Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Blog > Komentarze do wpisu

CZARNE FALE

 

Jakiś czas temu Foch linkował do mnie. Dzisiaj ja linkuję do nich - jakiś czas temu przeczytałam u nich o komiksie Czarne fale. Postanowiłam zdobyć egzemplarz, bo lubię różne edukacyjne materiały, a poza tym temat depresji bezpośrednio mnie dotyczy. Właściwie wszyscy Aspi, z którymi się zetknęłam, mieli depresję i/lub myśli samobójcze. Niekoniecznie aktywne, bo u części należało to już do przeszłości. W każdym razie można powiedzieć, że przy wyżej funkcjonującym autyzmie depresja jest wliczona w pakiet. Nie wiem, jak to wygląda w grupie niżej funkcjonującej, ale podejrzewam, że też łatwo nie mają.

Ludzie często myślą, że ci inni-niż-wszyscy są inni z wyboru. Wielokrotnie spotkałam się z opiniami, że jestem taka dziwna, bo pragnę być alternatywna i oryginalna, wywyższam się, jestem niewychowana albo po prostu wredna i złośliwa. Nigdy nie chciałam być alternatywna ani wredna, chciałam po prostu mieć spokój, ale wychodziło dokładnie na odwrót.

Ludziom wydaje się, że depresję także ma się z wyboru i w każdej chwili można z niej zrezygnować. A w ogóle to nie jest żadna choroba, żadne zaburzenie, wystarczy po prostu wziąć się w garść i szeroko uśmiechnąć.

A gówno, proszę państwa, wielka gówno prawda.

Lubię ten obrazek, pokazuje absurd ludzkich odzywek.

 

 

 

 

 

 Czarne fale zostały narysowane przez faceta, który sam zmagał się z depresją. Zalewanie postaci przez wielkiego, czarnego gluta uważam za trafione - też czułam się mniej więcej w tym stylu. Pamiętam jeszcze bardzo silne pragnienie, żeby wchłonął mnie jakiś czwarty wymiar i zabrał mnie z tej rzeczywistości. No i oczywiście standard: zasnąć i się nie obudzić. Moje sny zniknęły, po prostu urywał mi się film na parę godzin. A potem jednak oczy się otwierały i znów pojawiało się to cholerne uczucie, że jednak dalej żyję - no i po co, pytam się? Dlaczego nie umarłam? Po cholerę mi to wszystko?!

 

 

 

 

Scenariusz komiksu jest dość standardowy - bohater wpada w depresję, uświadamia to sobie dzięki przyjaciołom, trafia do psychiatry, bierze leki, chodzi na terapię i żyje długo i szczęśliwie. Króciutko i optymistycznie.

Ale może książeczka i akcja z nią powiązana uświadomi dorosłym, że dzieci i nastolatki także mogą cierpieć na depresję. Zabawne, że oni w ogóle nie pamiętają samych siebie te dwadzieścia lat wcześniej. Wydaje im się, że ludzie bardzo młodzi nie mogą mieć problemów, najwyżej banalne smuteczki. No bo dzieciństwo to taki czas zabawy i beztroski, hahaha.

Tak nie jest. Nawet, jeśli jesteś młody, możesz czuć się jak ostatnie gówno i pragnąć śmierci. Jeśli w dodatku masz ASD, to szanse na depresję rosną - nie rozumiesz ludzi, nie masz znajomych, a w szkole jesteś obiektem żartów. Nie tylko ze strony dzieciaków, nawet dorośli cię nie znoszą i nieraz gnoją.

 

 

 

 

 

Podoba mi się, że w książeczce pokazano brak siły bohatera do czegokolwiek. Kiedy masz depresję, czujesz się jak rozwalony na milion kawałków i pragniesz po prostu zdechnąć, rozpłynąć się w niebycie. A tu jeszcze każą ci wstawać, robić jakieś bezsensowne zadania i jeszcze bredzą o wzięciu się w garść. Kurde, człowieku, nie widzisz, że chodzę na automacie? Chcę zniknąć, nie brać się w garść! Przywalić ci?

Pisałam już, że w wieku dziesięciu lat chciałam się już zabić. W wieku szesnastu lat przestałam żyć tam w środku i było mi już po prostu wszystko jedno. Szkoła to jakieś gówno i strata czasu. Można pochodzić po torach ze słuchawkami. Nie ma znaczenia, czy wpadnę pod pociąg - jak wpadnę, to trudno. I tak już nie żyję. Zjem wszystkie tabletki, jakie znajdę i zapiję wódą - może nie wstanę już więcej, ale czy to ma znaczenie? Nawet lepiej.

