej podstawie uwaza, ze ktos jest zly, albo wsciekly, podczas kiedy nic takiego nie ma miejsca. Bardzo czesto emocji nie ma, poniewaz umysl pracuje "w trybie obserwacji". Patrzysz na cos intensywnie, procesor pracuje na 100% a takie niewazne rzeczy jak emocje sa przekierowane na stack i czekaja w kolejce. :-)

To nie jest zadna schizofrenia. To jest bzdura. To jest po prostu zupelnie inne wykorzystywanie zasobow. Umysl rozwiazuje problem i potrzebuje wiecej miejsca na proces i ten proces jest bardzo zajmujacy - poniewaz jest wiele szczegolow, o ktorych trzeba intensywnie myslec, np. ksztalt wieka trumny, kanty zle pokryte farba, rysy od hebla i ciezar wieka. I jesli ktos na przeciw w tym czasie ma katar - to dochodza do tego jeszcze niezdrowe kolory nosa, wiszace z nosa szpiki i paskudny wraz twarzy, zwlaszcza jak kicha. trudno sie polapac co wtedy robic, bo to jest obrzydliwe. I nawet to uczucie obrzydzenia, choc jest - pojawia sie z opoznieniem poniewaz laduje sie na stack i czeka. Wszystko dociera z opoznieniem, poniewaz umysl dokonuje szeregu symulacji, zmian katow obserwacji, itp. Czesto jest tak, ze chce sie cos zobaczyc i czlowiek sie wierci i chce miec inny kat widzenia. itp.

Wiec to co powiedziales o nieadekwatności odnosi sie byc moze do momentu, kiedy sytuacja powoduje autystyczne oderwanie od otoczenia. I to moze nie miec nic wspolnego z emocjami. Np. jedna osoba bedzie sie usmiechac, a inna bedzie miec cos - co mozna nazwac skupionym wyrazem twarzy, ale dla otoczenia bedzie grymasem. A wszystko dlatego, ze sie intensywnie mysli o czyms innym, poniewaz pogrzeby bywaja nudne. Jesli jeszcze przpadkiem na kogos popatrzysz takim pustym spojrzeniem, to ten ktos sie przestraszy i sie wiecej nie odezwie. Ludzie tego nie rozumieja. Ludziom sie wydaje, ze chcesz ich zabic, jak nie teraz - to za godzinke.

I jeszcze zwrocilem uwage, ze powiedziales cos o kryzysie wieku sredniego.
Bedzie ci ciezko znalesc kogos tak starego - aby to zweryfikowac - ale wydaje mi sie, ze rzeczywiscie nie ma czegos takiego. Faktycznie - wydaje mi sie, ze ta obserwacja jest sluszna. Zastanawiam sie z czego to wynika, ale mozliwe, ze z planowania. Po prostu mamy wszystko dokladnie przemyslane od wielu dekad. Nie ma miejsca na takie pierdoly jak kryzys. Zycie z asd jest jednym wielkim kryzysem i moze po prostu jestesmy przyzwyczajeni? Masz wiec kolejna obserwacje. Teraz musisz ja potwierdzic u kogos innego i wrocic tutaj i nam powiedziec. :-)

-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2017/01/05 23:53:28
Właśnie od strony klinicznej - z czystej ciekawości poznawczej. To, co zauważyłem rozmawiając z osobami aspergerowatymi to to, że o ile normalsowi urodzi się aspikowe dziecko, to ten wpada w panikę, łazi po psychocosiach, "ło jej, co to będzie?". Świat na głowie staje. Dorośli rodzice z ZA podchodzą do tego inaczej - mają "problem" - czyli nie problem, że trzeba włosy od razu z głowy rwać, tylko wyzwanie, kolejne zadanie.

