Mam autyzm i nie zbieram pieniędzy na konto. Za to piszę, co mi się podoba.
Blog > Komentarze do wpisu

HARLEKINY MANEKINY

 

Dzisiaj mamy Walentynki, bardzo uczuciowy dzień. Magda Małczyńska-Umeda okazała trochę uczucia biednemu autystycznemu dziecku i wysłała mi planszę z różnymi emocjami, o której wspominałam w notce Pani znów symuluje!. DZIĘ-KU-JE-MY! To bardzo fajna plansza, bo ma zagadki, które prowokują do dyskusji o uczuciach. Z tego względu jest świetną pomocą terapeutyczną. Możecie ją pobrać tutaj i bardzo chętnie się dowiem, jak ją wykorzystujecie w praktyce.

Tytuł dzisiejszej notki jest dopasowany do dzisiejszego święta. Jest ono pełne czynności, które nazywam odwalaniem harlekinów. Jak wiele razy wspominałam, na uczuciach się nie znam i odgrywając je, czuję się jak jakiś cholerny manekin. Przy okazji się rymuje.

 

 

 

Miłość! Miłość prosto w oczy!
Miłość! Miłość prosto w serce!

Cytat pochodzi z tej oto piosenki. Pasuje mi do dzisiejszego dnia, bo ze wszystkich stron media napieprzają miłością. A ja nie wiem, o co chodzi. Nie mam tu na myśli bycia samotnym frustratem, który z okazji Walentynek wyżywa się w internetach. Nie wiem, o co chodzi z miłością, ponieważ jej nie czuję.

Swego czasu czytałam mnóstwo pisemek dla nastolatków, w których była mowa o chłopakach, dziewczynach i miłości. Pierwsza miłość, wielka miłość, wakacyjna miłość i wszystkie inne radosne polimorfizmy. Ludzie wokół też zaczęli się tym strasznie przejmować. Taka jest kolej rzeczy. Czekałam więc na to, aż się kiedyś zakocham i się nie doczekałam. Mój mózg takich rzeczy zwyczajnie nie obsługuje. Nie umiem kochać. Mogę kogoś polubić. Mogę czuć do kogoś pociąg fizyczny. I tyle. Nigdy nie czułam zakochania, euforii, czułości, jakiejś radości przebywania z drugą osobą. Jestem zjebem.

 

 

 

Nie wiem, czy mają tak wszystkie osoby z ASD, ale to bardzo możliwe, ponieważ mamy spieprzoną empatię. Możemy nie reagować lub symulować, żeby nie sprawić otoczeniu przykrości lub żeby udawać normalnych. Ewentualny partner musi się albo z tym pogodzić i nie zmuszać nas do odwalania harlekinów, albo wręcz odwrotnie - wymusić normalność i mieć romantyczne sytuacje jak wszyscy inni ludzie.

Powiedzenie komuś, że nigdy się go nie pokocha, też nie należy do łatwych. Załóżmy, że spotkaliśmy już całkiem fajną osobę, lubimy z nią przebywać, jest przydatna i w ogóle cała ta relacja się opłaca. Rozważamy sobie wszystkie aspekty, wyliczamy średnią ważoną i wychodzi nam, że tak, decydujemy się na kogoś i zabieramy do domu. No i gdzie ten żar uczuć? Czułe słówka i miłosne wyznania nie chcą przejść przez gardło. I co teraz? Obejrzeć parę filmów i przekopiować pasujące scenki? Nie robić nic i liczyć, że nie dojdzie do wymuszania deklaracji? A może postawić sprawę jasno i powiedzieć, że miłości nie będzie? Sory, bejbe, takie mamy zjebstwo.

