Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Blog > Komentarze do wpisu

LEK NA AUTYZM, CZYLI MÓZG STEROWANY CHEMIĄ

 

Wyborcza ostatnio opublikowała artykuł pod tytułem Będzie lek na autyzm? Udało się cofnąć jego objawy u gryzoni, a także ludzi. Odkrycia pochodzą z poważnych czasopism, takich jak Science, a nie z blogów fanów teorii spiskowych. Nie ma więc nic o piciu wybielacza ani eliminacji pietruszki. Nie ma się jednak czym podniecać, bo badania są w bardzo początkowej fazie.

Przedmiotem zainteresowania są dwie substancje - oksytocyna oraz suramina.

Pierwsze badania, które wskazywały na to, że podanie oksytocyny poprawia zdolność rozpoznawania emocji u dzieci z autyzmem, opublikowano już w 2008 i 2009 r. W grudniu zeszłego roku badacze z Uniwersytetu Yale potwierdzili, że podanie jednorazowej dawki oksytocyny znacząco poprawia funkcje społeczne u dzieci z zaburzeniami spektrum autyzmu. Ośrodki mózgu odpowiedzialne za układ nagrody i rozpoznawanie emocji były bardziej aktywne u dzieci, którym podano oksytocynę, zaś efektu nie było widać u tych, które otrzymały placebo. Naukowcy doszli do wniosku, że oksytocyna czasowo normalizuje pracę tych regionów mózgu, które są odpowiedzialne za deficyty społeczne występujące u dzieci z autyzmem. To by wskazywało na to, iż te regiony nie są u nich nieodwracalnie uszkodzone i są na tyle plastyczne, że można wpływać na ich pracę. Działanie oksytocyny jest najskuteczniejsze u dzieci z najsłabszymi objawami spektrum autyzmu. Nie wiadomo, czy ten hormon nie pomaga w znoszeniu cięższych objawów, czy też potrzebne są większe dawki. Konieczne będą dalsze badania.

Okazało się, że suramina znakomicie działa na myszy, u których sztucznie wywołano objawy autyzmu. Po jej podaniu objawy znikały, a neurony myszy nie wykazywały żadnych oznak nadmiernego pobudzenia. Z chemicznego punktu widzenia naprawie ulegało 17 z 18 zaburzonych szlaków metabolicznych. Co istotne, do poprawy wystarczała pojedyncza dawka leku. Prowadzący badanie zastrzega, że obiecujące wyniki badań na myszach nie muszą sprawdzić się u ludzi. Ostrzega też, że suramina nie jest obojętna dla zdrowia i z pewnością nie nadaje się do leczenia dzieci (wywołuje bowiem ciężką anemię). Ale dodaje, że jeśli badania na ludziach okażą się równie obiecujące, można będzie znaleźć nowe leki blokujące jeden lub kilka z niemal 20 receptorów, które ogłaszają w komórce chemiczny alarm. 

 

Interesują mnie jednak dwie rzeczy. Pierwsza z nich to myszy z objawami autyzmu. Nie wiadomo dokładnie, co w ogóle jest przyczyną autyzmu, więc skąd wiadomo, że mysi autyzm jest taki sam jak ludzki? Skąd wiadomo, że mysz w ogóle ma autyzm? Jeśli został sztucznie wywołany, to ma konkretną przyczynę, która dałaby się odtworzyć także u ludzi. Publikowanie takich treści jest również niebezpieczne z tego powodu, że zaraz się znajdą debile, którzy będą gotowi wywołać ciężką anemię u własnego dziecka i ryzykować jego życie. Bzdury? Wcale nie. Niejedno dziecko zmarło w wyniku chelatacji czy pojenia wybielaczem przez durnych rodziców.

 

 

 

 

Z mojego punktu widzenia ciekawa powinna być oksytocyna - w końcu należę do tej grupy z łagodniejszymi objawami. Zastanawiam się, jak to by miało działać. Psikam sobie do nosa oksytocyną i nagle pstryk! Mózg odblokowany. Nagle zaczynam rozpoznawać ludzi wokół, rozumieć zależności między nimi, ich emocje i intrygi? Nagle będę wiedziała jak nawiązywać znajomości, z kim i jak je podtrzymywać? Nagle będę umiała swobodnie rozmawiać? Może nawet zacznę uwodzić tłumy?