Jeżeli już poruszyłeś tema złości, to i owszem - u małych aspików bywa i to straszna. Zagraj z dzieckiem w karty i spróbuj oszukać- ale tak, żeby maluch to zauważył. Takiej niesprawiedliwości nie zniesie, będzie się rzucał, obrażał, darł wniebogłosy. Twierdzę tylko tyle, że aspergery mają problem z odróżnianiem złości od gniewu. Oczywiście można się wyuczyć, że złość to bla bla bla, ale nie o to chodzi. To tylko teoria, chodzi bardziej o rozpoznawanie tego u siebie.

Z nieadekwatnością przeżywanych emocji w stosunku do sytuacji chodzi o to, że ktoś w danej okoliczności przeżywa nie to, co większość normalnych ludzi. Ten przykład z autystycznym dzieckiem jest akurat dobry, bo mamy ciekawość poznawczą rodzica zamiast paniki. Stawiamy sobie zadanie: co zrobić, żeby dziecko działało - zamiast przeżywania, jak to sobie maluch w życiu poradzi.

Wracając jednak do pogrzebu - mój ulubiony temat, tak jak morderstwa u psychopatów ;) Owszem, jest rodzina, która była ze zmarłym w bliskiej relacji. Jest grono znajomych córki, czy syna zmarłego. Mogli nie znać nieboszczyka, ale jakoś tam współczują, przeżywają, bo ich kolega/koleżanka jest w rozsypce. Wracają do domu i trawią to "ile to ludzkie życie jest warte, dziś jesteś, jutro ciebie nie ma ..."

O właśnie, tak na marginesie - w internecie krążą stwierdzenia, jakoby "autycy nie mieli narracji". O co z tym chodzi, co to takiego? Czy to właśnie takie filozofowanie w stylu "ile to ludzkie życie jest warte, dziś jesteś, jutro ciebie nie ma ...", "być, albo nie być - oto jest pytanie?" ?

O schizofrenii wspomniałem, bo schizofrenicy często mają jakiś zmieniony afekt, czyli sytuacja i otoczenie jest, jakie jest, ale przeżywają coś innego. Może to być napad głupawki. A jak z obserwacją starszego człowieka, który się wykopytnął na nieodśnieżonym chodniku? Jeden przeżywa, że biedny pan, czy sobie czegoś nie zrobił? Inny podejdzie do tego jak do zadania - niechętnie, ale pomoże. Być może będzie nawet dumny z siebie, że to zrobił. Ktoś jeszcze inny będzie się brechtał, choć dojrzały i nie powinien.
-
Gość: edsf, *.static-ip.telepacific.net
2017/01/06 01:31:35
"O właśnie, tak na marginesie - w internecie krążą stwierdzenia, jakoby "autycy nie mieli narracji""

Moglbys przyblizyc? Co to za "stwierdzenia"? O co chodzi z narracja i jej brakiem? Czyja narracja? Czego dotyczaca?

Co do reszty - to rozmija sie z moim doswiadczeniem i jakos nie widze zwiazku z pytaniami, ktore postawiles wczesniej. Nieadekwatnosc zachowan jest typowa ale to jest objaw zewnetrzny - przez co latwy w opisie - ale wynikajacy z roznic w mysleniu. Nie dojdziesz do tego - co jest powodem. Kazdy moze miec inaczej. To jest niepotrzebne komplikowanie prostej sprawy. Tobie sie moze tylko wydawac, ze wiesz czemu ktos cos dziwnego mowi, albo robi. Jestem wrecz zaskoczony, ze do tego jest jakas teoria. Jak moze byc teoria, skoro sami ZA nie rozumieja tego co sie z nimi dzieje?

I w ogole dlaczego to jest interesujace? Jak moze kogos interesowac sprawa, ktora go nie dotyczy osobiscie?

