Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Blog > Komentarze do wpisu

JAZDA!

Minął miesiąc od kiedy rozpoczęłam pracę i już wylądowałam na L4. Tak, dobrze czytacie - siedzę na zwolnieniu. Dziś leci już trzeci dzień. Co takiego zrobiłam? Czy dostałam dzikiego szału i przyjechała po mnie karetka z pasami bezpieczeństwa? A może chodzenie do pracy to dla mnie zbyt duży wysiłek?

A gdzie tam. Dostałam zwyczajnej, nudnej grypy. Takiej z gorączką, katarem, kaszlem i bólem mięśni. Takiej, kiedy człowiek jest niebezpieczny dla siebie (bo zamulony gorączką) i dla otoczenia (bo zakaźny). Może trochę głupio, że już po miesiącu poszłam na zwolnienie, no ale wirus grypy nie pyta o staż pracy. Mogło być gorzej, na przykład zaraz po rozpoczęciu, no nie?

 

Wszędzie wokół słychać o maturach i robieniu prawa jazdy. To w sumie naturalna sprawa - ludzie kończą szkoły, zdają maturę i mają parę miesięcy wolnego. Nic, tylko wykorzystać ten czas na kursy i egzaminy.

Niedawno odwiedziła mnie Zakładka i opowiadała między innymi o tym, że jej syn też chce zdawać na prawko. Ja mam to już od dziewięciu lat za sobą i opowiem wam jak to u mnie wyglądało.

 

 

 



 

 

Prawo jazdy tym się różni od matury, że nie ma tam żadnych dostosowań i ułatwień. Każdy zdaje na dokładnie tych samych zasadach. Albo się uda, albo nie. Wszystko zależy od indywidualnych umiejętności, nie od bycia w spektrum lub nie. Jeśli jesteś w stanie zrobić kurs i zdać egzamin, to możesz jeździć. Przy czym uważam, że jeśli liczba tych egzaminów przekracza 5 (3 podejścia + 2 na wyjątkowego pecha), to niestety, ale raczej nie nadajesz się na kierowcę. 

W sumie jak pomyślę o ludziach, co zdali za 5+ razem, to oni zwykle i tak nie jeżdżą. Mają sobie to prawo jazdy dla formalności, ale i tak nie korzystają.

Mój kurs rozwlekł się w czasie z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że dokupiłam sobie sporo godzin, żeby wyćwiczyć koordynację. Drugi to taki, że na egzamin trzeba było czekać dwa miesiące. Centrum Gdańska było wówczas rozkopane i nikt nie chciał zdawać w tamtejszym ośrodku. Wszyscy zwalili się do Gdyni, przez co tworzyły się ogromne kolejki. Oczywiście mało kto zdaje za pierwszym razem, więc tłum się zagęszczał.

 

 

Zdawałam egzamin w Gdyni!

 

 

 

Kiedy uczyłam się jeździć i zdawałam egzamin, miałam orzeczenie o niepełnosprawności. Nikt o nim jednak nie wiedział, bo nie było to nikomu do niczego potrzebne. Badania lekarskie sprawdzają tylko czy widzę i słyszę - więcej nie trzeba, wszystko i tak wychodzi na kursie.

Uczył mnie stary facet o imieniu Andrzej, który też był mało towarzyski i nie odzywał się poza wymaganą normę. Placu nauczyłam się szybko i wkrótce mogłam robić ten słynny łuk z zamkniętymi oczami. Najtrudniejsze było ruszanie i zmiana biegów - ale to chyba standardowe problemy kursantów. Na mojej drugiej lekcji na mieście osiem razy zgasł mi silnik na skrzyżowaniu w centrum Gdyni. Pan Andrzej wydzierał się na mnie, ludzie wokół trąbili, a ja nie mogłam ruszyć. W końcu powiedział mi, że ruszam z dwójki. Po tej lekcji wysiadłam spocona i trzęsły mi się nogi.

Zdarzało mi się wjeżdżać na krawężniki i blokować skrzyżowania, ale nigdy nie odwaliłam niczego w stylu ludzi z poniższego filmiku. Dalsze części i ogólnie cały program są dostępne na youtubie, jeśli chcecie się pośmiać.