Brzmi to kosmicznie i kojarzy mi się z filmem Jestem Bogiem. Oto pojawił się cudowny środek, który pozwoli mi zrozumieć tajemnice ludzkości. Jeden psik i poznam wzór na wszechświat. Gorzej, jeśli okaże się, że ten wzór na wszechświat wygląda tak.

Nie twierdzę, że się nie da. W końcu mózg to potężny i nie do końca jeszcze znany twór. Istnieją tacy ludzie jak sawanci. Ludzie po przebytym urazie też nagle zaczynają ujawniać nowe umiejętności i tracą stare. Zaczynają też mówić z obcym akcentem (tu nieco sensacyjnie po polsku). Ja sama bardzo długo miałam problemy z nauką języka angielskiego i doprowadzałam do rozpaczy moją nauczycielkę w liceum. Nie było lekko, zwłaszcza że do wszystkich klas ścisłych dorzucono rozszerzony angielski. Pewnego dnia coś mi się odblokowało i zaczęłam przejawiać niezwykłe zdolności językowe. Wcześniej nie było wiadomo, czy uda mi się zdać podstawową maturę z angielskiego. Po cudownej przemianie zdałam zarówno podstawową, jak i rozszerzoną z bardzo wysokim wynikiem. Zaczęłam też nagle błyszczeć na lekcjach, na których wcześniej dostawałam sraczki ze strachu. Być może przyczyną było dręczenie mnie angielskim kilka razy w tygodniu w szkole i dodatkowo na korepetycjach. Być może był to cud. Nie wiem. W każdym razie przeskok był gwałtowny.

 

 

 

Lekarstwa na autyzm nie ma. Wiele osób ze spektrum ASD bierze jednak lekarstwa. Możecie się zapytać: na co w takim razie są te lekarstwa? Pomijając choroby somatyczne, jakie może mieć każdy, to są one na głowę. Nie mają jednak na celu wyleczenia kogoś z ASD, ale poprawienie funkcjonowania. Nie jest to obowiązkowe - można żyć sobie spokojnie z ASD i nie mieć do tego żadnych problemów wymagających leczenia.

Osoby niskofunkcjonujące biorą zwykle leki, które mają za zadanie powstrzymać ich zachowania (auto)agresywne i złagodzić nadmierne pobudzenie. Osoby wysokofunkcjonujące zmagają się zwykle z objawami depresji, nerwicy, fobii społecznej lub zaburzeń koncentracji. Przyczyną trzech pierwszych zaburzeń jest czynnik ludzki, czyli otoczenie, które zamienia czyjeś życie w koszmar. Jeśli ktoś jest bardziej wrażliwy lub ma naturalne skłonności do ponurych nastrojów, to pobyt np. w szkole może go wcale nie uspołecznić, ale zaprowadzić wprost do psychiatryka.

Leki są różne i na każdego działają inaczej. W ASD bardzo popularny jest risperidon, z którym również miałam do czynienia. Wiele osób jest zadowolonych z jego działania, jednak ze mnie robił bezmózgie zombie. Serio. Mój iloraz inteligencji na tym specyfiku nie przekraczał temperatury pokojowej. Dziękuję bardzo za takie coś. 

Oprócz risperidonu stosuje się także inne neuroleptyki, także te starszej generacji. U mnie wywołują one ciężkie skutki uboczne, dlatego nie mogę ich stosować. Ludzie doświadczają też na nich depresji, otępienia lub jeszcze większego wycofania. Nie da się tego przewidzieć. Każdy reaguje inaczej, więc czytanie opinii na forach niewiele da.

Zastanawia was pewnie, dlaczego przy ASD stosuje się leki na schizofrenię. Cóż, pewnie dlatego, że w obu zaburzeniach pojawia się wycofanie społeczne i objawy fobiczno-depresyjne. Istnieje nawet coś takiego jak autyzm schizofreniczny

 

 

Który kotek zjadł twój Prozac?

 

Moje funkcjonowanie dużo lepiej poprawiają leki z grupy SNRI. Nie SSRI, bo te z kolei nie działają wcale. Dzięki wenlafaksynie jestem pogodniejsza, bardziej otwarta i lepiej się koncentruję. Koncentracja jest ważna, bo każda czynność jest dla mnie zadaniem do wykonania. Dla ludzi nie jest problemem przerwanie jakiejś czynności i powrót do wcześniejszej. Dla mnie jest. Kiedy muszę coś zrobić, to strasznie rozpieprza mi system to, że mam przygotowac sobie żarcie, wyjść do sklepu, posprzątać, cokolwiek. Ciężko mi potem wrócić do właściwego zadania i wkręcam się po raz kolejny przez bardzo długi czas.