A myslales o tym, ze to nie jest problem z "odróżnianiem złości od gniewu" - tylko problem z odroznianiem wagi wydarzen? Tzn komus siadzie mucha na nosie i sie tak samo wscieknie, jak ktos inny, komu ukradna samochod. Patrzysz na dzieciaka, a nie rozumiesz, ze w jego glowie powstaje uczucie krzywdy, poniewaz on odbiera oszustwo tak, jak normalny dzieciak odbiera bicie? To jest dlatego istotne, poniewaz otoczenie na rowni z doswiadczeniem maja kolosalna wage u ZA - odwrotnie jak u normalnych dzieci, ktore wiekszosc informacji olewaja i pomijaja.
Nawet nie zauwaza tego, co usilnie probujesz pokazac. Inna sensoryka i inne reakcje.

Innymi slowy - to co mowisz, ze jest problem z "odróżnianiem złości od gniewu" - to tak naprawde moze byc nieprawda, poniewaz dziecko reaguje tak samo na wszystkie bodzce, oszustwo, bicie, nabijanie sie, albo zarty. Jedna reakcja na wszystkie bodzce.

Wyslesz dziecko na sanki i ktos mu sanki zabierze = tragedia w takiej samej skali, jakby mu robic zabieg chirurgiczny w znieczuleniu lokalnym. Co wiecej - sa spore szanse, ze taki zabieg spotka sie z zainteresowaniem ZA i uwazna obserwacja, jako cos nowego. Sanki beda wiekszym powodem do temper tantrum. Inne reakcje wynikajace z innego odbioru rzeczywistosci.

Moze dlatego ciagle mowisz o nieadekwatnosci przezywanych emocji - poniewaz z twojego puntu widzenia to jest nieadekwatne. A ja zastanawialbym sie bardziej nad tym, czy emocje w ogole sa i jak sa tlumaczone. Moze te emocje sa - tylko objawiaja sie inaczej?

To co ty oceniasz, ze powinno sie pojawic jako oczekiwany przez ciebie wynik dzialania umyslu - moze sie pojawiac w postaci innego wyniku. Moze znajoma psycholog ma racje?
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2017/02/04 22:38:49
@edsf

Nie wiem o co chodzi z tą narracją - dlatego pytałem. Może to coś w rodzaju narracji historycznej, gdzie człowiek widzi siebie tak, jakby był umiejscowiony w wielopokoleniowej bajeczce. Państwo rosyjskie uprawia narrację wielkiej wojny ojczyźnianej. Dziś nie ma odwołania do stosunków z USA bez wspomnienia wspólnego wysiłku w walce z hitlerowskimi Niemcami. Nie można spokojnie zjeść, pójść do roboty, załatwić się, ani pić - bez umiejscawiania tych wydarzeń w ciągu historycznym. Istne oszołomstwo. Podobnie u nas - PiS uprawia swoją narrację historyczną "My Prawi i Sprawiedliwi, potomkowie Piastów i Jagiellonów..., wnuki i prawnuki piłsudczyków, żołnierzy wyklętych - solidarnościowcy". Dopisze się do tego Smoleńsk, teorie spiskowe i wychodzi właśnie taka narracja. Rzecz w tym, że w mentalności tych ludzi, ich własne życie jest jakby wpisane w ten ciąg dziejowy, który nadaje sens egzystencji i stanowi punkt odniesienia przy potyczkach z opozycją. Jeśli prawdą jest, że aspergerycy są niepodatni na takie dziwactwa, to może i nawet dobrze, bo po co mnożyć oszołomów?
-
2017/02/05 18:47:57
@Nerd

Narracyjność wynika ze zdolności (głównie NT) generalizowania zdarzeń, abstrakcyjnego myślenia i liniowego postrzegania czasu, dzięki którym NT potrafią m.in. "rozmawiać o niczym". Narracja historyczna może być elementem tożsamości danej osoby narzucanym przez otoczenie pod groźbą negatywnych konsekwencji, którymi aspergerowiec może w ogóle nie przejmować się albo nie być w stanie ich przewidzieć lub rozpoznać. NT lubią przynależeć i mieć określoną tożsamość, dlatego wszelkie ideologie, religie i inne zdogmatyzowane światopoglądy są dla nich dużo bardziej atrakcyjne, co nie oznacza, że nie ma wśród nich pojedynczych osób ze spektrum.
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2017/02/06 00:31:49
@kheledzarad

To teraz pytanie - czym jest myślenie abstrakcyjne? Ludziom na ogół kojarzy się to z wyższą matematyką, a w tym pewnie aspergerowcy są stosunkowo mocni. Zdarza się, że słowo abstrakcja pada w kontekście współczesnego malarstwa.

