Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Blog > Komentarze do wpisu

CZYTANIE TO OKNO NA ŚWIAT

 

Pisałam już nieraz, że nauczyłam się czytać w wieku dwóch lat. Ktoś kiedyś zapytał mnie o proces nauki czytania - czy to pamiętam i jak to się działo, że zaczęłam widzieć znaczenie w ciągach abstrakcyjnych znaczków. Odpowiedziałam, że nie wiem. Nauka czytania nałożyła się czasowo z powstawaniem samoświadomości i zdolności do zapamiętywania wydarzeń. Oznacza to, że o ile mam w głowie przebłyski dotyczące książeczek, literek i innych akcesoriów, to samego procesu przyswajania już nie. Byłam o wiele za młoda, żeby móc to analizować na bieżąco. Nie mogę też cofnąć w głowie filmu i przemyśleć sprawy z dzisiejszej perspektywy, bo zapisało się za mało danych.

Ale mogę wam powiedzieć, co dała mi nauka czytania w tak wczesnym wieku. A dała naprawdę dużo.

 

 

 

 

 

Kiedy myślę o tym, pojawiają mi się w głowie sceny z filmu Temple Grandin o otwieraniu drzwi. Chodziło w nich o pojawianiu się zdarzeń, które otwierały nowe możliwości. Widzę też powiedzenie jak drzwi są zamknięte, to wejdź oknem, które oznacza szukanie obejścia, takiego planu B.

Czytanie było - i nadal jest - dla mnie takim obejściem. Dla autystycznego dziecka świat jest trudnym miejscem do zrozumienia. Niewiele uczymy się intuicyjnie czy przez naśladowanie. Ludzie i ich zachowanie to dla nas coś kompletnie bezsensownego i niezrozumiałego. Świat jest chaotyczny, bodźce napieprzają zewsząd jak oszalałe i nie wiadomo, co z tym zrobić.

Rozejrzyjcie się wokół i zobaczcie ile nasz świat zawiera tekstu. Napisy są wszędzie - w książkach, na opakowaniach, na budynkach. Są reklamy, znaki, tablice, różne opisy. Internet jest tekstowy. Mój przekaz, który właśnie czytacie, jest tekstowy.

Gdybym nie umiała czytać, świat wyglądałby dla mnie jak ta strona. Podejrzewam, że prawie nikt z was nie rozumie, o czym ona tak właściwie jest. Ale kiedy zmienicie język w opcjach na górze, nagle sytuacja się zmienia. Zaczynacie rozumieć i nawet się jakoś orientować.

Tym właśnie było dla mnie czytanie. Nie rozumiałam ludzi i ich dziwnych zwyczajów. Nie potrafiłam radzić sobie społecznie ani sensorycznie. Ale przynajmniej wiedziałam, gdzie jestem. I to był bardzo dobry początek.

 

 

 

 

 

 

 

Interakcje z ludźmi były zawsze dla mnie problemem. Do pewnego wieku byłam po prostu mocno nietypowym dzieckiem, ale nikt nie widział zaburzeń. Wszystko zaczęło się, kiedy poszłam do żłobka i zetknęłam się z większą grupą dzieci. Nie miałam pojęcia, co należy z nimi robić i dlaczego mam w ogóle coś z nimi robić. Do tego dywan strasznie śmierdział, a z sufitu waliły jarzeniówki. No to siedziałam sobie z boku i przekładałam sobie jakieś obiekty tam i z powrotem.

Wychowawczynie często podchodziły i pytały, dlaczego nie bawię się z dziećmi. Odpowiadałam, że nie umiem. Umiałam tylko wtedy, kiedy ktoś po kolei mówił mi, co mam robić. Z czasem nauczyłam się zabaw według scenariusza, z konkretnymi regułami. Ale jeśli reguł nie było, to pojawiał się problem. Mam się bawić. W porządku, ale w co? Z kim? Do kogo mam podejść i co mu powiedzieć? Co robić dalej?

Była to dla mnie wielka niewiadoma. Na szczęście miałam książki, w których bohaterowie bawili się i wspólnie przeżywali różne przygody. Mogłam wziąć taką książkę i poczytać o zabawach. Czy ogólnie o świecie, bo książki miały różną tematykę. Nie potrafiłam przyswoić tej wiedzy z obserwacji, bo ten kanał przepływu informacji był u mnie zamknięty. Za to otworzyłam sobie inny i poznawałam świat ludzkich interakcji drogą alternatywną. Poznawałam też słowa widząc je, bo w wersji mówionej nie były do końca zrozumiałe. Ważne jest dla mnie połączenie brzmienia słowa z jego wyglądem. To, co usłyszę, szybko odlatuje w niepamięć. To, co zobaczę, zapisuje się.

 

 

 

 

 

 

 

 

Podczas szukania informacji o wczesnej nauce czytania natrafiłam na zarzuty... odbierania dzieciństwa. Co za bzdura! W takim razie każdy rozwój odbiera dzieciństwo. Po co mówić, po co chodzić, skoro można pobyć nieco dłużej dzieckiem i kwilić w kołysce?

To chyba wymyślili ci sami ludzie, którzy dziwią się, że można czytać cokolwiek dla relaksu. Dla nich czytanie to męczący obowiązek.