Wenlafaksyna ma lekko pobudzające działanie, co jest dobre dla osoby, która by wiecznie spała. Nie dostaję też tak łatwiej ataków paniki jak wcześniej. Mogę nawet przedstawić coś przed grupą ludzi i nie bujać się przy tym lub nawet gorzej - nie wchodząc pod stół.

 

 

 

 

Nie ma to jednak żadnego magicznego działania. Wciąz przebywam w swoim świecie. Wciąż nie rozumiem ludzi i nie umiem nawiązać z nimi kontaktu, ale nie przejmuję się tym tak, jak wcześniej.

Wiele osób mówi: Po co mam brać leki przeciwdepresyjne? One nie sprawią, że życie nagle nabierze sensu. Oczywiście, że nie. Problemy pozostają problemami, dalej nikt mnie nie kocha i moje życie nadal jest przegrane. Tyle, że teraz mam na to wyjebane. Serio. Jestem nolajfem i zżera mnie samotność, ale przestało mnie to obchodzić. Matka wrzeszczy, że jestem nieudacznikiem bez pracy i mam iść zmywać gary lub zbierać truskawki, ale mnie to gówno obchodzi. Zdaję sobie sprawę z własnej beznadziejności, ale nie przeżywam jej. Nie spędzam dni na gorzkich żalach, ale żyję sobie jak gdyby nigdy nic. Pewnie pójdę zbierać te truskawki, ale nie będę przy tym ryczeć. Mam nadzieję.

To jest właśnie ogromny plus dobrze dobranych leków przeciwdepresyjnych. A może zakradnę się na pobliską porodówkę, gwizdnę stamtąd oksytocynę i w ciągu paru dni porwę za sobą tłumy? Może warto wziąć udział w takim eksperymencie?

 

niedziela, 22 czerwca 2014, katja.asd

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Blebleble, *.adsl.inetia.pl
2014/06/23 00:22:53
"Nie spędzam dni na gorzkich żalach, ale żyję sobie jak gdyby nigdy nic. "
Polecam wyznaczanie sobie jakichś celów i powolne dążenie do nich, a przynajmniej dokładne planowanie procesu ich osiągania ;). To, przynajmniej w moim przypadku, niezły sposób na radzenie sobie z depresją, która może dopaść człowieka gdy ten nie ma nic konkretnego do roboty (np. skończył studia albo ma jakieś dłuższe wakacje).
-
2014/06/23 00:25:01
Czytam ten post i myślę o zupełnie czymś innym.
Otóż czytam go - post o lekach! - mniej więcej w pół godziny po zażyciu tabletki nasennej i zastanawiam się, czytając, co jest grane. Gdy patrzę w jeden punkt tekstu, widzę, jak wokół niego słowa rozsuwają się, przybliżają. Zdania poniżej i powyżej tego punktu jakby przesuwają się w lewo lub w prawo. Kiedy oddalam wzrok, cały tekst wydaje się pulsować, falować, pojedyncze słowa przemieszczają się.
Katju, ty na pewno nie zastosowałaś w tym poście żadnego informatycznego cudu? To na pewno ten lek nasenny tak działa? O_O
-
2014/06/23 00:45:21
Rika: Jak ja jadłam kiedyś leki nasenne, to miałam niesamowite haluny. Już zaczynałam śnić, ale jeszcze nie spałam. Nie wiem, czy są tu jakieś informatyczne cuda. Dowiesz się po przebudzeniu :D

Blebleble: "Żyję jak gdyby nigdy nic" w sensie: jestem spokojna zamiast się zadręczać i płakać. Co do celu, to nadal go szukam. Chyba.
-
Gość: Blebleble, *.adsl.inetia.pl
2014/06/23 01:13:14
"jestem spokojna zamiast się zadręczać i płakać"
Wiem.

