Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Blog > Komentarze do wpisu

JAK POZNAWAĆ LUDZI W NOWYM MIEJSCU

 

Dwadzieścia dwa lata temu szykowałam się do pójścia do pierwszej klasy podstawówki. Wszystkie książki miałam już dawno przeczytane, zeszyty podpisane, galowy strój kupiony. Pozostało tylko rozpocząć naukę. W przedszkolu dzieci mnie nie lubiły (wychowawcy tak samo), ale naczytałam się wielu opowiadań o szkole, przygodach, przyjaźni i podobnych sprawach. Wierzyłam, że prawdziwe życie wygląda tak samo.

Okazało się, że jednak wcale nie wygląda. Rzeczywistość okazała się brutalna.

Przez kolejne lata próbowałam nauczyć się obsługiwać ludzi. Wychodziło mi to z różnym skutkiem, ale udało mi się odnieść pewne sukcesy. Zbliża się czas rozpoczęcia szkoły lub studiów, dlatego postanowiłam się podzielić paroma patentami na nawiązywanie znajomości.

 

 

 

 

 

Wpis ten jest przeznaczony dla młodych ludzi z ASD i innymi problemami społecznymi, którzy zaczynają właśnie nową szkołę i chcieliby mieć w niej znajomych. Podane sposoby działają tylko w nowym środowisku. Jeżeli idziesz do kolejnej klasy w tej samej szkole i nie jesteś tam lubiany, to raczej niewiele ci pomogę.

Jeśli idziesz do nowej szkoły, ale z tą samą klasą, to też ci nie pomogę. Ważne jest, żeby było nowe miejsce i nowi ludzie, którzy jeszcze cię nie znają.

Właściwie to umiem tylko nawiązać początkowy kontakt w nowym miejscu. Po jakimś czasie zaczynają tworzyć się grupki, do których nie należę. Po raz kolejny trafiam na margines i zostaję lokalnym dziwakiem.

Ale nie szkodzi. Opiszę tu jak należy postępować na samym początku. Może czytelnicy dopiszą w komentarzach sprawdzone sposoby na kontynuowanie integracji z grupą.

Dla uproszczenia będę się posługiwać terminami klasa i szkoła. Czytelnicy, którzy idą na studia, powinni sobie podmienić je na rok, grupa, uczelnia i co tam jeszcze trzeba. Sens jest ten sam, a zamętu w tekście dużo mniej.

 

 

 

 

 

 

 Obrazek powyżej mówi, że pierwsze wrażenie eliminuje większość przeszkód. Tak dobrze nie ma, ale faktycznie można sobie trochę pomóc. Jak?

1. Integruj się jeszcze przed rozpoczęciem roku. Obecnie popularne jest zakładanie grup na Facebooku. Grupy te powstają często jeszcze w czasie wakacji. Spróbuj znaleźć właściwą i dołączyć do niej. Może się okazać, że nie znajdziesz, ponieważ jej widoczność jest ustawiona na tajną. W takim przypadku możesz wyszukać kogoś ze swojej nowej klasy i zapytać go o istnienie grupy. Powinien wiedzieć takie rzeczy, ponieważ neurotypowi mają szósty zmysł do spraw społecznych.

Jeśli udało ci się znaleźć grupę, poudzielaj się trochę w dyskusjach. Ludzie ze spektrum często wychodzą przez internet na o wiele fajniejszych, niż w rzeczywistości. Przyczyną tego jest fakt, że kontakt internetowy eliminuje komponent niewerbalny z komunikacji. Nie ma znaczenia, w którą stronę patrzysz i jakim tonem mówisz. Liczy się to, co masz do powiedzenia. Wykorzystaj to. Jeżeli ludzie uznają cię w internecie za fajną osobę, przeniosą to później na kontakt rzeczywisty.

Unikaj ostrych tekstów w internecie. Nie radzę na przykład szkalować nauczycieli, bo nigdy nie wiesz, co zostanie potem wykorzystane przeciwko tobie.

Często nowe klasy organizują spotkania integracyjne przed rozpoczęciem roku. Informacje na ten temat znajdują się zazwyczaj właśnie na fejsbukowych grupkach, więc lepiej mieć na to oko. Jeśli spotkanie jest organizowane, idź na nie. Spotkania są męczące, ale ty chcesz mieć potem parę do prac w grupach i wiedzieć o zmianach w planie na bieżąco. Chcesz? Na pewno chcesz, bo brak tego jest niesamowicie upierdliwy. Musisz się zatem przemóc i iść na takie spotkania. Tak działa wolny rynek dyplomacja.

 

2. Podchodź do ludzi. Na początku nie będzie jeszcze ustalonych stałych grupek, więc ludzie będą się mieszać między sobą. Zwykle będą stać na korytarzu podzieleni na kilkuosobowe grupki (tymczasowe, stałe ustalą się później). Podejdź do jednej z nich (dowolnej) i przedstaw się. Jeśli kojarzysz już kogoś na przykład z Facebooka, może być to twój punkt zaczepienia (ty pewnie jesteś Jan Kowalski, prawda?).