Moja mama wpadła na pomysł bombardowania mnie językiem od niemowlaka i jestem jej za to wdzięczna jak cholera. Gdybym była izolowana od słowa pisanego do momentu pójścia do szkoły, być może nie pisałabym dzisiaj tego bloga. Nie rozumiałabym świata przepełnionego napisami. Nie mogłabym poznawać ludzkich zachowań z książek. Może czytanie o ludziach nie jest tym samym, co przebywanie z ludźmi, ale lepsza taka ścieżka rozwoju, niż żadna. A taki byłby właśnie mój rozwój społeczny - żaden.

Zamiast czytać książeczki i poznawać podstawy ludzkich interakcji, siedziałabym sama w kącie i układała zabawki w linie. Zamiast uczyć się gotowych zdań i przeprowadzać testy z ich użyciem, zajmowałabym się podziwianiem przesypywanego piasku. Tak, takie rzeczy są niesamowicie fascynujące i w żadnym wypadku nie są złe. Są po prostu inne. Ale na pewno nie rozwijają społecznie.

Człowiek jest (nie)stety istotą społeczną i musi sobie jakoś radzić w grupie. Powinien wiedzieć jak działają ludzie i jak należy się z nimi obchodzić. Pisałam wam już, że uczyłam się bycia nastolatką z pisemek typu Bravo. Znałam słownictwo, modnych artystów i trendy. Mogłam prowadzić swoje zmyślone życie wraz z bohaterami powieści. Mogłam uczyć się bycia człowiekiem, chociaż cały czas przebywałam za szybą.

Dzięki książkom poszerzałam słownictwo, utrwalałam zasady pisowni i ćwiczyłam pamięć. Tak jak neurotypowi. Ale uważam, że czytanie dało mi dużo więcej, niż daje neurotypowym. Dla mnie było tym oknem na świat, który oni mieli dostępny bez problemu.

 

 

 

 

 

 

 

Metoda, którą nauczyłam się czytać, to prawdopodobnie czytanie globalne. Nie jestem tego do końca pewna, bo byłam malutka, ale by pasowało. Nigdy nie literowałam ani nie sylabizowałam, tylko odbierałam słowo w całości. Nie zaczynałam od liter, tylko od obrazków z podpisami. Brzmi jak czytanie globalne właśnie.

Od razu mówię, że ten wpis nie jest reklamą czegokolwiek, tylko opisem moich własnych doświadczeń. Nie mam z tego żadnego zysku. A jeśli mam, to i tak nie znam danych do konta.

Znalazłam różne strony dotyczące nauki czytania. Tutaj jedna z nich (z komentarzem o odbieraniu dzieciństwa), tutaj bardziej o czytaniu typowo globalnym. Jeśli chodzi o treści nakierowane typowo na autyzm, to mam parę źródeł anglojęzycznych: Literacy Instruction, Autism Speaks i artykuł o tym, że czytanie to kluczowa umiejętność zamieszczony na blogu dotyczącym edukacji specjalnej.

Jeśli ktoś ma ochotę na książkę o dręczeniu dzieci i odbieraniu im dzieciństwa, to udostępniam pdfa pod tytułem When Babies Read. Zastosowanie grozi brakiem analfabetyzmu, poznawaniem świata, znajomością ortografii i gramatyki, czytaniem z dużą prędkością i byciem mądrzejszym od rodziców. To ostatnie wzięłabym w szczególności pod rozwagę.

 

 

Dodatek

Wpadłam jakiś czas temu na taką koncepcję, która może być prawdziwa lub nie. Na razie nie ma ona żadnych podstaw naukowych, więc należy ją potraktować z bardzo dużym sceptycyzmem.

Ludzki mózg uczy się pierwszego języka za pomocą mechanizmu o nazwie Language Acquisition Device. Jest to wrodzona zdolność do przyswajania gramatyki, która zanika w wieku mniej więcej pięciu lat. Oczywiście można się w dalszym ciągu nauczyć mówić, jednak jest to dużo trudniejsze. Okres krytyczny przyswajania pierwszego języka (First Language Acquisition) kończy się w wieku 12-13 lat. To zostało potwierdzone.

Mogę uczyć się różnych języków całkiem łatwo, ale zawsze będą to języki obce. Mój okres krytyczny przyswajania języka jako własnego już dawno minął.

 

 

 

 

 

 

Pomyślałam sobie, że może u ludzi z cięższą formą autyzmu ten okres krytyczny jest dużo krótszy i kończy się w całości około piątego roku życia. Sam LAD byłby aktywny tylko przez pierwsze dwa lata. Później jeszcze dwa-trzy lata jako-takiej przyswajalności i nagle koniec. Każdy język staje się od tej pory obcy. 

Takie skrócenie okresu krytycznego wyjaśniałoby regres rozwoju mowy i konieczność uczenia pierwszego języka jak obcego, w wielu przypadkach nieskutecznie. Zauważcie też, że osoby, które w wyniku różnych zaniedbań bardzo późno zaczęły uczyć się mówić, zachowują się podobnie do osób autystycznych. Pod względem komunikacyjnym oczywiście, nie w całości.