Mówią, że objawy ASD ustępują z wiekiem. To prawda, ale to zanikanie objawów nie postępuje liniowo. Duże załamanie jest właśnie w okresie nastoletnim. Człowiek zaczyna już zdawać sobie sprawę, że jest zjebany i jak bardzo się różni, ale jeszcze nie umie sobie z tym poradzić. Nie ma doświadczenia, nie ma strategii na kompensację, rówieśnicy stają się jacyś dziwni... Nie jest łatwo.

 

 

 

 

 

 

Obrazek powyżej to jedyny, który pokazuje bohatera po rozpoczęciu terapii. Fajnie, że napisali, że świat nie staje się piękny a życie proste, ale mogli to nieco bardziej rozwinąć. Robi się z tego trochę bajeczka.

Ciekawe jest to, że główny bohater ma na imię Dominik - tak samo jak bohater Sali samobójców oraz rzeczywisty chłopak, który niedawno popełnił samobójstwo. Ale inna sprawa, że jest to ostatnio popularne imię.

Trwa nagonka na chamskie komentarze w internecie. Ktoś lub coś musi być przecież winny. Za moich szkolnych czasów internetu nie było, więc winę zrzucano na telewizję, muzykę, Pokemony i Bravo. Chamstwo i dręczenie było jednak takie samo. Było bicie, wyzwiska, szkalująca twórczość. Były dzieciaki, które się zabijały. Tylko nie było to aż tak bardzo nagłaśniane w mediach.

Śmieszą mnie artykuły tego typu. To szukanie problemu na siłę. Też byłam wyzywana od pedałów, downów i Korkich. Imigranci i in vitro nie byli wówczas w modzie, ale dzieciaki sobie zawsze coś znajdą. Można nawet wyśmiać, że ktoś nosi majtki. Tak, dobrze czytacie - haha, Kasia nosi majtki, ale śmieszne. W ostateczności można wyzwać kogoś innego po prostu od Kaś - to imię to synonim zjebstwa. Niepotrzebni tu imigranci ani pedały.

Jest jednak taka różnica - w czasach bez internetu wyzwiska kończyły się po szkole. W domu człowiek dręczony miał spokój. Obecnie chamstwo wpełźnie mu przez kompa. Pokażę wam z czym mniej więcej mogą się zetknąć wasze dzieciaki. Parę dni temu zauważyłam dużo wejść z pewnego adresu. Kliknęłam i trafiłam na jakieś dziwne forum dla gimbazy. Ostrzegam, jest to obrzydliwe i dlatego nie wkleiłam tego jawnie: klik.

Gdybym była w wieku nastoletnim, kiedy szkoła i rówieśnicy są całym światem, to pewnie bym się bardzo przejęła. Obecnie mam wywalone na takie rzeczy, bo mam już inne priorytety. Ale czytają mnie głównie rodzice, więc uznałam, że to świetny materiał edukacyjny.

 

 

 

 

 

 

Wracając do głównego tematu: mówienie o depresji stało się ostatnio trochę modne. Powstają takie akcje jak właśnie Czarne fale czy książka Twarze depresji. Trzy lata temu mówiła i śpiewała też na ten temat Maria Peszek. Rok temu Justyna Kowalczyk. Spotkałam się ze stwierdzeniami, że gwiazdy nie mają depresji, bo są znane i mają dużo kasy. Albo że ludzie mówiący o swojej depresji to oszuści szukający uwagi, bo prawdziwie zdołowany człowiek o tym nie mówi. A bo ja znałem takiego chłopaka i on nic nie gadał, tylko pewnego dnia po prostu się zabił, bla bla bla.

Cóż, gdybym się zabiła te dziesięć lat temu, to już nie mogłabym o tym mówić. Martwi głosu nie mają. Ale jakoś przeżyłam, wcinam magiczne tabletki i mogę tutaj opowiedzieć jak to jest. Po to właściwie jest ten blog - żeby dzieciaki młodsze ode mnie mogły uniknąć pewnych błędów. Żeby rodzice, nauczyciele i psychocosie wiedzieli, na co zwrócić uwagę. W sumie, kiedy to piszę, to pojawia się taka myśl, że dla mnie już za późno na cokolwiek i mogę najwyżej przestrzegać innych. Ychhhhhh...

 

 

 

----

 

Dodatek

Niezdiagnozowany Sysadmin zmienił niedawno status na Zdiagnozowanego Sysadmina. Z tej okazji następny wpis będzie o diagnozach ASD wśród dorosłych. Jakiś czas temu zamieszczałam ankietę - jeśli ktoś jeszcze jej nie wypełnił, to ma ostatnią szansę.