Podchodzenie do ludzi jest bardzo ważne. Wielu autyków ma z tym problem. Nie wiedzą, kto jest kim i co należy z ludźmi robić, dlatego decydują się na samotne krążenie po szkole. To bardzo niekorzystna strategia, która dodaje mnóstwo świropunktów. W ten sposób izolujesz się od samego początku. Jeśli dodatkowo chodzisz w dziwny sposób, zaraz zostaniesz obiektem żartów.

 

 

 



 

 

3. O czym gadać z ludźmi? Początek jest na tyle fajny, że daje mnóstwo bezpiecznych tematów. Oto kilka z nich:

  • Przedstawienie się. Jeśli zapomniałeś czyjegoś imienia, poproś o przypomnienie. Jeśli dwa razy przedstawisz się tej samej osobie, nie uciekaj. Lepiej powiedz hehe, nie mam pamięci do twarzy. Ogólnie na początku mylenie ludzi jest jak najbardziej dopuszczalne i nie należy się tym za bardzo przejmować.
  • Z której szkoły jesteś? Bardzo wygodny i całkiem łatwy temat. Pytasz ludzi o ich poprzednią szkołę, gdzie to jest, czy im się tam podobało. Jeśli znasz tę szkołę, możesz o tym powiedzieć. Punkty wspólne z rozmówcą wzmagają jego sympatię.
  • Dlaczego właśnie ta szkoła? Standardowe pytanie, które ludzie często sobie zadają. Ogólnie chodzi o to, co skłoniło kogoś do wyboru tej szkoły, tego profilu, tego kierunku. Czasem pojawiają się ciekawe historie.
  • Gdzie mieszkasz? Szczególnie dobre dla studentów, ponieważ grupy studenckie to często mieszanina z całej Polski. Bardzo łatwe do wywnioskowania po byłej szkole. Jeśli ktoś mówi ci o poprzedniej w szkole w innym mieście, możesz zapytać Czyli jesteś z [miejscowość]? Możliwe, że byłeś już w tej miejscowości, wtedy warto o tym wspomnieć - nabijasz w ten sposób punkty wspólne. Postaraj się wspomnieć pozytywne strony. Jeśli powiesz coś niekorzystnego, na przykład w tym mieście to tylko syf, dresy i żule albo byłem tam, co za wiocha zabita dechami, rozmówca cię nie polubi. Ludzie mają tendencję do utożsamiania się ze swoim miejscem zamieszkania. Obrażając ich miejscowość, obrażasz również ich.
  • Czy dojeżdżasz może...? Z rozmowy może wyniknąć, że ktoś będzie jeździł tym samym autobusem, co ty. Możecie jeździć razem. Jeśli zauważysz potem na przystanku kogoś z klasy, podejdź do niego i przywitaj się. Uciekanie dodaje świropunktów.
  • Komunikacja miejska. Ludzie uwielbiają rozmawiać o komunikacji miejskiej. Jednak nie są to dyskusje o modelach autobusów i ich silnikach, tylko raczej szkalowanie kanarów, opowieści o wrednych pasażerach, starych autobusowych babach, rozkładach jazdy i cenach biletów. No dobra, modele pojazdów też, ale raczej w kontekście modernizacji, wyglądu czy komfortu jazdy. Postaraj się nie brzmieć jak chodząca encyklopedia.
    Jeśli nie spotkało cię nic ciekawego w autobusie, możesz poczytać ciekawe historyjki z komunikacji miejskiej na Piekielnych i użyć ich potem w rozmowie. Oczywiście nie udawaj, że przytrafiły się właśnie tobie. Powiedz, że czytałeś/słyszałeś o takim przypadku.
  • Gdzie byliście na wakacjach? Ludzie opowiadają o swoich wakacjach, a ty słuchasz i co jakiś czas zadajesz pytanie albo komentujesz. W ten sposób wyrażasz zainteresowanie. Ludzie lubią, kiedy ktoś się nimi interesuje.
  • Psy, koty i inne zwierzaki. Również miły i bezpieczny temat. Często towarzyszy temu wzajemne oglądanie zdjęć. Ty też pokaż foty swoich zwierzaków, jeśli je masz. Możliwe, że ktoś ma nietypowe zwierzę w domu, na przykład gada albo pająka. Możesz wtedy zapytać jak się hoduje takie zwierzę - co je, czy ma specjalną klatkę, czy gryzie, jak się z nim bawić i podobne sprawy. Lecą punkty do zainteresowania rozmówcą.
  • Grupa na fejsbuku. Jeśli jeszcze nie masz do niej dostępu, warto o nią dopytać. Ważne jest, żebyś miał dostęp do informacji na bieżąco.



 4. Idź na imprezę integracyjną. Wiem, że jest to męczące, ale twoim zadaniem jest zrobić sobie pozytywny wizerunek. W liceum i na studiach imprezy zwykle łączą się z alkoholem. Nie radzę pić dużo. Neurotypowi lubią rozpijać autyków, żeby zrobić sobie kabaret na żywo.

 

 

 

 

 

5. Pamiętaj o komunikacji niewerbalnej. Nie musisz wcale odstawiać gestykulacji w teatralnym stylu. Dobrze działa zwyczajny uśmiech. Uśmiechnięta twarz wzbudza sympatię. Kiedy patrzysz na nowe osoby ze swojej klasy, wyobraź sobie, że bardzo je lubisz i cieszysz się, że je widzisz. Wpłynie to na twoją mowę ciała i będziesz odbierany jako fajna osoba.