 

 

Najlepsza strategia to według mnie ta druga. Można co jakiś czas przynieść ładne czekoladki, uśmiechnąć się i powiedzieć, że och tak, to dla ciebie, to z miłości. Można zrobić coś dla drugiej osoby i wtedy ona sama sobie myśli, że to musi być prawdziwa miłość, skoro się tak staramy. Uważam zresztą, że to właśnie czyny są ważniejsze, niż jakieś tam romantyczne wyznania i kolacje przy świecach. No ale dziś mamy Walentynki, romantyczny dzień. Ludzie poza tym lubią deklaracje i wzruszające momenty. Nie można być w związku i uniknąć deklaracji miłości. Można ją najwyżej odwlekać.

Ale kiedy już przyjdzie ten czas i nasz wybranek wyleci z pytaniem Ale ty mnie kochasz czy ty mnie nie kochasz? można zawsze powiedzieć NOOOO!. A kiedy nie będzie mu to wystarczyło, można ściemniać. Dobra ściema to podstawa.

Nie żebym specjalnie to lubiła. Nie lubię. Ale święty spokój jest bezcenny. 

 

 

Szybko zauważyłam, że dla ludzi słowa mają duże znaczenie. Opieranie się jest natomiast nieopłacalne, ponieważ ludzie nie przestają się czepiać, a co za tym idzie, nie ma świętego spokoju. Odejdźmy już od tego tematu miłości, bo to może być cokolwiek. Kiedy byłam w szkole, ciągle kazali mi kogoś przepraszać, chociaż nie wiedziałam za bardzo, za co. Albo dlaczego niby to ja mam przepraszać. Stawianie oporu i wyjaśnianie sytuacji nic jednak nie dawało. Tylko nasilało się czepianie i sprawa ciągnęła się w nieskończoność. Chociaż wskazówka mojego wewnętrznego winometru ani drgnęła, to zakończenie procesu było dla mnie ważniejsze. Dlatego mogłam przeprosić kogokolwiek za cokolwiek i nie znaczyło to dla mnie kompletnie nic. Skoro chcesz, żeby mi było przykro, to ja ci powiem, że jest. A ty pomyślisz, że ma to dla mnie znaczenie.

Och, przepraszam, nie chciałam...
To się już więcej nie powtórzy, naprawdę mi przykro...
To wydarzenie niesamowicie mną wstrząsnęło...
Dzień dobry szanownej pani!

W domyśle: cegła ci na głowę, wredna babo. Ale trzeba tak mówić, bo inaczej przyleci ze skargą i będzie problem.

 

Mężczyzno mojego życia! Mogę cię akceptować, szanować i służyć pomocą. Absolutnie szczerze. Jeśli mnie zmusisz, mogę ci nawet wyznać miłość. Ale lepiej tego nie rób. Bo ja cię nigdy nie pokocham. Przepraszam, jestem zjebem.

 

 

piątek, 14 lutego 2014, katja.asd

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: nat, *.play-internet.pl
2014/02/14 21:45:19
NT bardzo trudno to zrozumieć. W zasadzie miłość to uczucie wyższe, wynikające z naszej wiedzy, ale jak to możliwe, żeby ktoś się nie zakochał? Nigdy? Przecież zakochanie to sama chemia, dopaminowo-serotoninowy zastrzyk na widok jakieś, czasem brzydkiej, głupiej i nielubianej osoby., który sprawia, że serce zaczyna szybciej bić, bo po prostu tak jest na haju.... Jak NT z wielkim pechem do zakochiwania się nawet raz na miesiąc, trudno mi to pojąć...