 

 

 

niedziela, 11 października 2015, katja.asd

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Ewa, *.dynamic.chello.pl
2015/10/11 05:00:21
Dobrze,że o tym piszesz. Jestem dorosłym, a nawet podstarzałym ASem. Przez całe dzieciństwo, dorastanie i kawał życia tkwiłam w depresji. Nieleczonej. Ba! Skrzętnie ukrywanej! Ze wszystkich sił starałam się "wziąć w garść" i "znormalnieć", bo wtedy jeszcze nikt nie słyszał o dziecięcej depresji, a tym bardziej o AS. Skutkiem były wybory życiowe "dla świętego spokoju" i kawał zmarnowanego życia, spędzonego na ucieczce przed całym światem. Jestem ASemm i rodzicem ASa. Gdybym kiedyś, dawno temu, leczyła depresję... Kto wie. Pewnie byłabym dziś kimś innym, tak, kimś innym, bo moje życie byłoby dużo łatwiejsze i szczęśliwsze. Człowiek, który nie musi dźwigać przrz cały czas na grzbiecie dziesięciotonowej ciężarówki z pewnością jest szczęśliwszy i z większą swobodą porusza się po świecie, niezależnie od tego czy jest autystykiem, czy nie. Teraz jest dobrze. Od paru lat, dwóch terapii i od czasu, kiedy wiem. I kiedy nie oceniam się już przez pryzmat tych wszystkich "ogarnij się", "nawet nie próbujesz" itp. Dziękuję za Twój tekst. Jest mądry i potrzebny.
-
2015/10/11 09:15:14
Piszesz, że ludzie myślą, iż aspi są tacy z wyboru. Ja spotkałam się z innym niezrozumieniem. Wśród psychoterapeutów, u których miałam terapie. Gdy wspominałam, że czuję się depresyjnie, bo mam problemy z kontaktami z ludźmi, oni dziwili się: Przecież aspim nie zależy na kontaktach z ludźmi! Tymczasem wyżej funkcjonujący aspi dokładnie właśnie dlatego mają depresję, bo zdają sobie sprawę ze swojego nieprzystawania!

Jestem dorosłym aspi. Mam ciągłe problemy z depresją. Przez kilka-kilkanaście lat pomagała mi psychoterapia. Niestety ostatnio pewne okoliczności spowodowały nawrót depresji z taką siłą, że zdecydowałam się na leczenie tabletkami. Działa bardzo dobrze. (Jakiś czas temu pisałaś, Katja, o braku popędu seksualnego - uwaga! to jest częsty skutek uboczny tabletek! Jednak warto je dobrać do osoby tak, żeby zminimalizować ten skutek uboczny, gdyż poszczególne leki na każdego działają inaczej.)
-
Gość: Magda, *.dynamic.chello.pl
2015/10/11 10:10:24
Mozna jakos uchronic dziecko przed depresją?czy jest ona 'wpisana' i nie do usuniecia? Co moge zrobic jako rodzic i jako nauczyciel?

Serio autyzm mija z wiekiem?? Bo ja bylam autystyczna jak diabli do okolo 25rz i po 10 latach zostaly tylko sensoryczne klopoty i te zwiazane z przyw8azaniem do rutyny. A spoleczne problemy zniknely. Wiem ze to brzmi smiesznie ale qrcze,wlasnie tak to bylo w moim przypadku. PS:depresja byla , a jakze. Niezbyt duza. I dla mnie ten okres depresyjny to wlasnie zrodlo siły w obecnym zyciu.

Czytając te wypociny na wklejce dziekuje losowi że ja juz nie muszę byc w gimnazjum. To jest straszne :/
-
2015/10/11 10:19:09
@ Magda:
"Serio autyzm mija z wiekiem?? Bo ja bylam autystyczna jak diabli do okolo 25rz i po 10 latach zostaly tylko sensoryczne klopoty i te zwiazane z przyw8azaniem do rutyny. A spoleczne problemy zniknely."