 

 

 

 

 

Przez bardzo długi czas nie mogłam opanować zmiany biegów i skoordynowania wszystkich czynności wokół. Byłam święcie przekonana, że jeśli zdam, to będę musiała jeździć samochodem z automatyczną skrzynią biegów. Jeśli w ogóle zdam - w końcu jazda samochodem nie jest taka prosta. Trzeba patrzeć na drogę, znaki, pilnować wszystkiego wokół, opanować nogi, ręce, kontrolować biegi i prędkość... strasznie dużo rzeczy. Z tego powodu dokupiłam sobie drugą serię godzin i dobrze na tym wyszłam.

Jeśli chodzi o zmianę biegów, to w końcu się tego nauczyłam i daję sobie z tym radę. Znam jeszcze dwie osoby z Aspergerem, które mają prawo jazdy i obie jeżdżą na automacie. Wy też znacie te osoby - to Marek i Wanderratte. Miałam okazję jeździć z jednym i drugim i było zupełnie normalnie. Wśród ludzi pokutuje takie przekonanie, że automat jest dla nieudaczników, natomiast Prawdziwy Kierowca musi jeździć na manualu. Kto nie używa manuala, ten nie umie jeździć. A tak naprawdę to ważne jest patrzenie na drogę, nie gmeranie przy drążku.

W końcu przyszedł ten straszny dzień egzaminu. Zdawałam go w sobotę o ósmej rano. W nocy przed egzaminem spadł śnieg i rano po ulicach jeździły pługi z piaskarkami. Zapowiadało się ostro.

Moja grupa liczyła dziesięć osób. Teorię zdały cztery, w tym ja. Przed wejściem na plac okazało się, że będzie ruszanie pod górkę, którego pan Andrzej nigdy ze mną nie przerabiał. Jakaś babka powiedziała mi, co należy robić. Udało się. Byłam jedną z dwóch osób, które wyjechały na miasto. Śmigałam po zaśnieżonych drogach i wszystko szło dobrze. Egzaminator kazał mi zaparkować pod sklepem w zaspie śniegu. Zapytałam go, czy dobrze się czuje. Powiedział, że tak - no dobra, jedziemy, sam chciał. No i się zakopaliśmy.

W ten sposób na egzaminie poznałam wyjeżdżanie z zaspy przez rozbujanie auta. Ale po raz kolejny się udało! Głupi ma szczęście!

Jeździliśmy jeszcze trochę po mieście i wszystko szło dobrze, nie dawałam się nawet w nic wkręcić. Nie wiem, czy u was też tak robili, ale u nas standardem było to, że egzaminator próbował oszukiwać zdającego. Na przykład kazał skręcić gdzieś, gdzie jest zakaz wjazdu albo coś w tym stylu.

Jazda trwała już dość długo i zaczęliśmy się kierować w stronę ośrodka. Może zdam za pierwszym razem? Muszę skręcić na światłach w lewo, tak jak to auto przed nami. No to podążam za tym autem i przejeżdżam przez skrzyżowanie... na czerwonym.

W ten oto sposób nie zdałam egzaminu na prawo jazdy z powodu nieznajomości sygnalizacji świetlnej. Tak mi wpisali w protokole. Jeśli trzymają te protokoły w jakichś archiwach, to mają dowód na to, że w wieku dziewiętnastu lat nie znałam kolorów świateł. 

 

 

 

Niewiele brakowało!

 

 

 

Po oblanym egzaminie musiałam czekać dwa miesiące na następny. W tym czasie wykupiłam sobie kolejne jazdy, ale tym razem u innego instruktora. Zmiana instruktora dobrze robi, bo nowy zwraca uwagę na inne rzeczy i nie jest przyzwyczajony do kursanta. Tym razem jeździłam z panem Maćkiem, który był młodszy i nie wydzierał się tyle, co pan Andrzej. Nie puszczał też Gosi Andrzejewicz w samochodzie. Do tej pory, kiedy słyszę jakąś piosenkę Gosi Andrzejewicz, to przypomina mi się kurs prawa jazdy.

Drugi egzamin zdałam bez większych problemów. Jednak i tak nie jeździłam autem, bo go nie miałam. Okazja trafiła się dopiero pięć lat później, kiedy trafił mi się nieużywany Matiz. Nieużywany w sensie stojący w garażu, nie nowy. Nowy zdecydowanie nie był, był stary i poobijany. No ale zawsze to coś.