Jak rozumiem, NT mają chorobliwą skłonność do doszukiwania się w dziełach "co autor miał na myśli?", lub "czy chciał coś nam przez to pokazać?", albo "czy próbował siebie wyrazić?". Pewien ksiądz stwierdził nawet, że ludzie są tak dziwnie skonstruowani, że jeśli zachorują na raka, to nie wystarczy im uzasadnienie, że stało się tak i tak, bo paliłem, bo spożywałem dużo tłuszczy zwierzęcych, bo miałem mało ruchu. Potrzebna jest do tego jakaś narracja, dorobienie ideologii uzasadniające doświadczone zło w kategoriach metafizycznych. Ludzie nazywają to "dojrzewaniem", "rozwojem osobowości" - jak zwał, tak zwał. Kojarzy się to głównie z jakimiś bajdurzeniami o "karmie", uwznioślającym cierpieniu, czytaniem przypowieści biblijnych i innymi dziwactwami. W związku z tym mam pytanie, czy aspergerowcy w ogóle czują potrzebę tak rozumianego "dojrzewania"? Czy świat, który nie ma sensu, jest zdaniem aspergerowca możliwy do zaakceptowania?
-
2017/02/09 10:32:02
Czym właściwie te zabawki różnią się od reklamowanego kiedyś na joemonsterze żelowego cycka antystresowego czy "sprytnej plasteliny" ze sklepów z planszówkami? Chyba tylko docelową grupą na rynku. NT też czasem lubią postimować, tylko nie znają tej nazwy ;)

W ogóle to znalazłam tego bloga po sugestii terapeutki, że zarówno moje problemy, jak i mocne strony, pasują do słowa kluczowego: zespół Aspergera. Zastanawiam się nad oficjalną diagnozą. Mam (w kategoriach NT) calkiem udane życie, męża, dzieci, ciekawą pracę, kilkoro zasługujących na tę nazwę przyjaciół. Oraz nawracające epizody depresji, błędną diagnozę schizofrenii na koncie i poczucie, że emocjonalnie nie wiem, kim jestem.

Jakie widzisz plusy i minusy posiadania statusu Zdiagnozowanego (poza prawem do pisania Twojej książki)?
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2017/02/15 23:32:55
"Mam (w kategoriach NT) calkiem udane życie, męża, dzieci, ciekawą pracę, kilkoro zasługujących na tę nazwę przyjaciół. Oraz nawracające epizody depresji, błędną diagnozę schizofrenii na koncie i poczucie, że emocjonalnie nie wiem, kim jestem. "