"Co do celu, to nadal go szukam. Chyba."
Nie mówiłem w sumie o jakichś wielkich, wydumanych celach, tylko o czymś co da się osiągnąć i być pewnym że to się osiągnęło. Nauczenie się czegoś dla siebie, jakiś własny projekcik opensource'owy itp.
-
Gość: Borowy, 5.79.78.*
2014/06/23 04:16:01
mnie leki tylko wk... ły, rozpierdzieliły mi kilka lat życia a zaległości po czymś takim nadrabia sie strasznie powoli, na szczęście zawsze interesowałem się tematami medytacji i kontroli umysłu i jakoś zacząłem sobie sam organizować i składać głowę do kupy, a co zaznaczam jako istotne choć nie zachęcam, zwłąszcza do zmuszania kogoś do takich eksperymentów (bo bez chęci własnej i ogromnej energii poświęconej na kontrolę własnej świadomości to może sie skończyć bardzo źle) cenię sobie bardzo doświadczenia z konopią (duże dawki i dość długo) bardzo dobrze wpłynęły w połączeniu z wyjściem do ludzi na zdolności socjalne z których ostatecznie i tak nie kożystam ale nie mam problemu z ludźmi... i grzybami "wiadomymi" P. cubensis w dużej dawce ale żadko i tylko kilka podejść - całkowicie zmieniły sposób w jaki pożądkuję zawartość mojej głowy i otoczenie, pomogły otwożyć pozamykane elementy psychiki i posprzątać i tu zaznaczam że dla kogoś kto tego sam nie chce to może być bardzo złe doświadczenie, bo rozkłada wszystkie bariery w umyśle a jeśli osoba tylko dzięki nim jako tako się trzyma to lot z grzybami po prostu zrobi z niej ważywo albo uruchomi schizotypowe, więc jeśli ktoś tu zastanawia się jak pomóc autyście to nauczcie go medytować, dajcie książke i taichi czy kontroli umysłu np. i zostawcie w świętym klasztornym spokoju, to nie jest coś co można leczyć to jest coś co osoba musi sama przepracować a jedyne co można zrobić to postarać się o własciwe warynki i motywację. da się ;)
-
2014/06/23 07:54:52
O oksytocznie to moge Ci co nieco powiedziec :P Przy porodzie dostalam spora dawke dozylnie, bo skurcze byly za sklabe. Od tego momentu to nawet nie bardzo kojarzylam, kto wchodzil do pokoju. zamknelam sie zupelnie i swiat przestal mnie interesowac, nie slyszalam nawet muzyki i strasznie sie zdziwilam zachwyconym komentarzem gina.
Przy karmieniu piersia za kazdym razem nastepuje wyrzut oksytocyny do krwi. Karmilam ponad 3 lata i w tym czasie zdecydowanie nie bylam bardzoej spoleczna. Wprost przeciwnie, coraz bardziej odsuwalam sie od ludzi. Tak, ze w cudowne wlasciwosci oksytocyny, "leczacej" autyzm nie wierze. w dodatku zastanawia mnie, jak to niby mialoby dzialac, po jednorazowej dawce dziecko zostaloby uleczone? Dluzsze podawanie mogloby byc ryzykowne i przypuszczam, ze nie byloby bez wplywu na rozwoj plciowy zwlaszcza u dziewczynek, ale kto by sie tym przejmowal, jesli by autyzm leczyla? :/
antydepresanty kiedys bralam. Nie lecza depresji i na sposob myslenia nie wplywaja, ale jedynie nieco "wyrownuja balans", zmniejszaja amplitude przy kumorzastej sinusoidzie. Ale w przypadku asd zawsze sa ryzykowne, bo niestety maja miewaja skutki uboczne, a ja na pierwszy lek zareagowalam zupelnie nieprzewidywalnie i wprost przeciwnie do tego, jak "powinnam". Z lekami niestety czesciej tak miewamy, co zdecydowanie utrudnia znalezienie jednego leku dla wszystkich. Szukac pewnie nigdy nie przestana, choc i tak z tych poszukiwan nic nie bedzie.
-
Gość: nielogin, *.web-billing.net
2014/06/23 08:34:22
Oksytocyna to hormon błogości. Może po prostu ona człowieka rozluźnia, więc ktoś nie spięty i przyjaźniej nastawiony łatwiej sobie radzi z rozpoznawaniem cudzych emocji. Jest teoria, że autyzm to efekt obronny, gdy osoba jest nadwrażliwa na bodźce. Szkoda że w tym badaniu nie porównali tego np. z lekami przeciwlękowymi.
-
2014/06/24 00:52:52
Nielogin: Pewnie jeszcze będą różne badania na ten temat, skoro to takie obiecujące.