 

6. Podczas kolejnych dni podchodź do grupek. Jak już pisałam, najgorsze co możesz zrobić, to wałęsać się po korytarzu i podziwiać pęknięcia tynku na ścianie. Jeśli wcześniej rozmawiałeś z kimś, podchodź do niego na przerwach. Jeśli nie, przeczytaj punkt 2 i zastosuj się do niego, dopóki jeszcze nie utworzyły się grupki i intrygi. Stań razem z ludźmi w kółeczku lub usiądź z nimi na ławce. Nie musisz nawet się za wiele odzywać, chodzi o pokazanie chęci kontaktu.

Kiedy pojawi się polecenie pracy w grupie, podejdź do osób, z którymi rozmawiasz najczęściej. Na początku nie istnieją jeszcze stałe grupki, więc raczej nikt cię nie pogoni. Nie czekaj aż zostaniesz sam i nauczyciel przymusowo dołączy cię do kogoś. Tę wątpliwą przyjemność zostaw sobie na późniejsze czasy, kiedy zostaniesz już klasowym świrem (oby jednak do tego nie doszło).

 

7. Zakazane tematy do poruszania to: polityka, religia, seksualność oraz obgadywanie ludzi. Ostatnie może być trudne, bo neurotypowi integrują się przez naśmiewanie się z innych osób. Nie polecam się w to angażować.

 

8. Opowieści o twoim hobby generalnie nie są złe. Nie zaczynaj jednak od nich znajomości. Najpierw przejdź przez zestaw standardowych treści zapoznawczych, czyli imię, poprzednia szkoła, motywacja do wyboru obecnej, wakacje. Potem możesz zapytać czy ktoś z towarzystwa interesuje się może taborem kolejowym albo niemiecką gramatyką (albo czymś innym, co tam lubisz). Jeśli temat spotka się z zainteresowaniem, możesz kontynuować. Staraj się jednak mówić bardziej w stylu emocjonalnym: Nie lubię tych nowych SKM-ek po modernizacji, strasznie piszczą! Styl encyklopedyczny: Lokomotywa ET-22 ma dwa wózki po trzy osie i waży 120 ton, szkoda że nie 128, bo to 2^7 jest niewskazany, bo odstrasza ludzi. No chyba, że trafisz na drugiego maniaka, wtedy możesz gadać, co chcesz.

Może się zdarzyć tak, że dostaniesz odpowiedź negatywną. Odpowiedz wtedy: Szkoda, bo jestem wielkim pasjonatem kolejnictwa i zawsze chętnie o tym porozmawiam.

Zainteresowania muzyczne są łatwe, ale jednocześnie zdradliwe. Łatwe, bo można wyczaić innych fanów po koszulce lub zainteresowaniach na fejsbuku. Macie wtedy punkt wspólny. Zdradliwe, bo często ludzie nie znają szczegółowo życia i twórczości zespołu. Można się na tym przejechać.

 

9. Ujawnianie diagnozy. To twoja decyzja, czy chcesz się ujawniać, czy pozostawiać to w tajemnicy. Jeśli zdecydujesz się na postawę otwartą, nie rób z tego swojej wizytówki. Równie dobrze mógłbyś zacząć biegać po korytarzu i wrzeszczeć AAAAA JESTEM POJEBANY! Przedstawianie się z naciskiem na diagnozę jest podobne do mówienia komu popadnie, że jest się studentem prawa. No, prawie. Studiowanie prawa jest ogólnie akceptowane, natomiast autyzm jest utożsamiany z szaleńcem z siekierą lub upośledzonym dzieckiem, które ślini się w kącie.

Zamiast straszyć otoczenie etykietami, możesz mówić - w odpowiednim kontekście oczywiście - o swoim odbieraniu świata. Zamiast strasznego mam autyzm, użyj neutralnego mam bardzo czuły węch albo nie mam pamięci do twarzy. W ten sposób mówisz coś konkretnego o sobie i nie straszysz diagnozą.

Być może będziesz mieć w klasie drugą osobę ze spektrum. Być może ta osoba od początku stanie się pośmiewiskiem, bo nie czytała tego artykułu. Może się tak zdarzyć, że ktoś szepnie ci w tajemnicy: Ten świr ma autyzm, wiesz? To dlatego jest taki dziwny. Wtedy masz dwa wyjścia - zaśmiać się w duchu z tej sytuacji lub zareagować. Jeśli wybierzesz drugie rozwiązanie, nie reaguj nerwowo. Uśmiechnij się i powiedz lepiej: Ja też mam autyzm i jak widzisz, jestem zupełnie normalny! Ludzie będą zdziwieni, bo przecież tak ładnie się integrowałeś.

Możesz też oczywiście zachować informację o swojej neuroorientacji w tajemnicy. To w końcu twoja prywatna sprawa. Moja strategia jest taka, że nie rozpowiadam gdzie popadnie o ASD, ale jeśli ktoś zapyta, to nie będę zaprzeczać.

 

10. Większość ludzi lubi ciastka. Możesz pójść drogą małego przekupstwa i przynieść na początek do szkoły coś słodkiego. Najlepiej własnej roboty. Jeśli nie umiesz sam robić ciastek, zrób je z mamą (albo kimś innym z rodziny). Ważne jest, żebyś wiedział, co jest w środku i jak się to piecze. Gotowanie jest obecnie modne, więc możesz nabić sobie parę punktów do fajności.

