Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Blog > Komentarze do wpisu

PRZYGODY PARALITYKA

 

Dzisiaj byłam na kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej. Wcześniej firma zrobiła mi testy, które podobno zdałam ponadprzeciętnie dobrze. Na spotkaniu się zachwycali - znam technologię, języki obce, gadam z sensem. Mają zadzwonić w przyszłym tygodniu.

Jest się z czego cieszyć? Oczywiście, że nie. Zbyt często słyszałam podobne gadki, żeby się napalać. To w dalszym ciągu wersja dobrze wszystkim znanego zadzwonimy do pani.

Zazwyczaj nawet nie dzwonią.

Mimo to prawdopodobnie i tak znajdę stałą pracę. A póki co robię swoje zlecenia na umowy cywilno-prawne i w końcu się wysypiam. Kiedy chodziłam codziennie do firmy, to chciało mi się spać 24/7. Po powrocie do domu myślałam tylko o spaniu. O wiele lepiej się czuję, kiedy pracuję w domu. Zazwyczaj w nocy. Jestem w końcu kotem. Albo wampirem - lubię zimno, unikam światła i wykazuję aktywność nocą.

Tylko zwinności mi brakuje.

 

 

 

 

A teraz się zdziwicie. Zapisałam się na ćwiczenia, konkretnie to aerobik albo coś podobnego. Niestety Hashimoto mi za bardzo dowaliło i metoda nie żryj słodyczy albo mniej żreć nie działa. Na spalanie sadła najlepszy jest właśnie aerobik, więc kupiłam sobie karnet na miesiąc. We wtorek byłam pierwszy raz, dzisiaj (w piątek) idę po raz kolejny. Mam nadzieję, że się jakoś do tego przyzwyczaję, chociaż takie podskoki na sali są nudne. Muszę. Być może czeka mnie konieczność ćwiczenia całe życie.

Na ćwiczeniach jest dużo skakania i głośna muzyka typu łupu-cupu. Instruktorka wydaje z siebie niezrozumiałe okrzyki, a ja podryguję jak paralityk. Moja koordynacja nie jest zbyt dobra i nie chodzi wcale o nadwagę. Zawsze tak było i prawdopodobnie zawsze będzie.

 

 

 

 

Każda część mojego ciała jest ciężka jak ołów i sztywna. Każda rusza się niezależnie od siebie. Umysłowo ogarniam sekwencje ruchów, ale moje ciało nie chce słuchać mózgu. Kiedy staram się kontrolować jedną rękę, druga leci jak chce. A przecież są jeszcze nogi, plecy, głowa... To strasznie trudne do opanowania. Obserwuję nieraz ludzi jak tańczą, jak zwinnie się ruszają. Kiedy próbuję zrobić to samo, staję się wielka, ciężka i toporna. Mówiłam nieraz, że mam zbyt duże ciało do opanowania swoim kontrolerem ruchu i powinnam mieć z 160 cm wzrostu.

Może kiedy uda mi się zrzucić sadło aerobikiem, przerzucę się na sporty siłowe, które wychodzą mi dużo lepiej. Jeśli mowa o tego typu rzeczach, to umówiliśmy się z Sysadminem, że będziemy oboje ćwiczyć. On też ma Hashimoto, ale oprócz tego ma te cudowne geny, dzięki którym może jeść ile chce i nie tyje (nawet z Hashimoto do kompletu). Byłoby niesprawiedliwe, gdybym tylko ja musiała się użerać z ćwiczeniami, dlatego zapisał się na siłownię. Cel: przybranie masy mięśniowej na patykowatym ciele. No i ćwiczymy od tego tygodnia. Póki co jego bolą mięśnie, a mnie nic nie boli. Za to bezpośrednio po ćwiczeniach chciało mi się rzygać.

 

 

A teraz będą foty, bo w końcu mamy wakacje.

 

Pokażę wam krainę miniaturowych ludzi żyjących pomiędzy morzem a trawą.

 

 

 

 

To oczywiście nie są prawdziwi miniaturowi ludzie. Nie jest to też fotoszopka. Zdjęcie zrobiłam z klifu w Gdyni, ale sama skarpa się gdzieś po drodze schowała. W rzeczywistości odległość jest spora. Sami zobaczcie:

 

 

 

 


Tutaj z kolei widać bunkier, który kiedyś był w lesie. Jeszcze kiedy byłam w ogólniaku, to można było sobie spokojnie do niego wejść (o ile ktoś lubił smród i syf). Erozja klifu sprawiła jednak, że zaczął niebezpiecznie zwisać nad plażą. Podjęto więc decyzję o kontrolowanym zrzuceniu bunkra. Leży sobie na dole do dziś, schody na plaży, ściany w wodzie.