Tijgertje: No właśnie byłam ciekawa doświadczeń dziewczyn z ASD, które mają dzieci. Twój pojedynczy przypadek to za mała próba badawcza, ale też mam spore wątpliwości co do skuteczności. Możliwe zaburzenia rozwoju przy stosowaniu takiej terapii też powinny być wzięte pod uwagę.
-
2014/06/24 12:30:09
Wiele osób mówi: Po co mam brać leki przeciwdepresyjne? One nie sprawią, że życie nagle nabierze sensu. Oczywiście, że nie. Problemy pozostają problemami, dalej nikt mnie nie kocha i moje życie nadal jest przegrane. Tyle, że teraz mam na to wyjebane. Serio. Jestem nolajfem i zżera mnie samotność, ale przestało mnie to obchodzić. Matka wrzeszczy, że jestem nieudacznikiem bez pracy i mam iść zmywać gary lub zbierać truskawki, ale mnie to gówno obchodzi. Zdaję sobie sprawę z własnej beznadziejności, ale nie przeżywam jej. Nie spędzam dni na gorzkich żalach, ale żyję sobie jak gdyby nigdy nic. Pewnie pójdę zbierać te truskawki, ale nie będę przy tym ryczeć. Mam nadzieję."

uch,surowo.... Nolajf? nieudacznik? beznadziejność? przegrana? nikt nie kocha?
Katja,choćby tu ja i sto innych osób pisało dobre rzeczy o tobie to jak sama nie zauwazysz że jesteś KIMŚ, że jesteś wyjątkowa, fajowa, zajebiaszcza, nerd globalnie czadowy, zjeb historycznie nieprzeciętny to nic się w twoim życiu nie zmieni. Inni postrzegają ciebie tak jak ty siebie postrzegasz. Wysyłasz do ludzi niewidzialny sygnał "won bo jestem taka ponura że się popłaczecie" poprzez takie myślenie o sobie.
Jessu,ja bym chciała być w połowie taka inteligentna jak ty. Chciałabym mieć koty. Chciałabym umieć tak ładnie układać myśli z zdania. Ale nie mam tych trzech rzeczy ,które masz ty! Ale nie zamierzam się z tego powodu umartwiać (no może czasem sobie popłaczę na tymi kotami). Inteligencji mi starcza na tyle by przetrwać w tym świecie, bez kotów mam czyściej w domu, a z myslą że nigdy nie napiszę swego wymarzonego kryminału też już dawno się pogodziłam.
-
Gość: Nihil Novi, *.dynamic.gprs.plus.pl
2014/06/24 18:45:30
Leki są ok, ale tylko i wyłącznie z terapią.. Swoją drogą mam znajomą z depresją, która olewa leki i terapię bo stwierdziła ze polubiła swoją depresję..A ja się zastanawiam tylko jak to jest możliwe..?
-
2014/06/25 22:53:52
Nie chcę za bardzo krytykować Wyborczej,bo Agora to właściciel blox'a, ale nie uważam i nigdy nie uważałem poziomu "dziennikarstwa naukowego" w jakichkolwiek gazetach i na jakichkolwiek portalach w Polsce na stojący na jakimkolwiek sensownym poziomie.Akurat u Wyborczej to opracowanko w miarę udane,ba nawet zacytowali jakieś źródła (ale źródła powołujące się na źródła i to kiepsko się powołujące - trzeba by poszukać i to w komercyjnych bazach naukowych prawdy a kto ma zapewne 30$ na zbyciu ?) to jest naprawdę coś, w porównaniu z "procesorami z silikonu" czy "izotopem węgla Carbon 14". Oczywiście pisanie "Z całą pewnością - mimo tego, co twierdzą niektórzy przeciwnicy szczepień dzieci - jego przyczyną nie są szczepionki. Na związek szczepień z autyzmem nie ma najmniejszych dowodów." jest dla mnie zabawną bzdurą."Nie ma dowodów" - "a z całą pewnością nie są" to nie jest to samo. Niezależnie zatem od tego jak oceniam antyszczepionkowców (zaraz napiszę jak,cierpliwości) - ocena z "języka naukowego" dla GW nadal ndst,przykro mi
(no może nie,ale to ma uspokajać)