Wykupiłam sobie kilka godzin w celu przypomnienia jak się jeździ. Na początku było nieco dziwnie, ale wszystko sobie przypomniałam. Najtrudniejsze były wizyty w Urzędzie Skarbowym i Wydziale Komunikacji. Dostałam dokładne instrukcje, co mam zrobić i poszłam tam zupełnie sama. Z urzędnikami sobie jakoś poradziłam bez większej zawiechy, ale zostawiłam tablice rejestracyjne w US i ludzie wpychali się przede mnie w kolejce. W WK stałam strasznie długo w kolejce. W pewnym momencie ktoś z rodziny do mnie przyszedł, bo zaczęli się martwić. Jednak nic się nie stało, po prostu kolejka była duża i ludzie się wpychali.

No i udało się! Zostałam oficjalnie właścicielką starego Matiza! Niewiele nim jeżdżę, bo nie ma takiej potrzeby. Komunikacja miejska działa u nas dobrze, a ja mam chorobę lokomocyjną. Poza tym uważam, że samochód przydaje się, jeśli ktoś mieszka na zadupiu. W mieście służy głównie do popisywania się i generowania korków. W rezultacie jeżdżę bardzo rzadko, głównie właśnie na jakieś zadupia. Najdłuższa trasa to wakacje w okolicach Kościerzyny, które opisywałam wam tutaj.

Jeżdżę zupełnie przeciętnie - ani jakoś super, ani tragicznie. Ale matka i tak za każdym razem wariuje i uważa, że jeżdżę jak na obrazku poniżej.

 

 

 

 

 

Ogólnie ludzie z ASD mogą jeździć samochodem. Czasem nauka zajmuje więcej czasu, czasem przydaje się automatyczna skrzynia biegów, ale ogólnie jest to możliwe i całkiem przydatne. Problemy mogą pojawić się przy:

  • koordynacji wszystkich czynności,
  • zmianie biegów,
  • szybkości reakcji,
  • przewidywaniu sytuacji na drodze,
  • płynnych zmianach np. prędkości - nie jeździmy przecież tak, że zmieniamy ją dopiero przy znaku, ale stopniowo wcześniej.

Większość z tych rzeczy można podciągnąć dłuższą nauką lub różnymi wspomagaczami - czy to wspomniana już skrzynia biegów, ale także takie wynalazki jak czujnik parkowania i podobne. Po to one są, żeby ułatwiać ludziom życie.

Jeśli jednak się nie uda, no to cóż - wielu neurotypowych też nie nadaje się do prowadzenia samochodu. Oni mają jednak ten komfort, że nie podciąga się wszystkiego, co robią do zaburzeń. Jeśli neurotypowy Jaś nie radzi sobie z czymś, to trudno, ludzie są różni, na pewno umie robić inne rzeczy. Jeśli autystyczna Małgosia sobie z czymś nie radzi, to wina autyzmu, w ogóle autycy się nie nadają do takich rzeczy, to są chorzy ludzie. A jeśli sobie radzi, to udaje i nie ma autyzmu. To są podwójne standardy, które nadają się na osobną notkę.

Czy są tu inne osoby ze spektrum, które mają prawo jazdy? Jak wspominacie naukę? Jak sobie radzicie na co dzień? Dostajecie mandaty? Ja na szczęście jeszcze nie zaliczyłam żadnego i oby tak zostało. Nie wiem, jak zachowałabym się w sytuacji mandatu albo jakiejś kolizji. Zwłaszcza to drugie mogłoby być straszne. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała sprawdzać tego na żywo.

 

 

 

 

piątek, 20 maja 2016, katja.asd

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: MW, *.lublin.mm.pl
2016/05/21 00:45:48
Mam prawko od dobrych sześciu lat. Długo, dłuuugo odgrażałam się że nie chcę i nie potrzebuję, a potem okazało się, że dojeżdżanie do pracy z Gdyni w okolice lotniska komunikacją miejską zajmuje godzinę - półtorej, a samochodem dwadzieścia minut. No to zrobiłam. Za pierwszym razem oblałam na tym nieszczęsnym rękawie (w dodatku z przodu, wstych i hańba), ale dodatkowe godziny z innym instruktorem faktycznie pomogły.