Z drugiej strony spotkałam AS i opisy w książkach dot. AS, które świadczyły, że osoby z Aspergerem przechodzą coś na kształt zakochania. Wtedy osoba, na której im zależy, staje się obiektem szczególnego zainteresowania i są w stanie naszykować dla niej romantyczną kolację, trzymać ją za rękę i robić wszystko to, o czym NT marzą w skrytości serca (bo przecież takie rzeczy to tylko w filmach). Tylko kiedy osiągną już stabilizację w związku, to lista priorytetów wraca do stanu sprzed poznania tej osoby i wtedy NT przeżywa zdziwienie, bo już nie ma trzymania się za rączki, tylko katalogowanie roślinek ogrodowych rzez 95% czasu,,,,
-
2014/02/14 22:02:14
Też mogę urządzić kolację przy świecach dla własnego bezpieczeństwa. Albo czego tam kto wymaga.
A może ludzie tacy jak ja mogą się zakochiwać, ale ma to tak łagodny przebieg, że nawet tego nie zauważamy?
-
Gość: Ilona, 94.203.174.*
2014/02/15 08:09:35
Nie będę zbyt oryginalna, kiedy powiem, że idealną dla mnie receptą jest poszukanie kogoś, kto ma po prostu takie samo podejście do tych spraw. Doskonale rozumiem o czym jest mowa we wpisie. Związki z chłopakami NT to były zawsze katastrofy kończące się zarzutami że kalkuluję, jestem zimna sucz bez uczuć, egoistka i takie tam. Tutaj też wyczuwałam mocną dyskryminację na tle płci - jak to, jestem dziewczyna a nie lubię się spalać w nieszczęśliwej miłości tylko mówię spadaj? Nie dla mnie szantaże emocjonalne (tak cierpię! zrób coś...eee... a co mam zrobić, nie moja już sprawa ) i inne zagrywki które na 99% procent dziewczyn działały.
-
Gość: Ilona, 94.203.174.*
2014/02/15 08:13:14
"Mogę cię akceptować, szanować i służyć pomocą" - a wcześniej pisałaś coś o zabraniu do domu... czyż właśnie to nie jest miłość? :) Kwestia definicji...
-
2014/02/15 12:50:58
Uff, ktos trafil w sedno przede mna.

Dajesz sie dymac popkulturze, bo nie wiem, z jakiego innego powodu mylisz zakochanie z miloscia. Mozna kogos kochac, nie przechodzac przez faze zakochania. Ja tak mam najczesciej, zakochalam sie raz w zyciu. Ze wzajemnoscia wiec zaczelismy byc ze soba. Przeszlo mi po paru latach, jak sie okazalo, ze zwiazek utknal na pewnym etapie i nie posunie sie do przodu. Bo to jest cecha milosci - nie jest stala, nie ma jednej milosci od poczatku do konca, inaczej sie kocha swiezego faceta, inaczej sie kocha meza od 15 lat. Nie slabiej czy mocniej (choc to tez mozliwe) ale inaczej. Ale milosc to wlasnie chec dzielenia zycia z danym czlowiekiem, uprawiania z nim seksu, dzielenia najwazniejszych zyciowych decyzji i last but not least tolerowania go na wlasnym terytorium. Albo tez nietolerowania, mozna w koncu byc Szymborska. Kochasz, gdy wiesz, ze wolisz byc z Toba osoba niz z nia nie byc. Milosc moze sie rozwinac z przyjazni, zostac wzmocniona przyzwyczajeniem i swiadomoscia, ze jest sie dobrym teamem, ktory razem juz sporo pokonal i z czasem pokona. Latwiej jest zaczac, gdy sie jest na rauszu, ale mozna zaczynac tez na chlodno, wiedzac, ze po prostu ten czlowiek pasuje do naszych cech. Kazdy poczatek ma swoje wady i zalety.

Mowienie o tym, ze sie kocha.
Niezlym erzacem jest mowienie o tym, ze chce sie z kims byc. Jest sporo zdan, ktore sa wzglednie prawdziwe, dla NT tozsame z miloscia, a nie sa klamstwem.
Bo zdanie "chcialabym Cie kochac do konca zycia" nie oznacza, ze go w tej akurat chwili kochasz, nie? :P

Czekoladki?
A na meskiego czlonka czekoladki? I to jeszcze facetowi? Kup raczej po drodze do domu swiezo upieczona goloneczke i patrz jak mu oczy rozblyskuja. Albo moze ulubiona gre na kompa. Albo co on tam lubi.
Bo zasady sa proste: ludzie lubia okreslone rzeczy, wiec trzeba im te okreslone rzeczy dostarczac. Oni sie wtedy ciesza, sa mili dla Ciebie, robia rzeczy, ktore Ty lubisz. Na przyklad pozwalaja Ci w ciszy poprogramowac i tylko przynosza kubek z Twoja ulubiona herbata, jak dotychczasowy jest pusty. I wszyscy sa happy.