Zapytałam Noama Chomskiego, co myśli na ten temat. Odpowiedział, że brzmi całkiem sensownie, ale nie zajmuje się autyzmem. Skierował mnie do Maryanne Wolf, która siedzi w temacie lingwistyki i autyzmu, ADHD oraz dysleksji. Maryanne do dzisiaj nie odpowiedziała, ale mam nadzieję, że kiedyś to zrobi. Nawet jeśli odpowiedź będzie brzmiała Boże, co za bzdury, to i tak będę szczęśliwa. Będę przynajmniej wiedziała, czy dobrze kombinuję.

Co to ma wspólnego z czytaniem? Otóż być może, jeśli będziemy intensywnie uczyć dziecko języka od niemowlaka, to uda się wykorzystać LAD i cały okres krytyczny, dopóki jeszcze jest aktywny. 

Jest na sali lingwista?

 

 



 

poniedziałek, 08 lutego 2016, katja.asd

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Teodor, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/02/08 08:34:21
"Pisałam wam już, że uczyłam się bycia nastolatką z pisemek typu Bravo".

Rany! To chyba nie był zbyt kompetentny podręcznik do nauki :D

Nie chcę nikogo urazić, ale w tym wieku szczególnie nienawidziłem takich pisemek. W wieku gimnazjalnym z nudów czytałem raczej grube tomiszcza literatury klasycznej jak 'Quo Vadis', czy powieści sensacyjne lub fantastykę. Jesli książka była ciekawa to starczała na 1-3 dni, niezależnie od ilosci stron. Pochłaniałem też książki popularnonaukowe ( od dziecka ) , ale szczególnie interesowała mnie Historia Filozofii - lubiłem analizować różne twierdzenia, punkty widzenia, konfrontować je ze sobą, doszukiwać się sprzecznosci lub korelacji, formułować dowody i sprawdzać w innych źródłach. Co przełożyło się na zainteresowanie również innymi dziedzinami humanistycznymi: polityką, ideologiami, socjologią itd.
Czytałem również znalezione w domu na półkach książki o tematyce psychologicznej i w wieku 15 lat zetknąłem się po raz pierwszy z opisem Zespołu Aspergera; ponieważ nie znałem żadnej innej kategorii bardziej pasującej do moich zachowań społecznych zdiagnozowałem go u siebie. Nie miałem wtedy wtedy wystarczającej wiedzy, ani kompetencji do stawiania sobie diagnozy, ale cóż, psycholog szkolny znał się co najwyżej na podstawach NLP i ,poza tym, wcale nie miałem ochoty z nim się spotykać.
Niestety, rówieśnicy nie podzielali z moich zainteresowań...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Możesz coś napisać o samym procesie czytania książki beletrystycznej ?

U mnie wyglądało to tak, że biorąc do ręki ciekawą książkę, w mojej wyobraźni powstawała szczegółowa projekcja obrazu całego fikcyjnego świata. Następowało odcięcie od bodźców ze świata zewnętrznego; takie czynności jak przewracanie kartek, ulegały automatyzacji. Potrzeby mojego organizmu - pragnienie, głód, potrzeby fizjologiczne - były przez mnie ignorowane, chyba, że już dłużej nie mogłem ich powstrzymywać, wtedy oderwanie się od lektury wywoływało irytację na mój własny organizm.
Czytanie książki dla mnie było jak oglądanie filmu, czy może inaczej - jakbym się naćpał i miał wizje na jawie.
Natomiast tym, co mnie bardzo denerwowało były niespójności w fabule, które potrafiłem wyłapywać prawdopodobnie lepiej od autora. Skoro ja mam w głowie perfekcyjnie odwzorowany, spójny świat fikcyjny, który obserwuję jakbym w nim uczestniczył "na żywo" ,to wiem ,że bohater X nie mógł czegoś zrobić, bo to było sprzeczne z jego wzorcem psychologicznym, albo Y nie mógł nie widzieć o Z, bo było by to sprzeczne z chronologią wydarzeń.
Rozumiem, że jeżeli pisze się trzeci tom z rzędu, to można zapomnieć o czym napisało się w tomie pierwszym. :)
-
2016/02/08 21:29:15
Teodorze, wbrew pozorom był. Wiedziałam, czym się interesują moi rówieśnicy, jakie gwiazdy i jakie powiedzonka są na czasie i jakie zachowania są (nie)właściwe (np. historyjki "ale obciach"). To było takie studium przypadku w odcinkach i literatura podmiotu.
Oprócz Bravo czytałam oczywiście inne rzeczy - głównie jakieś kryminały, sensacje, książki z motywami wojennymi i po ileś razy Orwella albo Whartona. Z literatury fachowej czytałam głównie podręczniki medyczne, bo mamy ich pełno w domu. Psychologię miałam w tym wieku głęboko gdzieś, o istnieniu ZA dowiedziałam się dopiero, gdy psychocosie mi to wynaleźli. Wcześniej robiłam za autystyczno-adehadową, ale nie chciało mi się nad tym rozmyślać. Teraz nadrabiam :D