Tu trzeba podkreślić "w kategoriach NT". Może właśnie w tym tkwi Twój problem? Z aspergerami jest trochę tak, jak nie przymierzając - z transseksualistami. Mentalnie są kimś innym, niż na oko wygląda i właśnie dlatego tak się męczą. Wchodzą w związek, ale nie myślą o dzieciach. Okazuje się, że kategoria "dzieci" jest u nich poza horyzontem zainteresowań. Kiedy druga połówka ponagla, że coś z tym trzeba zrobić, bo czas ucieka a my się starzejemy, idą na zgniły kompromis i na odczepnego decydują się na dziecko. Często wcale tego nie chcą, ale są jacyś tacy niezdecydowani, pozornie neutralni wobec tematu. Później okazuje się, że w rzeczywistości dziecka nie chcą, że pojawia się w domu chaos, jakość życia leci na łeb. Już nie można wykonywać zawodu, który się lubi, tylko trzeba robić to, co daje kasę. Typowo NT-ckie. Trzeba spłacać kredyty, bo potrzebne jest większe mieszkanie, samochód, pieniądze na utrzymanie rodziny. Gotować też trzeba, dzieci spokoju nie dają i człowiek dostaje kociokwiku. Wcześniej wydawało się, że dom był schronieniem po 8 godzinach spędzonych w robocie, gdzie można było przyjść, zdrzemnąć się. A teraz? Układ nerwowy aspergerowców ma to do siebie, że jest dużo bardziej męczliwy. Pojawiają się przeciążenia sensoryczne, widoczna jest niechęć do niektórych rodzajów wysiłku fizycznego. Z robotą też nie wesoło, bo jak się nie robi tego co się lubi, to okazuje się, że w życiu czegoś zaczyna brakować. Przewżnie te pasje, czy też fiksacje, stanowią podwaliny pod sens życia. Są ważniejsze niż rodzina. Tak na prawdę, to właśnie w takich kryzysowych sytuacjach dowiadujemy się co jest w życiu ważne - nie dla ogółu, tylko dla nas. Aspergerki mają na ogół inną piramidę Maslowa niż NT. Jeśli się tą hierarchię pogwałci, to wypalenie zawodowe będzie chyba najmniejszym z potencjalnych problemów. O tym trzeba pamiętać. Często jest tak, że ślub im zwisa, wesele nie jest do niczego potrzebne, urodzin, imienin i rocznic nie obchodzą a święta też by najchętniej odrzucili. Normalnie, jak Świadkowie Jehowy. Dzieci może i na początku lubią - tak w wieku 0-6 lat, kiedy można na rękach nosić, ale potem zaczynają się od nich oddalać a z nastolatkami nawet nie gadają. Fiksacje zwyciężają. Bywają i tacy antykonformiści, że pogardzają wszystkim, co pospolite, masowe, tendencyjne. Drażni ich znerwicowany motłoch tłoczący się od rana w korkach, narcyzowaci krawaciarze, którzy tylko czekają na wypad w długi weekend, ludzie którzy pracują dla pieniędzy a nie z pasji i w nie swoim zawodzie, ogół siedzący po 30 lat w kredytach i ten ciągły brak czasu. Na szczęście to jest kwestia wyboru i trzeba - tych wyborów - dokonywać świadomie, z uwzględnieniem długoterminowych konsekwencji. Trzeba wiedzieć czego się chce, co nam zwisa, a czego się nienawidzi. wiadomo, że trudno jest zerwać z partnerem, kiedy okaże się, że macie inne preferencje odnośnie posiadania dzieci. To jest bolesne, ale czasem konieczne. Nie mówię, że tu tkwią Twoje problemy, ale często tak właśnie jest.
-
Gość: ursaminor, *.fuw.edu.pl
2017/02/20 14:01:38
Nerdzie, czy przemawia przez Ciebie zgorzknienie? Smutne doświadczenia?
Pracę mam zgodną ze swoimi fiksacjami i w tolerancyjnym dla inności środowisku, męża, przy którym nie muszę udawać i czuję się bezpiecznie, dzieci to trudna sprawa, ale traktuję ich wychowanie jak kolejne wyzwanie. Nie bawimy się w żadne kredyty, mamy gdzie mieszkać, a naprawdę łatwiej nam dopasować tryb życia do zarobków niż odwrotnie ;)