 

 

 

 

 

 

 

A to po prostu ładne zdjęcie z klifu:

 

 

 

 

 Na klifie byłam w ostatnią sobotę. W niedzielę poszłam natomiast do Parku Majkowskiego.

 

 

 

 

W parku jest duży plac zabaw, więc jeśli macie dzieci (albo idziecie w nocy), to jest gdzie się wybrać. Jeśli wolicie podziwiać widoki, to warto zobaczyć ptactwo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jest też mnóstwo zieleni i wody.

 

 

 

 

 

 

 

 

Niedługo mam też zamiar wybrać się do parku linowego. Ogólnie lubię dużo chodzić, bo jest przyjemnie i się nie nudzę przy tym. Lubię też sporty wodne, na przykład pływanie w jeziorze albo długie zapieprzanie kajakiem. Niestety trudno ćwiczyć w ten sposób na co dzień, więc pozostaje aerobik i zwiedzanie ładnych miejsc.

Nudy i mało o autyzmach? Być może, ale w końcu piszę, co mi się podoba.

 

 

piątek, 05 sierpnia 2016, katja.asd

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/08/05 02:28:22
Niesmiało sugeruję, ze jednak aerobiki czy w ogole jakiekolwiek cwiczenia aerobikowe na odchudzanie to średni pomysl nawet dla zwyklych ludzi, a co dopiero dla kogos, kto ma problemy z koordynacja ruchów.
Umęczysz sie tylko, a efektow nie bedzie zadnych (a nawet jak będą, to będzie potem efekt jo-jo).
Zajrzyj tu:
www.wbur.org/commonhealth/2016/07/29/biggest-loser-weight-regain

Znacznie efektywniejszymi cwiczeniami na chudniecie jest... trening silowy, ktory zwieksza mase mięśni (a to z kolei wpływa na tempo metabolizmu) albo przynajmniej utrzymuje obecna. Ja od prawie juz 20 lat walcze i walcze z tą wagą cholerna (tez mam chora tarczyce) i dopiero zaczynam widziec jakies efekty, jak przestawilam sie w/g powyzszych rad. I wcale nie trzeba spędzać dlugich godzin na siłowni, na szczęscie, ale z drugiej strony chudnie się bardzo wolno, za to skutecznie.

Jesli chodzi o prace. Nie próbowałas moze znalezc pracy calkowicie zdalnej? Nie mówię, ze to latwe (sama takiej szukam) - ale uparta osoba w końcu znajdzie. Mnie się udało raz, na 2.5 roku - nigdy w zyciu nie spotkalam na oczy nikogo z tej firmy, caly interview byl via Skype. Jest sporo firm z USA i UE, ktorym nie przeszkadzaja programisci offshorowi...wazne tylko, zeby zatrudnić sie bezposrednio, a nie przez jakąś bandycką agencję, która będzie żerować na twojej pensji. Fakt, taka praca zwykle nie jest na etat ale na 1099 (independent contractor z punktu widzenia prawa USA) - za to masz płacone w dolarach i znacznie wiecej, niż płacą jakiekolwiek firmy polskie. Oraz, traktują cię jak człowieka, a nie jak wymienny mebel tudzież maszynę, którą można pomiatać.

Dla mnie tez siedzenie w biurze to jest męka okrutna, zwłaszcza przy tzw. ołpenspejsie (niech piekło pochłonie tych, co to wymyślili :/ ) - i zupełnie nie wiem po jaka cholerę mam tam wisieć skoro I TAK pracuję dla klienta z USA ZDALNIE, ze swojego kompa, a reszta biura potrzebna mi jak dziura w moście.. ale cóz. Najwolniej zmienia się mentalność ludzka :-/