Autyzm nie mija, natomiast pewnych rzeczy można się nauczyć. Np. przeczytać, że podczas przyjacielskiej rozmowy przeciętnie tyle to a tyle procent czasu należy patrzeć drugiej osobie w oczy. Neurotypowi robią takie rzeczy intuicyjnie, autyk musi to robić świadomie, opierając się na książkowej wiedzy. Oczywiście to powoduje, że mniej uwagi można poświęcić rozmowie, nigdy też książkowa wiedza nie wystarczy do poradzenia sobie w 100% sytuacji. Ale jakiś postęp zazwyczaj jest.
Dodatkowo dorośli zazwyczaj mogą wybrać sobie otoczenie.
-
2015/10/11 11:33:03
Kurczę... Temat rzeka, dwie rzeczy mi się nasuwają na początek. U niżej funkcjonujących autyków (lub osób mających mniej nasilony autyzm i niższe IQ) skłonności depresyjne i samobójcze mogą być niższe, z jednej strony ze względu na niższą samoświadomość, z drugiej -- mniejszą motywację do brania spraw we własne ręce i rozwiązywania swoich problemów. Podobnie jak nie potrafią samodzielnie sobie poradzić z niektórymi swoimi sprawami, bo przyczyna i skutek są dla nich zbyt odległe, tak... może nie sięgną po inne, bardziej drastyczne rozwiązania. Taki paradoks...
I muszę przyznać, że faktycznie mam skłonność, zwłaszcza ostatnio, do doszukiwania się u Młodej złych intencji. Do stawiania na pierwszym miejscu swojego komfortu, bez oglądania się na cokolwiek. To czasem aż boli :( Jakkolwiek próbowałabym sobie to teoretycznie wytłumaczyć, to w sytuacji "twarzą w twarz" jest naprawdę trudno rozgraniczyć kwestię ASD od zwykłego konfliktu, konieczności stawiania granic. Ona chce mieć spokój, ale przecież ja też. Ją ponoszą emocje, mnie też. Nie chcę się usprawiedliwiać, po prostu trudno mi sobie z tym poradzić. Najlepszą metodą jest wiedza, rzetelna, obiektywna wiedza o tym, jak to wygląda z drugiej strony. Dlatego raz jeszcze dzięki Ci, Katja, za jej solidną dawkę.
-
Gość: zyx, *.dynamic.chello.pl
2015/10/11 14:23:32
o mamo, to forum, polskie czany to chyba największy rak tego internetu
-
2015/10/11 18:42:30
W sumie jak się tak zastanowić, to chyba od 13 roku życia wiem że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie zejdę "z przyczyn naturalnych" tylko z własnej inicjatywy.
I nie nazwał bym tego "depresją" tylko zwykłym realizmem.
Bo właściwie jak długo warto się męczyć?

Przeczytałem we wpisie "objawy ASD ustępują z wiekiem" - jeśli tak, to u mnie nie ustępują. Mimo że latek mam sporo, mam tak samo nadwrażliwy słuch, węch, tak samo nie cierpię dotyku, a bez ciemnych okularów nie jestem w stanie funkcjonować. Mam tak samo nikłe zdolności społeczne.

W dodatku zauważam że im mniej kontaktuję się z ludźmi, tym bardziej przeszkadza mi ich gadanie - takie bezsensowne memlanie o niczym. Powoduje większe rozdrażnienie, rozkojarzenie, zmęczenie, do wyłączenia się a nawet do meltdownu włącznie.
-
2015/10/11 19:08:03
Jazdy sensoryczne to ja też nadal mam, moje umiejętności społeczne też nie są zbyt dobre. Ale nabrałam zwyczajnego życiowego doświadczenia, które pozwala mi uniknąć ponownie tych samych błędów. Potrafię też przeanalizować minione wydarzenia i wyciągnąć z nich wnioski, opracować jakieś opłacalne strategie. Jako dziecko prawie nic nie rozumiałam ze społecznych spraw, ludzie migali mi wokół, coś mówili, przerażali chaosem. Myślę, że miałeś podobnie, bo jednak jesteś wyuczalny i nie zatrzymałeś się w rozwoju.
-
2015/10/12 07:17:44
@ Green:
> W sumie jak się tak zastanowić, to chyba od 13 roku życia wiem że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie zejdę "z przyczyn naturalnych" tylko z własnej inicjatywy.