Jeżdżę na ręcznej skrzyni biegów i nie narzekam, ale też i od dziecka byłam przyzwyczajona do robienia innych rzeczy prawą ręką, a innych lewą (długie lata gry na pianinie). Na ulicy najbardziej denerwuje mnie nieogarnięcie większości kierowców. Ja przewiduję sytuację z wyprzedzeniem, patrzę nie tylko na zadek samochodu przede mną, ale i na poprzednika (a jak się da - nawet i dwa naprzód), nie zapominam o lusterku wstecznym i tak dalej, a ludzie jeżdżą jakby im się wydawało że na drodze są sami.

Nic tak nie zabija wiary w inteligencję społeczeństwa jak zrobienie prawa jazdy...
-
2016/05/21 06:41:10
@ Katja:
> Miałam okazję jeździć z jednym i drugim i było zupełnie normalnie. Wśród ludzi pokutuje takie przekonanie, że automat jest dla nieudaczników, natomiast Prawdziwy Kierowca musi jeździć na manualu. Kto nie używa manuala, ten nie umie jeździć. A tak naprawdę to ważne jest patrzenie na drogę, nie gmeranie przy drążku.

W USA zdecydowana większość ludzi jeździ wozem z automatyczną skrzynią biegów, a stosunek liczby zabitych w wypadkach drogowych do liczby pojazdów jest niższy niż w Polsce ( en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_traffic-related_death_rate ). Do tego pokonywane przez Amerykanów odległości prawdopodobnie są większe, więc gdyby zamiast liczby samochodów i motorów uwzględnić liczbę przejechanych kilometrów, to różnica prawdopodobnie byłaby jeszcze bardziej na korzyść "nieudaczników, którzy nawet normalnego samochodu prowadzić nie umieją".
A ja od dawna powtarzam, że gdybym chciału bawić się w rekonstrukcję historyczną, to wybrałubym machanie toporem lub mieczem, a nie dźwignią zmiany biegów. Przy czym egzamin zdałum na manualu. Za drugim razem.
-
2016/05/21 08:37:14
"Niewiele nim jeżdżę, bo nie ma takiej potrzeby. Komunikacja miejska działa u nas dobrze, a ja mam chorobę lokomocyjną."

A w autobusie nie masz choroby lokomocyjnej?
Jestem osobą neurotypową, ale od dziecka mam chorobę lokomocyjną - kiedyś bywało naprawdę niefajnie, a teraz jest lepiej. W dodatku okazało się, że jak sama prowadzę samochód, to w ogóle mnie nie mdli - nie jestem bezradnym pakunkiem miotanym w te i we wte, tylko siedzę w miejscu, a samochód dostosowuje się do moich ruchów. No i mogę sobie ustawić zimny nawiew na twarz.
Za to w autobusach i taksówkach jest zwykle nieproporcjonalnie gorąco i duszno i robi mi się niedobrze :-(

BTW Matiz to bardzo fajne auto, sama takie miałam przez kilka lat i bardzo cieszyłam się, że ma pięcioro drzwi jak "normalny samochód", a nie troje jak maluch.
-
2016/05/21 14:24:22
@ magdalaena1977:
> Za to w autobusach i taksówkach jest zwykle nieproporcjonalnie gorąco i duszno i robi mi się niedobrze :-(