Dlaczego ty masz przynosić ciastka, a neurotypowi niekoniecznie? Dlatego, że oni nadrabiają swoim szóstym zmysłem społecznym. Twoje umiejętności społeczne są nieco gorsze, dlatego startujesz z ujemnej pozycji, którą musisz nadrobić.

 

 

 

 

  - Nienawidzę ludzi i widzę, że ty też. Może zostaniemy przyjaciółmi?
- Nie, ja naprawdę nienawidzę ludzi.

 

 

 

Wszystkie powyższe rady testowałam na własnej skórze. Doszłam do tego metodą prób i błędów. Udało mi się sprawić, żeby przez kilka pierwszych tygodni mieć pozytywny wizerunek w nowej grupie. Potem niestety wszystko się sypało i po raz kolejny nie miałam towarzystwa, nie znałam przydatnych informacji i robiłam za pośmiewisko.

Powyższe zalecenia przydadzą ci się na początku. Potem musisz skorzystać z porad kogoś bardziej doświadczonego.

 

 

środa, 31 sierpnia 2016, katja.asd

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Anonim, *.dynamic.gprs.plus.pl
2016/08/31 21:45:48
Jeśli ktoś zna angielski, to polecam: www.succeedsocially.com/
-
Gość: Rari, *.ip4.artcom.pl
2016/08/31 22:21:21
Przeczytałam kiedyś, dawno, że trzeba podejść do osoby pojedynczej - zawsze się takie trafiają, i zagadać o wspólne ogarnianie nowej kuwety. U mnie zadzałało, przez całe 3 lata liceum byłyśmy klasowymi zjebami, ale za to razem.
Co do imprezy, żałuję, że poszłam, towarzystwo w knajpie jakoś cudem zmienia mentalność za "zajebistość", czego ja nie umiem, i wyraźnie lepiej bym wyszła, nie idąc. Nie jestem imprezowa i koniec, po co udawać co innego... Integracja żadna jak się nie da z resztą dogadać.
-
Gość: MG, *.lublin.mm.pl
2016/08/31 22:42:03
Ja nadrabiałam zawsze ogarnięciem naukowym - miałam dobre notatki, zawsze dawałam odkserować, zdarzało się też że ludzie mnie prosili o wytłumaczenie jakiegoś trudniejszego tematu, odwalałam większość roboty w pracach grupowych (bez marudzenia, bo i tak wolę pracować sama). Nie byłam na tyle lubiana żeby mnie zapraszali na piwo po zajęciach, ale też i nie płakałam szczególnie z tego powodu, a przynajmniej w ten sposób miałam bezpieczny poziom szacunku. W końcu strach podpadać osobie, bez której możesz oblać egzamin, nie?
-
2016/09/01 00:54:02
Anonim: Znajomość angielskiego jest bardzo przydatna, jest dużo więcej źródeł niż po polsku. Teksty na podanej przez ciebie stronie wyglądają sensownie, ale chyba nie ma nic o dłuższym przebywaniu wśród ludzi.

Rari: To też jest dobry sposób. Ja w liceum siedziałam w ławce z chłopakiem z ZA, byliśmy dwójką świrów, którzy współpracowali razem z konieczności.