A wczoraj Ray z "Miłości po 30" (cierpi na ChAD) napisał coś takiego:

> Dochodzimy do 200 mg, co mój mózg czci depresją. Zajmuje mi około miesiąca odkrycie, że lamotrygina jednak coś zmieniła: zupełnie zniknęły myśli samobójcze. To może brzmieć dziwnie, ale do myśli samobójczych można się przyzwyczaić. Mogą być czymś w rodzaju pocieszenia co prawda teraz jest źle, ale zawsze mogę się zabić, jeśli zrobi się gorzej. Od momentu wprowadzenia lamotryginy w czerwcu myśli zniknęły. Ni ma. Mimo depresji, mimo gryzącego poczucia winy, że moje mieszkanie remontuje Zbrojmistrz i trzech kumpli, a ja nie, bo jestem zajęty siedzeniem na kanapie. Paszły won. Za to dajemy lipcowi 7/10.
- www.miloscpo30.net/wykres-nastroju/

Coraz bardziej doceniam to, że przynajmniej nie chcę zrobić sobie krzywdy. Wielokrotnie myślałum o tym, że przyjemnie byłoby po prostu zniknąć. Zwłaszcza gdy całe moje ciało krzyczy, że się boi, a umysł stara się znaleźć jakieś zagrożenie, więc wymyślam sobie kompletnie absurdalne problemy. Ale żeby robić sobie krzywdę? Co to, to nie, jakbym już miału podjąć jakieś działanie, to bym poszłu do lekarza i poprosiłu o perazynę.
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2015/10/12 19:32:13
Katju - a ja mam kilka pytań odnośnie aspergerowej sztywności (i nie tylko) w kontekście depresji.
1) Czy nie jest czasem tak, że aspergerowa sztywność cholernie utrudnia zmianę negatywnych nawyków myślowych i znacznie opóźnia wyjście z depresji, powodując ciągły powrót w stare koleiny?
2) Czy aspergerowe fiksacje (stany maniakalne) są w stanie przebić się przez mur depresji?
3) Czy psychoterapia grupowa, gdzie wymagana jest pewna wzajemność i koncentracja na problemach innych ludzi, jest sensownym rozwiązaniem w przypadku osób z ZA?
4) Czy psychodrama (taki teatrzyk) w przypadku aspich, którzy nie dostrzegają emocji i interpretują to co widzą dosłownie, ma jakiekolwiek zastosowanie?
5) Może trochę głupie pytanie, znów zahaczające o kwestię sztywności - jak to jest w przypadku tych kilku faz w godzeniu się z informacją o nadchodzącej własnej śmierci? Czy sztywność schematów myślowych powoduje, że aspie umiera na raka niepogodzony z rzeczywistością, albo może zafiksowuje się do samego końca?
-
2015/10/12 19:48:34
@ Nerd:
> 3) Czy psychoterapia grupowa, gdzie wymagana jest pewna wzajemność i koncentracja na problemach innych ludzi, jest sensownym rozwiązaniem w przypadku osób z ZA?

Zależy, co chcesz osiągnąć. Na grupach terapeutycznych można spotkać ciekawych ludzi (dla osoby z ZA poznanie kogoś, z kim znajdzie wspólny język, jest bardzo ciężkie), ale na nic więcej bym nie liczyłu. Ale nie dlatego, że terapie grupowe są mało skuteczne w przypadku osób z ZA, ale dlatego, że AFAIK terapie grupowe ogólnie są mniej skuteczne niż terapie indywidualne.
I oczywiście jeśli psychoterapia, to tylko z rodziny behawioralnych. Np. CBT. (Lepsza grupowa CBT niż indywidualna psychodynamiczna.)
-
2015/10/12 21:07:25
Nerd:
1. Może tak być, ale to chyba normalne w depresji. Po to są między innymi leki, żeby chory nabrał jakiejkolwiek energii życiowej.
2. Jeśli masz na myśli to, czy Aspi w depresji może mieć obsesję, to tak. W liceum miałam ogromną depresję, ale obsesje też się zdarzały i były bardzo, bardzo mocne. Tak sobie myślę, że to mnie wtedy trzymało przy życiu. Ale kiedy depresja rozwalała mnie mocno, to tylko leżałam w łóżku i nie było ze mną kontaktu.
3. Może być, jeśli jest to terapia typu CBT i razem dzielimy się doświadczeniami i opracowujemy strategie czy ćwiczymy coś. Ważne, żeby grupa była mała. Jeśli terapia ma polegać na siedzeniu w kółeczku, opowieściach "co tam słychać" i klaskaniu w ręce, to jest to zawracanie głowy.
4. Chodziłam kiedyś na kółko teatralne i było to dobre doświadczenie, bo uczyło kontrolować głos, mimikę, ruchy ciała, łagodziło też lęk przed ludźmi. Pewne reakcje ze scenariusza można było włączyć sobie do strategii. W psychodramie nie brałam udziału.
5. Kurcze, nie wiem, nie umierałam jeszcze na raka. Ale chyba Aspi odczuwają lęk przed śmiercią jak wszyscy inni.
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2015/10/12 22:26:25
Właśnie uświadomiłaś mi Katju, że empatia wcale nie jest takim do końca skutecznym symulatorem emocji innych ludzi, skoro sami nie są sobie w stanie wyobrazić, jak to jest mieć depresję, albo zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Co do samej depresji - ludzie często mylą stan głębokiego smutku, żalu i beznadziei z depresją. Znajomy opowiadał mi o swoich doświadczeniach i u niego wyglądało to tak, że smutek i żal trwały miesiącami, ale kluczowy był moment "zapaści" - takie kilka, może kilkanaście sekund, gdy czujesz, jakby ktoś tobie coś w głowie przełączył. Można to porównać do utraty ze 2 litrów krwi. Nogi stają się jak z waty i jeżeli jesteś poza domem, to masz wrażenie, że będziesz na czworaka wracać. Nie wiem, czy zawsze to tak wygląda, ale duża część zaburzeń ma właśnie taki ostry, konkretny początek (OCD, derealizacja), choć często jest to poprzedzone długim okresem jakiś problemów. Co do samych psychoterapeutów - dość często odmawiają leczenia pacjentów na lekach twierdząc, że leki to metoda objawowa i w dłuższej perspektywie tylko pogarsza sprawę, bo "znieczula" zamiast zmieniać schematy myślowe.