O właśnie, właśnie. Gorąco i duszno. A do tego głośno i za dużo ludzi w stosunku do dostępnej przestrzeni. Dlatego od mniej więcej trzeciego roku studiów prawie nie jeżdżę zbiorkomem. Zanim zrobiłum prawko, jeździłum głównie rowerem. Teraz też lubię jeździć na rowerze, ale nie robię tego tak często.
-
2016/05/21 14:53:50
Mam chorobę lokomocyjną w samochodach i autobusach, dlatego jeżdżę pociągiem/tramwajem i chodzę pieszo. W Trójmieście polegam głównie na SKM. Jeśli mam do wyboru autobus lub tramwaj, to wybieram tramwaj. Jeśli mam czas i nie targam wielkich bagaży, to wolę przejść się parę kilometrów pieszo. Ja naprawdę lubię spacery!
-
Gość: puma1982, *.wejherowo.vectranet.pl
2016/05/24 23:41:41
Jako żona mechanika chciałabym obalić mit: automat=nieudacznik :D . Gdyby to było prawdą to każdy właściciel luksusowego Mercedesa S klasy, Audi Q 7, VW Touarega musiałby być nieudacznikiem :D. Od lat jeździmy automatami i jeśli się o nie dba to są tańsze w eksploatacji niż skrzynie ręczne, a o wygodzie nie wspomnę. Jestem niezdiagnozowaną ZA - prawo jazdy mam od 10 lat. Moim największym problemem jest jazda z prędkością powyżej 100 km/h , strasznie się spinam bo obraz mi miga, więc dłuższa trasa mnie wykańcza. Jeśli chodzi o ilość podejść to znam lekarza który zdawał kilkanaście razy ,a dziś jeździ trasy po Europie , więc myślę że to jest kwestia indywidualna.
-
2016/05/26 12:35:20
Jeśli chodzi o ilość podejść to IMO nie ma reguły. Wystarczy trafić auto z inaczej ustawionym sprzęgłem, żeby łatwo uwalić egzamin. Albo inny auta model, niż ten, na którym uczyliśmy się jeździć. Albo mieć złego instruktora (jak krzyczał, to raczej był zły, gorszy jest chyba tylko taki, który nie daje uwag) I piszę to z perspektywy kierowcy z prawkiem od kilkunastu lat i przejechaną długością równika parę razy. Sam zdawałem dwa razy: raz uwaliłem na Seacie plac, za drugim razem zdałem całość. Na maluchu. Uczyłem się jeździć na dużym fiacie (większość) i maluchu (trochę). No i kiedyś było 20h jazd na kursie. Sorry, to nie jest ilość, żeby się czegokolwiek sensownego nauczyć. 40h też nie jest. ;-)

Jeśli chodzi o szybkość reakcji, to IMO nie jest ona aż tak istotna. To nie jazda sportowa. Przytłaczającą większość rzeczy na drodze można przewidzieć i po prostu dostosować się. Jasne, jest promil sytuacji, kiedy się szybkość reakcji przydaje, ale w praktyce na szybkość reakcji rzutuje masa czynników, choćby zmęczenie, rozkojarzenie, rozmowa z pasażerem itp.

Co do skrzyni biegów - nie wiem jak jest przy ASD, ale większość kierowców na początku myśli o biegach. Z praktyki - potem zmienia się je odruchowo i ogólnie lewa noga działa podświadomie. Co łatwo sprawdzić prosząc bardziej doświadczonego kierowcę, żeby zatrzymał się naciskając hamulec lewą nogą (polecam z niewielkiej prędkości i jak w pobliżu nic nie ma, raczej skończy się gwałtownym hamowaniem hamowaniem i lądowaniem na szybie). ;-)