MG: Ten sposób jest nieco kontrowersyjny, ponieważ część osób może się poczuć wykorzystywana.
-
Gość: samotnywolf1996, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/09/01 10:19:55
Witaj Katjo! Jestem obserwatorem tego bloga od niedawna, lecz muszę wyznać, że mnie zainspirowałaś. W wielu twoich wpisach opowiadałaś o swoich przeżyciach, opiniach, odczuciach na pewne sytuacje, itd. Gdy czytałem niektóre z nich czułem się jakbym znów przeżywał nieszczęsną podstawówkę. Powiem Ci, że gdy czytałem twojego bloga poczułem się cholernie dumny z bycia Aspim, i od tamtej pory jakoś mi lżej żyć. Serdeczne dzięki!
-
2016/09/01 14:32:46
KATJU:) mój syn -AS - właśnie zaczyna nową szkołę- Twoje rady są bardzo przydatne- dziękuje!
-
2016/09/02 00:54:02
Zazdroszczę pamięci. Mi nawet hipnoza niewiele przypomniała z pierwszego dnia w podstawówce.
Ale za to następne początki pamiętam (chyba) nieźle... Chociaż po obejrzeniu filmu Final Cut mam wątpliwości, na ile są to wspomnienia prawdziwe, a na ile przerobione przez moje emocje.
O image należ starannie zadbać. W liceum często zmieniali nam się nauczyciele matematyki. Pamiętam jak dziś, jak qmpel na koniec roku z nową nauczycielką musiał poprawiać się na mierną i nie bardzo mu szło. W końcu w emocjach wypalił "sorko, na półrocze miałem czwórkę, to chyba nawet trója mi się należy na koniec roku!" Na co sorka "No właśnie nie mogę sobie darować, jak mogłam się tak pomylić".
A co do zaczynania znajomości, to są od tego spece. I oni radzą zacząć od czegoś neutralnego ale oczywistego. Najlepiej środowiskowego. Typu "ależ upał", czy "strasznie trudno było znaleźć klasę/miejsce do parkowania". Potem strzelamy w coś, nad czym prawdopodobnie zastanawia się nasz rozmówca np. "ciekawe, czy będą fajne dziewczyny w klasie/kiedy impreza się skończy/kto będzie wychowawcą/czy piątki będą wolne/itp.) i dopiero się przedstawiamy.
Ale co zrobić, żeby ktoś nie pomyślał "jak mogłem się tak pomylić"?
IMO kluczem jest "aktywne słuchanie" i nie staranie się być niesobą. Za to odwieczna zasada "be handsome be attractive don't be unattractive" zawsze w cenie :)
vimeo.com/30042289
-
Gość: Magdalena, *.dynamic.chello.pl
2016/09/02 22:56:21
Świetnie piszesz. Bardzo lubię Cię czytać. Powinnaś gdzieś dawać felietony, mam na myśli prasę papierową. Szkoda Twojego bystrego pióra i zgrabnych puent tylko na bloga. Blog też możnaby wydać w wersji książkowej. Nie ma w Polsce (chyba) takich pozycji o neuroatypowych pisanych przez nauroatypowych. Wielu ludzi przeczytałoby Cię z zachwytem. Uważam, że istnieje luka i stąd wynika potrzeba takiej publikacji.
-
Gość: kasia 33, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/09/03 14:05:56
Świetny tekst :) Zastanawiam się czy ktoś miałby jakiś komentarz do części o dobrych początkach, ale zostawaniu outsiderem później.
Bardzo mi to przypomina moje szkolne historie, a jestem osobą "neurotypową" (jak to nazywasz, choć nie podobają mi się te podziały, od razu wieje chłodem).
Zwykle udawało mi się dogadywać z ludźmi na początku, ale potem jakimś sposobem zawsze zostawałam na marginesie. Tworzyły się te osławione grupki, a ja nie należałam do żadnej. Nagle ludzie jakby zaczynali mówić innym językiem, już nie byłam wtajemniczona w ich sprawy. Oczywiście nie byłam zapraszana po szkole i nie bardzo byłam na bieżąco z tym co się dziej.
Dziś jestem dorosła, ale czasem zastanawiam się gdzie tkwił błąd i dlaczego tak było, bo ten schemat często mi się powtarzał. Intencje miałam dobre, duszą towarzystwa wprawdzie nie byłam - byłam raczej spokojną i nieśmiałą osobą, ale nikomu nie szkodziłam, miałam w miarę dobre oceny, nie prezentowałam "nietypowych" zachowań, które mogły by kogoś zrazić itp.
Ktoś ma jakieś patenty na zawiązywanie bliższych przyjaźni, a nie tylko pierwszych znajomości ?
-
2016/09/05 14:08:38
@ Kasia 33, myślę, że prawdopodobnie możemy mieć zbieżne przeżycia. Ja zawsze byłam osobą nieśmiałą (kiedyś ekstremalnie nieśmiałą, obecnie udało mi się nieśmiałości prawie całkowicie pozbyć) i introwertyczną. I o ile nieśmiałości nie uznawałam w sobie za cechę pożądaną, i tyle introwertyczność bardzo lubię, i nigdy nie zależało mi, by być duszą towarzystwa. Mam na myśli - nie znanego mi towarzystwa (jeśli towarzystwo mnie interesuje, to je lubię - póki nie zechce znow pobyć sama). Nigdy nie interesowały mnie rozmowy o niczym, tudzież - obgadywanie innych. O wiele bardziej interesujący jest świat moich własnych myśli, książek, które czytam i filmów, które oglądam. Widząc jednak, że większość ludzi funkcjonuje inaczej (tj. stadnie), wyrobiłam sobie różne strategie, w jaki sposób integrować się z grupą (jeśli uważam to za potrzebne). Są skuteczne. Jednak uważam, że w tym właśnie sęk - jeśli stosujemy strategię, to postępujemy wbrew sobie, udajemy jakieś zachowanie, udajemy inna osobę, niż ta, którą jesteśmy. Dlatego każda strategia będzie działała wobec osób, z którymi nie zamierzamy się bliżej wiązać (np. w pracy), albo jedynie przez pewien czas. Potem i tak z nas "wyjdzie", że udajemy. Nie mówię tu o jakiejś strasznej publicznej dekonspiracji - to wyjdzie po prostu naturalnie. Owszem, pierwszego dnia możemy napiec ciastek, ale po paru tygodniach nie będziemy już w stanie zmuszać się do dętych gadek o pogodzie. Sami zobaczymy, że nie mamy otoczeniu nic do powiedzenia, ponieważ nie interesuje nas to, co mówią/robią inni. Otoczenie też spostrzeże, że nie idziemy z nimi krok w krok i pomalutku przestanie nas włączać w swoje aktywności (np. informować nas o nowych imprezach grupowych, skoro na 4 już nie byliśmy, a z tej jedynej, na którą poszliśmy, wyszliśmy po 1 godzinie). Nie za się cały czas udawać kogoś innego (z gdyby się dało, to jakim kosztem dla osoby udającej??). Z tych powodów wydaje mi się, dlaczego strategie nie działają na dłuższą metę, zwłaszcza, jeśli oczekujemy nie tylko akceptacji w grupie, ale nawiązywania przyjaźni. Przyjaźń nie może być strategią, musi być autentyczna. Jak dla mnie, potrzeba do niej 2 osób, które są dla siebie wzajemnie interesujące, autentycznie mają ze sobą o czym rozmawiać, i wzajemnie im na sobie zależy. I prawdziwych przyjaciół nie liczy się na grupy, tylko na sztuki. Ja miałam dwie takie przyjaciółki (miałam, bo jedna z nich niestety nie żyje). Korzystając ze strategii można znaleźć znajomych, a wśród nich być może i przyjaciela, ale wówczas już będziemy musieli radzić sobie samodzielnie, bez strategii. Myślę, że zarówno w przyjaźni, jak i w miłości, aby się udawało, trzeba być autentycznie zaangażowanym, inaczej nici z tego. Jeśli nie jesteśmy obecni w kontakcie z kimś (poprzez nasze zainteresowanie tą osobą, jej osobowością i problemami, tą znajomością oraz nie wykazujemy naszego zaangażowania) - towarzystwo to wyczuwa, a tym bardziej osoba, z którą byśmy się chcieli przyjaźnić bliżej.
-
2016/09/05 14:13:41
@ Kasia 33