Kiedy czytam literaturę piękną, to widzę w głowie sekwencje obrazów, głównie jakieś kombinacje tego, co wcześniej widziałam na żywo. Modelowania psychologicznego postaci nie robię, dla mnie one po prostu sobie są i coś robią. Nie widzę ich w głowie jako ludzi, raczej jako zarysy - coś jak w snach.
Lektura mnie wciąga, ale co jakiś czas wstaję, zmieniam pozycję, chodzę sobie i rysuję. Długo bez ruchu nie wytrzymam, to samo mam zresztą na filmach. Jak się nie ruszam, to zaraz zasypiam :D
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2016/02/10 21:53:13
@Katja - ja pamiętam, że pogardzałem subkulturami i różnorakimi piśmidłami w stylu "Bravo". Zresztą - uważałem, że celem szkoły jest edukacja a nie kontakty z rówieśnikami. Na terenie szkoły nie odzywałem się do kolegów i koleżanek z podwórka, gdyż uważałem, że jest to niestosowne miejsce. Szkoła jawiła się jako miejsce stworzone przez dorosłych, gdzie zasady są ustalane odgórnie, zaś wszelka samowolka i docieranie się z rówieśnikami były potępione. Nauczyciele ścigali za przesiadywanie podczas przerw na parapetach, kazali spacerować w trakcie przerwy po głównym holu - zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Nie wolno było opuszczać budynku szkoły podczas przerw. Jeśli uczeń zadawał się z kolegami z wyższych roczników, to było to odpowiednio komentowane. Ksiądz na lekcjach religii potępiał czytanie pisemek młodzieżowych. Za karę były ośle ławki, stanie w kącie, czy klęczenie przed tablicą i modlenie się (na lekcjach religii). Jest jednak cena, którą przyszło mi w przyszłości zapłacić - wykształcenie mentalności podobnej może trochę do chłopa pańszczyźnianego, albo nawet do niektórych narodów Azji. To wieczne poczucie, że jest się wiecznym dzieckiem, gnojkiem, smarkaczem a przecież "dzieci i ryby głosu nie mają". To dziwne przekonanie, dominujące także w życiu dorosłym, że inni stoją w hierarchii wyżej (wiek, pozycja zawodowa) i trzeba być im bezwzględnie posłusznym. Wewnętrzne rozdarcie pomiędzy - z jednej strony - wymogiem podejmowania samodzielnych decyzji, zaś z drugiej - potrzebą podporządkowania się, pytania się o wszystko: czy mi wolno, czy tak wypada. Wiąże się z tym również lęk spowodowany obawą przed ujawnianiem swoich myśli, przed dążeniem do realizacji swoich potrzeb. Nie zapomnę zdziwienia, kiedy na studiach, jedna z koleżanek wdała się w dyskusje z doktorem prowadzącym ćwiczenia. Chodziło o przełożenie terminu kolokwium. Ja pierniczę - dla mnie to był szok, że tak w ogóle można podskakiwać do prowadzącego, starszego zresztą o kilkanaście lat. Innym razem znajomy w miejscu pracy "negocjował" - delikatnie ujmując - z szefem sprawę swojego urlopu. Myślałem, że gały wylecą mi z orbit. Mnie uczyli, że jak już jesteś w robocie, to masz zrezygnować ze swojego własnego ja - jesteś pachołkiem, wyrobnikiem, zupełnie jak tyłek od sr***a - masz się podporządkować i nie pyskować. Także, tak to jest - najlepiej byłoby mieć i ikrę, i kulturę osobistą jednocześnie. W praktyce jest często tak, że ci przebojowi są roszczeniowymi narcyzami idącymi przez życie po trupach, zaś ci grzeczni i kulturalni - kompletnymi ciapami, którymi inni się wysługują. A czasy są trudne, bo następuje korozja jakichkolwiek autorytetów, czy starych, kulturowo przyjętych hierarchii.
-
Gość: Renata Mama 16-latki z ASD, *.sownet.pl
2016/02/10 22:59:45
@Nerd
Mnie się wydaje, że autycy (oraz niektóre inne osoby) traktują wiele spraw czy zasad bardzo serio, w porównaniu z wieloma neurotypowymi. Dla autyka: nie wolno = nie wolno. Oczywiście może np. pod wpływem emocji złamać zakaz, ale nie wykombinuje, jak go obejść. Dla NT: jak nie wolno, to szybko; zasady są po to, żeby je łamać itd. W efekcie panuje jakieś wariactwo, bo nawet ludzie, którzy zasady ustalają, zachowują się, jakby z góry zakładali, że one i tak będą naginane do potrzeb, biorą na to poprawkę. A tylko niektórym się wydaje, że jeśli coś zostało ustalone, to tak ma być. I doznają w którymś momencie szoku, że ustalenia ustaleniami, a praktyka praktyką -- i większość taki dualizm akceptuje, dobrze sobie z nim radzi.
To trochę jak z dochodami: większość nie mówi, ile naprawdę zarabia, tylko te kwoty zaniża -- więc żeby rozmówca poznał prawdę o Twoich dochodach, musisz je też zaniżyć. Bo jeśli tego nie zrobisz, to on i tak pomyśli, że zaniżyłaś, i dołoży Ci jakiś procent...
-
Gość: Teodor, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/02/11 06:10:36
@Nerd

Również pogardzałem subkulturami ,ludzi myślącymi, że są będąc w subkulturze są indywidualistami. " Bądź sobą! Czyli ubieraj się jak tysiące innych i słuchaj tej samej muzyki. :D "


"Szkoła jawiła się jako miejsce stworzone przez dorosłych, gdzie zasady są ustalane odgórnie, zaś wszelka samowolka i docieranie się z rówieśnikami były potępione."