No i ogólnie, większość rzeczy przychodzi z czasem. Ja mam taką prywatną skalę - poniżej 10k km - ma prawko, nie umie jeździć, powyżej 40k km - w miarę umie jeździć. Oczywiście są wyjątki, w obie strony.
-
Gość: dq, *.dynamic.chello.pl
2016/05/26 20:59:20
witam, ja mam ZA - dowiedziałam się niedawno, kilka lat po moim kursie na prawko. Sam kurs wspominam dobrze, miałam cierpliwego instruktora, taka jazda samochodem bez brania odpowiedzialności za swoje czyny sprawiała mi frajdę :) mimo to stres był ogromny i wykupiłam sporo dodatkowych godzin, a sam egzamin zdałam za trzecim podejściem. Po odebraniu prawka jeździłam sporo, jednak prawie zawsze ktoś mnie pilnował :) jednak po urodzeniu dziecka przestałam jeździć. Jechałam z synkiem na szczepienie - centrum miasta, godziny szczytu, mały płacze, ja zastanawiam się jak zmienić pas z powodu dużego ruchu i za jakiś czas uświadamiam sobie, że musiałam nie zauważyć czerwonego światła, bo wokół mnie zrobiło się pusto :P i tym sposobem zdałam sobie sprawę, że jestem sporym zagrożeniem na drodze, po prostu nie ogarniam tego, za dużo wszystkiego... No i nie jeżdżę wcale, chociaż tęsknię za tym jak cholera. No i mam taką traumę, że żeby wrócić za kółko musiałabym chyba ze 100 godzin jazd wykupić :P
-
Gość: wrukw, *.dynamic.mm.pl
2016/05/30 19:09:25
"uważam, że jeśli liczba tych egzaminów przekracza 5 (3 podejścia + 2 na wyjątkowego pecha), to niestety, ale raczej nie nadajesz się na kierowcę"
Bo skoro na poprzednich 5 egzaminach nie umiałeś jeździć to już nie masz możliwości się nauczyć i jak zdałeś to dzięki fartowi?
Bo jazda wymaga jakiegoś talentu z którym trzeba się po prostu urodzić?
"jak pomyślę o ludziach, co zdali za 5+ razem, to oni zwykle i tak nie jeżdżą"
Jak to z doświadczeniem - każdy ma swoje. Znaczy no ja tam nie mam żadnego, ale wujek mi opowiadał, że z ludzi co zna to część pozdawała za n-tym i jeździ na co dzień, a inna część za pierwszym i w ogóle nie jeździ i żebym się nie przejmował i że też kiedyś zdam.
-
Gość: laiwiatr, *.static-ip.telepacific.net
2016/06/07 01:13:36
Na przeziebienie polykasz 500mg vit C co godzine wieczorem, przynajmiej 4 sztuki, aby utrzymac wysoki poziom vit C we krwi i wtedy wzmacniasz uklad odpornosciowy i grypa znika w 2 dni a czasem w kilka godzin. W szpitalach podaja czasem vit C przez caly dzien, do 5000 mg dziennie. Dlatego, ze vit C jest wydalana i trzeba co godzine, religijnie, aby utrzymac to w organizmie i utrzymac dzialanie ukl. odpornosciowego. Sa pastylki 1000 mg, ale wystarczy 500 co godzine. Wiekszych dawek nie trzeba. Daj znac czy pomoglo.
-
Gość: Witamina, 62.87.232.*
2016/06/20 19:07:16
"aby utrzymac wysoki poziom vit C we krwi i wtedy wzmacniasz uklad odpornosciowy i grypa znika w 2 dni a czasem w kilka godzin."

Sugeruję nie brać tych czyichś bredni na poważnie - rozumiem, że kilka godzin i ludzkość uporała się z problemem grypy? Rety, co za buIIshit...

Zero wiedzy - czysta, niczym niezmącona paranauka.
-
Gość: laiwiatr, *.static-ip.telepacific.net
2016/06/22 00:09:41
A co mialem powiedziec? Ze rozpuszcza sie w wodzie i jest absorbowana i transportowana przez glycoproteiny SVCT1 i SVCT2? Ja wole prosciej - rozpuszcza sie, wchlania, trafia do krwi, potem nerek a potem na zewnatrz. :-)

Vit C jest bardzo szybko wydalana i dlatego - powtarzam - w szpitalach laduja ludziom dawki siegajace 10,000 mg dziennie. Zycze milego dnia.
-
2016/06/22 21:37:16
Do tej pory nie mam prawka. 5 razy nawaliłem (za pierwszym razem kierunkowskaz, za drugim parkowanie,za trzecim czy czwartym - choroba,piąty raz chyba bo za długo czekałem z wycofaniem z drogi podporządkowanej - ale ja widziałem tam samochody !),potem przepisy się zmieniły, kasy jakoś nie było przez kilka lat, a w głębi duszy liczyłem,że może za jakiś czas upowszechnią się zabawki w stylu samochodu google. No i może upowszechnią się za mniej niż następne 10 lat,ale mnie na to jak czegoś wreszcie nie zmienię może nie być stać na bilet (bo w tą stronę to zmierza).

A gdybym ja urządzał samochód po swojemu to trzeba by to oddać do certyfikacji za kilka(naście) tysięcy. Nie bardzo wierzę,że Policja i urzędnicy by mi pozwolili przerobić samochód tak jak ja chciałbym nawet przy takich opłatach (a o tym ile by to kosztowało nie wspomnę).

Co do automatu - sprawy całkiem nie załatwia,bo jednak gdy pracodawcy w CV na niektóre prostsze stanowiska wymagają ciągle prawa jazdy, i prawko na automatyczną skrzynię biegów raczej nie będzie tu rozwiązaniem.