Ktoś ma jakieś patenty na zawiązywanie bliższych przyjaźni, a nie tylko pierwszych znajomości ?

Myślę, że rzecz w tym, by nie starać się na siłę zaprzyjaźniać z osobami, które i tak nas nie interesują, są dla nas "z innej bajki', wobec których byśmy musieli udawać, że jesteśmy kimś innym, by się do nich dopasować.

Przyjaciół znajduje się zazwyczaj (w każdym razie - tak mi się wydaje) w osobach, które są do nas w jakiś sposób duchowo podobne (pokrewne dusze?). Dzieje się to w sposób naturalny, nie wymuszony, nie ma na to patentu.
-
Gość: wiadomo kto, *.static-ip.telepacific.net
2016/09/07 00:48:04
nie zyj przeszloscia, szukaj akcji i nie gadaj sama do siebie - zastanow sie - gadanie w internecie jest forma komunikacji samemu z soba i dowodzi samotnosci. Dazenie do szczescia nie jest dazeniem wprost - szczescie osiaga sie posrednio, poprzez czynnosci nieplanowane ale zwiazane z codziennym dzialaniem. Pomysl o tym wszystkim w wolnym czasie. W ogole zastanow sie nad soba. Hej.
-
2016/09/07 01:17:46
Nie gadam do siebie, mam tysiące wyświetleń i za każdym stoi żywa osoba. Ludzie piszący w internecie nie są botami ani wytworami wyobraźni. Potem część tych ludzi odzywa się do mnie, rozmawiamy, część poznaję na żywo. Dzięki internetowi mam z kim spędzać czas. Nie jest tak tragicznie :)
-
2016/09/07 14:48:35
@ wiadomo kto, *.static-ip.telepacific.net
Katja nie prowadzi dziennika, który trzyma w szufladzie, a to co pisze na blogu, to nie wynurzenia w stylu "dziś umyłam zęby o 7.00 i zjadłam jabłko".
To niezwykle rzeczowe i profesjonalne teksty, pełne informacji merytorycznych, które interesują wiele (rzeczywistych) osób i wielu osobom się przydają. Autorka ani się nad sobą nie użala, ani nie "gada" sama do siebie.

Wychodzenie do ludzi w internecie TAKŻE jest formą wychodzenia do ludzi.