I jeszcze jedna myśl - czy ze względu na ślepotę emocjonalną, ludzie z ASD nie są bardziej skłonni do ładowania się w tarapaty? Jeśli ktoś nie jest w stanie zasymulować sobie jak to jest być w związku z drugą osobą i zerwać ten związek, to może pakować się w takie sytuacje, bo skoro nie jest w stanie emocjonalnie uczyć się na błędach innych, to musi sam się sparzyć.

A jak tam z oglądaniem nieprzyjemnych scen? Wczoraj leciał taki program o transseksualistach. Facet kazał sobie przerobić męskie genitalia na żeńskie narządy. Obrzydliwość :/ Chlastanie skalpelem, łapanie kawałków mięsa pensetą, zszywanie. Mnie to aż mrowi w udach, pośladki mi się zaciskają jak to oglądam. Też tak macie?
-
2015/10/12 23:25:55
Ciekawe to, co napisałeś o psychoterapeutach, bo połączenie leki+terapia to przecież standard. Nie spotkałam się jeszcze z odmową prowadzenia pacjenta na lekach.

Jeśli chodzi o tarapaty, to Aspi jak najbardziej mają skłonność do pakowania się w nie i nie chodzi tylko o związki. Nie mamy doświadczenia i wyczucia do ludzi, cechuje nas taka naiwnośc społeczna... Zobacz sobie przygody Emila: wytrzymalska.blox.pl/2014/10/PODSUMOWANIE.html

Jeśli chodzi o oglądanie operacji, to są dla mnie bardzo ciekawe i nie wzbudzają we mnie obrzydzenia.
-
2015/10/14 18:34:38
@ katja.asd:
> Ciekawe to, co napisałeś o psychoterapeutach, bo połączenie leki+terapia to przecież standard. Nie spotkałam się jeszcze z odmową prowadzenia pacjenta na lekach.