A tak przy okazji - jeśli to przeczytasz @katja.asd: gratulacje z okazji zdobycia pracy.
-
2016/06/22 21:45:04
Ps: Źle mi się napisało a się już wysłało więc 2 poprawki
1.Nie skasowane "gdy" pod koniec.
2.Oczywiście jeśli nie przeczytasz @ katja.asd - i tak gratulacje z okazji zdobycia pracy :)
(Ja tych gratulacji nie uzależniam od przeczytania mojego przydługiego posta a tak to też mogło być źle zrozumiane)
-
2016/06/26 23:32:15
@ 37bf00_znowu:
> Co do automatu - sprawy całkiem nie załatwia,bo jednak gdy pracodawcy w CV na niektóre prostsze stanowiska wymagają ciągle prawa jazdy, i prawko na automatyczną skrzynię biegów raczej nie będzie tu rozwiązaniem.

Zamiast uczyć się jeździć samochodem z ręczną skrzynią biegów lepiej zdobyć umiejętności, dzięki którym "prostsze stanowiska" będą czymś, co przytrafia się innym.
-
Gość: Teodor, *.gazeta.pl
2016/06/30 03:22:58
@Katja

Podobno niektórzy aspicy posiadają umiejętność rozpoznawania "swoich" - znaczy innych osób z ZA. Jak rozumiem jest to proporcjonalne do inteligencji i możliwości analitycznych, ale też zależy od możliwości obserwacji ( które zależą m.in. od stopnia integracji sensorycznej). Twoja inteligencja jest chyba dość wysoka, więc czy Ty również posiadasz tą umiejętność?
a) odnośnie ludzi widzianych w realu
b) odnośnie ludzi oglądanych na filmach, np. na videoblogach

(jeśli dodałem ten komentarz drugi raz to przepraszam)
-
Gość: Ko, *.play-internet.pl
2016/07/19 21:31:14
Przestalas pisac bloga ?
-
2016/07/21 01:12:51
Nie, po prostu jest ciężko pisać, jeśli twoje kierownictwo wszystko czyta i się czepia. Ale wrzucę coś niebawem.
-
Gość: Aerrae, *.dynamic.chello.pl
2016/07/29 16:06:00
Mam chorobę lokomocyjną, ale nigdy jak prowadzę :) To zupełnie co innego niż jechać jako pasażer. I chyba od nikogo wcześniej nie słyszałam czegoś takiego - wszyscy do tej pory potwierdzali to co sama odczuwam. Jeśli prowadzisz, to nie ma choroby lokomocyjnej ;) Jesteś pierwsza :D

-
Gość: Kasia, *.dynamic.chello.pl
2016/09/03 20:49:50
Hejka!
Pierwszy raz natknęłam się na Twojego bloga, super robota!
Mam zdiagnozowane cechy ASD i prawo jazdy. Egzamin miałam w wieku 18 lat, wtedy też ostatni raz prowadziłam. To było 20 lat temu.
Zbyt stresuje mnie nieprzewidywalność innych ludzi na drodze. Nie wiem, czy to związane z ASD.
A chorobę lokomocyjną też mam tylko jako pasażer, a nie jako kierowca :)
-
Gość: garf, *.ff.avast.com
2017/02/08 22:19:34
Hej,
przypadkiem tu trafiłem. Szukając po internetach informacji o AS, który, jak się okazało po niemalże pól wieku na tym świecie, jest też częścią mojego życia.
Prawo jazdy kat. B mam od 1990 czy 91, nie pamiętam. Zdawałem trzy razy, na przerdzewiałym na wylot maluchu palonym z podłogi (czy ktoś w ogóle kojarzy?). Potem, po kilku latach nabyłem własnego malucha... I trzeba było nauczyć się jeździć.
Udało się. Teraz, po około 20 latach na publicznych drogach i 8 samochodach, stwierdzam, że AS - przynajmniej w moim przypadku - zdecydowanie mi pomógł.
Czemu? Ano, nauczyłem się nie polegać na odruchach a po prostu wciąż pamiętać. Że lewa strona to ta, gdzie moje miejsce, że wajcha robi to a pedał tamto... Koncentracja.
Efekt? 20 lat bezszkodowej jazdy.
A, ostatnio mi odbiło i zdałem na A. Motocykl czeka na wiosnę a ja już się cieszę na letnie wyprawy :-)

Wniosek ogólny - MOŻNA. Trzeba tylko chcieć.