Zgadzam się z Twoimi teoriami na temat szukania szczęścia, jednak uwaga co do zastanawiania się nad sobą jest co najmniej dziwna. Nic, co pisze tutaj autorka, nie uzasadnia potrzeby "zastanowienia się nad sobą", a już na pewno nie wskazuje, by była ona większa, niż potrzeba zastanawiania się nad sobą każdego z nas, na bieżąco.
-
Gość: wiadomo, *.static-ip.telepacific.net
2016/09/07 18:17:43
czesc, kazdy niesie wlasny krzyz, a ja chce Ci jakos pomoc, trzeba isc przez zycie jak burza, z podniesionym nosem, zyc dla siebie i wlasnego poznania. I wcale nie jest latwo rozpoznac swoje prawdziwe motywy dzialania - np. to co Cie naprawde cieszy. Dlatego trzeba sie zastanawiac. Zastanawiac w sensie konstruktywnym, rzeczowym, doslownym, a nie w sensie popularnego znaczenia zdania "zastanawianie sie". Np. dlaczego cos sie dzieje, dlaczego tak robie, dlaczego tak mysle, czy zgadzam sie z wlasnym ogladem spraw o ktorych mowie? Czy naprawde tak chce, czy tylko formuluje hipotezy, ktore bronie przed samym soba? Ludziom trzeba pomagac, bloga nalezy prowadzic, ale trzeba tez umiec rozpoznawac sytuacje, w ktorej powinno sie wyjsc z wlasnego schematu, wyskoczyc z krepujacych wiezow wlasnego swiatopogladu. Poglady sie zmienia i to czlowiekowi dosyc dobrze robi, wazne, zeby to umiec robic szybko. Szybko, szybko zalapac o co chodzi i isc do przodu z bogatszym doswiadczeniem. Samo sie nie zrobi, jak sie samemu nie zrobi.
-
2016/09/08 00:33:12
Kolego WiadomoKto. Strasznie dużo w Twoim komentarzu "trzeba...", "musisz...", "powinno się". Otóż nie, nic nie powinno się, niczego nie trzeba i nikt niczego nie musi. Może co najwyżej chcieć. A o tym, czego chce, zewnętrzny świat mu raczej nie powie.
To tak z psychologicznego punktu widzenia;)
-
Gość: Teodor, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/09/08 01:56:38
Katju ,napisz coś o tym memie na końcu, bo był bardzo zabawny. I nieco wyrwany z kontekstu - mam wrażenie, że za ty kryje się jakaś nieopowiedziana historia, która by mi się przydała...
-
2016/09/09 00:15:07
Hmmm... ciekawa historia...
No to tak: dwa lata temu zrobiłam szkic notki. Wyszukałam na necie ciekawe obrazki dotyczące nawiązywania znajomości, dorzuciłam tytuł i zorientowałam się, że w sumie to jest październik i za późno na takie teksty. Rok później znowu zrobiłam jakąś obsuwę, ale w tym już przypilnowałam daty i napisałam tekst we właściwym terminie! Tak było :)
-
Gość: rgfdgdfh, *.dynamic.mm.pl
2016/09/10 20:32:42
o ty pierdolona autystko, ja ci dam odrzucać moje konstruktywne komentarze
unsub
-
2016/09/11 11:35:51
Jedna moja znajoma wrzuciła kiedyś na fb komiks o spotkaniu ludzi, którzy nienawidzą ludzi ( www.glosywmojejglowie.pl/2012/05/14/nienawisc-do-ludzi/ ), i mnie w nim oznaczyła. I coś w tym jest. Zawsze lepiej się dogadywałum z aspołecznymi dziwakami, nerdami i innymi odmieńcami niż z tzw. normalnymi ludźmi. I gdybym, posiadając obecną wiedzę i obecne umiejętności, ponownie znalazłu się w szkole, z próbami zaprzyjaźnienia się z przypadkowymi rówieśnikami od razu dałubym sobie spokój. Dążyłubym do tego, żeby mi nie szkodzili. I tylko tyle.

A młodszym kolegom i koleżankom radzę zapoznać się z tym tekstem:

www.meltingasphalt.com/social-status-down-the-rabbit-hole/

I wyciągnąć z niego wnioski.
-
Gość: Aga, 194.181.137.*
2016/09/12 23:31:39
Jestem, jak Ty to nazywasz, neurotypowa. Jeśli mogę Ci coś doradzić, to po tych pierwszych paru tygodniach robienia dobrego wrażenia, kiedy już wszyscy zorientują się, że jesteś dziwna, powiedz po prostu, że masz ZA , ale mimo to chcesz mieć znajomych/przyjaciół i potrzebujesz ich pomocy. Bądź szczera i miła. Może się uda. Powodzenia.
-
Gość: wiadomo, *.static-ip.telepacific.net
2016/09/14 00:45:17
Chyba zostalem zle zrozumiany.

"Otóż nie, nic nie powinno się, niczego nie trzeba i nikt niczego nie musi. Może co najwyżej chcieć. A o tym, czego chce, zewnętrzny świat mu raczej nie powie."

Pierwsze slysze, ze nie trzeba sie zastanawiac, nie powinno sie zastanawiac i nie musi sie zastanawiac. Wlasnie dlatego nalezy, trzeba i musi sie zastanawiac, bo jak czlowiek sam nie wymysli - to kto mu powie? Swiat zewnetrzny mu nie powie.
Jak mozna komus powiedziec, zeby nie myslal?


Swiat zewnetrzny ma zwykle gdzies co ktos tam mysli i mowi - tak juz jest w zyciu, ze malo co nas obchodzi. To jest po prostu obojetne. Warto jednak czasem zwrocic uwage na to, ze myslimy inaczej. I moze dzieki temu jest lepsza perspektywa i lepsza platforma do przekazu. Kazdy ma swoja droge i swoje metody. I doswiadczenie.
My dzieki temu blogowi mamy bardzo dobry poglad na to, co mysli nasza gospodyni - ale gospodyni najwyrazniej ma trudniej. Nawet intencje sa zle odczytanie. No, ale pozdrawiam serdecznie.
-
Gość: , *.16-3.cable.virginm.net
2016/09/17 23:16:36
Troche z innej beczki ale uwazam, ze to istotne . Osoby z ZA czesto maja problem z higiena z czego zazwyczaj sobie nie zdaja sprawy. Zadne "sztuczki psychologiczne" czy strategie nie pomoga jesli ma sie brudne paznokcie, tluste wlosy czy w najgorszym przypadku przydko sie pachnie- neurotypowi bardzo zwracaja uwage na takie rzeczy. Aha - standardy dbania o siebie sa u neurotypowych zupelnie inne, to o u nas "ujdzie" i "nie jest tak zle" u nich jest nie do przyjecia. Albo osoba z ZA czesto po prostu na te rzeczy nie zwraca uwagi a oni tak i to bardzo.
Imprezy bym odradzala bo wtedy latwiej wyjsc na dziwolaga. Szczeglnie jesli sie nie pije, osoby pijace na imprezach nie lubia tych niepijacych i bardziej mozna zaszkodzic sobie niz pomoc. Poza tym impreza to zazwyczaj duzo osob w jednym miejscu a takze halas... ogolnie nie poleam
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2016/09/30 15:13:48
Witaj Katju. Mam kilka pytanek dotyczących sposobu przeprowadzania diagnostyki ZA u dorosłych.