Argumenty z myszami bardzo trafne Katja.asd, natomiast jeśli piszesz: "Publikowanie takich treści jest również niebezpieczne z tego powodu, że zaraz się znajdą debile, którzy będą gotowi wywołać ciężką anemię u własnego dziecka i ryzykować jego życie." - otóż tego rodzaju idioci i oszołomy się zdarzają i będą zdarzać,im należałoby po prostu ograniczyć dostęp do materiałów naukowych i nawet takich szczegółowych wyników jakie podaje Wyborcza - tylko w demokratycznym społeczeństwie niektórzy nie chcą pojąć,że niektórym osobom niezdolnym do logicznego rozumowania nie ma po co czegokolwiek tłumaczyć i traktować ich opinię serio,bo dalej będą głupi jak byli - ale będą wierzyć,że są mądrzejsi... Niestety, nie ma nic gorszego jak ignoranci po swojemu interpretujący tekst naukowy,albo co gorsza interpretujący jego interpretację.Już nie mówiąc o jeszcze głębszym poziomie rekurencji.

Tego rodzaju znachorów i szarlatanów łatwo rozpoznać,często piszą o "mistycyzmie","duchowości" "okultyzmie" itd. albo są z takimi co to robią powiązani.Nie jestem psychiatrą i nie jestem za przymusowym diagnozowaniem kogokolwiek ale ludzie z takimi "dziwactwami",wielbiciele Alexów Jonesów,Kefirów,Beinów i nie wiadomo kogo jeszcze (i "ludzie religijni" CHYBA TEŻ) nie powinni podejmować samodzielnych decyzji o terapii swoich dzieci bez przedstawienia zaświadczenia od naprawdę bezstronnego psychiatry,że nie mają początków schizofrenii albo czegoś innego związanego np. z poważną paranoją,oraz że ich IQ jest wyższe od 70.

Co zaś do czasopism naukowych - oryginalne artykuły z opisaną metodologią może i były odpowiedzialne - a w każdym razie na wolności pisania takich artykułów polega dyskusja naukowa.Jak ktoś sknoci metodologię (albo też wkurzy innego naukowca - niestety,"normalność" w natarciu) to jest krytykowany.Prasa "naukowa" czy inni publicyści zaś w teorii chcą dobrze - tylko problem w tym,że ani nie piszą,że oni nie są specjalistami i opracowując temat zwyczajnie mogli się pomylić przy interpretacji,ani nie zwracają uwagi,że ich "analizy" (a często te zrobione przez dziennikarza przypominają dziecinną zabawę w "głuchy telefon" efektami) mogą dostać się w ręce takich niebezpiecznych ignorantów nieświadomych swej głupoty i wierzących że oni na pewno mają rację...

"Problemy pozostają problemami, dalej nikt mnie nie kocha i moje życie nadal jest przegrane. Tyle, że teraz mam na to wyjebane. [...]."

Niewątpliwie brak depresji jest bezpieczniejszy dla zdrowia,ale gdybyś "miała w pełni na to wyjebane" to leki byłyby chyba nieco za silne.
Tak zresztą:
1.Miłość ? A co to jest i skąd wiesz że jej potrzebujesz ? Jeśli to nie jest co w wypadku rodziców wobec ciebie (co obalałoby twą tezę),to chyba nie wiesz za bardzo nawet czego ci brakuje...
2.Przegrane życie ? :D Come on,Jeszcze żyjesz - zatem nadal grasz.
-
Gość: bubu, *.ip.vitnett.no
2014/07/07 16:02:08
Jeśli chodzi o myszy, to do takich badań używa się myszy transgenicznych, które tworzy się tak, by posiadały określone mutacje konkretnych genów, na przykład mamy mouse model of schizofrenia, Alzheimer's disease itd. Nie wyróżniono konkretnych mutacji genów warunkujących autyzm, ale wskazano te, które bardzo często w autyzmie występują. I tak np: En2 mouse mutants have anatomic phenotypes in the cerebellum that resemble cerebellar abnormalities reported in autistic individuals. Four candidate gene studies have explored the relationship between EN2 and autism three found a positive association.