Ja mam wrazenie, ze aspi moga byc perfekcyjnymi partnerami zyciowymi, wlasnie dlatego ze moga na chlodno podjac decyzje. Nie zalewa ich krew, gdy widza upaprane lustro i nie robia wyrzutow wchodzacemu partnerowi, ktory wlasnie glodny i zly wraca do domu, tylko na chlodno oceniaja, ze wkurzona osoba odpowie ciezka awantura i strzeli focha na caly wieczor albo i weekend, wiec najpierw nalezy ja nakarmic, a potem przypomniec o lustrze. Tylko aspi musi zbadac ten gatunek czlowieka zwany NT i ustalic, wedlug jakich regul ta malpa dziala.
Inna sprawa, czy nalezy partnerowi mowic, ze sie go rozkminia. Ja to lubie, sa ludzie, ktorzy uwazaja, ze to manipulowanie. Ty masz te wygodna sytuacje, ze faceci czesciej sa na pograniczu spektrum i tez raczej wola odpowiedz z cyklu "nie bede teraz z Toba o tym rozmawiac, bo sie tylko poklocimy, jak zjesz to pogadamy na spokojnie".
-
2014/02/15 20:53:47
Akurat wszyscy mi znani faceci z branży okołokompowej uwielbiają czekoladę i inne słodycze :)

Wspólne spędzanie razem czasu jest fajne, dopóki taki facet nie zacznie wyjeżdżać z wyznaniami miłości, zapytaniami o uczucia względem niego i innymi groźbami z serii "porozmawiajmy o nas". Pewnie popkultura zrobiła mi sieczkę, ale dziwnie tak nie czuć niczego na myśl o jakiejś osobie.
-
2014/02/16 17:03:27
"AS, które świadczyły, że osoby z Aspergerem przechodzą coś na kształt zakochania. Wtedy osoba, na której im zależy, staje się obiektem szczególnego zainteresowania i są w stanie naszykować dla niej romantyczną kolację, trzymać ją za rękę i robić wszystko to, o czym NT marzą w skrytości serca (bo przecież takie rzeczy to tylko w filmach). Tylko kiedy osiągną już stabilizację w związku, to lista priorytetów wraca do stanu sprzed poznania tej osoby i wtedy NT przeżywa zdziwienie, bo już nie ma trzymania się za rączki, tylko katalogowanie roślinek ogrodowych rzez 95% czasu,,,,"

no taaaak, ja tak dokładnie mam. Mój biedny mąż zorientował się prędko że "słoneczek" i "dziubasków" to nie będzie :D
Allle: faceci wcale nie lubią jak ta temperatura uczuć jest ciągle wysoka. Lubią konkretnie i bez zbędnych słów. Dlatego fajnie żyć z taką kobietą, która nie wymaga ciągłych deklaracji, kwiatów, kosztownych świecidełek, świeczek, durnowatego mizdrzenia się. Katja, ( "dopóki taki facet nie zacznie wyjeżdżać z wyznaniami miłości, zapytaniami o uczucia względem niego i innymi groźbami z serii "porozmawiajmy o nas"") wierz mi, żaden facet nie będzie chciał rozmawiać o uczuciach. Oni tego nienawidzą, uciekają gdzie pieprz rośnie od bab które chcą "gadać o miłości".

Nienawidzę walentynek. W piątek powiedziałam szwagierce żeby przestała się podniecać jakąś zakichaną kolacją i że jest mi niedobrze od tych czerwonych pierdół, które poumieszczała po całym domu. Mężowi powiedziałam, żeby tę kasę, którą miał przeznaczyć na biedne róże (nienawidzę kwiatów w wazonie) przekazał komisyjnie na www.facebook.com/AzylDlaKrolikow?fref=ts (co też uczynił).
Bosz, jak to dobrze, że ja wyszłam za mąż jak byłam jeszcze młoda i głupia bo teraz nie jestem w stanie wykrzesać z siebie ani grama uczucia dla żadnego faceta (wydają mi się tacy prości i niedojrzali). Jak mnie mój zostawi to na pewno z nikim nie będę, never. (chyba że na dochodne, tak na randki).