Miałem takie podejście w podstawówce - do szkoły przychodziłem jak do "pracy" (zadanej przez rodziców), a nie po to, żeby z kimś się zadawać. Idea integracji z rówieśnikami przez długi czas była dla mnie czymś niezrozumiałym, być może ze względu na wcześniejsze duże braki na tym polu. Zwłaszcza, że szybko zacząłem uważać moich rówieśników za lekko wybrakowanych intelektualnie.

A jak już doszło do integracji to nie było dość przyjemne...


Natomiast u nauczycieli z czasem zacząłem dostrzegać "niedoskonałości" - jeden nauczyciel trzymał się zasad, drugi je olewał. Przy jednym dzieci mogły sobie pozwalać na więcej, przy drugim mniej. Pojawiały się "układy z nauczycielami". Zasady były naginane non stop. Niektórzy skretyniali pedagodzy stosowali zasady odpowiedzialności zbiorowej wobec grupy/klasy ( bo nie potrafili sobie inaczej poradzić) ,czym ranili głęboko moje poczucie sprawiedliwości.

Mi "gały wyszły z orbit", gdy kiedyś na wycieczce szkolnej poszedłem w pewnej sprawie do pokoju, w którym siedziały dwie nauczycielki. Ponieważ byłem nieśmiałym/niewidzialnym dzieckiem to rozmawiały sobie przy mnie swobodnie.
Dzieci bawiły się na dworze, nagle przez otwarte okno wleciały jakieś krzyki. Jedna z nich powiedziała: "Zobaczę co te cholerne bachory znowu narozrabiały". Podeszła do okna i woła: "Dzieci, dzieci, co się stało?".
Dla mnie to był szok - jak >>idealny<< nauczyciel może tak myśleć o dzieciach?


Z czasem zwątpienie w istnienie jakichkolwiek zasad doprowadziło mnie do głębokiego nihilizmu.


WNIOSEK: nie popadać w idealizm, tylko obserwować i analizować realną rzeczywistość.


"To wieczne poczucie, że jest się wiecznym dzieckiem, gnojkiem, smarkaczem a przecież "dzieci i ryby głosu nie mają". To dziwne przekonanie, dominujące także w życiu dorosłym, że inni stoją w hierarchii wyżej (wiek, pozycja zawodowa) i trzeba być im bezwzględnie posłusznym. (...)"

Powinieneś to leczyć u psychoterapeuty. Prawdopodobnie to się łączy z jakimiś zaburzeniami osobowości.

" Jest jednak cena, którą przyszło mi w przyszłości zapłacić - wykształcenie mentalności podobnej może trochę do chłopa pańszczyźnianego, albo nawet do niektórych narodów Azji.(...)Mnie uczyli, że jak już jesteś w robocie, to masz zrezygnować ze swojego własnego ja - jesteś pachołkiem, wyrobnikiem, zupełnie jak tyłek od sr***a - masz się podporządkować i nie pyskować."

Podobna* mentalność pracy występuje w niektórych krajach azjatyckich, ale u Nas to jest zupełnie niekompatybilne.
*'Podobna' - bo tam to jest tak naturalne, że nikt nie odczuwa z tego powodu konfliktu czy złości.


"A czasy są trudne, bo następuje korozja jakichkolwiek autorytetów, czy starych, kulturowo przyjętych hierarchii. "

Zgadzam się zupełnie, uważam, a przynajmniej mam cichą nadzieję, że przed wojna było lepiej, a później ten kraj strasznie się zdegenerował.

-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2016/02/11 11:18:34
@Teodor - napisałeś

"Również pogardzałem subkulturami ,ludzi myślącymi, że są będąc w subkulturze są indywidualistami. " Bądź sobą! Czyli ubieraj się jak tysiące innych i słuchaj tej samej muzyki. :D " "

W subkulturach trudno mówić o indywidualizmie, bo jednak są to najczęściej zbiorowiska ludzi, którzy zachowują się stadnie, według podobnych reguł. Na tej zasadzie niektórzy przechodzą na islam i myślą, że są jedyni w swoi rodzaju. Jednak ten zew kolektywu zawsze jest obecny.