Zastanawiam się, czy warto teraz, kiedy mam już całkiem ułożone życie, robić sobie oficjalną diagnozę. Wychodzi, że raczej nie. Zwłaszcza, że to raczej taki asperger "graniczny", ani "prawdziwe" ASD, ani porządne NT. Cóż, spektrum jest ciągłe, dozwolone są wszystkie stany pośrednie.
Niepełnosprawna nie jestem, brak "wyczucia" nadrabiam zdolnością obserwacji i wyciągania wniosków, a z bałaganem emocjonalnym trzeba sobie poradzić niezależnie od tego.
Na przeciążenie sensoryczne w domu często wystarczy zarządać, żeby dzieci mówiły po kolei, a nie naraz (oczywiście nie włączamy żadnych zagłuszaczy ciszy, mąż muzykę puszcza w słuchawkach itd.)
-
Gość: jher, *.static-ip.telepacific.net
2017/02/27 20:10:32
Nie przejmuj sie ursaminor ta wypowiedzia. To bylo dosyc cyniczne i w zasadzie pozbawione zrozumienia NAS. Ten blog jest dla nas, a nie dla cynicznych oceniaczy cudzego stanu umyslu.
Zycie nie polega na stawianiu diagnoz ale na poszukiwaniu celu. Kazdy z nas ma jakies jedno wazne zadanie w zyciu, po ktorego wykonaniu przechodzi sie do nastepnego zadania. Mamy najprawdopodobniej najlepiej wypozazone umysly sposrod wiekszosci ludzi - potrafimy robic rzeczy, ktorych nikt inny nie potrafi, a przypadlosci, ktore nas spotykaja sa jedynie trudnoscia, jaka musimy pokonywac w codziennej drodze w osiaganiu tych celow. On powyzej scharakteryzowal po prostu trudnosci jakie spotykaja wiekszosc ludzi, ktorzy takich celow nie maja, nie potrafia ich nawet sprecyzowac, tylko pograzaja sie w zwyklej nudnej egzystencjalnej stracie czasu. Zwykli ludzie nawet nie widza, ze swiat mozna zmienic swoim wlasnym dzialaniem i osiaganie sukcesow jest mozliwe z kazdego stanu lezenia, nawet jak sie ma wszystkich naokolo przeciwko sobie. My wstaniemy nawet jak skopia, zbija, opluja i zwyzywaja i podejmiemy sie zadan, ktorych nikt inny nie odwazylby sie podjac. Prosci ludzie nie maja ani narzedzi, ani doswiadczenia do tego, zeby zrozumiec to co sie dzieje w takim podrasowanym umysle jak nasz. Mamy przewage na kazdym polu, w kazdej sytuacji, w kazdym zawodzie. Nos do gory niedzwiedzico.
-
2017/03/09 10:43:06
Naprawdę musimy tak dzielić świat na "nas" i "ich"? Dla mnie to kłopotliwe, bo ja, moja rodzina i przyjaciele wypadamy gdzieś pomiędzy. Rasowe nerdy, ale kryteriów diagnostycznych nie spełniamy ;) Więc dostaje nam się z obu stron.
Jestem za krytyką głupich i wrednych postaw, ale uogólnianie ich na wszystkich NT nie robi nic dobrego.
-
Gość: Abc, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/03/28 18:25:24
Ja pewnie nie mam autyzmu, ale gdy się denerwuję, albo intensywnie myślę to chodzę w te i we te (ale nie w kółko). Robię czasem ruchy rękami i ramionami przypominające stimy, ale takie pojedyncze - nazywam to "strzepywaniem napięcia" - ale tylko gdy jestem bardzo spięty. Mam tez tik nerwowy - czuję jak zbiera mi się napięcie między ramionami i wtedy muszę się otrząsnąć. Poza tym tez bym się chętnie w coś wgryzł, ostatnio przegryzłem gumowe przedłużenie zamku błyskawicznego od najlepszej bluzy :/
Natomiast zabawka, którą opisujesz - "wyciskane bąbelki" ,czyli ta gumowa kulka w siatce wywołuje u mnie ocd i obrzydzenie. Za bardzo mi się to kojarzy z jakimiś pęcherzami na ludzkiej skórze ;/
-
Gość: Sunycia, *.icpnet.pl
2017/08/09 13:33:51
Gryzienie jest niedobre, bo możesz mieć problemy za stawami, zjadasz zęby.