KAtja,z twojego postu wywnioskowałam ,że:
- chcesz mieć faceta
- nie lubisz romantycznych pierdół srutututu
- do tej pory nie spotkałaś jeszcze takiego, co by (ze wzajemnością) nadawał się do zabrania do domu
OTóż, jeżeli chcesz to spotkasz takowego samca pewnego dnia, i będziesz fajną żoną (konkretną, spacerującą po tej ziemi, niewymagającą, przyjaciółką, wierną - bo takie konkretne babki nie zakochują się w minutę i nie robią głupstw). Wspomnisz moje słowa.
PS: tylko, wiesz, wyglądać musisz zawsze dobrze. Waga odpowiednia, dyskretny makijaż na fejsie, fryz zadbany, cyc do przodu, and smile ! :D
-
2014/02/16 17:30:19
PS:
kiedy ja czułam się samotna z braku miłości słuchałam tej piosenki www.youtube.com/watch?v=T6wbugWrfLU&feature=kp
Muzyki nie lubię, ale tego głosu mogę słuchać :)
Myślę też, że słowa w tej piosence są bardzo prawdziwe.
-
2014/02/16 22:54:04
Cyganka: Ta piosenka to taki... yyyy... motywator. Też może być. To ja wrzucę coś, czego właśnie dzisiaj słucham: www.youtube.com/watch?v=BnKi_DRyjrA

Z facetami i uczuciami - oj, zdziwiłabyś się :D Oni tez przeżywają, tylko może rzadziej robią to publicznie.
-
2014/02/17 14:03:43
przeżywają, ale gadać o tym nie lubią. Albo coś się dzieje albo nie , po co się wytrząsać ;) :D
o rrany, ciężkie bity lubisz, i to jeszcze po niemiecku.
-
2014/02/17 21:18:18
Nie jestem mistrzem słowa, bardzo trudno mi czasami wyrazić się jasno przez pisanie, ale spróbuję napisać to co mi się w głowie układa.
Wydaje mi się, że stworzyłaś sobie obraz "świata ludzi NT" bardzo powierzchownie, albo obserwując tylko mały wycinek społeczeństwa. My też potrafimy racjonalnie myśleć, mówić wprost, bez aluzji, kierować się rozsądkiem. Nie wszyscy strzelamy fochy. Nie każdy z nas w młodym wieku czytali bravo, filipinkę, wieszał plakaty ukochanych artystów. Nie wszystkich interesowały randki, zakochania, romantyczne prezenty i harlekiny. Nie każdy się zakochuje! (u mnie okres zakochiwania się, w sumie dwa albo trzy razy - wiązał się z dojrzewaniem płciowym, kiedy hormony wyprawiały różne rzeczy z moim ciałem - zakochanie charakteryzowało się nie tyle planowaniem wspólnego życia i wyobrażaniem romantycznych spacerów z trzymaniem się za rękę i dawaniem "sygnałów, że mi się podoba", co dziwnymi reakcjami ciała - szybkim biciem serca, nieprzyjemnym uczuciem ściśnięcia żołądka, czerwienieniem się i pustką w głowie, spowodowaną stresem).

Spokojnie można stworzyć związek z osobą, przy której nie odczuwasz tego wszystkiego, co opisałam powyżej. Można stworzyć związek oparty na konkretach. Nawet w naszym kręgu kulturowym, przez wiele wieków ludzie zawierali małżeństwa z rozsądku albo małżeństwa aranżowane przez rodziny i potrafili się dostosować, nie rozwodzić, prowadzić dobre życie.