"Miałem takie podejście w podstawówce - do szkoły przychodziłem jak do "pracy" (zadanej przez rodziców), a nie po to, żeby z kimś się zadawać. "

Mnie po dziś dzień bulwersuje, że współczesne miejsca pracy coraz bardziej upodabniają się do imprezowni, gdzie ludzie się integrują. Tego w ogóle nie powinno być. Ja rozumiem, że w salonach fryzjerskich tak jest, gdzie panie pracują blisko siebie, więc siłą rzeczy plotkują i dowcipkują cały dzień. Ale żeby w szkołach, urzędach i szpitalach do tego dochodziło? Od tego są wieczory, weekendy - można się spotkać, wyjść do pubu, czy na dyskotekę. Mierzi mnie to, jak ordynator oddziału wraz z pielęgniarkami popija koniak i integruje się. Z 8-godzinnego dnia pracy, to dobre 3 godziny spędzają na pierdołach. Bywają śmiechy, popijawka, niewybredne dowcipy z pacjentów, niekiedy romanse. Są miejsca publiczne i miejsca prywatne. Robota to miejsce publiczne i wszelkie zagadywanie o tym, co robiłeś w Sylwestra, ile razy sypiałeś z żoną w ciągu ostatniego miesiąca, co jadłeś na śniadanie - są nie na miejscu. W tej kwestii jestem purystą. Przychodzi szef, wprowadza odgórny podział pracy i nie pozwala, żeby bez jego zgody ludzie wymieniali się wykonywanymi fuchami.

"Z czasem zwątpienie w istnienie jakichkolwiek zasad doprowadziło mnie do głębokiego nihilizmu.


WNIOSEK: nie popadać w idealizm, tylko obserwować i analizować realną rzeczywistość. "

Cały problem w tym, że jeśli te zasady nie są w człowieka wpojone tak, żeby ich naruszenie powodowało silny dyskomfort emocjonalny, to ich łamanie stanie się powszechne. Człowiekowi, który do zasad podchodzi czysto intelektualnie, bez emocji, bardzo łatwo będzie postępować nieuczciwie. Nastąpi stopniowe rozcieńczanie moralności.

"Powinieneś to leczyć u psychoterapeuty. Prawdopodobnie to się łączy z jakimiś zaburzeniami osobowości. "

To może dotyczyć okresu buntu młodzieńczego u rozmaitych autystyków. Temat rzeka. Rzecz jasna, u chłopców jest nieco inaczej niż u dziewcząt. Buntować się można przeciw rodzicom, szkole, czy rówieśnikom. NT buntują się najczęściej przeciwko rodzicom i szkole. Autycy mogą buntować się przeciwko rówieśnikom, częściowo rodzicom, ale poważnie traktować będą szkołę. Jakie to może mieć konsekwencje w przyszłości? Nie jest to sprawa błaha, gdyż nie tak dawno temu spotkałem się z przypadkiem dorosłego mężczyzny, który w zasadzie mógłby być już dziadkiem a nigdy nie przeszedł przez okres buntu młodzieńczego. Okazuje się, że natury ludzkiej tak łatwo oszukać się nie da - co się odwlecze, to nie uciecze. Facet poszedł na psychoterapię i wpadł w fazę buntu młodzieńczego. Ponad czterdzieści lat za późno. Efekt nieciekawy - rozpad małżeństwa, utrata pracy. Piszę o terapii, bo to z pozoru łatwo wygląda - idę do terapeuty, pogadam o tym i o tamtym, jakoś zacznę funkcjonować. Nie takie to proste. U ludzi z zaburzeniami osobowości trzeba dobrze skalkulować, czy w ogóle opłaca się rozdrapywać pewne rany. Niekiedy terapia, kosztowna zresztą, może na kilka ładnych lat pogrążyć człowieka - fizycznie, intelektualnie i psychicznie. Dotyczy to zwłaszcza wszelkiej maści borderków. Na prawdę, w ludziach siedzi czasem tyle bólu, żalu, gniewu i złości, że dotknięcie tego to jak otwarcie puszki z pandorą. Mechanizmy obronne pochłaniają ogromne ilości energii, przez co terapia może doprowadzić do stanu, że nie będą w stanie pracować intelektualnie ani fizycznie, zadbać o siebie, staną się osłabieni i chorowici.
-
Gość: Teodor, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/02/11 17:55:07
"Cały problem w tym, że jeśli te zasady nie są w człowieka wpojone tak, żeby ich naruszenie powodowało silny dyskomfort emocjonalny, to ich łamanie stanie się powszechne. Człowiekowi, który do zasad podchodzi czysto intelektualnie, bez emocji, bardzo łatwo będzie postępować nieuczciwie. Nastąpi stopniowe rozcieńczanie moralności"

Chodziło mi o to,żeby zauważyć, że zasady nie biorą się znikąd, tylko z czegoś wynikają. I to, jak ludzie się do nich stosują zależy od wielu czynników.


Masz rację, że ruszając terapię zaburzeń osobowości można się rozwalić. Człowiek tworzy sobie gęstą skorupę mechanizmów obronnych i narzędzi kompensacyjnych, żeby normalnie funkcjonować, a celem terapii jest przez to się przebić , żeby naprawić wszystko od podstaw.
Ale na pewno to bezpieczniejsze niż analizowanie się i rozbrajanie się samemu na podstawie informacji z internetu i literatury... :(


"Mechanizmy obronne pochłaniają ogromne ilości energii, przez co terapia może doprowadzić do stanu, że nie będą w stanie pracować intelektualnie ani fizycznie, zadbać o siebie, staną się osłabieni i chorowici."