W tym przykładzie oparto się na neuranatomii, konkretnie na anomaliach w budowie móżdżku. Tych mutacji jest więcej, podejrzewam, że na ich podstawie tworzone są modele zwierzęce autyzmu. Co do oksytocyny, nie chodzi o wciąganie jej nosem, tylko jej syntezę w mózgu, nie pamiętam w tej chwili, czy oksytocyna przekracza barierę krew-mózg, stawiam, że nie, jednak wciąganie oksytocyny faktycznie powoduje np. zwiększenie ufności, jak pokazują badania. Poszperam w temacie i dam znać:)
-
Gość: bubu, *.ip.vitnett.no
2014/07/07 16:04:37
P.S. a to badanie czytałam w oryginale i nie jest to najlepsze możliwe jego tłumaczenie;)
-
Gość: bubu, *.ip.vitnett.no
2014/07/08 13:53:35
Znalazłam dla Ciebie coś o modelach autyzmu, enjoy:)

www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3513683/
-
Gość: betka i hubi, *.biznes.mm.pl
2014/07/30 08:12:35
Wiecie co przeraz mnie taki artykuł, u myszy wywołano autyzm? a skad wiedomo jak to zrobic?????? skoro u dzieci nie mozna zapobiec a u myszy wywołac??? nie pasuje mi to, ja juz wiem ze autyzm jest niewyleczlany i nie zmieni sie to bo to nie angina, moje dziecko ma 6.5 roku nie mowi, nie jest społeczne, leje inne dzieci, ciągle musi miec coś w rączce ja idziemy, zbiera kamiemie, bez, kulki, styropien itd.... uparte, płakliwe, wali w sciane jak sie nie zgadzam albo bunt na max, z jedzeniem meksyk, to co moze nie je a reszty nie moze, chudy jak patyk, przeszlismy wiele terapi, szkoaleń kursów konferenci, obozów, cos drgneło ale 4 lata ciaglej rechabilitacji i skutki są ale bez szału, zna literki, kojarzy, ukłąda, przynosi o co go poprosze, najgorzej ze jego zwrok mnie przeraza nie skupia uwagi ucieka wzrokiem, obecnie jestem drugiej ciązy, slyszlaam ze nierz drugie dzieko wpływa na to piersze, się okaże, przeraz mnie co bedzie z Hubertem jk nas zabraknie, koleznka ma dziecko w wieku mojego i jej córka chodzi do oseidlowego sklepu sama, jadac z mama czy babcia autobusem wie gdzie wysiasc i co gdzie sie znajduje, zna pieniadze umie zawiazc buty czy ubrac kurtke zimowa, zrobic kanapke kroic warzywa i owoce, sama sie kąpie, sprzata pokoj, mój tego nie umie i długo nie bedzie umiał, nie reaguje na pewe rzeczy, jeszcze niedawno sikał jak stał i poszedł zero reakcji czy zawołania mnie ze jest mokro czy majtki sa mokre, ciezko jest naprawde, pójscie do dentysy graniczy z cudem.. o fryzjerze nie wpsomne, wszystkie warzywa sa ble, zupy nie tknie zadnej, czasmi jestem bardzo zmeczona i sie pytam dlaczgego nas to spotkało, czasmi sobie tłumacze ze tak musało być, oczywiscie ze jak pojawiąs ie jakies leki bedziemy testowac, bo co mamy do straenia, juz chyba nic, gorzej nie bedzie, a moze byc lepiej.....
-
Gość: bubu, *.ip.vitnett.no
2014/08/04 15:20:46
Kolejne, ciekawe doniesienia, w oparciu o mysi model autyzmu, tym razem Max Planck Institute:

"The insular cortex is an integral hub, combining sensory, emotional and cognitive content. Not surprisingly, alterations in insular structure and function have been reported in many psychiatric disorders, such as anxiety disorders, depression, addiction and autism spectrum disorders (ASD). Scientists from Harvard University and the Max-Planck Institute of Neurobiology in Martinsried now describe consistent alterations in integrative processing of the insular cortex across autism mouse models of diverse etiologies. In particular, the delicate balance between excitation and inhibition in the autistic brains was disturbed, but could be pharmacologically re-adjusted. The results could help the development of novel diagnostic and therapeutic strategies".