Dla mnie bardzo ważne jest, żeby się dobrze dogadywać, rozumieć nawzajem, dobrze tolerować swoją obecność, zachowywać się w normalny dla siebie sposób w towarzystwie tej drugiej osoby.

Moja podstawowa definicja miłości:
- umiemy przebywać w towarzystwie tej osoby i zachowywać się normalnie, nie udając i nie odgrywając niczego
- nie przeszkadza nam obecność tej drugiej osoby*
- szanujemy swoje różne potrzeby, mówimy o nich wprost
- spełniamy nawzajem swoje potrzeby, dbamy o drugą osobę
- chcemy kontynuować to wszystko w bliżej nieokreślonej przyszłości
- cała reszta, czyli sposób spędzania czasu razem, granice, potrzebę bycia samemu, ewentualne prezenty, kontakt fizyczny, chęć uprawiania seksu, chęć posiadania dzieci albo prowadzenia wspólnego gospodarstwa ustalacie razem, na warunkach, jakie wam obydwojgu pasują.


*Mówię teraz o sobie: potrafię przez dłuższy czas przebywać albo sama, albo z moim partnerem, obecność każdej innej osoby dłużej niż przez kilka godzin dziennie to nie jest stan pożądany, w pewnym momencie czuję potrzebę odizolowania (także od członków własnej rodziny, nawet najbliższych)
-
2014/02/17 22:36:10
Cyganka: Akurat ten utwór nie jest taki ciężki, ale owszem, lubię takie klimaty i to po niemiecku. To dobrze czy źle?
Masz tu tego samego wykonawcę po angielsku: www.youtube.com/watch?v=RSVXixwLzqI
Albo innego po fińsku: www.youtube.com/watch?v=HUonu6l45Vw

100krotna: Miłość to dziwna rzecz, zdecydowanie. Nie umiem myśleć o kimś cały czas, żeby nie móc się na niczym skoncentrować. Nie wiem, czy chciałabym spędzić z kimś całe życie, bo to dla mnie za duża abstrakcja. Jeśli zaś chodzi o wspólne mieszkanie, to bardzo chętnie, tylko niech mi ten ktoś ciągle dupy nie zawraca swoją osobą i na mnie nie patrzy, bo mnie to strasznie wkurwia. Muszę mieć choć trochę czasu tylko dla siebie.

Ludzkich zwyczajów uczę się z książek, prasy i internetu, więc na pewno mój obraz jest mniej lub bardziej spaczony.
-
2014/02/17 23:50:54
"Nie umiem myśleć o kimś cały czas, żeby nie móc się na niczym skoncentrować"

Myślenie cały czas o kimś, tak, żeby przeszkadzało to w koncentracji, dla mnie jest etapem zakochania (procesy chemiczne, motylki w brzuchu, huśtawka nastrojów) a nie miłości (dla mnie, po części, świadoma decyzja/wola sprawiania komuś przyjemności, wspierania go i tego wszystkiego, co napisałam wcześniej).


"Nie wiem, czy chciałabym spędzić z kimś całe życie, bo to dla mnie za duża abstrakcja"

Ja też nie wiem, czy chciałabym z obecnym partnerem (do tej pory 8 lat razem, nie mamy jeszcze trzydziestki, ale nigdy nie deklarowaliśmy sobie, że "do końca życia") spędzić całe życie. Przede wszystkim dlatego, że ludzie w ciągu lat tak bardzo się zmieniają, że za jakiś czas, mogą być już z zupełnie inną osobą. Dodatkowym parametrem jest zmienność otoczenia, które wpływa na naszą sytuację. Dla mnie podstawą jest, żeby, jeśli się zmieniamy, zmieniać się razem, dostosowywać, współpracować - ale też nic na siłę, nie przekraczając granic własnego komfortu, samopoczucia, bezpieczeństwa.