Tu nie bardzo rozumiem - mechanizmy obronne pochłaniają ogromne ilości energii , ale celem terapii jest właśnie umożliwienie normalnego funkcjonowania bez "potrzeby" tworzenia mechanizmów obronnych.
-
2016/02/11 22:00:10
Katju, książki otwierają okno na świat nie tylko osobom ze spektrum. Pierwsze pięć lat życia spędziłam w całkowitej izolacji od równieśników. Nie miałam skąd czerpać wzorców zachowań społecznych. Uważam, że to niewybaczalny brak. Lata później mnóstwo czasu i wysiłku zajęło mi świadome nauczenie się, jak postępować z ludźmi (A i tak bywa, że czuję się wśród nich jak kosmita.) Od małego byłam pochłonięta książkami. Często zbyt poważnymi dla mojego wieku. Ściągałam z rodzicielskiej półki co popadło. Czytałam obsesyjnie przez całą podstawówkę i liceum, rekompensując sobie brak przyjaciół i znajomych. W efekcie wyrosłam na nerda z nadmiarem erudycji i wiecznie głodnym informacji mózgiem. Nie najgorzej na tym wyszłam. :)
-
Gość: Marta, *.dynamic.chello.pl
2016/02/24 20:25:07
@Katja - jestem mamą 8-latka z ASD i zachwycona jestem Twoim blogiem!!!!! Dlaczego tak późno tu trafiłam???? :-) Wpis o czytaniu jest świetny i wiele mi wyjaśnił. Mój syn w wieku 2 lat był już zapisany do 2 bibliotek bo w przeciwnym wypadku zbankrutowalibyśmy wydając majątek na książki :-) Pochłania je po prostu. Ale chciałam zapytać o ..... matematykę (być może już podobny wpis jest gdzieś na blogu?). Jak Ty postrzegasz liczby, dodawanie, mnożenie itd.? Nie wiem jak mogę mu pomóc w zrozumieniu mnożenia, dzielenia? A może ktoś z Twoich czytelników??? Będę bardzo bardzo wdzięczna za odpowiedź.
-
2016/02/25 02:13:44
-
2016/02/26 16:00:25
też uważam, ze czytanie jest najważniejsze, tak naprawdę nie znam lepszej terapii. Codziennie, oprócz nudnych obowiązkowych lektur - czytamy z chłopcami przed snem różne zwariowane książki. To poprawia im humor i zmusza do refleksji. Dobrze, że o tym piszesz - bo niektórzy szukają różnych dziwacznych terapii a nie zauważają słonia... A, bym zapomniała wyszła na polski rynek nowa książka T. Grandin, R. Panek pt. "Mózg autystyczny..." - jak zwykle - niesamowita ale pewnie już słyszałaś. Pozdrawiam.
-
2016/03/01 07:04:54
@ Renata Mama 16-latki z ASD:
"Mnie się wydaje, że autycy (oraz niektóre inne osoby) traktują wiele spraw czy zasad bardzo serio, w porównaniu z wieloma neurotypowymi. Dla autyka: nie wolno = nie wolno. Oczywiście może np. pod wpływem emocji złamać zakaz, ale nie wykombinuje, jak go obejść. Dla NT: jak nie wolno, to szybko; zasady są po to, żeby je łamać itd. W efekcie panuje jakieś wariactwo, bo nawet ludzie, którzy zasady ustalają, zachowują się, jakby z góry zakładali, że one i tak będą naginane do potrzeb, biorą na to poprawkę. A tylko niektórym się wydaje, że jeśli coś zostało ustalone, to tak ma być. I doznają w którymś momencie szoku, że ustalenia ustaleniami, a praktyka praktyką -- i większość taki dualizm akceptuje, dobrze sobie z nim radzi."

O tym, jak powszechne jest łamanie zasad (w tym obowiązującego w Polsce prawa), bardzo szybko dowiaduje się każdy praworządny kierowca. Ja jeżdżę dużo i jeżdżę bardzo przepisowo: jak wolno jechać 50 km/h, to jadę 50 km/h. Jak wolno jechać 30 km/h, to jadę 30 km/h. I zawsze się znajdzie jakiś palant, który siądzie mi na dupie (niezachowanie bezpiecznego dystansu), zacznie trąbić, walić długimi i robić tego typu rzeczy. Wrogiem publicznym na polskich drogach nie jest ktoś, kto zapierdala przez wioski 200 km/h. Wrogiem publicznym na polskich drogach jest ktoś, kto jedzie zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Ale ja sobie w końcu kupię ten zestaw kamerek. Karmie trzeba czasem pomóc.
-
Gość: Teodor, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/03/01 13:36:14
@wanderratte
W Polsce przepisy oficjalne nie są tożsame z nieoficjalnymi zasadami, których przestrzegają ludzie. To jest bardzo wkurzające, zupełnie inaczej jest np. w Niemczech.
To wynika pewnie z PRL-u ,gdy wszystko trzeba było załatwiać pod stołem, a przepisy prawa były głupie i opresyjne.
-
2016/03/02 13:57:37
@ Teodor:
> To wynika pewnie z PRL-u ,gdy wszystko trzeba było załatwiać pod stołem, a przepisy prawa były głupie i opresyjne.