Gdy mając 21 lat poszłum z własnej woli do psychiatry, musiałum wcześniej odbyć rozmowę z psychologiem. Pierwsza, państwowa psychiatrka okazała się wtedy mocno niekompetentna, więc ją zwymyślałum i poszłum do prywatnego lekarza. I on co prawda przyjął mnie bez wcześniejszego wysłania mnie do psychologa, za to oprócz przepisania mi leków skierował mnie na psychoterapię. Przez kilka miesięcy łaziłum na terapię tzw. krótkoterminową. Nie pomogła mi ona ani trochę, była tylko gigantyczną stratą pieniędzy i czasu. Po zakończeniu tej terapii zostałum skierowanu na terapię grupową, która była tak żałosna, że z niej zrezygnowałum po kilku spotkaniach grupy. Za to leki zaczęły mi pomagać bardzo szybko.
Więcej szczęścia na początku leczenia miała jedna z moich byłych, której lekarka wprost powiedziała, że psychoterapia jej gówno da, po czym wypisała jej receptę. Ale jej szczęście szybko się skończyło i okazało się, że pierwszych kilka leków u niej nie zadziałało.
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2015/10/14 22:25:48
@wanderratte - z takich bardziej wyważonych opinii słyszałem, że na depresję to i owszem - leki są w stanie pomóc. Jeśli jednak ktoś jest cholerykiem i furiatem, co w ASD zdarza się i przykładają się do tego również rodzice a nie tylko szkoła, to nie ma siły - potrzebna jest psychoterapia. I nie tylko siedzenie + rozmowa, ale czasem trzeba się wyżyć, coś skopać. Nie wszyscy z ASD są spokojni. Duża część tych społecznie przystosowanych i grzecznych była maltretowana. Terrorem można nauczyć człowieka kultury, obycia i powściągliwości, a w zasadzie tłumienia emocji. Odbywa się to jednak kosztem zdławienia spontaniczności. Ktoś taki będzie miał ogromne pokłady tłumionego żalu, który w najmniej odpowiednich momentach może wybuchnąć w postaci agresji. Skąd bowiem wśród aspów jest tylu prokrastynatorów, buntowników i nerwusów? Od zmuszania. Część z nich zachowuje się socjopatycznie, inni stawiają bierny opór.
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2015/10/18 19:34:14
@Katja - kiedyś czytałem, że w aspergerze praktycznie nie istnieje coś takiego jak przyjaźń, i że tylko miłość jest w stanie trwale scementować związek osoby z ZA. Zamiast tego możliwa jest jedynie płytka znajomość, którą osoba z ZA jest w stanie bez większego bólu zerwać (nawet wieloletnią). Podobno wygląda to tak, że - załóżmy facet - jeśli chce posiąść kobietę, to bardzo szybko się zauracza, a nawet zakochuje, podczas gdy druga (neurotypowa) połówka potrzebuje długotrwałej przyjaźni i oswajania. Jeśli jednak facet traci nadzieję na kobietę, to szybko przestaje widzieć jakikolwiek sens podtrzymywania znajomości. Podobnie, heteroseksualny mężczyzna z ZA, nie będzie widział sensu zadawania się z męską paczką, bo takowa nie ma mu nic do zaoferowania poza przyjaźnią, która jest zbyt płytka, aby mogła dać satysfakcję. O ile jest to prawdą, to aspergerki powinny być przede wszystkim chłopczycami utrzymującymi kontakty głównie z facetami, zaś faceci - na odwrót. Jak to jest?
-
2015/10/18 20:31:02
Nerdzie, nie wiem skąd wziąłeś te rewelacje, ale nie zaobserwowałam tego ani u siebie, ani u znajomych mi osób z ZA. Częściowo się zgadza - często mamy tylko jednego przyjaciela/kolegę i nikogo więcej, bo mamy problemy z nawiązywaniem kontaktów lub jedna osoba wystarcza nam do szczęścia. Preferencje przyjaźniowo-płciowe są różne, ja na przykład koleguję się niemalże wyłącznie z facetami (nie specjalnie, tak wyszło i nie ma w tym podtekstu romantycznego), ale spotkałam też sytuacje odwrotne oraz grupy mieszane. Wszystko zależy od okoliczności. Twoja teoria wygląda mi na sklejenie paru obserwacji i dorobieniu do tego teorii.
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2015/10/18 22:35:52
No tak, co innego potrzeba posiadania niewielkiej liczby przyjaciół, zaś co innego sama płytkość relacji (psychiczna niemożność wykrzesania z siebie silniejszej więzi). Słyszałem o jednym i o drugim. To, że wystarczy jedna, czy dwie osoby znajome - bardzo częste zjawisko. Inna sprawa, że te przyjaźnie są często takie jakby transakcyjne - przysługa za przysługę - i brakuje w nich silnej więzi emocjonalnej. Spotkania są rzadkie (raz w tygodniu, albo i w miesiącu). Brakuje w nich tego fanatyzmu emocjonalnego, takiej przyjaźni na zabój. Osoba z ZA wcale nie jest skora zrywać się z łóżka w środku nocy i jechać na drugi koniec Polski, bo przyjaciółce dzieje się źle. Co więcej - aspowaci, którzy weszli w związek małżeński, często nie utrzymują dodatkowych przyjaźni - zupełnie, jakby rodzina zaspokajała wszystkie potrzeby towarzyskie.
-
2015/10/18 23:56:17
Z tym ostatnim się spotkałam - Zdiagnozowany Sysadmin uważa, że skoro ze mną się dogaduje, to więcej osób mu nie trzeba i ma wywalone nawet na dobre stosunki np. z kolegami z pracy albo na nawiązywanie kontaktów np. na konfach. Ale nie każdy tak ma, sporo osób zdaje sobie sprawę z tego, że znajomości są opłacalne i próbuje je nawiązywać z różnym skutkiem.