"i na mnie nie patrzy, bo mnie to strasznie wkurwia"

Przez długi czas nie potrafiłam pisać na forum czy przeglądać stron internetowych, kiedy mój chłopak patrzył w moim kierunku - do tego stopnia, że wyłączałam czytaną stronę i siedziałam patrząc w puste google, dopóki sobie nie poszedł. Teraz już mi to nie przeszkadza, aczkolwiek to on najpierw musiał się nauczyć, że to jest moje tabu. Myślę, że każdy ma jakieś granice prywatności i większość ludzi będzie to potrafiła zrozumieć.

"Ludzkich zwyczajów uczę się z książek, prasy i internetu, więc na pewno mój obraz jest mniej lub bardziej spaczony."

Najlepiej uczyć się w kontaktach z ludźmi. Wiesz, to co napisałam, dla mnie samej brzmi, jak lekka hipokryzja, bo też wielu z tych sytuacji nie lubię, a najbardziej cenię sobie święty spokój... ale przecież każdy z nas uczy się "grać" w różne sytuacje. Niektórzy automatycznie, inni z wiekiem, inni z trudem i najpierw teoretycznie, jeszcze inni na terapii - ale da się.
W części istotną sprawą jest wzajemność, wymiana, coś za coś, niekoniecznie materialne - ale patrząc na twoje niektóre wpisy, chyba już coś o tym wiesz.
-
2014/02/18 20:41:09
ani dobrze ani źle: "de gustibus non est disputandum" :D

dobrze piszesz 100krotna!
-
Gość: jeszczeraz, *.cm-7-3a.dynamic.ziggo.nl
2014/02/25 16:09:20
wychowalam sie wsrod mezczyzn w meskim swiecie i w meskich rozmowkach, z tych rozmowek zrozumialam co nastepuje:
- mezczyzni nie sa romantyczni
- mezczyzni nie rozumieja romatyzmu
- mezczyzni sa zmuszeni robic romatyczne gesty w stosunku do kobiet, bo inaczej tamte nie chca z nimi gadac, albo wrecz przeciwnie gadanie sie nie konczy;

wiedze te podbudowaly mlodziezowe czasopisma w ktorych panie i panowie "dziennikarze" skrupulatnie probowali mnie przekonac, ze chlopcy nie czuja tych rzeczy tak samo, ze sa mniej wrazliwi i maja mniejsze potrzeby na romatyzm i czule slowka;

poniewaz nie zaczynalm wczesnie, najpierw "pzezylam" doswiadczenia kolezanek, relacjonowane z pierwszej reki; faktycznie one chcialy wiecej czulosci od swoich chlopakow i jak to nazywasz odwalania harlequinow;

DLACZEGO
Ty tak bardzo obawiasz sie obowiazku odwalania harlequinow skoro za partnerow zamierzasz szukac mezczyzn? To oni beda musieli sie martwic o bukiet roz bez okazji i romatyczna kolacje na walentynki, oraz zaskoczyc Cie pierscionkiem.

Jesli kobiety robia takie rzeczy, to raczej, bo im brakuje tych czynnosci. Ale generlanie to jest man's job. Kobiety maja jedynie kupowac sexy bielizne i robic z siebie od czasu do czasu little hoor tylko dla niego (zeby on nie mial pokus).

Czy nie jest tak?
-
Gość: Hept, 78.10.132.*
2014/02/28 01:52:40
Kurde, jaki fajny temat. Jestem facetem. NT jak to nazywacie i ostatni raz to się zakochałem chyba w podstawówce w 3 klasie. Później nigdy nic. Co jest pomocne i szkodzi. Pomocne bo nie oczekuje liścików, czekoladek (a kompy to moja specjalność), buziaczków i wyznań miłosnych. Poza tym rozsądnie patrze na związek. Jedyna wada, to taka, że ciężko się związać z kimś, bo nie ma chemii, która by mnie do kobiety mocno pchała dzięki czemu robił bym głupie rzeczy, żeby zwrócić na sobie jej uwagę. A tak zwyczajne zaproszenie na drinka czy coś.

Katja olej konwenanse i się nie przejmuj brakiem fazy zakochania - och i ach. Ona tylko wkurwia i przeszkadza. A faceci wolą konkretne babki :)