Pozdrawiam i trzymam kciuki w sprawie pracy :)
-
Gość: Ostatni Rosomak, *.dynamic.chello.pl
2016/08/05 09:17:49
Ten post mi przypomniał, jak na studiach miałam zajęcia, na których było trzeba tańczyć. Zawsze miałam duże problemy z koordynacją ruchową, ale choć na WF-ie i fizjoterapii inne dzieci się ze mnie śmiały, poza zorganizowanymi zajęciami lubiłam się ruszać - jeździć na rowerze, pogrywać z kolegą w badmintona itd. Tańczyć też lubię, gdy nikt nie widzi, a właściwie "tańczyć" w cudzysłowie. Jednak na studiach zobaczyłam, jak bardzo odstaję od przeciętnej dziewczyny w moim wieku. Sekwencje ruchów, które inni zapamiętują po jednym powtórzeniu, ja musiałabym ćwiczyć codziennie po godzinie przez tydzień, dwa, żeby jakoś to wyglądało. Ze spontanicznym tańcem radzę sobie bardzo źle, a z wyuczonego (owe dwa tygodnie!) i tak dostałam niską ocenę. Pamiętam sekwencję ruchów, ale moje ciało nie nadąża za muzyką i za innymi, nie wiem, kiedy dany ruch zacząć. Brr.
Więc cieszcie się z Sysadminem, że to nie na ocenę i nikt Was na tych ćwiczeniach nie zna, i byle do przodu. Ewentualnie zmieńcie sport, jakby było nieprzyjemnie.
-
2016/08/06 10:40:28
> Mam nadzieję, że się jakoś do tego przyzwyczaję, chociaż takie podskoki na sali są nudne.

To samo dotyczy ćwiczenia na siłowni i biegania. I właśnie dlatego ilekroć zaczynałum ćwiczyć na siłowni lub biegać, po jakimś, raczej niezbyt długim czasie dawałum sobie z tym spokój.
-
Gość: Matka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/08/06 12:29:28
Katju, jest coś takiego jak wodny aerobic. Polecam w Twoim przypadku. W basenie przyjemniej się ćwiczy, a afekty jak najbardziej widoczne.
-
Gość: nat, *.ipv4.supernova.orange.pl
2016/08/06 21:33:42
A ja dla odmiany polecam pilates. Ok, może nie jest to aktywność typowo na odchudzanie. Na pewno, przynajmniej dla mnie, była to aktywność cudownie poprawiająca czucie własnego ciała, równowagę i ogólną "zgrabność". Po pół roku pilatesu nawet taniec, na który chodziłam równolegle, zaczął mi lepiej iść.
Pilates nie wymaga zwykle zapamiętywania długich sekwencji ruchów (a krótkie są na tyle powolne, że jakoś idzie je ogarnąć), bardziej skupia się na precyzji ich wykonywania, wzmacnia całe ciało.
Dobrze tylko rozejrzeć się za sensownym prowadzącym, bliższym filozofiom jogi, niż aerobiku. Moja ulubiona prowadząca była po fizjoterapii, podchodziła do każdego uczestnika zajęć indywidualnie (a grupę mieliśmy sporą), pamiętała co kogo boli i dobierała ćwiczenia pod możliwości osoby.
-
Gość: Bonnie, *.dynamic.chello.pl
2016/08/26 15:23:52
Będę alternatywna i zaproponuję karate.
Mam duży problem z koordynacją ruchów i sztuki walki wybrałam właśnie po to, żeby ją podciągnąć. Otóż w karate uczysz się sekwencji ruchów. Autykowi to zajmie dłużej, ale jak już się nauczy, to na bank, nie będzie lepszego. Nie musisz, tak jak przy tańcu, nadążać za wszystkimi - robisz we własnym tempie i nikt się nie denerwuje, że jeszcze nie opanowałaś jakiegoś kata. Wszyscy maksymalnie skoncentrowani robią własne.
W dodatku na karate chodzą nerdy, a nerdy są w ogóle mniej wymagające wobec cudzej fizyczności. (jeśli w twojej okolicy ktoś prowadzi karate Doshinkan, to będzie to - trenują dorośli, nienastawieni na rywalizację, nawet i niepełnosprawni).
-
Gość: kurdeniewiemjak, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/11/12 20:13:29
O raju masakra ! było mi źle od samego czytania o Twoich wyczynach . Ja mam duże problemy z integracją sensoryczną, cholernie boję się wysokości , poczucia dużej przestrzeni , źle oceniam odległości , kłopot z równowagą i koordynacją , na myśl o jakiś przeskokach , bujaniu itd słabo mi .. bleh. Ostatnia próba wyjścia na wieże widokową , skończyła się paniką , zepsuciem humory na cały dzień , trzęsącymi się nogami wchodząc po schodach do góry kiedy zwiększała się wysokość a na samej wieży po prostu mnie sparaliżowało, mogłabym jedynie usiąść na podłodze i zamknąć oczy , gdyby mnie ktoś za rękę nie sprowadził do barierki nie ruszyłabym się o krok . Zawał serca bliski ;) Także mogę powiedzieć : Wow . Szacun.