Jeśli chodzi o "przyjaźń na zabój", to niestety wiele osób z ASD to ludzie naiwni społecznie i nieraz się zdarza, że są wierni jak psy ludziom, którzy tylko udają, że ich lubią. Zdarza się też, że dają sobą pomiatać, bo chcą mieć jakichkolwiek znajomych lub wydaje im się, że tak trzeba (brak porównania).
-
Gość: Nerd, *.centertel.pl
2015/10/20 18:05:51
@Katja - chciałem wrócić do kilku poprzednich wątków.

Zdziwiłaś się, że psychoterapeuci odradzają pacjentom przyjmowania leków. Wielu z nich jest zaangażowanych w ruch "antypsychiatria". Twierdzą, że jeśli problemy mają przyczynę mentalną, to powinno się je leczyć psychoterapią. Jeśli jest to schizofrenia, to niech sobie psychiatrzy leczą lekami. Chodzi o to, że pacjenci bardziej zaburzeni (terapia długoterminowa, > 5lat), często stosują rozbudowane mechanizmy obronne. Czasem sami nie są w stanie powiedzieć, co im dolega. Branie leków bywa w tych sytuacjach mechanizmem obronnym - rozleniwia, zwalnia z odpowiedzialności za siebie. Przyjmowanie leków staje się natręctwem, ucieczką od niechcianym myśli. Może pomóc w ujarzmieniu bólu psychicznego, ale zahamuje rozwój psychiczny - pacjent nie będzie zmieniał wadliwych nawyków myślowych. Z tego powodu nie powinno się też za bardzo mówić o "jednostkach chorobowych", tylko o konkretnych problemach życiowych. Etykietowanie bywa ucieczką od problemu. Na forach typu nerwica.com jest od groma ludzi, którzy uciekli od swoich problemów w lekomanię. Faszerują się nie tylko psychotropami, ale prześcigają się w zażywaniu magnezu (400% normy), wyciągów z żeń-szenia, multiwitaminy. To jest chore towarzystwo. Przedawkowanie magnezu może dawać nieciekawe efekty - od zmęczenia, poprzez metaliczny smak w ustach, po szumy w układzie nerwowym. Inną, także nie za mądrą metodą "kurowania" depresji, jest ucieczka w robotę. Jeżeli ktoś czuje się bezwartościowy, niezadowolony z siebie, że aż kipi kompleksami, to dowartościowywanie się sukcesami zawodowymi może okazać się najszybszą drogą do zafundowania sobie zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. Schemat jest prosty - myślę: jestem zerem, jestem nikim, jestem ofermą. Budzi to lęk przed poczuciem beznadziei. Mobilizuję się i uciekam w robotę, bo jak coś dobrze robię, to jestem kimś. Taka błędna pętla: niechciana myśl - lęk - natręctwo. Człowiek powinien akceptować siebie samego takim, jakim jest.
-
2015/10/21 19:08:03
Fajnie to zabrzmiało: zaakceptować się takim jakim się jest, a linijkę wyżej o byciu zerem i ofermą :D Tak, wiem, że nie o to ci chodziło.
Pomyliłeś chyba niskie poczucie własnej wartości, kompleksy i fobie z depresją. Człowiek z depresją nie może po prostu ot tak zaakceptować siebie - co innego człowiek z kompleksami.
-
Gość: Toby Radloff, *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2015/11/05 10:50:47
Ja tylko chciałem uspokoić, że anony to nie jacyś uebermensche, tylko ludzie głęboko zaburzeni i najczęściej nisko funkcjonujący społecznie. Tak zwani ludzie normalni nie mają potrzeby zagłębiania się w życie jakichkolwiek osób, a co dopiero osobiście im nieznanych. Tutaj relacja z samego jądra ciemności: wyborcza.pl/duzyformat/1,127379,12102809,Trolle_i_zlewy.html
A tak poza tym, to jak na wiceaspergerowca przystało, jestem legalistą i nie mogę przeboleć, że hejterzy, śmieszki i inne wypoki nie siedzą w więzieniach.
-
2015/11/05 12:28:13
Chyba miałeś na myśli "untermensch".
-
Gość: Toby Radloff, *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2015/11/05 13:05:35
Nie, miałem na myśli dokładnie "ueber-". Ale w świecie neurotypowych też się zdarzają takie nieporozumienia, np. fill in vs. fill out. Wracając, z mojego punktu widzenia przed przeczytaniem tego tekstu wynikało, że jeśli ktoś nie ma żadnych wewnętrznych oporów przed czynieniem krzywdy innym ludziom, to może osiągnąć wszystko, co zechce. Dlatego "ueber-". Tymczasem anony wydają się być tak pełne wewnętrznych ograniczeń, jak to tylko możliwe.