www.mpg.de/8331446/autism-insular-cortex

Katja, daj znać, czy chcesz więcej tego typu informacji, bo nie wiem, czy nie spamuję.
-
2014/08/08 00:23:02
W żadnym wypadku nie spamujesz!
-
Gość: zaciekawienie, *.tktelekom.pl
2014/10/22 00:48:48
Witam mam synka który ma autyzm. Zauważyłam, że gdy pije większe ilości parzonej pokrzywy zaczyna lepiej mówić. A używa tylko paru słów. Sama tez ją pije ale na minie nie widzę efektów. On nawiązuje lepszy kontakt. Pokrzywa działa moczopędnie i wypłukuje chlorki z organizmu i oczywiście ogólnie jest zdrowa. może ktoś ma autyzm i umie mówić i wyrażać siebie. Czy przy piciu pokrzywy odczuwa jakieś lepsze efekty funkcjonale.
-
Gość: Gosia, 91.189.0.*
2015/06/21 12:34:02
Pokrzywa jest faktycznie bardzo zdrowa, pod warunkiem, że jest zbierana w odpowiednich miejscach (nie przy trasie oczywiście). Moja koleżanka, która mieszka w Niemczech codziennie robi sobie koktajle z pokrzywy i bananów z dodatkiem wody (chyba 2 szklanki), miksuje i pije. Swojego męża wyleczyła tym z reumatyzmu, a siebie z różnych dolegliwości, także polecam jak najbardziej. Przestała jeść mięso, je głównie kasze z warzywami, ta pokrzywa zapewnia jej żelazo. Twierdzi, że nie odczuwa żadnych złych elektów czy braków. Czuje się świetnie i bardzo dobrze funkcjonuje, prowadzi swoją firmę.
Z moich obserwacji wynika, że na autyzm dobry jest ruch i zajęcie się czymś.
Ja bym chyba nie podawała żadnych leków, nie mam zaufania do lekarzy ogólnie, a do firm farmaceutycznych w szczególności. Jak dobierane są leki można przeczytać w książce "Uratuj mnie" o kobiecie z pogranicznym zaburzeniem osobowości.
Już lepiej podawać magnez, zbadać pierwiastki, krew itp.
Co do depresji to myślę, że świat się tak rozpędził, że ludzie nie nadążają, gubią się w tym chaosie.
Pozdrawiam wszystkich ;-)
-
Gość: mamaZA, *.cgn1.srl.meteor.ie
2015/08/05 20:16:43
"... To by wskazywało na to, iż te regiony nie są u nich nieodwracalnie uszkodzone i są na tyle plastyczne, że można wpływać na ich pracę..." jak dla mnie to jest to potwierdzeniem ze powinna u dzieci byc wdrazona terapia neurobiologiczna,zgadzam sie ze mozg jest plastyczny i w jakims stopniu mozna podciagnac pewne funkcje u dzieci z autyzmem.U syna widac efekty terapi neurobiologicznej wiele funkcji naturalnie sie "rodzi",niektorzy specjalisci sa zaskoczeni i slysze ze wiele rzeczy jest niemozliwych u autykow a on to ma. Co o tym myslisz Katja?
-
2017/03/08 15:42:27
Jestem bardzo sceptyczna względem mysich modeli schorzeń psychicznych. Znajomy biolog twierdzi, że mysia schizofrenia to totalna bzdura (no bo jak zbadać, czy mysz ma urojenia?), podobnych problemów spodziewałabym się z mysim autyzmem.
Diagnozy ASD nie mam i raczej mieć nie będę, chyba, że za mojego życia opiszą nową jednostkę w spektrum ;) ale jestem rasowym nerdem i mam dzieci.

Ciąże i porody zdecydowanie miały wpływ na działanie mojego mózgu. Trudniej było się skupić, działałam bardziej emocjonalnie, więcej się myliłam, miałam też bardziej wy*ebane na wszystko poza dziećmi.
Po kilku miesiącach przeszło, wróciły intensywne fascynacje i znów zaczęła mnie bawić fizyka teoretyczna :) mimo, że wciąż karmiłam piersią. Generalnie wróciłam do starej wersji siebie, tylko w dojrzalszej (np. mniej zestresowanej pierdółami) wersji.

Nie dałabym sobie zrobić terapii oksytocyną, lubię swoją nerdziastą tożsamość. Nawet jako mama. Nie mam też pojęcia, czy taka terapia zadziałałaby mierzalnie na cokolwiek poważniejszego.
-
Gość: Robert, *.adsl.inetia.pl
2017/06/01 12:04:29
A czy ktoś słyszał o zbawiennym wpływie pierzgi pszczelej? W mojej rodzinie jest autystyczne dziecko i stosujemy suplement Bee Pearl, który jest w pełni naturalny a po czasie widać efekty. Dziecko staje się wyciszone i ma dostarczone wiele witamin.
-
Gość: Anna, *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2017/06/22 22:00:39
U mnie też SNRI, dokładnie wenlafaksyna. Identyczne działanie. SSRI - zero reakcji. Inne leki - mnóstwo skutków ubocznych. Ja asperger.