Trudno mi powiedzieć, z czego to wynika. Trzeba by np. sprawdzić, jak jest w Czechach i na Słowacji. Oni też mieli "demokrację ludową".
-
Gość: Teodor, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/03/03 15:40:24
@wanderratte

A tak a propos, czy ASD nie przeszkadza w kierowaniu samochodem ( np. zaburzenia sensoryczne , problemy z oceną szybkosci i odległosci do innych pojazdów, zawieszanie się ) ?
-
Gość: Moncharette, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/03/07 00:08:03
Nie jestem lingwistą, ale pisałam pracę licencjacką o akwizycji języka i między nimi opisywałam teorię Noama Chomsky'ego. Chociaż wielu naukowców twierdzi, że dowody na istnienie LAD nie są wystarczające (np. Lois Bloom 1971), to jednak wydaje mi się czasem, że LAD naprawdę jest dostrzegalne. Z tego względu uważam, że Twója koncepcja może być bardzo trafna. Jednak nie jestem naukowcem i psycholingwistyką też się nie zajmuję, dlatego moja opinia jest tak naprawdę bezużyteczna. Jednakże chciałabym przedstawić parę nazwisk osób, które zajmowały się językiem i rozwojem. Może trafisz no coś, co przykuje Twoją uwagę i okaże się wartościowe. Mnie samą temat ten również bardzo interesuje, jednak w najbliższym czasie nie dam rady się w niego zagłębić. Także nazwiska: Jean Piaget, Lev Vygotsky- oboje zajmowali się i językiem i rozwojem, Sinclare i Coulthard- to już bardziej socjolingwistyka, no i jeszcze Skinner od behawioryzmu, ale w tę stronę bym raczej nie szła. Myślę, że ciekawym pojęciem może być Critical Period Hypothesis, które spopularyzowali Eric Lenneberg oraz Derek Bickerton, a także zjawisko lateralizacji mózgu (lateralization). Critical Period Hypothesis odnosi się do tak zwanych naturalnych eksperymentów (natural experiments).
-
Gość: Mamablizniakow79, *.suwalki.vectranet.pl
2016/03/14 01:18:55
Cześć Katja, gratuluję fantastycznego bloga,czytam codziennie do północy lub dłużej. Niedługo Cię poznam, bo przyjeżdżasz do Suwałk na konferencję, do Szkoły Bajka. Nie mogę się doczekać, do zobaczenia, p.s.jestem mamą bliźniaków autystycznych, chłopców. Pozdrawiam :)
-
Gość: Wiatr z ZA, *.static-ip.telepacific.net
2016/03/23 22:13:20
Tak jest. To jest dobre. Bardzo ladna koncepcja. Dobra teoria i ma sens. Rozszerz to o nauke jezyka migowego od okresu przed verbalnego. Jezyk migowy dla niemowlakow jest hitem. Dzieki temu dodatkowo zyskujemy kolejne dwa lata.

Ty jestes niezly ancymon. To jest komplement. Na wypadek jakbys nie zorientowala sie. Chyba bede czesciej tutaj wpadal. Lubisz komplementy?
-
Gość: Wiatr z ZA, *.static-ip.telepacific.net
2016/03/23 22:13:45
Tak jest. To jest dobre. Bardzo ladna koncepcja. Dobra teoria i ma sens. Rozszerz to o nauke jezyka migowego od okresu przed verbalnego. Jezyk migowy dla niemowlakow jest hitem. Dzieki temu dodatkowo zyskujemy kolejne dwa lata.

Ty jestes niezly ancymon. To jest komplement. Na wypadek jakbys nie zorientowala sie. Chyba bede czesciej tutaj wpadal. Lubisz komplementy?
-
Gość: Aerrae, *.dynamic.chello.pl
2016/03/28 22:30:38
Myśmy nie zastanawiali się nad tym kiedy uczyć dziecko czytać. U mnie w domu czytało się zawsze dużo, u męża połowicznie (mama) też - i my oboje czytamy dość maniacko, więc nie było niczym dziwnym, że dziecku kupuje się książeczki i czyta.
I cóż, jak nam się przejawiła pierwsza fiksacja i obsesja - na punkcie literek właśnie, w wieku niespełna 2 lat - to nawet specjalnie się nie przejęliśmy, bo wydawało się to dość naturalne i raczej nas cieszyło. Do czasu (bo mania przybrała naprawdę ogromne rozmiary), ale na szczęście wraz z umiejętnością czytania (i innymi tematami fiksacji) osiągnęła jakąś tam równowagę.
A - języka migowego wspomnianego w komentarzu wyżej (w wersji dla niemowląt) też używaliśmy - i ja osobiście byłam z tej formy komunikacji z dzieckiem bardzo zadowolona, bo to naprawdę działało ;)

-
Gość: kurdeniewiemjak, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2016/11/11 14:05:14
Katja a czy wpis o nauce mówienia i jej procesie gdzieś jest ? Jak to wygladało u ciebie ? Tak od podstaw gaworzenia itd , kiedy słowa , rozumienie , zdania itd . Jakieś regresy czy coś . Wiadomo ze literatura podaje tutaj raczej stereotypowy wariant odnośnie klasycznego asd ale co do ZA są różne podejścia . Możesz opowiedzieć jak ta dziedzina szła u ciebie ?