1. Czy diagnozowanie opiera się wyłącznie na rozmowie i przytaczaniu wspomnień, czy może trzeba wypełniać jakieś arkusze? Jeśli tak, to czy pamiętasz jakie? MMPI, SCID-II ?

2. Kto tak na prawdę diagnozuje - psycholog kliniczny, czy psychiatra? Słyszałem, że psychiatra zleca brudną robotę psychologom, zaś sam ogranicza swoją rolę do wystawienia papierka.

3. Czy słyszałaś o czymś takim, że chcąc sobie zdiagnozować ZA, trzeba mieć najpierw jakiś świstek o podejrzeniu ZA, bo bez tego ani rusz?
-
2016/10/06 16:14:23
@ Nerd:
1. Mi dali do rozwiązania test na rozpoznawanie emocji na podstawie wyrazu twarzy, ale jego wynik nie miał decydującego znaczenia.

2. Rozmawiałum i z psychologiem, i z psychiatrą. Mniej więcej przez tyle samo czasu z obydwoma. Za to wynik diagnozy omawiał ze mną już tylko psycholog.

3. Nic takiego nie jest wymagane.
-
2016/10/06 17:55:30
1. Jedno i drugie. Jest rozmowa z pacjentem i jego bliskimi, analiza dokumentów z przeszłości (świadectwa szkolne, opinie z poradni, pamiętniki, nagrania, zdjęcia), są też do rozwiązania testy, zwykle dotyczące emocji i empatii. Można dać MMPI w celu poznania osobowości i pogłębionej diagnostyki, ale nie ma konkretnego wzorca wyników MMPI dla autyzmu.
2. To zależy od konkretnego ośrodka, ja rozmawiałam z psychocosiami wszelkiej maści.
3. Nie trzeba mieć żadnych świstków o podejrzeniu. Wystarczy podejrzenie pacjenta lub rodziny.
-
Gość: Rysio, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/11/26 18:31:01
Mój przypadek jest dziwny (mam wiele za ASD, ale mam także wielką empatię i nie mam problemów (przeważnie) z kontaktem z ludźmi, preferuję kontakt osobisty, nie lubię maili i telefonów bo nie mogę odczytać emocji).

Na własnym przypadku mogę powiedzieć że zmiana środowiska jest doskonałą okazją do przełamania się. Oczywiście to zależy od środowiska w jakie się wchodzi. Ja trafiłem na studia informatyczne i to był zbiór fajnych ludzi. Od razu założyłem sobie że:

-Widząc kogoś znajomego, choćby z widzenia/innego roku nie uciekam na drugą stronę ulicy, tylko muszę do niego podejść i zamienić z nim minimum dwa zdania. To była ciężka praca, ale opłaciła się - totalnie mnie zaskoczyło że po dwóch semestrach byłem chyba najbardziej lubianym człowiekiem na roku, a niektórzy myśleli że jestem drugoroczny bo tak z każdym gadam i dużo wiem o uczelni. (jeśli prowadzisz dużo rozmów, dowiadujesz się przydatnych rzeczy, które komuś mogą być potrzebne. np. co było rok temu na egzaminie, jaki jest dany wykładowca, itp.)

-Unikanie kontrowersyjnych tematów, pogrążyć się polityką to już żenada na całego. Nawet jeśli masz inne zdanie, szanuj rozmówcę i nie narzucaj swojego, nie informuj o swoich poglądach. Nawet jak inni kogoś obgadują rozmawiaj z nimi, uśmiechnij się, ale nigdy sam nie mów złego słowa o innym. Wyjdziesz na wyważonego/poważnego człowieka.

-jak z kimś rozmawiasz patrz w oczy - nie unikaj wzorku, ale nie patrz cały czas bo wyjdziesz na psychopatę:) To dla mnie było ciężkie, ale się przemogłem - działa to też na studiach - wykładowca łatwo obleje człowieka patrzącego w podłogę, natomiast mając kontakt wzrokowy ciężej wykładowcy oblać kogoś, nawet jeśli nic nie quma.

- i teraz kontrowersyjna rada, ale mi pomogła - naucz się palić - ja tylko paliłem z ludźmi (uznałem że jak sam zapalę to tak jakbym sam flachę pił - nałóg) czasem inwestowałem w paczkę fajek, mogłem wtedy częstować ludzi - wtedy chętniej rozmawiają. Tak poznałem kilka osób ze starszych lat, które dzieliły się przydatną wiedzą o uczelni. Jak ludzie wychodzą "na fajkę" to jest okazja żeby pogadać, szczególnie z nieznajomymi.

-higiena - mogłem nad jednym projektem koderskim spędzić 2 tygodnie bez zmieniania ubrania i bielizny, jednak jak jesteś miedzy ludźmi zmieniaj bieliznę codziennie i się myj, w sumie jedynie zapach może być czymś co odstręcza od Ciebie ludzi więc po co się czegoś wstydzić, wygląd nie ma dużego znaczenia, choć powinien być schludny